Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tego ranka Gosia zbudziła się tuż przed budzikiem.
Nie chciała jeszcze otwierać oczu. Nie teraz.
Wyłączyła budzik i poszukała dłonią Zenka. Jak zwykle ostatnio, spał przytulony do jej nóg. Znowu nie zauważyła jak tu wszedł. I pewno znowu zniknie , kiedy ona już wyjdzie.
Siadła na łóżku. Wzięła kota na kolana i wtuliła się w jego buro-pręgowane futerko. Od kiedy tu była, to tylko do niego mogła bezpiecznie się przytulić. Aniela nigdy nie podała jej nawet ręki.
Pomimo dywanu, a właściwie dywanika, od piwnicznej podłogi ciągnęło chłodem. Poczuła potrzebę pójścia do łazienki.
Wsunęła klapki i po omacku podeszła do drzwi. Przekręciła kontakt. Rozproszone światło słabej żarówki wydobywało z mroku zarysy łóżka, krzesła i stołu. Na zakurzonych ścianach , spoza nielicznych już płatów szarego tynku, przebijała brudna czerwień, sczerniałych cegieł. Jedyne tu okienko – zamurowali jej rok temu, zostawiając tylko mały otwór, dla świeżego powietrza.
Nieliczne stare łachy zwisały kupą z ramy żelaznego łóżka.
A Zenek właśnie wyciągnął się na cała swoją długość, po czym wygiął grzbiet w piękny koci łuk. Podszedł i zaczął ocierać się o jej gołe nogi. Ale ona już musiała wyjść.
Pociągnęła za sznurek dzwonka.
Za jakąś minutę usłyszała człapanie Anieli. Zazgrzytał klucz i w oczy uderzyło światło latarki.
- Chodź – usłyszała.
Poszła posłusznie za tą kobietą, wcześniej zamykając dokładnie drzwi. Nie chciała, żeby ktoś zobaczył jej kota - Na pewno rzucili by go tym strasznym psom, których szczekanie, znowu niosło się po całej okolicy – pomyślała.
Po kamiennych schodach wyszły obie do małego korytarzyka.
Skręciła do łazienki. Właśnie wychodził z niej Kaziu. Na jej widok, jego zarośniętą, tłustą twarz rozjaśnił obleśny uśmiech...
- Hej Mała, kopsnij szpary ! – zawołał
- Spadaj Grawer – odpowiedziała i przecisnęła się obok niego do otwartych drzwi.
Nie ominęło jej jednak mocne klepnięcie w pośladek.
- Ale dobrze się umyj, bo ja nie lubię brudnych panienek... ha...ha...ha...
Tylko westchnęła i weszła do środka.
Oczywiście nie spuścił do końca wody i zasikał podłogę.
Małgosia, już chciała to wszystko umyć, ale najpierw postanowiła zadbać o siebie. Jeszcze raz spuściła wodę, zrzuciła koszulę i kucnęła nad muszlą.

Kiedy już się umyła pod zimną wodą lecącą do metalowego zlewu, związała w kok swoje włosy i stanęła przed lustrem.
To właśnie była jedna z tarcz, chroniących ją przed ... tym jej nowym światem. Nadal widziała w lustrze niewysoką, ale ładną i zgrabną dziewczynę o czarnych, długich włosach i posępnym spojrzeniu spod ... wysokiej, typowo męskiej łysiny. To jakieś trzy miesiące temu, podczas kolejnej, nieudolnej próby ucieczki – Szeryf osobiście ogolił jej włosy, od czoła aż do czubka głowy.
Wyglądała teraz jak ... rozczochrany samuraj.
Teraz co tydzień musiała sobie golić głowę - .. chociaż już nie bardzo wiedziała po co?!
Chyba, żeby wstyd przeszkodził jej w ucieczce.
Ale czy ma jeszcze dokąd uciec?


- / - / -



- Małaaa ! – przenikliwy głos starej, uderzył w jej uszy.
Zaczęła się spieszyć. Ubrała wiszące na haku robocze, szaro- bure łachy a na nogi naciągnęła rozlatujące się już kapcie.
Wyszła z łazienki i przez ten sam korytarz poszła do kuchni.
Dobrze wiedziała co ma robić – papier, drewno, trochę węgla i już pod kuchnią pojawił się płomień.
Jak co dzień ostatnio, pojawiła się też myśl o ... Kopciuszku...
Teraz jednak był czas na przygotowanie jedzenia. Najpierw, jak zwykle dla psów. Wczoraj przygotowaną kaszę, zalała garnkiem rosołu w którym pływały kawałki kury, chleba i resztki klusek.
Cały gar takiego jedzenia postawiła na ogniu.
Teraz wzięła się za krojenie chleba. Włączyła też czajnik wody na kawę. Kawę jednak robiła dla wszystkich Aniela. Jej nigdy nie poczęstowała. A przecież kiedyś, w „poprzednim życiu”, nie wyobrażała sobie dnia bez kawy.
Gosia zamieszała w garze i zaczęła kroić boczek, cebulę i pomidory na wielką jajecznicę.
Aniela otworzyła drzwi do pokoju.
- Za chwilę jajecznicaaa! – zawołała w głąb mieszkania - Poczekaj jeszcze z tymi jajami – rzuciła dziewczynie.
Jedzenie dla psów było już ciepłe. Małgosia odstawiła garnek na róg kuchni i chochlą nabrała do drewnianej miski jedną porcję.
Teraz umyła ręce i sięgnęła po talerze.
- Ile dzisiaj będzie osób? – spytała
- Niech policzę – Aniela zaczęła liczyć na palcach –Raz, dwa, trzy ... , będzie nasza piątka. Reszta przyjedzie później.
- Aha – Gosia kładzie na tacy pięć talerzy, pięć widelców i koszyk z chlebem.
Chleb pachnie bosko. Aniela sama wypieka co sobotę kilkanaście bochenków, które potem , zawinięte w lniane chusty leżą w spiżarni, a smakują jak świeże przez cały tydzień.
Małgosia może zawsze liczyć na piętkę z takiego bochenka.
Wchodzi do pokoju. Jest to raczej duża, ale niska, typowa wiejska izba, prawie w całości zajęta przez stojący na środku, wielki dębowy stół, dookoła którego stoi osiem prostych krzeseł z wysokimi oparciami. Stół jest przykryty białym, haftowanym na rogach, obrusem.
Dziewczyna stawia tacę na jednym z krzeseł. Z małej szafki wyjmuje plastikowe podkładki pod talerze, ozdobione zdjęciami kotków, piesków i dzieci.
Na szczycie stołu, naprzeciw wejścia do kuchni stawia podkładkę, talerz i widelec dla Szeryfa.
Obok dla Anieli potem dla Grubego Skurwysyna – jak w myślach nazywa Grawera.
Naprzeciw nich siądą Viki i Zetka.To dwie mieszkające tu czasem, na pięterku, dziewczyny. Niestety Szeryfowi znowu wymówiono mieszkanie dla tych panienek – więc chwilowo przechowuje je tutaj. Zresztą Viki (czyli Anna) jest jego kuzynką z jakiejś pomorskiej wsi, a Zetka(Zosia), jej koleżanką z podstawówki.
Obie bardzo ładne blondyneczki, marzyły zawsze o Wielkim Świecie – no i go teraz mają. W Agencji na co dzień!!
Małgosia sprawnie rozkłada naczynia, na środku stawia chleb i wraca do kuchni. Kątem oka widzi wchodzącego do pokoju Grubego. Przyspiesza kroku.
W kuchni Stara sypie kawę do wielkich kubków.
- Podaj mleko – rzuca w stronę dziewczyny – I weź się wreszcie za tę jajecznicę!
- Dobrze – Małgorzata podaje jej z lodówki mleko i wyjmuje z koszyka do fartucha, piętnaście jaj.
Wchodzi Gruby i bez słowa bierze gar żarcia dla psów.
Zaczyna smażyć jajecznicę. Jej zapach , jak zwykle drażni w nos i powoduje gwałtowny głód.
Stara podaje jej wielką miskę, a sama zaczyna rozlewać kawę.
Z pokoju dochodzą już odgłosy szurania krzesłami i pierwszych, porannych rozmów.
Aniela unosi tacę z kawą i wychodzi z kuchni. Słychać jak wita się ze wszystkimi w pokoju.
Gosia nakłada pachnącą jajecznice do miski, wkłada tam dużą łychę i zanosi wszystko do pokoju.
Viki i Zetka, jak zwykle już żłopią kawę, ale reszta, kuszona smakowitymi zapachami, z niecierpliwością czeka na główne danie.
Stawia miskę na stole. Szeryf sięga po łyżkę, i nagle jego błękitne oczy zwężają się niepokojąco.
- A gdzie szczypiorek? – mówi cichym głosem.
Gosię oblewa zimny pot.
- Już lecę! – zawraca w miejscu i biegnie do kuchni.
Szybko myje, kroi cebulkę i zanosi , na deseczce do pokoju.
Zsypuje wszystko na jajecznicę, patrzy przez chwilę wyczekująco i wraca szybko do kuchni.
Tu dolewa trochę wrzątku do zimnej już miski z psim żarciem.
Siada i zaczyna jeść. .
Jak zwykle w takiej chwili, różne dziwne myśli przebiegają jej przez głowę ... co teraz robi Teresa, jak jej się układa w małżeństwie, co z tatą i mamą - czy czasem ją jeszcze wspominają, no i Robert. Taaak, Robert – Czy ją szukał, a potem się zniechęcił, posmutniał – i na pewno jakaś dziwka bardzo chciała go pocieszyć! Na pewno! – zacisnęła bezsilnie pięści, ale łzy nie napłynęły jej do oczu. Nie wiedziała, czy jeszcze kiedyś będzie potrafiła płakać. Po tym wszystkim co przeszła – jej serce zaskorupiło się w twardym pancerzu ... no może teraz Zenek, umiał ją jeszcze rozczulić.
- Mała! – usłyszała głos Szeryfa.
Zerwała się na równe nogi.
Wbiegła do pokoju.
- Słuchaj – kontynuował – dzisiaj niczego nie będziesz prała – tym zajmie się Anka. Wy tylko przygotujecie wspólnie z Zetką dobry obiad. Grawer zaraz zabije ze trzy kaczki i da ci do oskubania. Potem ugotujesz ziemniaki a Zeta przygotuje sałatkę – ale to już po powrocie mamy. Zaraz pojedziemy do Marketu i kupimy wszystko co potrzeba.
- No! Zbieraj naczynia i weź się do roboty! – fuknęła na nią Alina.
Gosia zaczęła zbierać talerze. Wszyscy wstali od stołu.
Dziewczyny wróciły, przebrać się na górę, Szeryf poszedł wyprowadzić swojego podrasowanego Passata, Aniela weszła do sypialni, a Gruby zebrał na tacę szklanki i poszedł do kuchni.
Małgosia, chcąc – nie chcąc, poszła z talerzami za nim. Jak się domyślała, czaił się za drzwiami. Poczekał aż położy talerze na stole i chwycił ją od tyłu za piersi.
Zabolało.
Zacisnęła oczy i usta. Czuła, jak jedną rękę wsadza jej teraz pod bluzkę , a drugą pospiesznie rozpina rozporek.
Wypnij się – wyszeptał jej do ucha.
Czując wciąż smród jego oddechu, chwyciła się mocniej blatu stołu. Spódnica opadła jej na plecy, a między udami poczuła jego dłoń.
- Szerzej – wycharczał.
Posłusznie rozstawiła nogi.
Ale kiedy miał już wsunąć w nią swojego małego, ale zawsze gotowego fiutka – otworzyły się drzwi.
Do kuchni weszła Alina.
- Grawer, do jasnej cholery! – wrzasnęła piskliwie – Czy musisz już od rana się pieprzyć?! A ty też jesteś dobra – masz przecież robotę!
Odskoczyli od siebie. Gruby, zmieszany coś wybełkotał, pospiesznie zdjął z haczyka tasak i wybiegł z kuchni.
Gosia poprawiła ubranie i zaniosła talerze do zlewu.

Za oknem dało się słyszeć głośne kwakanie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma Poeta zna poetykę, a tu po prostu człowiek ma styczność ze zwykłą prozą i łamaniem wierszy, żeby "wierszem" się to dzieło nazywało. Zgroza.
    • "Historyjka grzeczności" Witam Panią, Pani Gieniu – rzecze Jasiu już od proga, w niskim Pani ukłonieniu i w chwaleniu Pana Boga. Znaną z gościnnej hojności, Pani Gienia Jasia wita, uśmiechnięta i z radością, czy nie głodny – w drzwiach już pyta. Jaś, całując w rękę Panią, w szlachetnym, zgiętym pokłonie, z elegancją patrząc na nią, wręcza jej piękne piwonie. – Ależ piękne! – krzyczy Gienia, Jasia w policzek całując, zarumieniona z wrażenia, w oczy Jasia się wpatrując. Jasiu, dumny z adoracji, rzecze z drżącym głosem w krtani: – Zostać mogę do kolacji, jeśli mnie tu zechcesz, Pani? Gienia wzrokiem opuszczonym mówi w dumie kobiecości: – Czuj się gościem zaproszonym w mojej skromnej posiadłości. Nie będąc impertynentem, przyjmuję Twoją gościnę – odpowiada Jaś z akcentem, uniżoną robiąc minę. Gienia z uśmieszkiem nęcącym do stołu go zaprosiła, niewiasty wzrokiem płonącym głęboko się pochyliła. Jasiowi oczy wypadły, poniesione tym widokiem, w środek jej dekoltu wpadły przekrwionym żyłkami wzrokiem. Pani Gienia to widziała i w panieńskiej kokieterii umyślnie prowokowała w zamierzonej swej pruderii. Mruknął Jasiu samczą mocą, dając tym do zrozumienia, że pomruczeć mógłby nocą, gdy dostanie przyzwolenia. Bez słów Gienia zrozumiała pomruki Jasia zalotne i szybko odpowiedziała, puszczając mu oczko psotne. W Jasiu krew się zgotowała, budząc instynktu instrument, wulkanicznie napełniała jego męskości postument. Zaczerwienił się po twarzy, oddech odebrał mu mowę, o Gieni w łożu zamarzył, nie prosząc o to jej słowem. W jego oczach to widziała, myślą waląc wszelkie płoty, w udach już się rozjeżdżała w zgodzie na jego ochoty. Odchodząc w szczęścia nadmiarze szykować wieczerzy jadło, dziękując za bieg wydarzeń – szczęścia, które na nią spadło. Jasiu szuka komplementów, w głowie pustka, słów brakuje, jakich użyć argumentów? Boi się, że coś zepsuje. Nie chce spłoszyć kochaneczki, w ciszy myśli przegrzebuje i zaczyna z innej beczki: – Pogoda dziś dopisuje! Gienia bez reszty zdziwiona: – Byłam jemu taka rada, czułam się już uwiedzioną, a on o pogodzie gada! Może nie podobam mu się? Możem w seksapilu marna? Może pomyliłam tu się, że byłam nazbyt figlarna! Dla zmiany nastroju tego, pyta Jasia o wieczerzę: czy chce coś upieczonego, czy coś innego wybierze. Jaś z pytania ucieszony, odpowiada: – Wszystko jadam, będę dwukroć zaszczycony, w Pani ręce się pokładam. Myśli Gienia: – Miłam jemu, dobrze, że jest wszystkożerca, nakarmię go po staremu: „przez żołądek aż do serca”. W kuchniowanie więc się wdała, nucąc przy garach namiętnie, seksownie przytańcowała, tak dla Jasia najponętniej. – Pięknie tańcząc, podrygujesz – słodko Jasio ją zachwala. – Wszystko we mnie się gotuje, ci wyznać sobie pozwalam. Gieni mokro się zrobiło, pod fartuszkiem się zagrzała, bo od pieca żarem biło i z gorącem się zmagała. Kiedy już za stół zasiedli, oczu z siebie nie spuszczali, prawie niczego nie zjedli, wzrokiem siebie pożerali. Chleb na myśli u głodnego, jadło na bok odstawione, chcieliby czegoś innego, w pożądaniach wymarzone. Jedno czeka na drugiego, najwstydliwsze pierwsze kroki, dalej to już nic trudnego – kto złamie wstydu amoki? Czy to Gienia się ośmieli, czy to Jaś zacznie ją pieścić? Oboje o tym wiedzieli, że muszą to jakoś streścić. Siedzą na wprost, patrząc w siebie, temat jakoś się nie klei, z myślami o wspólnym niebie, w ciemnej zawstydzenia kniei. Wtem Gienia na pomysł wpada, do Jasia rzecze z czułością: – Deser z drinkiem się nakłada po kolacji kolejnością. Przeszli do kanapy z ławą, przy butelce zasiadając, brzdękli się lampkami żwawo, w oczy sobie spoglądając. Jak tu zacząć? – Jasiu duma. – A jak mnie odepchnie Gienia? Może ona nic nie kuma? Może to moje złudzenia? Gienia w myślach popatruje: „Może ja go nie pociągam? Może źle się zachowuję, że rąk do mnie nie wyciąga?”. Po kilku lampeczkach może się na krok pierwszy odważy? Alkohol mu w tym pomoże? Gienia skrycie sobie marzy. Czuła się już rozpalona, trzecią lampkę wypróżniła, coraz bardziej podniecona, Jasia za rękaw chwyciła. Jasiu z lekka zaskoczony, faworyzmu poczuł nutę, lekkim szeptem przytłumionym zaczął swoją bałamutę. – Jaśnie Pani, moja miła, radym ja Ci się przymilić, serce moje Tyś owiła, dasz się Pani uszczęśliwić? Gienia pofrunęła w nieba, anielskich skrzydeł dostała. „Niech mnie bierze, tak jak trzeba!” – nic nie mówiąc, pomyślała. Widzi Jasiu, że już prawie, więc czwartego proponuje, polewając Gieni żwawiej, w oczy lubej się wpatruje. Gienia za kieliszek łapie, jednym haustem go wypija, już nie może, ledwo sapie, wić zaczyna się jak żmija. Jasiu widzi, że już pora, w ust zbliżenie bardzo blisko, poczuł swojego fawora, śliniącego legowisko. Pani rozpływa się w oczach, nogi ściska, kręci, łamie, na ud wewnętrznych swych zboczach czuje mokre przepływanie. Do ataku Jaś przystąpił, kładąc dłoń na Gieni dłoni, lew Atlasu w niego wstąpił! Pot spływał po jego skroni. Gienia dłoń Jasia złapała, wbija mu paznokcie w skórę, ledwie biedna oddychała nagłym wezwaniem w naturę. Jasiu, zęby zaciskając, ku niewieście wiedzie głowę, usta lekko rozchylając, zbliżył się już o połowę. Czuła zapach jego ciała, testosteron tej lwiej mocy, w półomdlona pomyślała: „Oj, nie będę spać tej nocy”. Jasiu zbliżał się powoli, Gienia oczęta zamknęła, chciała być w jego niewoli, głęboki oddech już wzięła. Oddech samicy w ochocie, już bez wstydu, bez oporów, gotową już wejść po krocie w najsprośniejszych szczyt amorów. Jasia robi to zachłannym, męskość go dołem rozpiera, całkiem zbliżony do panny, ciałem na Gienię napiera. Obie głowy opuszczone, na siebie nie popatrują, całą akcją zawstydzone, pocałować się krępują. W końcu łapie Jaś dziewczynę dwoma rękoma za głowę, miał już ją polecieć w ślinę, gdy usłyszał czyjąś mowę. Odwraca się więc raptownie i dostrzega ludzi w progu, całkowicie niefortunnie weszli na wstępie prologu. Znaną z gościnnej hojności, Gienia drzwi nie zamykała, charakteru otwartością wszystkich gości przyjmowała. Siedem godzin zalecania przeszło w taką niewygodę! Tuż przed aktem przytulania przepadło jak kamień w wodę. Goście w moment zrozumieli, że wtargnęli bez pukania, szybko nogi za pas wzięli, wycofując się z mieszkania. Zalotności powracały, lecz opadło już napięcie, Gienię chęci opuszczały, a Jasia męskości wzięcie. Jej wysychać zaczynało, coraz chłodniej się robiło, w Jasiu męskością malało, nie za bardzo było miło. Ale pierwsze kroki poszły, nie wrócą już w ich początki, impulsy do mózgów doszły, więc miną grzeczności wątki. Gienia wstała, drzwi zamknęła, ewidentnie się spieszyła, wracając, sukienkę zdjęła, goła biegnąc powróciła. Skończyła na Jasia Gienia, złapał w locie Jaś dziewuchę i doszło do ukojenia, jeszcze w mokre, bo nie suche. Może goście przeszkodzili w grzecznościach podejść tym dwojgu, a może je ukrócili, dając śmiałość im obojgu. -Leszek Piotr Laskowski
    • @iwonaroma Miała być fraszka, a nie tren do Iwony.
    • @UtratabezStraty Sam przyznajesz że istnieje taka pokusa. Tytuł padł jako prawdziwe zdanie wypowiedziane między mężczyzną a kobietą która chciała się z tym mężczyzną przyjaźnić ale cała jej kobiecość doprowadzała do kokieterii która utrudnia przyjaźń. Będę być może eksportować ten temat, możesz też go ukraść.    Dziękuję za analizę, w poezji odpowiedzi są krótsze, proza ma wiele pytań. Pozdrawiam
    • @Nata_Kruk gdyby można... ok,będzie dobrze.  dziękuję za ogrom włożonej pracy... Pozdrawiam serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Berenika97
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...