Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nurkujemy spod nieba ku łąkom morszczynu,
zamiast słońca zbutwiały przyciąga nas wrak:
opuszczony przez ludzi przeciw ludziom płynie,
z rozbitego bulaju łypie bosmanmat
- plastikowy szkielet.

Ktoś tu jeszcze przed chwilą chodził po pokładzie,
wszędzie widać ślady dziecięcych, bosych stóp?
Rozglądamy się - ze ścian wystające małże
pozamieniał za nami w absolutny słuch
- plastikowy szkielet.

Raz po raz ktoś powraca zaczerpnąć powietrza:
z każdym nowym oddechem coraz dalszy wrak
opuszczony przez ludzi przeciw ludziom płynie,
kiwa ręką z bulaju blady bosmanmat
- plastikowy szkielet.




Pod tym adresem jego, niestety metalowe podobieństwo:

www.allegro.pl/item244928001_super_brelok_kosciotrup_metalowy_okazja.html

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To częsty zabieg, takie powtarzanie frazy. Opiera się na tym choćby konstrukcja villanelli.
Poza tym wiersz Gałczyńskiego jest mocno polityczny :)
natomiast mój, gdybym miał przełożyć go na wiersz biały (zachowując echo powtórzeń i nastrój) brzmiałby, powiedzmy tak:


jesienna wycinanka

powiedzmy, że przyszła jesień
narysować brzozy w trawie
powiedzmy, byliśmy tam
i powiedzmy muchomor
dostał się do koszyka
powiedz my



Dziękuję i pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Więc jedz, a ja będę mówił... za Ciebie:


Dafne

Zawsze tak się kończy: łzami morszczyn pachnie,
a w muszlach nie szumi fal zmierzwionych cyjan,
zerka w morze spod sęków poskręcana Dafne -
jeszcze nie przeczuwa, że już jest niczyja.
Słońce mewy ostrzy, jak białe pinezki
przypina do plaży, przez chmury do nieba,
na wzburzonych wydmach wiatr ucisza piaski
....ciiiii.... niesforne dzie... ci....pu... styń jeszcze... nie ma....

Często tam jeździłam - już czułam, już we śnie
widziałem się bez ciebie. Choć ciebie nie było -
swój ból przeczuwałam po stokroć boleśniej,
miłość większą do ciebie, niż prawdziwa miłość.
Po drodze nad morze podjeżdżałam nieraz
na małą stacyjkę - zjeść coś, zatankować
i śniła mi się zawsze ta sama kelnerka,
rozmawiając te same wymawiałam słowa.
Potem na zakręcie, zatrzymywał mnie ciągle
policyjny patrol - sczerniała atrapa:
tekturowy sierżant wolno ściągał spodnie -
zęby w śnie zaciskałam przerażona, blada!
Od tej pory na brzegu morszczyn łzami pachnie
i w muszlach nie szumi fal zmierzwiony cyjan,
zerka z sęków w morze poskręcana Dafne -
jeszcze nie przeczuwa, że jest już niczyja.

Opublikowano

niczyja ci ona od dawna już była
jej łono, jej oczy i powabna szyja
w słonych wód topieli moczyła swe włosy
i krzykiem rozpaczy budziła niebiosy

i znikąd ratunku i znikąd pomocy
i morze kipielą zasłania jej oczy
tylko zapach morszczynu na dnie wód słonych
nie ujrzy mężczyzny,nie ma go wśród onych

wód kpiących z tęsknoty zabranej z jej serca.
co w muszli ukryta czekała zbawieńca

;))) miła zabawa
właśnie zjadłam swą ostrygę;))))
z pozdrowieniami/ Stanka

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kiedyś ludzi żyli podobno po kilkaset lat. Niczyja przełożona na dzisiejsze ploteczki ze świata gwiazd mogła znaczyć setki

Noe do żony: oj tak tak...
gderasz mi już tysiąc lat
a nawet nie miałaś cnoty :-(

Żona: ach Noe, no co ty?!
Przypomnij sobie, tetryku:
usiadłam na tym patyku
coś go potem użył do Arki :-)

i Przymierza sukienki
w międzyczasie garnki
tłucze. A Święci je lepią
smołowatą substancją


Pozdrawiam :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zgadłaś :) Kilka lat temu nurkowałem do zatopionego kutra - w rozbitym bulaju kołysał się właśnie taki plastikowy szkielecik. Maskotka podobna do tych, jakie kierowcy (zwłaszcza tirów, dalekobieżnych autobusów) zawieszają sobie w kabinach na szczęście. Rybakom z tego kutra nie przyniosła szczęścia. Kiedy spali, kuter gwałtownie poszedł na dno. Śmierć zaskoczyła ich we śnie. Ocalał tylko najmłodszy, syn jednego z pozostałych. Tylko dlatego, bo wyszedł akurat na papierosa. Miał bardzo dużo szczęścia, że Bałtyk był wyjątkowo ciepły i spokojny. Pływał, a właściwie unosił się ponad całą dobą w wodzie, zanim dostrzegła go wracająca na noc do portu załoga jakiegoś jachtu. Kolejnej nocy już by nie przeżył, był skrajnie wyczerpany.

Pozdrawiam.
Opublikowano

no dobrze... podchodzę do wiersza kolejny raz, ale mówiąc szczerze, to nie on sprowokował mnie do umieszczenia tego komentarza lecz historia kutra... brr... ciekaw jestem, czy wiesz może co mogło spowodować jego tak szybkie zatonięcie. bo przecież nie góra lodowa... ale wracając do sedna, czyli do wiersza. pierwsza strofa, moim zdaniem, jest bardzo dobra. dalej, niestety, coś się szarpie i rwie, końcówka trochę lepsza, ale chyba też jeszcze do przemyślenia. podsumowując: moim zdaniem, wiersz wymaga jeszcze obróbki i... myślę, że warto nad nim popracować, bo widzę w nim pewien potencjał, który jeszcze nie do końca został wykorzystany. kłaniam się nisko i pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Może dlatego, ze prawdziwy obraz przysłania czytanie? Niepotrzebnie o tym pisałem.
To było natchnieniem, natomiast wiersz jest o czymś innym. Powiedzmy, że wrak jest symbolem śmierci - tego co nas czeka. Skąd zatem w drugiej strofie ślady "dziecięcych stóp"? Otóż droga do śmierci wiedzie przez starość, ale także, kiedy cofać się wspomnieniami - przez dzieciństwo, aż do granic pamięci.
Pozdrawiam.

(Co do kutra to coś pękło i nabierał wody. W pewnym momencie po prostu poszedł pod wodę jak kamień. Nasi rybacy pływają na złomie, nikogo już nie stać na remont, na dodatek lepiej opłaci się dać w łapę na przeglądzie technicznym. Jedyny zysk to wędkarze amatorzy i mało legalne kursy na dorsza pod Bornholm)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...