Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Proszę się położyć. Pan pomoże tej młodej damie zejść na dół!- ksiądz zwrócił się do jednego z mężczyzn w czarnych garniturach. Tamten skinął głową i z niewzruszoną miną ruszył w moją stronę.
Dookoła stał tłum ludzi o ponurych twarzach, do tej pory zdawali się być bliscy. Teraz na wyciągnięcie reki, wydawałoby się, że są tak samo fizycznie realni jak ja, jednak już niczego nie mogłam być pewna. W głowie kołatało mi się jedno zdanie, które niedawno przeczytałam: „rozsądkowe myślenie jest jedynym źródłem prawdy, które posiadamy.” To chyba z Kartezjusza, a może Augustyna, albo po prostu jedno zdanie z miliona w tym całym syfie jakie codziennie łykamy przez gazety i telewizję. Wypłynęło teraz na powierzchnie moich myśli i uporczywie drążyło.
- proszę pani- ksiądz położył mi rękę na ramieniu- jeszcze jedno- czy chce być pani zakopana żywcem czy zostać wywieziona w specjalnie wyznaczone miejsce i nigdy więcej nie kontaktować się z ludźmi? Oczywiście przy pierwszej ewentualności zapewnimy pani jakieś napoje i trochę jedzenia. Względnie przez kilka godzin możemy puszczać z głośników umieszczonych w trumnie, muzykę. Myślę, że chociaż trochę wynagrodzi to pani zastana sytuację.- poczułam jak oblewa mnie zimny pot. Krew dudniła w moim ciele, miałam wrażenie, że wszyscy widza jak pulsuje pod skórą, jak cała przez to faluję. Myślałam o tym, że mój układ krwionośny skończy się ślepą uliczką – gdzieś na czubku głowy – i eksploduję obryzgując wszystkich dookoła. Swoją drogą czerwień byłaby niezłym dodatkiem do tej grobowej atmosfery.
- Czy was wszystkich popierdoliło?! – wrzeszczałam. Obejrzałam się dookoła i ruszyłam z miejsca próbując przebić się przez ludzi. Waliłam pięściami na oślep, plułam , gryzłam i szarpałam ale krąg wokół mnie się zawęził. Poczułam mocny uścisk na nadgarstkach i ramionach. Bez skutku próbowałam się wyrwać. Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach…ba! Nawet filmy nie są tak absurdalne. A jeśli nawet, to zawsze można wyłączyć telewizor, albo przewinąć taśmę. Tutaj nie ma szklanego ekranu, nie ma widzów którym to się może nie podobać.
- to nic nie da. Przykro mi. Takie rzeczy się zdarzają. Nie jest pani pierwsza, chociaż przeważnie było łatwiej…
Tylko, że nic co wiem nie uspokaja mojej jeszcze, wydawałoby się, zdrowej świadomości.
***

Poranek przywitał mnie jak zwykle białym sufitem, kiedy otworzyłam oczy. Mój wewnętrzny budzik zwykle nie pozwala mi spać dłużej niż do 7. 30 więc przyjęłam, że jest coś około tego. Poczłapałam do łazienki potykając się po drodze o zostawione dzien wcześniej na środku przedpokoju buty. Zaklęłam cicho pod nosem i zapaliłam światło, a przynajmniej myślałam, że tak się stanie. Kilka razy poruszyłam włącznikiem. Nic. Pewnie żarówka- pomyślałam- i udałam się do pokoju w poszukiwaniu nowej. Zdążyłam się delikatnie rozbudzić i odruchowo spojrzałam na radio-budzik a tam ciemny ekran. Jak to możliwe- żarówka, baterie, co jeszcze dzisiaj nie będzie działać? Wtedy nie przyszło mi do głowy jak bardzo ten dzień będzie inny od reszty dni i że tak wygląda koniec.
Intuicyjnie zaczęłam sprawdzając po kolei wszystkie urządzenia w moim mieszkaniu- telewizor, lodówkę, światło, telefon. Nic nie działało. Rozumiem- brak prądu- może się zdarzyć, ale kiedy spojrzałam na komórkę a ta, mimo iż ładowana przez całą noc, nie działała, zaczęłam czuć ogromny niepokój. Niewiele myśląc ubrałam się w cokolwiek i wybiegłam do pracy.
Wrocławskie ulice jak zwykle ruchliwe. Samochody, tramwaje, ludzie, hałas. Pobiegłam co sieł w nogach na przystanek i wepchnęłam się do pełnego autobusu. Myśli biegały w mojej głowie jak szaleni lekkoatleci szukający swojego toru. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie zwróciłam uwagi nawet na numer autobusu do którego wsiadłam. Nagle zza swoich pleców usłyszałam „bileciki do kontroli”. Mężczyzna w szrej kurtce wyjął identyfikator i ruszył w tłum. Wyciągnęłam swoją przejazdówkę i grzecznie czekałam na swoją kolej. Kontroler zbliżył się do mnie- poprosiło bilet kobietę stojąca obok i grupę nastolatków jadącą do szkoły i poszedł dalej. Nie zauważył mnie? Stałam dokładnie naprzeciw niego. Nie miałam w zwyczaju upominać się o kontakt z kontrolerami, ale poczułam się publicznie odrzucona. Drzwi się otworzyły i wyszłam razem z innymi pasażerami, nie zważając na to czy to „mój” przystanek czy nie. Poszłam po prostu przed siebie powoli ogarniając widok ulicy podwale. Wszystko stało na swoim miejscu. Ptaki śpiewały jak zwykle, na rogu stał jak co dzień mężczyzna sprzedający biżuterię, tramwaje jeździły po torach…może to tylko moja paranoja? Wzięłam głęboki oddech i skierowałam się do parku przy teatrze lalek- zwyczajowa droga do pracy, zawsze się tam uspokajałam.
Nie wiem ile metrów zdążyłam przejść ani ile czasu minęło, nagle ktoś chwycił mnie za rękę.
- jest pani na czas. Wyjątkowo przewidywalnie jak na panią. Przed chwilą przyszedłem, nie musiałem długo czekać.
- kim pan jest? To chyba jakaś pomyłka…nie znamy się...prawda?
- pani mnie nie zna, to prawda. Ale to nie ma nic do rzeczy. Proszę- wskazał na ławkę- usiądźmy.
- proszę mi wybaczyć, spieszę się do pracy, zresztą nie wie o czym mogłabym z panem rozmawiać. Do widzenia! – szarpnęłam rękę, ale on nie puścił.
- nie tak szybko, tam i tak na panią nikt nie czeka. Proszę się uspokoić a zaraz wszystko wyjaśnię.
Tego już za wiele, nic nie rozumiałam, ale poczułam, że musze mu zaufać. Nic innego mi nie pozostało. W moim życiu zawsze było miejsce na absurd i nieprzewidywalne zdarzenia. Wierzyłam, że nie ma przypadków i za chwilę miałam się dowiedzieć jak trafna była moja intuicja. Usiedliśmy na ławce.
- na pewno zdziwił pani dzisiaj brak prądu, światła i to, że nawet komórka nie działała.
- skąd pan…- uniósł rękę na wysokości mojego wzroku.
- spokojnie, właśnie chcę to pani wyjaśnić. Zawsze wierzyła pani, ze nasze życie jest jakoś zaplanowane, prawda? Nie myliła się pani co do świata, jedynie co do siebie. To wszystko co odbierała pani jako dziwny „skok” w życiu, zakręty które nagle się pojawiały nie były wynikiem planu. Wręcz przeciwnie. Została pani obdarzona pewnymi, jakby to ująć, zdolnościami kreowania własnej drogi. Każdy człowiek ma poniekąd wpływ na swoje życie, ale to dotyczy minimalnych spraw…nie wiem od czego zacząć. Może od tego, ze pomyliliśmy się przy pani urodzeniu. Nikt nie wyczuł nic dziwnego, nie przewidzieliśmy tego, jak bardzo potrafi pani wchodzić nam w drogę. Wiem, że brzmi to wszystko nielogicznie. Po to tu jestem, żeby wszystko stało się bardziej przejrzyste.
- ja pierdolę, o czym ty człowieku mówisz?! To nie jest śmieszne, idź się pan leczyć! – zerwałam się z ławki lecz on pociągnął mnie mocno za rękę i ściągnął powrotem na ławkę.
- tutaj akurat niczym mnie pani nie zaskakuje ( uśmiechnął się pod nosem). Proszę mi uwierzyć- dla mnie ta sytuacja też jest obca. Wyjaśnię to pani po ludzku, tak jak wy wszyscy lubicie sobie tłumaczyć. Powiedzmy, ze jest bóg i przy urodzeniu dla każdej istoty ludzkiej przydziela się jego historię. Robią to…aniołowie, jeśli tak będzie prościej. Tacy którzy rozpoznają preferencję każdego. I odbywa się coś w rodzaju programowania…mówiąc w skrócie, pani wymknęła się spod kontroli i właśnie dzisiaj minął pani termin…od trzech lat miałaś czas na śmierć. Przepraszam, ze pozwoliłem sobie na przejście z formy oficjalnej, ale tak będzie łatwiej.- uśmiechnął się tak błogo jak gdyby mówił o smacznych lodach, albo odpoczynku nad morzem.
- chcesz mi powiedzieć, że bóg istnieje? Czy o co chodzi? Jak to miałam czas na śmierć, o czym ty do cholery…
- posłuchaj uważnie! – zmienił ton głosu na bardziej srogi- to nie żarty. Świadomość wyprzedza wydarzenia- tego nie mogłaś się domyślić, mimo, że masz doskonałą intuicję. Dostałaś czas na swoją śmierć i on się skończył. Tylko, że nie umarłaś- nie było pogrzebu, nie było wypadku ani choroby. My nie mogliśmy cię zabić, mogliśmy jedynie podsuwać ci pod nos śmierć, ale ty ją sprytnie omijałaś. Spóźniłaś się na pociąg do Krakowa, przez co tam na dworcu facet z nożem zadźgał kogoś innego. Zmieniłaś pracę dzień przed zawaleniem się sufitu w nocy- a tylko ty siedziałaś w biurze o tej porze, bo inni jakoś wyrabiali się ze wszystkim w godzinach pracy…mógłbym mnożyć takie przykłady, ale to nie ma sensu. Nie wiedziałaś o tym, bo nigdy śmierć nie była blisko, inaczej może byś coś podejrzewała. Ale teraz…teraz świadomość w świecie wyprzedziła twoją śmierć. Jesteś, ale nie ma już kontynuacji twojego życia. Rozumiesz? Nikt cię teraz nie widzi…inaczej- widzą cię, ale w ich świadomości nie ma takiej osoby. Teraz jeżeli sama nie zadecydujesz, nic nie jest w stanie cię zabić. Niestety możesz mieć wpływ na innych- nie możesz z nimi rozmawiać, ale masz chociażby fizyczną siłę przenoszenia przedmiotów, jakimś głupim rzuceniem kamyka możesz zmienić czyjąś historię. Już wystarczy twojego rozrabiania.
- Czy Bóg istnieje?
- Żadna odpowiedź cię nie zadowoli, oboje o tym wiemy. A teraz chodź ze mną.

Tak w jedno popołudnie moje życie się skończyło. Wchodzę teraz o własnych siłach do trumny, dla dobra moich bliskich, żeby nie było dziury w ich historii, żeby zamknąć moją własną. Patrzę na tych ludzi, którzy płaczą, patrzę na księdza a nad nimi niebo, które dla wielu jest celem. Jest jeszcze kilka minut na podjęcie decyzji. A może jeśli naprawdę świadomość wyprzeda wydarzenia to…

Opublikowano

Najpierw zauważone usterki – przykładowe:

- Pan pomoże tej młodej damie zejść na dół!- ksiądz zwrócił się do jednego z mężczyzn w czarnych garniturach. – „Ksiądz” z dużej litery,
- To chyba z Kartezjusza, a może Augustyna, albo po prostu jedno zdanie z miliona w tym całym syfie jakie codziennie łykamy przez gazety i telewizję. – przed „jakie” przecinek,
- Wypłynęło teraz na powierzchnie moich myśli i uporczywie drążyło. – „powierzchnię” literówka,
- proszę pani- ksiądz położył mi rękę na ramieniu- jeszcze jedno- czy chce być pani zakopana żywcem czy zostać wywieziona w specjalnie wyznaczone miejsce i nigdy więcej nie kontaktować się z ludźmi? – „Proszę” z dużej litery, przed „czy” przecinek,
- Względnie przez kilka godzin możemy puszczać z głośników umieszczonych w trumnie, muzykę. – przestawiłabym szyk zdania: „muzykę” za „puszczać”,
- Myślę, że chociaż trochę wynagrodzi to pani zastana sytuację.- poczułam jak oblewa mnie zimny pot. – „zastaną” literówka, po „sytuację” zbędna kropka,
- Krew dudniła w moim ciele, miałam wrażenie, że wszyscy widza jak pulsuje pod skórą, jak cała przez to faluję. – „widzą” literówka,
- Swoją drogą czerwień byłaby niezłym dodatkiem do tej grobowej atmosfery. - po „drogą” przecinek,
- Czy was wszystkich popierdoliło?! – wrzeszczałam. – „Wrzeszczałam” z dużej litery,
- Waliłam pięściami na oślep, plułam , gryzłam i szarpałam ale krąg wokół mnie się zawęził. – przed „ale” przecinek, zbędna spacja po „plułam”,
- Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach…ba! – „Ba” z dużej litery,
- Tutaj nie ma szklanego ekranu, nie ma widzów którym to się może nie podobać. Przed „którym” przecinek,
- to nic nie da. – „To” z dużej litery,
- Tylko, że nic co wiem nie uspokaja mojej jeszcze, wydawałoby się, zdrowej świadomości. – przed „co” przecinek, również przecinek przed ”jeszcze” zamiast za,
- Poczłapałam do łazienki potykając się po drodze o zostawione dzien wcześniej na środku przedpokoju buty. – przed „potykając” przecinek, dzień” literówka,
- Zdążyłam się delikatnie rozbudzić i odruchowo spojrzałam na radio-budzik a tam ciemny ekran. – przed „a” przecinek,
- Jak to możliwe- żarówka, baterie, co jeszcze dzisiaj nie będzie działać? – po „możliwe” znak zapytania, potem „Żarówka” z dużej litery,
- Wtedy nie przyszło mi do głowy jak bardzo ten dzień będzie inny od reszty dni i że tak wygląda koniec. – przed „jak” przecinek.
Intuicyjnie zaczęłam sprawdzając po kolei wszystkie urządzenia w moim mieszkaniu- telewizor, lodówkę, światło, telefon. – „sprawdzać” literówka, zamiast „intuicyjnie” użyłabym „systematycznie” albo „po kolei”,

To tylko przykłady – dalej już nie wyliczam, musisz sięgnąć po reguły (duża litera zawsze po kropce, wykrzykniku, pytajniku, wielokropku; przecinki - gdzie mają być a gdzie nie – podsyłam Ci np. adres do Wikipedii: wikipedia.org/wiki/Przecinek) i cierpliwie, zdanie po zdaniu, niemal każde poprawić. Uważam, że to metoda długofalowo lepsza, choć wolniejsza, niż sprawdzanie słownikiem w Wordzie (za to Word pomaga też poprawić przynajmniej część literówek). Najlepiej zastosować jedno i drugie. Generalnie, w wielu komentarzach tutaj pojawia się słuszna rada, że pospiech przy wklejaniu tekstów, przed ich sprawdzeniem, nie jest wskazany.

Jeśli chodzi o treść - nie porwała mnie. Być może, dlatego, że konstrukcja tekstu psuje efekt zaskoczenia – ze scenerii pierwszej części już wiadomo, dlaczego po obudzeniu bohaterki mogą się dziać niecodzienne rzeczy, więc dokładne opisywanie jak w mieszkaniu nic nie działa i sytuacji w autobusie znużyło mnie. Dla zneutralizowania tej słabości, przynajmniej częściowego, można byłoby np. zasugerować czytelnikowi, że sytuacja opisana w części pierwszej była tylko koszmarnym snem, np. poprzez wtrącenie odpowiedniego zdania po obudzeniu. „Uff, co za koszmar mi się przyśnił – westchnęłam z ulgą, widząc znajomy sufit”, czy coś w tym rodzaju. Z drugiej strony, kluczowa rozmowa, w której wszystko się wyjaśnia, jest dla mnie trochę przefilozofowana i zbyt mało wyrazista. Uważam, że warto by jeszcze nad tym popracować.

To są wszystko uwagi amatorskie, więc bardzo się nimi nie przejmuj. Pomimo tego, o czym napisałam wyżej, jest coś w Twoim opowiadaniu, gdzieś pomiędzy wierszami, co przykuwa uwagę. Nie umiem tego nazwać inaczej jak smykałką do pisania. Bardzo chętnie przeczytałabym jeszcze inny twój tekst. Może podpowiedz mi, gdzie znaleźć coś ze starszych? Pozdrawiam serdecznie - Ania

Opublikowano

No proszę, taki matrix w innym stylu;) bardzo mi się podoba ten tekst:) wciągnął mnie i wg mnie od początku do końca jest całkiem całkiem:) literówek nie wypisuje bo mi sie nie chce, popraw jak bedziesz mieć czas. W pozytywnym wrażeniu wybywam. Na razie jeszcze nie do trumny. Chyba. Plusa zostawiam w każdym razie;p

Opublikowano

z dużymi literami pewnie sa problemy bo w wordzie mi isę coś poprzekrecało:) z interpunkcją zawsze miałam kłopoty, niestety:)

Aniu- pierwsza część nie dzieje się przed drugą częścią, druga częśc jest przed pierwszą, więc nie było żadnego koszmaru.
Poza tym opowiadanie jest napisane na podstawie mojego snu:) a rozmowa musi być filozoficzna- bo inaczej nie da sie tego wyjaśnić moim zdaniem:)
inne teksty znajdziesz wchodząc poprostu na moje utwory:) dziękuje za wytknięcie błędów, jak będę miała chwilę to nad tym posiedzę:) co do wrzucania tekstów szybko- zawsze tak robię, wszelka praca samemu nad tekstem tylko zniechęca mnie do dalszego pisania:) to takie egoistyczne, ale tak najlepiej mi się pracuje:)

dzieki w każdym razie.
pzdr

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

ja nie zdzierżyłem. padaka i badziewie.
czy nikt nie potrafi napisać prosto z mostu, że to jest padaka?

sorry, anka, ale spójrz na zakończenie i powiedz jaki to ma sens.
a dodawanie "ja pierdolę" to tani chwyt dla ubogich tekstów, mający na celu niby podnieść poziom emocji.

litości.

a technicznie nie wnikam, błędy są.

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...