Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nadszedł ten upragniony dzień. Dzień, na który czekają miliony osób raz w miesiącu. Wypłata. Oznacza to tylko tyle, że w końcu mogę uzupełnić braki jesiennego odzienia w szafie. Czyli zakupy- to co (podobno) kobiety lubią najbardziej.
Pierwszy wolny dzień od dawna, więc pozbieranie się do wyjścia zajmuje mi trochę czasu…permanentny bałagan robi swoje. Przynajmniej koty są zadowolone- uwielbiają moje przepocone koszulki leżące na podłodze- wszystko dla nich, nie z lenistwa.
Udało mi się jakoś wyjść. Skarpety nie do pary, spodnie splamione zupą pomidorową ( kiedy ja jadłam zupę pomidorową?!) za to makijaż perfekcyjny- jakieś pozory trzeba zachowywać. Nikt mi się dziwnie nie przygląda, więc nie jest źle. Zapomniałam już jak to jest starać się dobrze wyglądać- praca w domu, przed komputerem znieczula na takie pierdoły, a koty nie narzekają. Zresztą- w końcu idę na zakupy- nowe ciuchy, nowe życie (gdzieś chyba słyszałam taką bzdurę, albo sama ja właśnie wygenerowałam)
Przystanek. Szum samochodów, gwar ludzkich głosów, wiatr, pada, nadjechał tramwaj. W środku jak w saunie – duszno , można by było nago jeździć, jak dla mnie całkiem niezłe rozwiązanie. Ludzie pozbyli by się kompleksów patrząc na innych…rozglądam się dookoła. Zwątpiłam. Naliczyłam może trzy kobiety grubsze ode mnie. Cofam – chyba już wolę pocić się pod warstwą ubrań (cholera zapomniałam użyć dezodorantu- nie dość, że brudne ciuchy, to jeszcze będę śmierdzieć!). Ktoś ciągnie mnie za rękę.
- Słyszy pani? – kobieta w czarnym swetrze, ubranym na lewą stronę zbliżyła się do mnie- słyszy pani?
- Co miałabym słyszeć?- nie rozumiem. Spojrzałam w jej oczy- obłęd. Znowu to samo, dlaczego tacy ludzie zawsze mnie zaczepiają?
- Proszę nie słuchać głosu kultury…pani jest na to za mądra- ludzie zaczęli się przyglądać, trochę odsuwać od nas – dzisiaj jest pani dzień…
Mój przystanek. Drzwi się otworzyły.
- Przepraszam, musze już iść. Miłego dnia!- rzuciłam na odchodnym (sygnał) i wyskoczyłam z tramwaju. Spojrzałam za siebie - kobieta z tramwaju przyglądała mi się uważnie. Pomachałam jej i ruszyłam pośpiesznie w stronę centrum. Jej słowa dudniły mi w głowie…
***
Nie mam już siły. Osiemnasta- sześć godzin chodzenia po sklepach. Przy każdej przymierzalni powinien leżeć pistolet – wiele kobiet przestało by mieć problem z „nie mam się w co ubrać”. Tylko sprzedawcy mieli by dużo sprzątania. Musze to przeanalizować (papieros). W sklepach tylko zwężane spodnie, w których moja i tak wielka dolna część pleców, jest optycznie jeszcze większa, bluzki rozszerzane na dole – moda mnie rozpieszcza…Może gdybym się tak ubierała, ludzie w tramwaju zaczęliby mi ustępować miejsca jako kobiecie w ciąży? To już jakiś argument „za”!
(Drugi papieros) A może wyjadę do Anglii? Podobno kobiety tam są grube i brzydkie…okazało by się, że mój rozmiar 40 (no dobra, 42) jest niewielki, i może nawet ktoś uznałby mnie za ładną? Tylko kto to tak naprawdę wyznacza? Mężczyźni? Nigdy nie miałam problemu z ich zdobyciem, gorzej z zatrzymaniem przy sobie, ale komu potrzebny cudzy bałagan w domu?
(Trzeci papieros) Seksu też żadnego dawno nie było… może warto zastosować jakąś dietę. To oznaczałoby rezygnację z największej przyjemności w ostatnich tygodniach mojego życia- ograniczenie jedzenia i picia! Skreślić z listy grzechów frytki i piwo?
(Cholera papierosy się skończyły)
***
Hipermarket. Pełznę między półkami ze spuszczoną głową- po lewej piwo, po prawej makarony, sosy…Byle dotrwać do warzyw nie wrzucając nic do koszyka.(i pamiętaj- jogurty tylko beztłuszczowe!) Zaczynam liczyć kafelki- 1,2,3,4,5… (oddychaj głęboko i nie patrz na te pyszności!) …24,25 (trzask- uderzyłam w coś koszykiem)
- Czy przechodząc przez ulicę tez się pani patrzy pod nogi?? Ja tu próbuję pracować, na szczęście nie wszyscy klienci są tak bezmyślni! – patrzyłam zaskoczona na opieprzającego mnie młodego mężczyznę na wózku…widłowym. Nieopatrznie na niego weszłam, chyba nawet coś spadło.
- Przepraszam…nie chciałam…ja po prostu…no bo…pan tego nie zrozumie! Mężczyźni nigdy nie zrozumieją co znaczy ciągle starać się starać…to znaczy musieć się starać!! Chodzi mi o to…Daniel?! To ty?- Mężczyzna i tak już zdezorientowany moją bezsensowną próbą tłumaczenia się, spojrzał na mnie pytającą (a może z litością?)
- Tak…a ty…a Pani to kto??
- Pola! Pola Kotlińska, chodziliśmy razem do podstawówki, pamiętasz? W czwartej klasie nawet siedzieliśmy razem w ławce. Miałam włosy… o takie dotąd. A za nami siedziała Ula z Tomkiem…Wiesz, że zrobiłeś się przystojny? Jejku, to już piętnaście lat prawie…ale cię poznałam, chociaż na tym wózku wyglądasz inaczej, jakoś starzej (nerwowy śmiech- kobieto, co ty wygadujesz?!)
- Pamiętam już !- na jego twarzy pojawił się delikatny, niepewny uśmiech- Piętnaście lat, a ty nadal tyle gadasz. (pauza- mam się zaśmiać?) Przepraszam.
- Za co?
- Nakrzyczałem na ciebie przed chwilą, już zapomniałaś? (śmieję się- może coś wymyślę przez ten czas) Co za spotkanie! Czym się zajmujesz?
- Jestem grafikiem komputerowym. Wiesz- reklamy, okładki książek, płyt…takie tam. A ty, widzę, załatwiłeś sobie pracę dla dobra narodu- dostarczyciel produktów w świątyni zakupów! Chwalebne zadanie. Czyżby na studiach coś nie poszło?
- Owszem- jestem magistrem kulturoznawstwa. Nie poszedł wybór studiów. Potem wybór żony…(rozwodnik? Hmm)
- Dobra, nie kończ, co robisz w piątek wieczorem? Masz tu mój adres , wpadnij na kolację, zrobię coś dobrego. Lubisz Pizzę? To moja specjalność…albo nie, zrobię Fuczki- taka Ukraińska potrawa. I deser. Możesz przynieść wino- czerwone półsłodkie. To jak? (roześmiał się głośno)
- Chyba nie mam wyboru. Ale mam nadzieję, że mnie nie zagadasz na śmierć? – Spojrzał na mnie z błyskiem w oku.- Dziewiętnasta pasuje? Wziąć ze sobą piżamę?
- Obędzie się bez (uśmiech numer sześć) Do zobaczenia!
- Do piątku Polu!
Odwróciłam się, wyprostowana, pierś wypięta, wiem, że na mnie patrzy. No to teraz zakupy…olej, mąka…
***
Koszyk pełen po brzegi. Mnóstwo jedzenia- zamiast spodni - spódnica. W sklepie powoli robi się pusto. W głowie wymyślam nowe potrawy, dobrze, że wpadłam na Daniela przed półkami z dietetycznym jedzeniem- nie musiałam nic odnosić przynajmniej.
Przy kasach gazeta- „jak osiągnąć wymarzony rozmiar 36?zobacz- str.58” Chyba nie zostanę kobietą XXI wieku. Za to umiem gotować, a jak mówią przez żołądek do serca… póki co wystarczy do rozporka. Właśnie- prezerwatywy, mogą się przydać.

Opublikowano

Chyba dobrze mi zrobił Twój kawałek prozy, bo podziałał rozweselająco :)
Typowo kobiece myślenie - całkiem trafne, można wypunktować:
1 -" Zapomniałam już jak to jest starać się dobrze wyglądać- praca w domu(...)"
2 -"w końcu idę na zakupy- nowe ciuchy, nowe życie (gdzieś chyba słyszałam taką bzdurę, albo sama ja właśnie wygenerowałam)"
3 -"Naliczyłam może trzy kobiety grubsze ode mnie."
4 -"…okazało by się, że mój rozmiar 40 (no dobra, 42) jest niewielki, i może nawet ktoś uznałby mnie za ładną? Tylko kto to tak naprawdę wyznacza? Mężczyźni? Nigdy nie miałam problemu z ich zdobyciem, gorzej z zatrzymaniem przy sobie, ale komu potrzebny cudzy bałagan w domu?"
5 -"Seksu też żadnego dawno nie było… może warto zastosować jakąś dietę. To oznaczałoby rezygnację z największej przyjemności w ostatnich tygodniach mojego życia- ograniczenie jedzenia i picia!"
6 -"Masz tu mój adres , wpadnij na kolację, zrobię coś dobrego. Lubisz Pizzę?(...) Możesz przynieść wino- czerwone półsłodkie. To jak?"
7 -"Obędzie się bez (uśmiech numer sześć) Do zobaczenia!"

Zauważyłam drobne błędy, ale już późno i nie mam siły ponownie wracać do tekstu. Warto przeczytać spokojnie jeszcze raz i wyłapać. Ogólne wrażenie jak najbardziej pozytywne, na pewno bliskie kobiecie samotnej. Chciałoby się zapytać: i co dalej?
Serdecznie pozdrawiam
P.S. Lubię kobiece wynurzenia ;)

Opublikowano

miało być po babsku:) taki zamysł. chociaż sama nie przepadam za babskim gadaniem:D ale jakoś tak...z przymrużeniem oka;)
podejżewam, że błędy są, ale mnie jest je trudn wychwycić. to co sie dało zauważyć na pierwszy rzut oka-poprawiłam.

dzieki za opinię;)
pozdrawiam

Opublikowano

Bardzo dziwna sprawa z tym....kotem. Mój siada tylko na świeżych, wyprasowanych ciuchach. W życiu nie usiądzie na noszonych....no, ale on jest z Persji, to może dziwak. W kobiece zakupy nie wtrącam się, bo są dla mnie...niezrozumiałe. Pozdrawiam. p.s. ...a tak Markety narzekają, że muszą już ułomnych i emerytów zatrudniać. A tu proszę, taki As się trafił na widlaku. Nie miał na bilet do Irlandii ? Nie umawiaj się z nim, to na bank jakaś "sierota". Tylko się wykosztowałaś na te gumki. :)

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...