Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Afrykańskie popołudnie, ziemię skwar okrutny spieka,
przez sawannę idzie stado, dumnym krokiem lecz narzeka,
jakie słoni życie ciężkie i jak wolno czas ucieka,
a pragnienie gardła suszy, sęp opodal znakiem nieba.

W pewnej chwili słoń na przedzie, miał już dosyć paplaniny,
więc przemówił gniewnym głosem, słów mi szkoda moi mili,
jest wodopój niedaleko, po cóż guzdrać się marudzić,
nie jest źle być mogło gorzej, lepiej chodźmy się ostudzić,
po co czas bezcenny tracić, hieny głodne są w pobliżu,
trzeba sobie jakoś radzić, miejcie bracia trochę wstydu.

Nagłe wybiegła roześmiana, hiena zza drzewa pręgowana,
i krocząc tuż obok zaczęła rozprawiać, dobra ze słoni byłaby strawa,
kawałek wystarczył by nogi, pół ucha, nawet zwyczajna kość byle krucha,
i choć wiele mi nie trzeba, manna dziś nie spadnie z nieba,
a, że dbam o swój żołądek, i nie poszczę nawet w piątek,
zjadła bym słoniny kawał, gdyby tylko słoń miał zawał,
padł od słońca, siłę stracił, wielce by mnie tym uraczył.

A słonica łypie okiem, myśli obok zadziwiona,
chyba problem mam ze wzrokiem, czy ta hiena jest szalona?
i zadrwiła z niej z pogardą, może jeszcze słoń z musztardą,
zgniotła bym cię jak robaka, wtedy najadł by się szakal,
chyba dziś za mało piłaś, i się trochę odwodniłaś,
czy się dobrze dzisiaj czujesz?, chyba główka ci szwankuje,
ciągle bredzisz coś w amoku, czy nie jesteś w jakimś szoku?.

Nie odparła mówiąc hardo, nie rób takiej dziwnej miny,
czuła bym się znacznie lepiej, robiąc słonia oględziny,
co zaś smaków mych dotyczy, świeżość mięsa też się liczy
i z musztardą być nie musi, mogła byś się czymś udusić,
mięso w sosie własnym wolę, na posiłek nie biadolę,
i z reguły jem ze smakiem, czasem chodzę za biedakiem,
co zazwyczaj ciężko dycha, zwierząt śmierć mi sprzyja licha.

Nagle sęp przyleciał śmiało, czyżby coś tu dziać się miało,
czemu hieno ząbki szczerzysz, jakbyś deser zobaczyła,
w szczęście swoje widać wierzysz, nie bądź znowu taka miła,
też skromnością swą nie grzeszę, mam przyjaciół swoich rzeszę,
poradzimy sobie wszędzie, pokarm zawsze sęp zdobędzie,
z góry wiele dostrzegamy i najwięcej pożeramy.
Nie istotna jest potęga, dla mnie lew to kawał mięcha,
zjadłem nawet raz geparda widać było mi pisane,
piękne zwierze cętkowane, jadłem z bardzo wielkim żalem.
Nic nie umknie mej uwadze, nie straciłem nic na wadze,
dobrze jestem odżywiony, ale znowu krwi spragniony.
Mógłby ktoś tu dzisiaj skonać, wspomóc trochę głodomora,
słoń czy hiena bez różnicy i się z nimi chce chandryczyć.

Znieść już nie mógł tej dyskusji, jak balonik słonik krągły,
z nerwów doszedł do konkluzji, że nie może sęp być mądry
i powiada sfrustrowany, żywot hieny jest mi znany,
nieustannie żyje w smrodzie, myśli tylko o swym głodzie,
je padlinę bez umiaru, nie mam słuchać jej zamiaru.
Sęp z kolei wszystkich razi swą brzydotą móżdżek ptasi,
i w makówce łysej główce, ciągle myśli o karkówce,
chudą szyjkę ma jak patyk, w każdym ścierwie liczy gnaty.

Nie chciał tego sęp już słuchać i powiada do malucha,
nie wiesz więcej niż słonica, szmat przed tobą długi życia,
ja po prostu przetrwać muszę, przezwyciężyć głód i suszę,
a, że bywa los brutalny, dla niektórych wręcz fatalny,
na tym musi ktoś korzystać, jest to sprawa oczywista,
a okazji nie przepuszczę, ciała swego nie odtłuszczę,
gdyż energii mi potrzeba, moim życiem cudza bieda.
Pożywienia nie marnuję i zazwyczaj nie próżnuję,
tam więc jestem, gdzie być muszę, czasem kogoś tym rozjuszę,
bo za sępem nie przepada, żaden słaby członek stada.

Wtem przerwała hiena cwana przemówienie i dodała,
jeszcze ptaszku jestem młoda, i choć czasem niewygoda,
przeciwnością życia sprostam, nie znam strachu tak wyrosłam,
i dlatego słabeuszu pozbawiony animuszu,
nędzne twoje są złudzenia, niema przymnie śmierci cienia.
Wiele w sobie mam wigoru, nie brakuje mi splendoru,
nie mów zatem bzdur okrutnych, bo się robisz nader nudny.
Jestem szybka i drapieżna od nikogo niezależna,
działam solo albo w grupie, nie myśl o mnie jak o trupie,
sam wyglądasz na starucha, brzydki jesteś jak ropucha,
pewnie sam niebawem padniesz, i się w paszczy czyjejś znajdziesz.
Wy zaś słonie pełne buty, wolał bym mieć brzuch rozpruty,
niż nadzwyczaj być naiwnym jak mamuty prymitywnym,
każdy z was to zwykła trąba, każdy wolno ciężko stąpa,
wyglądacie na zmęczonych, lub leniwych jak kto woli
i grubiaństwem przemawiacie, chyba łby zakute macie,
wy nie wiecie czym ogłada, zamiast mowy marmolada,
taka prawda, schemat znany, słoni w składzie porcelany.
Wasze ciosy mi nie szkodzą, kłusownicy w prawo godzą,
uwielbiają polowanie, są łajdaki z nich i dranie.
Zawsze w cenie kość słoniowa, niema bardzo gdzie się schować,
wielkie ssaki wy biedaki, nie jest mi was szkoda.
Byli ostatnio patrzyłam z daleka, ubili trzy słonie, nie wzięli ni deka
i szczerze mówiąc zostało w całości, mięso przepyszne, bo wzięli kości,
zyskali za nie spory kapitał, mogli by znowu gdzieś tutaj zawitać.

Na skutek obrazy wizerunku stada,
broniąc wszystkich słoni słonica powiada,
już mam dosyć konwersacji, nie masz hieno wcale racji,
nikt z nas nie jest tu zmęczony, mamy siły całe tony,
grube nogi, umięśnione i idziemy w dobrą stronę,
jeszcze chwila a dojdziemy, i się wody napijemy,
relaks tam będziemy mieli, bo się w wodzie wykąpiemy,
wtedy problem nasz przeminie, i zapomnę o twej kpinie,
nie jesteśmy ślamazarne, wolę myśleć racjonalne,
ciała swoje oszczędzamy, wtedy mniej się wypacamy.

Widząc zachwyt zawiedziona i nadziei pozbawiona,
nagle hiena zrozumiała, iż się tylko ośmieszała,
do słonicy zatem rzekła, głodna bardzo i przebiegła,
nudna z ciebie jest słonica, i mizerny masz styl bycia,
chyba nie mam co tu szukać, przestań do mnie w końcu dukać,
w inny rejon pójdę zaraz, bo tu widzę bieda stara,
sęp zaś dodał nerwów szkoda, życie przecież jak przygoda,
jeszcze dziś się wiele zdarzy, słonko przecież pięknie praży,
łowców dużo, gardeł wiele, z nieba dojrzę jakieś cele,
może lwy coś upolują, one co dzień gdzieś ucztują,
czasem resztki zostawiają, gdy już brzuchy pełne mają.
Tak zakończył dyskurs ptaszek, gdyż już dosyć miał igraszek,
poczym w górę poszybował i się w błękit prawie schował,
słonie natomiast swoim zwyczajem,
jak władcy Afryki, szły dumnie dalej,
przez trawy wysokie, pośród natury,
dzikiej i strasznej jak bestii pazury.

CDN.

Opublikowano

Dzięki Stefan za wpis, ślad pod tekstem "W cdn dawaj krótsze kawałki. Pozdrawiam, Stefan."- postaram się, ale nie obiecuję, bo nie wiem jak napiszę dialogi podmiotów, druga cz. musi zawierać wszystko bym mógł zamknąć temat 2 cz. będzie ostatnia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeczytałem cały tekst.

To, co zaznaczyłem rzuca się na początku w oczy i czytelnik może pomyśleć, że cała ta bajka jest ni-do-rymu, ni-do-taktu. Ale na szczęście im dalej - tym milsze wrażenie.
Dłuuugi utwór, ale czyta się jak hop-siup. Wstawiam plusa (za wyobraźnię i zgrabność).

Po prostu sympatyczna bajka.

Pozdrowienia.
Opublikowano

Rafał_Leniar - Przeczytałem cały tekst.

To, co zaznaczyłem rzuca się na początku w oczy i czytelnik może pomyśleć, że cała ta bajka jest ni-do-rymu, ni-do-taktu. Ale na szczęście im dalej - tym milsze wrażenie.
Dłuuugi utwór, ale czyta się jak hop-siup. Wstawiam plusa (za wyobraźnię i zgrabność).

Po prostu sympatyczna bajka.

Pozdrowienia. - Dzięki, mam nadzieję, że cz. 2 wyjdzie mi lepiej.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka   Bardzo dziękuję!    Dziękuję Ci bardzo za te słowa - naprawdę mnie poruszyły. Twój obraz parapetu, tego jedynego miejsca poza oknem, gdzie nie da się bezpiecznie stanąć, jest przejmujący i bardzo trafny.  Potrzeba drugiej osoby, jej pomocnej ręki , aby bezpiecznie z takiego parapetu zejść i wrócić do życia.  Serdecznie pozdrawiam. :)    
    • @Berenika97 Jak mrok naprzeciwko, to rzeczywiście jak w greckiej tragedii, wszystko źle, za drzwiami ściana, za oknami przepaść. Rozpacz to nie fakt, autor, ale nasz subiektywny odbiór , bo nawet pęknięcie może być przełomem i nadzieją na nowe jutro, czy jak w Gwiezdnych Wojnach, nową nadzieją. , Zatrzymujący wiersz. Pozdrawiam serdecznie, 
    • Chcę... Ciebie pokosztować Z tajemnicą się potykać Dotykać  wargi miłością Drugie pożądaniem Bądźmy dzisiaj Jedno Rozmawiajmy długo Ile w nocy oddechu Aż po zatracenie Po kres śmierci Po narodziny   Tyle Chcę ci opowiedzieć Od zawsze - do świtu, Od teraz - do wieczności Od początku świata Ile w nas pragnienia, Modlitwy, tęsknienia Wypełnijmy je sobą, Tę chwilę stworzenia,   Jak On Jeden umiał W jedną jasną noc   Chcę… Pić wodę życia Pić bez końca Ciebie Z ust i ud, z ruczaju Z kaskady pragnienia Z tajemnicy miłości Z  tej chwili spełnienia Z  woli nieistnienia Zechciejmy umrzeć Narodzić się znowu W tę za krótką noc   Chcę… Rumienić się z Tobą Bez wstydu i winy Tyle nasze pragnienia Chcą sobie opowiedzieć O absurdzie istnienia Oddech tobie oddaję Twojego nie zwrócę Nie chcę żyć bez niego Niech będą jednym W tę za krótką noc   Chcę… Przypomnieć sobie Pokolenia Adama Poczuć smak stworzenia Które w nas pulsuje Drży na twojej skórze Na szczytach latarni Nęci  fiordem zatoki, Portem który karmi Pół-nocnego rozbitka Tej za krótkiej nocy   Chcę… Z tobą rozmawiać Słowami, których nie ma Bądźmy winni niewiedzy Takimi nas stworzył Po to nas otworzył Byśmy w jednej iskierce W duszy poniewierce Chcieli świat urodzić Poczuć się Jak On   Chcę… Ciebie smakować W wodzie oceanu I w taninach czasu W zapachu przestrzeni W tej radości raju Tak łaknę, tak ciebie Tak słodycz, sól i zaczyn Bez chwili wytchnienia Chcę w tobie tonąć W tę za krótką noc   Chciejmy Czas zatrzymać Bo kiedy świt przyjdzie Tajemnice skradnie A po śmierci nocy Z naszego spełnienia Tęsknota się narodzi Rozmawiajmy długo W pięknej pantomimie Jak człowiek potrafi Gdy kocha i pragnie         * * *  
    • @Migrena   Bardzo dziękuję!   Dziękuję za tak piękny komentarz.  "Zostań"  jako akt oporu - to dokładnie to, co chciałam powiedzieć, tylko Ty ująłeś to precyzyjniej niż ja.   Nazwałeś to trafniej niż ja - fałszywą gramatykę mroku, która każe czytać margines jako całą stronę wyroku.   Ale to nie rozpacz pisze puentę, to nie ona ma ostatnie słowo - "zostań" jest czasownikiem oporu, odmianą, która trwa od nowa.   Dziękuję  i serdecznie pozdrawiam. :)  @Bożena De-Tre   Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. :)    Dziękuję - to piękne rozwinięcie wiersza. "Świat Ocalony" powstały z pęknięcia - nadałaś temu sens i świetnie nazwałaś.  Zauważę  -  obiecuję.   Świat Ocalony nie jest złudzeniem, Ty go dopisałaś do treści - a reszta, jak mówisz, jest cieniem, mgłą nocy, co o świcie się mieści. Dziękuję, że dostrzegłaś w pęknięciu nie ranę, lecz bramę.
    • @Berenika97 Bereniko, ten fragment o rozpaczy, która nie jest autorem, a jedynie zbyt szerokim marginesem, zatrzymał mnie najmocniej. Dla mnie taka rozpacz to wręcz chodzenie nie po marginesie, tylko po parapecie – bo to jedyne miejsce poza oknem, ale tak szalenie ryzykowne... To nie jest miejsce, na którym można się bezpiecznie zatrzymać. Twój wiersz ma w sobie potężną, ocalającą siłę, a puenta o pęknięciu skorupy niesie bezcenne światło. Wybitne, głębokie pisanie. Wielkie brawa!  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...