Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jesień przyszła po nas w jesień odchodzimy
Nie umiemy śpiewać nie chcemy dla zimy

Słowik uniósł z sobą słodkie lata pieśni
Teraz wiatr się wiesza co noc na czereśni

Niebo z deszczem spada mgłą zasnuwa drzewa
Skowronek już nie ma skąd zbożom zaśpiewać

Próżno tajne znaki daje w stawie słońce
Bociany nie lecą klekotać na łące

A tym bardziej milczy co głośniej śpiewało
O milczenie - obyś tak nas przemilczało!

  • Odpowiedzi 48
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Taki obrazek jesienny. Niewiele mówi, o czym by czytelnik nie wiedział, ale przyjemnie się czyta. :)
Takie uwagi.
Słowiki śpiewają wiosną, a nie w lecie
Słowik uniósł z sobą słodkie swoje pieśni, albo ...gdzieś miłosne pieśni, czy jakoś tak.
A wers ze skowronkiem lepiej tak:
Skowronek już zbożom teraz nie zaśpiewa

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma skąd zaśpiewać, bo nie ma chmur. Jest jedno zachmurzone niebo, albo mgła.
Dlaczego miłosne pieśni? To jest wiersz o starości (w jesień odchodzimy) co staje się jeszcze bardziej jasne w ostatnim wersie (o milczenie (o śmierci)- obyś tak nas przemilczało (przemilczała)). Proszę czytać uważniej, mniej schematycznie. Wierszyki o jesieni to ja piszę na kolanie :) Nawet villanelle.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hmm, wiersz jest taki, jak nie lubię. Utrzymany w tonacji wierszyka dla dzieci. Aż tu nagle taka puenta, dla dorosłych a nawet bardziej. ;))
Kursywą zaznaczyłam fragmenty, które dla mnie są znośne. Puenta jak dla mnie - bardzo dobra.

Wiersz mocno skrytykowałam, ale Autora pozdrawiam.
Fanaberka.
:-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hmm, wiersz jest taki, jak nie lubię. Utrzymany w tonacji wierszyka dla dzieci. Aż tu nagle taka puenta, dla dorosłych a nawet bardziej. ;))
Kursywą zaznaczyłam fragmenty, które dla mnie są znośne. Puenta jak dla mnie - bardzo dobra.

Wiersz mocno skrytykowałam, ale Autora pozdrawiam.
Fanaberka.
:-)


Jest to rodzaj kolażu poetyckiego, gdzie w miejsce jesieni można (ale nie trzeba) podstawić śmierć i wszystko jasne. Jesień to czas, kiedy dni zostały policzone. Wszystko wkrótce umrze.
Może interpunkcja bardziej ułatwiłaby odczyt, na przykład:

Jesień przyszła po nas, w jesień odchodzimy:
Nie umiemy śpiewać, nie chcemy - dla zimy.

Ale najbardziej mi smutno, że taaaaki haikowiec :) nie zaznaczył kursywą na przykład tej ciekawej obserwacji:

Niebo z deszczem spada - mgłą zasnuwa drzewa

Przecież jesienią jest najbliżej do nieba, nawet mgły to nic innego jak chmury szorujące tu i ówdzie brzuchami po ziemi. O tej porze dosłownie o krok do nieba - wkrótce wszystko umrze.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słowiki śpiewają także w lecie, potrafią odbyć trzy lęgi w sezonie :-)
Ps. W sprawach słowików jestem ekspertem ;))

Poza tym słowik to symbol zakochanych, a nie chodzi o to. Skowronek natomiast kojarzy się z... śpiewać wysoko, hen w chmurach. Te zaś jesienią wiszą coraz niżej, wreszcie spadają niemal codziennym deszczem na ziemię, gdzie włóczą się jako mgły po polach a skowronek już nie ma skąd śpiewać.[ Toteż odleciał, przeczekać daleko od tego miejsca lepszych czasów.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Podstawiam sobie w miejsce jesieni, podstawiam, to norma :-)
Nie jestem haikowcem, jestem blogowiczką, ale umiem czytać wiersze. ;-)
Wers z niebem podoba mi się tylko do połowy, zwrot mgła zasnuwa wydaje mi się bardzo zwyczajny.

Nie chcę Cię urazić ani sprawić przykrości, doceniam rymy, melodię i obrazki, ale to mnie nie rusza, dopiero puenta.

Pozdrawiam ponownie :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Chodzi przede wszystkim o puentę i dlatego nie przeciągam wcześniejszego opisu w nieskończoność. Mgła zasnuwa drzewa to zwyczajny zwrot, ale dobrze kojarzy się ze starością: mgła zasnuwa oczy. Choćby o zanikaniu pamięci, kiedy zaczynają zacierać się szczegóły dawnych wydarzeń, wreszcie one same. Milczenie o tym, kim się było, co przeżywało. Wiersz nie musi w takim przypadku zaskakiwać, nawet nie powinien. Powolność, nieuchronność tego co nas czeka (tak jak te drzewa, póki co jeszcze zielone) jest okrutniejsza od zaskakującego losu.

Dziękuję za dzielenie się swoimi poglądami, na pewno zastanowię się nad tym... choć tego wiersza raczej nie ruszę :) Musiałbym wszystko nazywać po imieniu, pokazywać palcem a od czego jest wyobraźnia Czytelnika? Może dlatego, że sam podchodzę do wierszy nie tak, jak inni zadając sobie pytanie: co Autor chciał napisać? tylko:
czego nie chciał w tym wierszu napisać?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słowiki śpiewają także w lecie, potrafią odbyć trzy lęgi w sezonie :-)
Ps. W sprawach słowików jestem ekspertem ;))

Poza tym słowik to symbol zakochanych, a nie chodzi o to. Skowronek natomiast kojarzy się z... śpiewać wysoko, hen w chmurach. Te zaś jesienią wiszą coraz niżej, wreszcie spadają niemal codziennym deszczem na ziemię, gdzie włóczą się jako mgły po polach a skowronek już nie ma skąd śpiewać.[ Toteż odleciał, przeczekać daleko od tego miejsca lepszych czasów.

Pozdrawiam.

Może nie mam racji i słowiki gdzieś śpiewają w lecie, ale moje śpiewają w maju, w lipcu już nie.
Głównie chodzi, że "uniósł pieśni", czyli że go nie ma i nie słychać. Miłosnych pieśni jesienią raczej też nie słychać. Ale autor wybiera.
W wersie o skowronku chodzi o niebo, a ono istnieje. No dobra spada z deszczem.
Ale czy skowronki dlatego nie śpiewają bo deszcz czy dlatego, że jesień?

A poza tym jesień to też piękna pora roku. :)
Pozdrawiam jesiennie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie! :-) Tu gdzie jestem właśnie nie widać go spoza ciężkich, a przez to niskich chmur (tylko domyślam się, że jeszcze istnieje).
Poza tym, co to jest: niebo? To co widzimy, czyli atmosfera (wilgoć unosząca się w powietrzu).
Na księżycu nie ma nieba, więc nie ma co spadać razem z deszczem na ziemię, podnosić się rano i wieczorem jako mgła, by znów spadać.
[quote]
No dobra spada z deszczem.
Ale czy skowronki dlatego nie śpiewają bo deszcz czy dlatego, że jesień?

Dlatego, że ich nie ma. Odleciały, bo nie ma chmur w których mieszkały, jesienią chmury razem z liśćmi opadają na ziemię.
[quote]
A poza tym jesień to też piękna pora roku. :)
Pozdrawiam jesiennie.

Piękna i cicha, coraz cichsza (cichną drzewa i trawy a wraz z nimi owady i ptaki, poza tym wszechobecna wilgoć tłumi dźwięki). W takiej chwili trzeba uważać szczególnie, żeby świat nie przemilczał także - nas.

Pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na pewno nie chciał napisać wprost, to oczywiste. Ale czy na pewno nie chciał w ogóle?
Moim zdaniem (może się mylę) Autor tego wierszyka nie chciał napisać, że jesień boli, więc stworzył wierszyk o chmurkach, ptaszkach i kwiatkach. A Fanaberka nawet lubi o ptaszkach i kwiatkach, ale mniej słodko i śpiewnie, a na pewno bez rozczulania się nad skowronkiem.
Treść jest czytelna, nie podoba mi się język wiersza i to napisałam.

A w ogóle to wiem dobrze, że umiesz pisać, ale słodzić nie będę, mogę najwyżej zabrać soje zabawki i sobie pójść ;-D

Fanaberka
:-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mnie niebo kojarzy się ze skowronkami, a właściwie to ich śpiewem, bo samego skowronka ciężko dostrzec między obłoczkami (zupełnie, jakby w nich mieszkał)

Samiec szczególnie głośno i intensywnie śpiewa wznosząc się w górę, aby później - już niemal niedostrzegalny gołym okiem - śpiewając krążyć i trzepotać się w powietrzu. Wracając na ziemię, ostatnie 10-15 metrów spada w milczeniu jak kamień.


www.lesnictwo.republika.pl/ptaki/skowrone.htm
Opublikowano

Skowronka bardzo łatwo zobaczyć. Zawisają nad polami, dość nisko, trzepoczą skrzydełkami, bardzo głośno, przenikliwie ćwierkają. Wystarczy pójść gdziekolwiek, między pola, od wiosny do połowy lata - i są.
Pomyślałam o jeżykach, bo to miejskie ptaki. Całe życie spędzają w niebie, nawet śpią w locie. Również przenikliwie śpiewają. W tym roku było wyjątkowo dużo jeżyków. Być może już odleciały.

No tak, ja z obserwacji, a Ty z encyklopedii, ale podobnie :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie z encyklopedii. Co rok wyjeżdżałem w dzieciństwie przynajmniej na miesiąc do Łącka koło Płocka i ze skowronkami byłem za pan brat. Ileż to razy nabrałem się, że za chwilę wezmę jakiegoś do ręki, właśnie przez ten nagły, pionowy lot ku ziemi, jakby mu się coś stało. Na niebie, owszem, można go dostrzec, ale leżąc na łące i zamykając oczy, wydaje się jakby niebo śpiewało.
Cała jesteś w skowronkach - śpiewali kiedyś Skaldowie a ja wiem, że była:
pogodna, uśmiechnięta jak słoneczne niebo latem. Dziś trzeba się podpierać encyklopedią, bo ludzie nie rozumieją takich oczywistych, wydawałoby się, skojarzeń (nic dziwnego, skoro ponad polowa ludzkości mieszka już w miastach).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To bardzo interesujący temat: spojrzenie na skowronka,
toteż postanowiłem poszperać, jak widzieli go inni. Okazuje się, że skowronek zawsze kojarzył się z wysokim niebem, a jeśli wracał na ziemię to po śmierć, jak u Norwida:

Skowronek

Ptaszku, wrócisz ty tutaj po troski i bole,
Więc nie łudź się na próżno, bo wkrótce pod miedzą
Śmierć nie kosą, lecz szpilką w serce cię ukole,
A mrówki kości objedzą.


Wiele goryczy, ale także, jak to u Norwida, proroczych słów zawarte jest w fragmencie tego wiersza poprzez nawiązanie do skowronka:

Wspomnienie wioski

Miasto!... to ciemny, nieczysty przedsionek,
Którego niebo, dymem okopcone,
Nie zna jutrzenki, nie zna wschodu słońca,
Ani rozumie, co śpiewa skowronek.



Podobnym symbolem, jak się okazuje, był skowronek dla Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:

Miserere

Wracając z pogrzebu ostatniego człowieka,
jak wyzwanie
rzucam przygarść powietrzną - skowronka - w niebo
i ziemię ronię jak łzę nad wszechświatem.


Zatem skowronek - którego już nie ma, jak również skowronek - którego śpiewu nikt już nie rozumie, to symbol śmierci i upadku.
A skowronek ma skąd upadać, bo aż z samego (symbolicznego) nieba:

Dokąd ci wracać, wysoki skowronku
Co do orki o pierwszym budzisz chłopa dzionku?

Leopold Staff ("Ptactwo w czas wojny")


Tam ozwał się nad głową ranny wiosny dzwonek,
Również głęboko w niebie schowany skowronek;

Adam Mickiewicz "Pan Tadeusz" ("Zamek")


Droga, wierzba sadzona wśród zielonej łąki,
Na której pierwsze jaskry żółcieją i mlecze.
Pośród wierzb po kamieniach wąska struga ciecze,
A pod niebem wysoko śpiewają skowronki.

Wśród tej łąki wilgotnej od porannej rosy,
Droga, którą co święto szli ludzie ze śpiewką,
Idzie sobie Pan Jezus, wpółnagi i bosy
Z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką.

Jan Lechoń ("Wielkanoc")
Opublikowano

Ech, poeci, gdzie do nieba, dziesięć metrów - to niżej niż latarnia. :-)

A na serio: Przeczytałam fragmenty, które wkleiłeś. Dziękuję.
Hm, gdybyś napisał ten wiersz tak, jak Baczyński, to nawet na indyka w niebie bym przymknęła oko :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...