Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pan to sugeruje, widocznie tak sam to widzi? Pisałem tylko o przyczynie takiego stanu rzeczy, tak jakbym napisał, że waga przechyliła się, bo po jednej stronie usiedli uczniowie a po drugiej ich profesor.
Pseudopoeci, kogo to obchodzi... Pan bagatelizuje temat - a ostatnia Nike?:
  • Odpowiedzi 80
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Boskie Kalosze - Pańskie słowa: "przyczyna twki w cywilizacyjnym dostępie wszystkich do dóbr kulturalnych", czyli między innymi do biliotek, o czym napisałem. To Pańskie słowa i proszę teraz się nie wykręcać.
Czyli co - woli Pan ograniczać ludziom swobody? To ja w Pańskim państwie miałbym dostęp do dóbr kulturalnych czy nie?

Dalej - naprawdę obchodzą Pana pseudopoeci? Bo mnie tylko poeci.

Pozdrawiam.

Opublikowano

dziękuję wszystkim za dyskusję

Alterko - szkoda, że ten Pan Maliszewski nie podjął dyskusji,
bo widzisz, akuratno byłem w czymś co nazwać by można księgarnią,
mnóstwo książek, jak obliczyłem na kroki jakieś 100 kroków na 50,
i tylko jedna półka na 2 kroki, w niej jak zwykle Twardowski, Szymborska ...
i kilka Świętlicki - (tym razem bez folii) - otworzyłem i się przeraziłem,
widzę wiersze(?) napisane przez faceta, któy kpi sobie z reszty, który
opisuje swoje psuchologiczne podłoże i mam chęć rzucić tę książką,
biorę wieć inną też widzę Świetlicki i to samo, jakby z generatora,
biorę kolejną, tym razem kobieta, opisuje swoją miesiączkę, jeju!
przerażenie ale nie sprawami kobiecymi ale tym, że zostało to wydane
przez Urząd Stołeczny w Warszawie, biorę kolejną starszy Pan, zdjęcie
już mnie zaszokowało - wewnątrz coś w rodzaju pieśni, myśle pewnie ...
a tu żadnych pieśni
nie
to nie jest poezja albo brak piwa jak napisał Stefan
MN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Od kilku lat zacząłem się bawić w wiersze choć wiem że poetą nie jestem. Zawsze uważałem, że rym nie jest wykładnikiem poezji, choć nie ukrywam, że przy czytaniu sprawia mi on wielką przyjemność. Dlatego też trenuję rymowanki.
Oczywiście podstawą dobrego wiersza jest treść ale i forma ułożenie słów, które w jakiś sposób ze sobą grają wypełniając służebną rolę względem treści. I właśnie rym jest tu bardzo pomocny. Oczywiście trafiają się wiersze białe, obok których nie można przejść nie schylając czoła nad ich kunsztem, ale te stanowią jakiś promil tego co czytam.
W zeszłym roku przeżyłem szok. Dla wielu z was może jest to normalka. Otóż jeżdżąc dużo i słuchając radia trafiłem na Trylogię Sienkiewicza. Choć czytałem ją trzy razy w swoim życiu, postawiłem słuchać, jak czyta to aktor. I tu złapałem się za głowę: Ileż w niej środków artystycznych i jakże trafnie oddających: opis, akcję czy nastrój. (większość z nas czyta trylogię zwracając uwagę na różnorakie wątki) W prozie tej jest więcej poezji jak w niejednym nagradzanym obecnie tomiku wierszy. Wspomnę jeszcze o Małym Księciu (klasyfikowany jako proza poetycka) – a obecne białe wiersze gdyby napisać w formie prozy to poezja by się zgubiła (nie dotyczy wyjątków).
Nie ukrywam, że fascynuje mnie: Przybora, Kofta, Waligórski i tym podobni, którzy w zabawnych wierszach przemycają jakąś satyrę. Ale czy wiersze satyryczne nie mieszczą się w słowie poezja. To pytanie pozostawiam otwarte.
Fora typu org dają możliwość publikacji wszystkim począwszy od grafomana a skończywszy na poecie-pasjonacie, który chce się swoją wiedzą podzielić z innymi. Tylko początkujący mają problem na tym polu porośniętym ziarnem i plewami.
(kończę bo zaczynam ziewać a nie mam piwa pod ręką)

Pozdrawiam SGA
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słowa raczej padły w audycji o której wspomniałem, ja je tylko przytoczyłem bo wydały mi się ciekawe. Co z tego, że pisze Pan o możliwości korzystania z bibliotek? KTO z nich korzysta?
Ilu z tych, którzy piszą tu wiersze, czytają to co napisano przed nimi? ;)
Gdyby tak było - zamilkliby, przynajmniej do czasu, aż jako tako dorównają poprzednikom.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słowa raczej padły w audycji o której wspomniałem, ja je tylko przytoczyłem bo wydały mi się ciekawe. Co z tego, że pisze Pan o możliwości korzystania z bibliotek? KTO z nich korzysta?
Ilu z tych, którzy piszą tu wiersze, czytają to co napisano przed nimi? ;)
Gdyby tak było - zamilkliby, przynajmniej do czasu, aż jako tako dorównają poprzednikom.

Pozdrawiam.

Czyli ja mam nie pisać, dopóki nie dorównam np. Bursie? Nieeee... rób mi tego ;)
Opublikowano

może i nie chodzi o dorównywanie komukolwiek ale
o odnalezienie się w tym wszystkim - każdy z nas
wg Pana Maliszewskiego powinien znaleźć coś co
odróżni go od innych - no tak - to całe zaprzeczenie
tego iż poezja staje się coraz bardziej sama w sobie
podobna do prozy - prawdopodobieństwo wydaje się
być tu zupełnie odmiennym - wiekszość z humanistwó
boi się tego wyrażenia, ledwo znoszą podstawy logiki,

proszę sobie wyobrazić, iż idąc po statystykach, większość
stypedii (stypendiów?) jest rodzaju humanistycznego,
jakieś 70% - czyli, że matematycy, fizycy, chemicy ,..
są kiepscy? nie wydaje mi się to podstawą wniosku,
typowe "polaczkowo" tu się robi, brak kultury, tyle lat
z nas ją wykorzeniano, a biblioteki, po co? skoro i tak
większośc dzieł "zagramanicznych", a na wydania tutejszych
ledwo co starcza jedna półka

taaa! słynny "regionalizm", dobre hasełko dla interesów,

poezja! pisał o niej Babiński - jak kto chce niech poszuka

niestety - wyparowała całą mądrość, nawet jak się czyta Różewicza
to szczerze, mówiąc wolałbym przeczytać jakiś brukowiec, nie wiem,
przekonajcie mnie, że jest w tych zapiskach coś fascynującego, czy tylko
i już tylko chodzi nazwisko

MN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z tym ziewaniem to akurat niezbyt celne porównanie, więc proszę się nie przejmować ;)
Świadczy raczej o rutynie.
Sienkiewicza sam bardzo lubię, zresztą został doceniony Nagrodą Nobla i to w czasach, kiedy była jeszcze nagrodą.
Wracając do meritum, czyli rymowanek, akurat po Tobie widać dążenie do polepszania warsztatu i myślę, że za kolejne parę lat można wskazywać Cię jako przykład.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Różewicz to doświadczenie życiowe, a stąd bierze się wszelka mądrość.
Wiedza, a nawet jak ostatnio uważa się, również intelekt to tylko nakładka,
Windows zainstalowany w umyśle człowieka. Oprogramowanie.
Natomiast mędrzec posługuje się nimi, ale nie kieruje -
czytaj zatem Messalinie Różewicza, ale pisz co podpowiada Ci własne serce i rozum.

Pozdrawiam.
Opublikowano

www.poezja.org/index.php?akcja=wierszeznanych&ude=1207 - tu jest
jakiś wiersz Różewicza i komentarz, boki można zrywać, co jeszcze się da ocalić?
bo wszystko wyparuje, ktoś o niku bleee bleee wypisuje, że "biała noc" ..., jeju
i jajć! przeczytajcie

podobne słowa mogłyby paść także pod kazdym innym wierszem albo wierszo-prozą,

pewien znany poeta pisze w jednym z wierszy: czarny gęstniejący kolor nocy" - brzmi prawie jak "zielona dżdżysta trawa", a poeta ten odpowiedzialny jest za druk młodych poetów

ech
i tak świata nie zmienimy
MN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nawiązując do słów Amerrozzo o bibliotekach: komu dorównywał Bursa poza krajowym podwórkiem? "Polacy, uwierzcie w siebie!" - jak mawia Leo Beenhaker.

Pozdrawiam ;)

czy Beenhaker jest/był poetą?
czy jest/był/będzie Polakiem?
wybacz, ale to żadne zastawienie się czyimiś słowami
MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ktoś napisał bardzo zły komentarz do tego wiersza w linku, który podałeś. Przede wszystkim "biała noc" kojarzy mu się po prostu z nocą. A choćby "białe noce" nad Newą?
Nie wiem, czy komentator wiedział, że młode pary wyjeżdżały do Sankt Petersburga w podróż poślubną, bo miało to przynieść szczęście na całe życie. W tym kontekście:

biała noc
martwe światło
leży na pościeli

nabiera wymownego, tragicznego znaczenia. Komentujący najwyraźniej nie dorósł do doświadczeń i wiedzy Autora i komentarz świadczy przeciwko niemu, nie wierszowi.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nawiązując do słów Amerrozzo o bibliotekach: komu dorównywał Bursa poza krajowym podwórkiem? "Polacy, uwierzcie w siebie!" - jak mawia Leo Beenhaker.

Pozdrawiam ;)

czy Beenhaker jest/był poetą?
czy jest/był/będzie Polakiem?
wybacz, ale to żadne zastawienie się czyimiś słowami
MN
Chodzi o to, że wydaje nam się nie wiem co, bo nie czytamy tego co pisze się na świecie.
To jak polska liga - niby zawodnicy biegają i strzelają bramki ale w konfrontacji tylko z europejskimi drużynami wygląda to tragicznie. Dusimy się we własnym sosie. Ale przecież nie jesteśmy jacyś gorsi - wystarczy tylko zacząć podpatrywać, jak grają inni, otworzyć oczy.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ktoś napisał bardzo zły do tego wiersza w linku, który podałeś. Przede wszystkim "biała noc"
kojarzy mu się po prostu z nocą. A choćby "białe noce" nad Newą?
Nie wiem, czy komentator wiedział, że młode pary wyjeżdżały do Sankt Petersburga w podróż poślubn,ą bo miało to przynieść szczęście na całe życie. W tym kontekście:

biała noc
martwe światło
leży na pościeli

nabiera wymownego, tragicznego znaczenia. Komentujący najwyraźniej nie dorósł do doświadczeń i wiedzy Autora i komentarz świadczy przeciwko niemu, nie wierszowi.

Pozdrawiam.

a wiesz - to zaskakujące, bo te białe noce też mi się z leningradem dawnym a wcześniejszym Petersburgiem skojarzyły, i drugie takie skojarzenie, ze trzeba przeżyć albo przynajmniej wiedzieć coś na ten temat aby cokolwiek móc powiedzieć, ale im bardziej brnie się w historię, przeszłość to nazywają Cię histerykiem albo ludowcem, a tu poezja nam paruje

a jeśli mowa o młodych parach to wg mnie co innego się tam powinno dziać, nie wiem, moze się mylę, może ta krew to "armia czerwona" przewalająca sie przez pokój? no dobra, żartuję

MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słowa raczej padły w audycji o której wspomniałem, ja je tylko przytoczyłem bo wydały mi się ciekawe. Co z tego, że pisze Pan o możliwości korzystania z bibliotek? KTO z nich korzysta?
Ilu z tych, którzy piszą tu wiersze, czytają to co napisano przed nimi? ;)
Gdyby tak było - zamilkliby, przynajmniej do czasu, aż jako tako dorównają poprzednikom.

Skoro nikt z tych bibliotek nie korzysta, to po co pisać, że "przyczyna tkwi w cywilizacyjnym dostępie wszystkich do dóbr kulturalnych"?

Poza tym sam Pan sobie przeczy, twierdząc, że nikt z bibliotek nie korzysta, a wcześniej, że każdy czyta i pisze. W tej kolejności: czyta, a potem pisze.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słowa raczej padły w audycji o której wspomniałem, ja je tylko przytoczyłem bo wydały mi się ciekawe. Co z tego, że pisze Pan o możliwości korzystania z bibliotek? KTO z nich korzysta?
Ilu z tych, którzy piszą tu wiersze, czytają to co napisano przed nimi? ;)
Gdyby tak było - zamilkliby, przynajmniej do czasu, aż jako tako dorównają poprzednikom.

Skoro nikt z tych bibliotek nie korzysta, to po co pisać, że "przyczyna tkwi w cywilizacyjnym dostępie wszystkich do dóbr kulturalnych"?

Poza tym sam Pan sobie przeczy, twierdząc, że nikt z bibliotek nie korzysta, a wcześniej, że każdy czyta i pisze. W tej kolejności: czyta, a potem pisze.

Pozdrawiam.

oj, zaraz się zaczepimy o słowa, piszmy o zewnętrzu a ne potykajmy się o słowa wypowiedziane przez komentatorów, proszę
bardzo prosze
MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie: nauczył się pisać (w wieku kilku lat), liznął parę wierszy w szkole i stwierdził, że sam może też zacząć je pisać. O nie uczęszczaniu do bibliotek świadczą nie tylko powielane na okrągło tematy, ale przede wszystkim nie wnoszenie do nich świeżego spojrzenia (róża - więc kolce, tęcza - zatem barwy i dwa końce, czerwień - miłość i ból bo kojarzy się kolorem krwi i cierpieniem).
Pan wybaczy, ale w większości przypadków ciężko dopatrzeć się kolejności: "czyta, a potem pisze"

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...