Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Akurat Pan Tadeusz wyszedł naprawdę dobrze (dużo lepiej niż np Ogniem i mieczem).. jeśli chodzi ogólnie o filmy to polecam

Broken Flowers - reżyseruje Jim Jarmush, w roli głównej wspaniały Bill Murray. Jest też Sharon Stone i Jessica Lange. Dojrzały (czy raczej podstarzały) facet dowiaduje się, że z którąś ze swoich starych dziewczyn (takich z którymi był 20 lat wcześniej) ma syna. Rusza w podróż by odwiedzić wszystkie swoje 'byłe'.. może brzmi dość banalnie, ale naprawdę dobry film. Spokojny, miejscami zabawny. I do myślenia.

hm i może Zakochany Paryż - kilkanaście miniaturek o miłości. W tym i komedie i dramaty i fantastyka i horror. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Opublikowano

dzis byl grindhouse death proof - tarantino jest popieprzony i za to go lubie, Wsciekle psy jego najlepszy. teraz Wenders Lisbon story - zabieram sie chwile dzis chyba dobra ta chwila, Niebo nad Berlinem mnie rozlożył (uwielbiam to miasto) a koncert Nicka cave`a w filmie z Blixa Bargeldem na gitarze (Einsturzende Neubauten)

Co do wajdy i katynia przewiduje porażke okraszoną trupim smrodem

Opublikowano

Dużo tego, w czołówce starsze filmy Kar-Waia ("Chungking Express", "Happy Together", "Days of being Wild" i nie taki znowu stary "In the mood for love"), z tych, które na długo pozostają w pamięci: "Przełamując fale" von Triera, "Zakochany bez pamięci" Goundry'ego, "Festen" Vinterberga i "Głową w mur" Akina. Bardziej klasycznie to przede wszystkim "Persona" i "Piknik pod wiszącą skałą".
Pozycje obowiązkowe dla mnie do zobaczenia przynajmniej raz na rok to "Underground" i "Arizona Dream" Kusturicy, a także nigdy się nie nudzący "Fight Club". Ze "świeżynek" na długo zostało ze mną "Brokeback Mountain" i "Tarnation".

polecam i pozdrawiam

Fei

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...