Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziś rano uwierzyłem w grawitację i coś się we mnie otworzyło. Naprawdę
nie chodzi o wczorajszą brandy,która ściągnęła do parteru pół bloku,
nie chodzi nawet o dziki seks na podłodze. Po prostu uklęknąłem
przy łóżku, wziąłem trzcinę do ręki i powiedziałem sobie:walcz.

rod stewart zamknięty w małym głośniczku swą pieśnią dodawał mi sił

Pewnie chcesz wiedzieć, co działo się dalej, lecz nie ma to znaczenia,
albowiem każdy jest prochem i w proch się obróci.

Opublikowano

z takim tytułem wiersza podpadasz gościu pod regulamin portalu mówiącym, że wszelkie naruszalnie cudzych przekonań religijnych, obrażanie i ośmieszanie jest naruszeniem dobrych zasad współżycia społeczności portalowej;
daję dobę na zdjęcie tego badziewia; po tym terminie zwracam się do Admina o zdjęcie i zbanowanie autora;
czas leci...
J.S

Opublikowano

tak... to normalne teraz, wszystko jeśli chodzi o obrazę można ale tylko jeśli dotyczy religii
bo jakbym np. powiedziała, że geje to psychole i dewianty to od razu będę zaatakowana jako nietolerancyjna

mnie sie nie podoba ani tytuł ani wiersz

Opublikowano

tak, ale takie użycie -zużycie też mi się nie podoba
a niedosłowna obraza też jest w końcu obrazą ;))

ale to chyba nie chodzi o Jesusa Rodrigueza ???
bo jeśli chodzi to w takim razie jestem mało inteligentna ;/

Opublikowano

yyy ale o co to zamieszanie? Zgadzam się z uwagami na temat puenty,itd. Czy usprawiedliwia mnie to,ze nigdy w życiu nie pisałem? Postaram się poprawić. Dzięki wszystkim za komentarze,chociaż niektórych nie rozumiem :P

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...