Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A Ty byłaś wieczór kwietniowy
Cóż ja byłem tamtego dnia?
Może pijak ten barowy?
Bom upojony miłością trwał!

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Pijani leżymy tak w objęciu swym
Wtem melodii cichy dźwięk słyszeć się zda
To uderzy to milczy - przedziwny rytm
Cóż za muzyka piękna to jest?
To serce Twoje tak gra!

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Leżym tak ciało przy ciele
Niepewnie zaglądam do środka
Czemu zrywają się słowików trele?
Czemu w oku Twym jest stokrotka?

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

To wiosna chłodną tą nocą
Przypatruje nam się z bliska
Słowiki głośniej świergocą
Łza szczęścia w oku błyska

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Już dumać dalej ni chwili
Ręka moja jak wąż w ogrodzie
Na aksamitnej ziemi się myli
Nie - cofam - nie jestem godzien

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Lecz chęci żądzy wciąż swobodne
Bym po aksamicie dalej błądził
Wyruszam w podróż więc ponownie
Wątpliwości resztki z głowym strącił

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Usta się namiętne spotykają
Miłość lądy piękne odkrywa
W głowie mojej myśli nie gadają
Noga pode mną się zarywa

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Nogi ledwo pion trzymają
Rumieniec na lico wystąpił
Piersi jedną symfonię grają
We wszelkie słowa jam zwątpił

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!

Po co słowa gdyś w mych ramionach?
Gdy milcząc wszystko za nas mówi
Gdy świat leży w Twoich dłoniach
Gdym pijany język zgubił

Czy pijaństwo to jest grzech?
Bom pijany jest za trzech!
Bom pijany jest za trzech!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...