Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z dedykacją dla "naszej" wspaniałej Marty Sawickiej



Utwór wyróżniony na ogólnopolskim konkursie prozatorskim przez Katolicki Uniwersytet Lubelski

//www.kul.lublin.pl/art_9826.html


Well I'll be damned
Here comes your ghost again
But that's not unusual
It's just that the moon is full....




* * * * * *

Właściwie, to do dzisiaj nie wie, dlaczego zatrzymała się wtedy na tym przystanku. Od czasu do czasu, kiedy bywała w weekendy w swojej rodzinnej wsi podwoziła znajomych do Wrocławia. Ale tylko tych na odpowiednim poziomie. Nie wziełaby nigdy do swojego opla jakiegoś zwykłego wieśniaka. Że kiedyś razem biegali po łące….no to co? Też coś, upaćkałby na pewno jej nową tapicerkę………… nie, nie dzisiaj kiedy zaczyna się jeden ze szczęśliwszych tygodni w jej życiu…..a jednak zatrzymała się….

Mężczyzna, który stał na przystanku zaintrygował ją. Patrzył się na nią cały czas kiedy wyjeżdżała na główną drogę. Wcześniej nie spuszczał z niej wzroku, kiedy wychodziła ze sklepiku na przeciwko przystanku. Stał dalej od całej gromady ludzi, którzy zgromadzili się w budce na przystanku. .Zatrzymała samochód naprzeciwko niego. Doszedł do auta i otworzył drzwi, jak gdyby był jej starym znajomym..
- Dzień dobry - miał około trzydziestki, długie włosy do ramion i nie ogoloną twarz. Na sobie prochowiec a w ręku trzymał płaską podróżną torbę. Był cały mokry.
„Boże, pobrudzi mi całe siedzenie”- przeleciało jej momentalnie przez myśl. On tymczasem usiadł wygodnie i patrzył przed siebie. Ruszyła ostro jak zawsze aż woda z kałuży rozbryzgała się na boki. Przełączyła wycieraczki na szybsze obroty. Deszcz zaczynał padać coraz intensywniej, mimo to nacisneła mocno pedał gazu. Mijała dosyć szybko okoliczne wioski.
- Pan z Wrocławia? – pierwsza zagaiła nieznajomego. Ewa należała do odważnych kobiet. On cały czas patrzył przed siebie. Torbę położył sobie na kolanach i przycisnął rękoma. Jego profil wydał się jej znajomy.
- Przebywam w różnych miejscach i czasach. Nazwy nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Jestem cały czas w drodze. - nadal mówił gdzieś przed siebie i nie spojrzał ani razu na nią. „ Pilot wycieczek?....co ja wymyślam, gdzież on wygląda na pilota i co by robił w tej dziurze. Co mi strzeliło do łba brać go do wozu. Prędzej jest jakimś wiejskim lekarzem albo duchownym” zastanawiała się w myślach. Zwolniła przed zakrętem, z prawej strony widać
było miejscowy cmentarz.
– Ma pan tutaj jakiś znajomych czy przejazdem?- jechała bardzo powoli ze względu na szykany drogowe tuż przed bramą cmentarza.....
- Tak. Zaprosił mnie tutaj ktoś kto chciał, żeby pamiętać czasem o nim. Chciał przekazać coś, komuś bliskiemu…- po raz pierwszy odwrócił głowę w jej stronę. Był przystojnym mężczyzną i miał twarz bardzo podobną do kogoś znanego, ale nie mogła sobie przypomnieć do kogo.
Tutaj czy w Dolanowicach? – spytała logicznie, ponieważ ujechali już kilkanaście kilometrów od jej wsi.
- Tutaj – odpowiedział spokojnie i wskazał głową cmentarz, który właśnie mijali. Zrobiła się cisza. Ewa zmniejszyła szybkość wycieraczek bo deszcz nie padał tak intensywnie. Teraz ona patrzyła cały czas przed siebie i nie odrywała wzroku od przedniej szyby ani na krok. Cmentarz został w tyle. „ Jeśli ten czubek chciał mnie nastraszyć to się pomylił. Głupi żart. Po kiego brałam go ! Może to jakiś świr? " – patrzyła na drogę ale w głowie kołatały jej różne myśli. Nieznajomy tym razem odezwał się pierwszy.
-Chyba nie ma pani dzisiaj humoru? – znów patrzył się przed siebie. Torbę nie wypuszczał z kolan.
„ A co cię to obchodzi? Psycholog się znalazł.” przycisnęła pedał gazu mocniej. Była jeszcze wkurzona za ten głupi żart z cmentarzem. Wjeżdżali już na główną drogę do Wrocławia. „ A z resztą …dlaczego mam się nie podzielić swoim szczęściem. Jest w końcu czym” po chwili zdecydowała się odpowiedzieć na zadane pytanie.
No …dzisiaj to akurat mam. – zrobiła tajemniczą minę a po chwili dodała – ktoś mi się oświadczył w sobotę - powiedziała to po raz kolejny w ciągu ostatnich dwóch dni.
W niedzielę z rana mamie, ale mama nie przyjęła tego z radością. Chodziło jej o Karola, tzn. o jego żonę a właściwie już prawie byłą żonę. No i starszy jest dużo od niej….no to pewnie nie będzie dzieci…..itd. Zacofanie duże jeszcze na wsi, oj duże. „ Oj żebyś ty wiedziała ile mnie zabiegów kosztowało, żeby go zdobyć i pozbyć się tej jego żony. A ile randek za miastem przez dwa lata w ukryciu przed nią i ile w końcu musiałam go namawiać na rozwód. Ale opłaciło się….w końcu zostanę kierowniczką całego działu. Wreszcie, po tylu latach pracy w tym kołchozie. No bo…żona dyrektora naczelnego musi być przynajmniej kierowniczką. Nie wypada inaczej. A że starszy jest…no to czy będą dzieci? Oj, mama to teraz najmniejszy problem. Można wziąć do adopcji albo…z resztą Karol już ma, a mnie będzie przeszkadzało w karierze. Ostatecznie można zawsze kupić jakiegoś pieska.”
Byłaby zapomniała o najważniejszej rzeczy jaką kobieta może się pochwalić.
- No i dostałam taki mały prezencik! – zdjęła prawą rękę z kierownicy i wyciągnęła do nieznajomego. Na palcu miała pierścionek z błyszczącym brylantem w środku. „ No popatrz sobie przez chwilę człowieczku bo czegoś takiego to długo nie zobaczysz w swoim życiu.” pomyślała sobie, śmiejąc się w duchu z tej zabawnej sytuacji. Mężczyzna nachylił się do jej ręki i spojrzał z bliska. „ O, znawca kamieni” śmiać jej się chciało z niego.
- Diament, oszlifowany diament – powiedział spokojnie i znów patrzył przed siebie. Ewę zatkało całkowicie. Nie wiedziała przez chwilę co ma powiedzieć. „ Jaka ja jestem durna ! Chwalić się obcemu człowiekowi prawdziwym brylantem, przecież może mi dać w łeb i zabrać nogi za pas.” Znów nacisnęła mocniej pedał gazu. Wrocław był już coraz bliżej. Chwilę zastanawiała się co powiedzieć, żeby zabrzmiało to prawdziwie. Ale ciekawość zwyciężyła ostrożność.
- Pan się zna na kamieniach? – starała się mieć głos pewny, żeby samej sobie dodać otuchy.
- Rdza – odpowiedział jej krótko.
- Proszę? Nie rozumiem…o co panu chodzi? – spytała zdziwiona. „ To jednak jakiś czubek, bo gada coś od rzeczy” przeleciało jej szybko przez głowę.
- Na diamencie jest rdza. Bardzo mała ale jednak jest. Przeciętne oko jej nie zauważy – wyjaśnił spokojnie ale tym razem zwrócił już twarz w jej stronę.
- Rdza? Pierwsze słyszę, żeby rdza na ….rdza to może być na, na jakimś metalu ale na di.. – ugryzła się w język - …na kamyku ? – bała się wymówić słowo diament, żeby nie wywołać jakiegoś nieszczęścia.
- Zajmuję się kamieniami wiele lat i wiele ich widziałem. Widziałem je w górach i nad morzem, w jaskiniach i na dnie rzek i oceanów. Jedne leżą ukryte głęboko i trzeba długo kopać, żeby je odnaleźć. A inne leżą na wierzchu, jakby się prosiły, żeby je podnieść. Jedne są piękne i szlachetne a ich światło potrafi nieraz aż oślepić. Ale i wśród nich trafiają się też takie, które mają jakieś skazy jak my mówimy…rdzę.
- Mówimy…my? – słuchała już raczej zaciekawiona jego łagodnym głosem, niż przestraszona.
- Tak, my zbieracze. Ale są też kamienie zwykłe, szare pozbawione naturalnego blasku ale posiadające w sobie pełną czystość i głębie. Można je znaleźć wszędzie, przy każdej drodze, drzewie czy na polanie. Najczęściej omija się je i biegnie się szukać tych świecących , drogich. A to właśnie wśród nich więcej jest tych bez rdzy…
Trochę ją zatkało. Nie przypuszczała, że ten „człowieczek” ma taką wiedzę albo, że ma takie gadane.
- Dużo pan uzbierał ostatnio? Gdzieś pan był w szczególnych miejscach? – czuła, że Wrocław jest już za rogatkami. Jej pewność siebie wobec tego człowieka zwiększała się z każdą chwilą. W dużym mieście, pełnym ludzi czuła się znacznie bezpieczniej niż w trasie.
- Byłem na …..Grandes Jorasses. To taka góra we Francji w masywie Mont Blanc. Jest tam pięknie i jest mnóstwo ….minerałów. Trochę przywiozłem do kraju.- ściągnął teczkę z kolan.
„ Aaaa, alpinista. Teraz wszystko jasne. Te jego dziwne odzywki…no tak z dala od ludzi przez wiele tygodni, człowiek po prostu dziczeje….tylko ta nazwa…taka znajoma”.
- Jak pan powiedział?…Grandes J…- spytała zaciekawiona.
- Jorasses. Mówi to pani coś?- rozglądał się wokoło bo wjeżdżali właśnie do Wrocławia.
- Nie..nie…sama nie wiem. Coś mi chyba przypomina…- przetarła czoło na którym pokazał się pot. Uchyliła okno od swojej strony. Deszcz przestał padać jak ręką odjął. Pokazało się nawet słońce i na zewnątrz zrobiło się przyjemniej. Byli już na ulicach Wrocławia.
- Może mnie pani tutaj wysadzić? – wskazał na pustą ulicę przy cmentarzu Osobowickim.
- Tutaj?- rozglądnęła się dookoła – no dobrze nie ma sprawy…jak panu pasuje. – zjechała dwoma kołami na chodnik. Otworzył drzwi i wysiadł na zewnątrz. Nachylił się jeszcze na moment do wnętrza samochodu. Widziała teraz wyraźnie jego zarośniętą twarz.
- Dziękuję za to, że mnie pani wzięła do samochodu i podwiozła. Życzę dużo szczęścia i …wielu czystych kamieni. - zamknął drzwi i odszedł chodnikiem, ściskając swoją torbę.
„ Dziwak jakiś” pomyślała i spojrzała na siedzenie dla pasażera. Odruchowo przejechała ręką po tapicerce. „Dziwne…bardzo dziwne. Całe siedzenie jest zupełnie suche, jakby nie siedział na nim nikt mokry.” Nachyliła się nad nim i wtedy zauważyła to zawiniątko, które leżało na podłodze obok fotela. „ No nie. Coś mu wypadło. Jeszcze tego tylko brakowało… gdziesz on jest?” Rozglądała się wokół ale jej były pasażer zniknął. Ruszyła szybko do przodu . Przejechała kilkadziesiąt metrów, ale jego nie było widać. „Trudno jego strata a z resztą co to może być za wartościowa rzecz zawinięta w kawałek szmatki? Pewnie cos dziwacznego jak on sam” Przejechała już prawie całą drogę do domu. Stanęła na światłach, dwie przecznice przed swoim domem. Na desce rozdzielczej leżało zawiniątko nieznajomego. Wzięła je do ręki i zaczęła rozwijać. Tylko dlatego, że w tym miejscu są strasznie długie światła i czeka się w nieskończoność. „ Co on tam pozawijał?.” mówiła sama do siebie pod nosem.
- O Boże!!! - wyrwało się jej na cały głos – o Boże – powtórzyła drugi raz już trochę ciszej. Patrzyła cały czas na drobiazg w ręku. Czuła, że krew mocno podchodzi jej do głowy. Nagle znalazła się w jakiejś szklanej klatce i wszelkie odgłosy z zewnątrz były przytłumione……


* * * *

...............dźwięk narastał coraz mocniej i coraz bardziej odczuwała go w głowie. Zaczęły też dochodzić do niej jakieś okrzyki i wrzaski. Dźwięk klaksonu wbijał się coraz mocniej w mózg.
- Posadzili babę za kierownicą i nie wie co robić ! Ruszaj do cholery jasnej bo ile ja tu będę stał!!! – teraz już rozumiała znaczenie słów wykrzykiwanych przez kierowcę w otwartym oknie ciężarówki stojącej za nią. Ścisnęła rękę i wrzuciła bieg. Ruszyła przez zielone światła i przejechała skrzyżowanie. Dojechała na parking koło swojego mieszkania ale nie wysiadła. Jeszcze raz wszystko analizowała. Nie, na pewno to się jej nie przyśniło, z resztą trzymała w ręku….jeszcze raz otworzyła dłoń. Tak, nie mogło być pomyłki!!!. W jej dłoni leżał pierścionek z drutu z małym kamyczkiem w środku. Najzwyklejszym kamyczkiem jaki można spotkać na każdej wiejskiej dróżce. Czuła jak oddala się w czasie…….........
...................... To było latem, chyba z 15 lat temu. Tak, na pewno lato bo Krzysiek przyjeżdżał tylko wtedy, na wakacje do swojej wsi. No i wpadał również do niej. Szli razem do GS-u na zakupy. Śmiali się i wygłupiali po drodze i nagle Ewka krzyknęła i zaczeła skakać na jednej nodze. Szybko usiadła i wyjeła z buta mały kamyczek, który się dostał do wnętrza. Podarowała go Krzyśkowi na pamiątkę ich spotkania. A on oprawił go po powrocie w drut i zrobił z niego pierścień. A potem to już zakochali się w sobie i Krzysiu zawsze nosił ten pierścień na palcu. Śmiali się z niego, że nosi taki fajans ale on nie ściągał go całe wakacje. A potem to ona pojechała do niego i tam mieszkali w akademiku przez pół roku....a potem pojechał na tą wyprawę w Alpy. Na dworcu włożył sobie ten pierścień na palec i powiedział „Ściągnę go jak przyjadę a tobie przywiozę prawdziwy diament” tak, przypomina sobie teraz te słowa doskonale. Powtarzała je sobie wtedy wiele razy, płacząc w nocy do poduszki...........
.....dotkneła jego ręki w trumnie, wtedy jak ich przywieżli z tej Francji. Lawina zaskoczyła wszystkich jak spali w namiocie. Szukali ich przez tydzien.Tylko dwie osoby uratowały się. Szukała dotykiem tego pierścienia na jego palcu ale nie było go tam. Zapomniała o tym szczególe, to przecież tyle lat....
„Zaraz, zaraz gdzie jest pochowany Krzysiek....no na tym cmentarzu w ...tam gdzie pokazywał ten facet z samochodu..Boże, tyle lat....z a p o m n i a ł a m "

* * * *


Szczupła kobieta stała z kwiatkami w ręku już dłuższą chwilę przy tym grobie. Na płycie cmentarnej w malutkim wazonie stały zwiędnięte kwiaty. Obok nich wypalone dwa znicze. W pewnym momencie kobieta nachyliła się i włożyła do wazonika bukiet pięknych chryzantem. Spojrzała się jeszcze tylko na twarz figurki przymocowanej do krzyża. Ta twarz wydała się jej bardzo znajoma....potem przeżegnała się i odeszła od grobu. W pewnej chwili gdy przechodziła obok śmietnika cmentarnego zadzwonił telefon. Szybko wyjeła go z torebki i spojrzała na wyświetlacz. Pokazał się napis KAROL.. Kobieta chwilę patrzyła na telefon a potem wyłączyła go i wsadziła do kieszeni. Zrobiła dwa kroki w stronę bramy a potem znów zawróciła do śmietnika. Staneła przy nim i ściągneła błyszczący pierścionek z palca, potem zdjęła z lewej ręki jakiś pleciony pierścień i założyła go w miejsce tamtego. Chwilę tak stała i ważyła świecidełko w ręku a potem mocnym ruchem rzuciła nim w stronę śmietnika. Pierścionek odbił się od kontenera i upadł koło murku okalającego śmietnik, tuż obok zardzewiałej łopatki.

W-w 12.10.07 John Maria S.

Opublikowano

Fajnie się czyta Twoje opowiadania, masz pomysły, nie powiem. Pomysłowo też z linkiem do muzyki i śpiewu Joan Baez - doskonałe uzupełnienie. Podobało mi się.

Ja tak z pozycji szarego czytelnika, więc nie wypowiem się na temat techniki pisania, albo ewentualnych błędów. Są tu fachowcy i im pozostawiam pole do popisu.

pozdrawiam serdecznie, i do następnego :)))

Opublikowano

Po tym twoim "majstersztyku" (perły)...ciężko cię przebić :). "Diamonds and rust" miało na przestrzeni 30 lat mnóstwo wykonań, zastanawiałem się nad "Judas Priest" ale w koncu wygrał oryginał. Z resztą i tak pisałem to kiedyś przy głosie Joan.....to w koncu piosenka o miłosci Pozdrówka. Też Benia lubię jak mnie odwiedzasz :) bo generalnie Benki są ok.;P

Opublikowano

zawsze wiedziałem, że wiersze Marty mają głębszy sens i... chyba właśnie go znalazłem. gdzieś tak do Wrocławia, a konkretnie do świateł, jest to najlepszy fragment prozy jaki ostatnio czytałem. dalej, niestety, opowiadanie zbanalniało, a zakończenie trochę mnie rozczarowało. to, oczywiście, tylko moje subiektywne zdanie. pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


.......................no pewnie, że subiektywne ale dzięki za odwiedziny. Gdybym do tych reminiscencji wprowadził dialogi, penie byłoby lepiej. Powiem szczerze, że pisałem to bardzo pobudzony....i pod koniec byłem już zmęczony ale zakończenia nie zmieniłbym. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

......................To ciekawe..większość znajomych kobiet!!! powiedziała mi, że to fajna historia o miłości i się wzruszyły (nawet bardzo, niektóre) i że to potwierdza, że pieniądze i władza to nie wszystko. Miłość zwycięży zawsze. A ty wyskakujesz z ....mam pomysł...napisz sobie bardzo życzliwe opowiadanie o kobietach. Przedstawisz je tam jako anioły chodzące po ziemi, a meżczyzn jako potwory. Bo ja piszę o ludziach a nie o rodzajach!!!! Pozdrawiam. p.s....pewnie będą pisać do ciebie..wkurzeni gays. Nie czuję się wyższy nad kobietami ale też nie niższy!
Opublikowano

mimo że głównego motywu można domyślić się na początku(nie wiem czy to był celowy zabieg, czy po prostu mi się jakiś cudem udało), czytało mi się bardzo przyjemnie. kreacja chrystusa-wędrowcy bardzo dobra. nie czuję odpowiedzialny do obiektywnej oceny, ale subiektywnie muszę przyznać, że opowiadanie ma w sobie to "coś":) oczywiście pewnie sam bym trochę inaczej to napisałl, ale pewnie nie wyszłoby równie ciekawie:)

drażniił mnie tylko język:) nie mogę go nazwać potocznym, ale momentami jest on taki... nieliteracki, np. "No i starszy jest dużo od niej….no to pewnie nie będzie dzieci…..itd."

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.................................................................................cieszę się, że ci się podobało. Nie, nie miałem jakiś specjalnych zamiarów, co do głównego motywu. Po prostu domyśliłeś się wszystkiego. Pozdrawiam. p.s. Akurat te "nieliterackie" cytaty to....słowa starszej wiejskiej kobiety...myślącej bardzo prosto.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.................................................................................cieszę się, że ci się podobało. Nie, nie miałem jakiś specjalnych zamiarów, co do głównego motywu. Po prostu domyśliłeś się wszystkiego. Pozdrawiam. p.s. Akurat te "nieliterackie" cytaty to....słowa starszej wiejskiej kobiety...myślącej bardzo prosto.

Właśnie chodzi mi o to, że ta myśl, nie jest wyraźnie wyszczególniona i brzmi jakby to narrator używał tekiego jezyka. Z innych drażniacych (mnie) przykładów: "Była jeszcze WKURZONA za ten...", "Nagle znalazła się w JAKIEJŚ szklanej klatce..."

Ale to może być czysto subiektywne odczucie:)
Opublikowano

Po 1. dużo błędów (ale opowiadanie dość długie więc może wytknę kiedy indziej), po 2. zgadzam sie z Jakubem, co do opinii na temat języka, po 3. fajny pomysł, dobrze zrealizowany i tym tekst sie broni, bo jest ok. Mówiąc kolokwialnie - wciąga;) mnie sie bardzo podobało.
Nie wiem tylko dlaczego tak sie dzieje, że toczą sie ostre dyskusje między Tobą a innymi użytkownikami;p nie bede sie w nie wciągać, ja w każdym razie jakiegoś złego ukazania kobiet tutaj nie widze... są kobiety i kobiety, pisarz może sobie wybierać które chce akurat w danym tekście ukazać. Poza tym ta ukazana w tym utworze jednak jakąś przemiane wewnętrzną przeszła...a przynajmniej przeżyła szok hehe. Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Dziękuję Marcie za to, że mnie odwiedziła. Pozdrawiam. Cieszę się, że ci sie podobało.
Dziękuję również UFO...za konstruktywną krytykę (jasne...wszyscy popełniamy błedy...jesteśmy amatorami) oraz "jasne spojrzenie" na sytuację kobiet w rejonie Dolnego śląska.:) Pozdrawiam..........jest jeszcze miła informacja dla tych , którym się to opowiadanie podobało....ale o tym to next time.Pozdrówka

Opublikowano

Pozdrowienia dla pani Teresy i pani Judyty z Londynu. Proszę sie nie przejmować tymi "komentarzami". Twórcy to ludzie wrażliwi, pobudliwi i bardzo emocjonalnie podchodzą do tych wszystkich spraw. To normalne. Pozdrawiam.

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Najpierw to co uraziło: piszesz "się prosiły, się patrzył, spojrzała się". Powinno być bez SIĘ. Piszesz że pierścionek upadł koło murku, moim skromnym winno być koło murka, a najlepiej obok murka, bo koło to jest od rowera. No i światła na skrzyżowaniu nie mogą być długie, chyba że światła samochodu. Ale poza tym jest o.k. Czyta się dobrze i pomysł świetny. Co prawda już na początku domyśliłem się że to będzie anioł, a upewniło mnie suche siedzenie gdy wysiadł. Ale to oczywiście nie jest minus.
Jak przeczytałem w kommentach, można poczytać więcej Twoich utworów. Będę szukał.
Pozdro...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje 

      No więc tak łapię 

      stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz

      cóż 

      szkoda że 

      już 

      wiem kim jestem nie 

      pytam już 

       

      czynem cham z najgorszych 

      nienawiści pelen

      ku mi bądź 

      mi czyny które 

      popelniał tamten nieświadomy swego 

      bytu życia 

      w ktorym

      spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał 

      a chciał mieć a nie być 

      a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia

      ten najmłodszy wpatrzony mówiła 

      matka a ja go niszcząc za dzieciaka

      wiem czemu 

      nienawiścią pała czrmu

      czemu chce 

      być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem

      miałem jak bilem

      biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić 

      krew z krwi

      oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć 

      i mam na to jej odpo wiedź

      jesteś chory wiem 

      i wciąż czuła że musi być blisko mnie 

      drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny

      kurwy chuje cham 

      ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka 

      jak Wielka Improwizacja 

      potrzebujesz Boga

      masz w sobie diabła 

      opętanie 

      egzorcyzmy nic nie dały a może 

      po tem staje się sobie bliższy 

      długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem

      wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz)

      ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy 

      gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli 

      dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę 

      nie jestem sobą 

      leki wypisane odzez psychiatrę 

      znika objaw co spać nje daje

      rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn 

      ale oni mają dostęp 

      a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem 

      niewstanie w trybie strumień nieświadomości 

       wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości 

      bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym

      moje odbicie

      gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę 

      podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem 

      (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie)

      że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek 

      nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie

      prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom

      zabity anioł 

      jest moją sprawą

      daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać 

      opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara 

      nic nie doświadczać poza granicami wszechświata 

       

      oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem 

       

      W sklepie pełnym pomarańczy 

      ominę je

      Prosto w stronę gdzie flaszki

      Obejdzie się niesmakiem

      Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej 

      Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem

       

      i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie

       

       

      ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH 

      CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA

      ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ 

      WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM 

      ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje  No więc tak łapię  stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz cóż  szkoda że  już  wiem kim jestem nie  pytam już    czynem cham z najgorszych  nienawiści pelen ku mi bądź  mi czyny które  popelniał tamten nieświadomy swego  bytu życia  w ktorym spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał  a chciał mieć a nie być  a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia ten najmłodszy wpatrzony mówiła  matka a ja go niszcząc za dzieciaka wiem czemu  nienawiścią pała czrmu czemu chce  być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem miałem jak bilem biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić  krew z krwi oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć  i mam na to jej odpo wiedź jesteś chory wiem  i wciąż czuła że musi być blisko mnie  drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny kurwy chuje cham  ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka  jak Wielka Improwizacja  potrzebujesz Boga masz w sobie diabła  opętanie  egzorcyzmy nic nie dały a może  po tem staje się sobie bliższy  długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz) ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy  gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli  dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę  nie jestem sobą  leki wypisane odzez psychiatrę  znika objaw co spać nje daje rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn  ale oni mają dostęp  a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem  niewstanie w trybie strumień nieświadomości   wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości  bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym moje odbicie gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę  podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem  (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie) że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek  nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom zabity anioł  jest moją sprawą daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać  opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara  nic nie doświadczać poza granicami wszechświata    oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem    W sklepie pełnym pomarańczy  ominę je Prosto w stronę gdzie flaszki Obejdzie się niesmakiem Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej  Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem   i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie     ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH  CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ  WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM  ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA    
    • Boże dziś i nigdy nie składam rąk do modlitwy Znaku krzyża do Imion Jakie Nosi Twoja Trójca W Jednej Osobie nie czynię  Czy słowami w myślach wystarczy że to powiem czy to za mało by mnie Twoje Boskie ucho nastawione w moją stronę wysłuchało Boże dwa razy dziennie modlę się słowami modlitw  Tej której nauczył nas Syn Twój Boży gdy milenia temu urodzony ze znamieniem skazania na śmierć tych którym chciał pokazać miłość i szczęście jak żyć by Raju dostąpić  Druga modlitwa do tego który rządzi jak karty historii pisze i czas dla niego jest njestotny bo jest zarządca linii okręgu który wszechświat tworzy Boży zaczęty jednym tajemniczym słowy Trzecia modlitwa do niepokalanej grzechem Matki Syna Papież Polak otoczył ją kultem i ja też się ku jej wyjątkowości przychylam w modlitwach Wieczorne modły mają jeszcze urywek koronki ze słowy gdzie krew Syna poświęcona za grzechy nasze i świata były wybaczony   Ale dziś jest dziś jestem niewstanie  Jestem pod wpływem i chaos używki w płynie twardej i strasznej sprawia że modlitwy nie przychodzą z automatu i mylą i xapomjnaja słowa się  Dziwne nie  Uczone od dziecka wpojone jak twarda stal słowa znikają a ja wpadam w tym niestanie by pomodlić się swoimi słowy  Tylko jak to zrobić gdy Byt jak Boży jest mi niepewny  Ten z Księgi  Starego Nowego słowa  Testamenty Ojca który patrzy i widzi Mi się nie widzi Pytasz więc czemu te modlitwy Bo przyszło mi usłyszeć słowa że gdy będziesz modlił i żył po chrześcijańsku uwierzysz ale nie Wierzę w wyższą świadomość  Coś co jest zawsze i wszędzie i wie  ale tylko patrzy jak po pierwszym tchnieniu w nicość jak pierwsza była liczba jak jedynka  Obserwuje i wie co dzieje się co stanie się ale nie do końca czeka na nas po drugiej stronie gdzje dusza zawedruje gdy ciało opuszcza Jestem Heretykiem saracenem w Boga nie wierzę ale dziś moje ręce ułożone na ekranie klikają w klawiaturę chcą by Bóg usłyszał mnie i zwrócił uwagę choć miał już prawo zwątpienia w moją osobę i mógł przestać czekać na mnie z rajskim życiem po ostatnim oddechu Oj Boże możesz już na mnie nie czekać na szczycie gdzie chmury pod nami płyną po niebie jak owce białym wełnianym spokojem który pasuje do koloru skrzydeł szat i źrenic tego który jest Aniołem Twoje Boże armie anielskie spoglądając na mnie mogły opuścić mnie z nadziejami na szczęście  Gdzje nie słuchałem duszy której połączenia nie czułem  tylko glupi ślepy głuchy  chciałem mieć nie być  Kochać i miłość to słowa które można jedynie z duszy definiować a nie wyvzytanymi słowami w książkach albo podejrzanymi zachowaniami w filmach postaci  Niekumaty na empatii nie zauważyłem innych  Ani ich potrzeb ani ran których zadania jestem ich winny  Boże moje modlitwy to jak zacznę od Amen jak rozmowę telefonem zaczyna się halem (od halo zastosowałem odmianę) Czy masz dla mnie na wadze ostatecznej gdzie grzechem i jego ciężarem wskażesz co się nieśmiertelnej duszy spelni na zawsze Czy kilka słów do paru dusz które dały im chwilę dopaminowego szczęścia te rymy w wierszach wypowiedziane w nieświadomości mają wagę wobec czynów i krzywdy której jestem winny  czy słowa litości wobec moich krzyków  gdzie zauważona choroba to stan umysłu czy zgnilizny tu duszy nie narządów jak bebechy i styków w mózgu jak przyszło mi poznać diagnozę gdy na kozetce wylądowałem  Boże proszę miej na uwadze że nawet diabeł może mieć nadzieję na pojednanie  Synu przyjdziesz po raz wtóry Nie pokonuj już śmierci i piekła  doprowadzić musisz Lucyfera do zrozumienia że wszystko dzieło Boże i wszędzie wszystko Rajem w szczęściu i miłości może płynąć jak spokojna rzeka wlewać się do oceanu krwi w Bożym sercu Przytul diabły i karm je miłością jakiej zechcą dzielić się z ludzkością  Poznanie owocem zakazanym różnicy dobra i zła było potrzebne by docenić czym jest szczęście  Boże czy już nie dość strachu w nas  nie dość zła przyszło nam znać by docenić pamiętając wojny ból ubostwo i bycie nikim wobec tych co z batem i mieczem nad nami losami kierują  Boże już wiemy jak smakuje proch i czym jest ryzyko skończenia cywilizacji atomem  Ostateczna z wojen już się rozegrała  Urodzony by go na śmierć skazać nam i diabłu pokazał że można go pokonać  Ostateczna ofiara tego bez grzechu który dla uwolnienia istot ludzkich od ciężaru ich grzechów skonał A chciał tylko otworzyć serca  Ale nie zauważyli kim jest ci którym chciał odebrać życie w orzywilejach  Kolej pojednać się z pierwszym zbuntowanym z pierwszym wrogiem  skrzydeł odebranych straconym do piekła dać miłość którą odda i przestanie czerpać w ludzkich grzechach jak karmić się upadkiem jak złem i strachem i pychą pożądaniem nie być drogowskazem z fałszywą drogą na szczęście z posiadaniem władzy i pieniędzy  Boże co tacy jak ja mogą  Gdy oni tam są  Gdy Ty tam jesteś  miałem się modlić ale nie wychodzi mi to za dobrze proszę wskaż  drogę  Gdy już to uczyniłem powinienem znać Twoją odpowiedź  Otwórz serce bym umiał szczerze powiedzieć kocham Nie wypada prosić Boga wszak on juz wszystko co mógł nam dał reszta to nasza droga i wybory i nadzieja na kolejną z szans Nie wątp w nas Amen w imię Trójcy która kocha nas. 
    • Kiedy pojawia się taki gniew, kiedy poeta staje się sumieniem narodu, wkrótce naród się budzi.   Wierz mi, wyjdę na ulicę, bo jestem świadomy jak jesteśmy zeszmaceni przez "kwiat głupoty narodu". Tyle hipokryzji w geopolityce jeszcze nie było, to i w kraju wolno "wszystko"? Bez mojej zgody. To rola mężczyzn, zwłaszcza młodych ciałem lub duchem. Pzdr.
    • Są na przykład takie kaloryfery,  które są na przykład pordzewiałe i ciekną.   Są na przykład okna,  które nie na przykład,  lecz naprawdę są nieszczelne.    Są na przykład sufity,  z których cieknie deszcz.   I ściany są na przykład mokre i stopy,  na przykład bose, mokną od podłogi,  która jest na przykład wilgotna.   I ubrania są na przykład mokre,  bo szafa przykładowo cieknie.   I wszystko jest na przykład mokre i na przykład cieknie.   I na przykład jestem ja,  który na przykład usiłuje,  pisać suchy wiersz.
    • @hania kluseczka kto wg Ciebie Haniu?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...