Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Celina parzy dwie herbaty. Dwie żeby nie było, że jest zołzą. Udowadnia sobie, że potrafi je wypić z kimś kogo ledwo znosi na codzień. Nie pluje do nich, choć ma ochotę rozgnieść smarki na dnie kubka. Każdego popołudnia stojąc w oknie ma nadzieję, że on nie wróci, zginie na jezdni albo zadusi się drożdżówką z makiem. Wykrzywi wtedy paskudnie swoją twarz i skończy w brzydocie jakiej nie znał.

Do gry wstąpi ona. Dotychczas nie posuwała pionków,była jedynie przez pionki posuwana. Odrywając strupy z pięt pozbędzie sie pamiątek po rozkapryszonym panu Alfa. W dalszej części konduktu żałobnego rozpruje misia, bo choć synek był duży lubił go za rozumne spojrzenie. Kobiet nie lubił za oczy z guzików. Celina wygrzebie ze środka watę, w worek ze skóry maskotki wsadzi swojego nicponia. Worków z kobiet nie weźmie, to przez poszanowanie dla zmarłego. Trzeba mieć trochę godności. W pluszowym brzuszku zaszyje podstępną mackę natury, która zdołała wciągnąć ją do zabawy.

Celina dobrze szyje, starannie. Będzie zadowolona, że nie dała podeptać swojej szklanej kuli. Poręcz z syna oderwie jej środek ciężkości. Po kolei spadną wszystkie sufity. W fotelu Celina zeskubie skamieniałe instynkty, nie wiedząc, że bez nich jest cieczą. Na centralnym syn się zaśmieje. 2 : 0 dla niego.

Opublikowano

Uff!! naprawdę bardzo starałam się otworzyć na ten tekst, ale w żaden sposób do mnie nie przemawia; ani racjonalnie ani emocjonalnie, nic. Dla mnie te skojarzenia są zbyt odległe, nie nadążam za Twoją wyobraźnią. Z całą pewnością nie jestem wystarczająco wyedukowanym odbiorcą. Ciekawe jak inni? Ania

Opublikowano

Takie pół dosłowne pół nieoczywiste...wiesz, co jest najgorsze? mam wrażenie, że ja to rozumiem;p nie wiem, czy pisząc miałaś konkretną sytuacje na myśli, ja czytając mam. Dla mnie bardzo dobry utwór. Ale...podzieliłaś to na 3 części - ta trzecia zupełnie mi nie pasuje. Za bardzo zakręcone i nie dopełniające dwóch pierwszych.
Te kobiety z oczami z guzików - dobre hehe.
Tyle mojego. Pozdrawiam

Opublikowano

DO Ania Ostrowska wydajesz mi się okropnie nadąsaną gąską, wolę wprost " nie podoba mi się, bo jest niezrozumiałym gównem" a nie jakieś dziwności, że jesteś niewystarczająco wyedukowana


DO UFO to nie są trzy części tylko jedna cała,zamiast akapitów są odstępy, trzecia to galopująca kwintesencja :)

Opublikowano

"Okropnie nadąsana gąska" to super określenie do wykorzystania! Szkoda, ze ja tego nie wymyśliłam. Zrozum, miałam na myśli tylko to, że zanim trafiłam na forum (czyli raptem miesiąc temu) w ogóle nie stykałam się z tak wymagającymi tekstami jak Twój. Pisząc, ze jestem niewystarczająco wyedukowanym odbiorcą, chciałam tylko powiedzieć, że nie dostroiłam sie jeszcze do odbioru tego typu tekstów (co mam nadzieje kiedyś jednak nastąpi). Albo może nigdy to nie nastąpi, bo nie dość, że jestem okropnie nadąsaną gąską to jeszcze pozostanę kompletnie niewrażliwa. Może tak być. Jeden wniosek wyciągam na pewno - lepiej w takiej sytuacji się wcale nie odzywać pozostawiając pole innym. Chyba mnie poniosło. Jednak na pewno nie uważam, że tekst "nie podoba mi się, bo jest niezrozumiałym gównem". Ania

Opublikowano

DO ANIA OSTROWSKA cieszę się, że "Okropnie nadąsana gąska" zakiełkowała w Tobie taką podnietę :) wnioski Twoje nie są moje, ujmująco wykładasz to co jest "na rzeczy"

DO UFO z głównem to był skrót myślowy :)

DO ASHER noo wieem cisnę ostatnio trochę dłuższe teksty niż poprzednio ale jestem zbyt mało wytrwała, Skrótowaty skrót skrócony trzyma mnie w garści

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...