Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

z wysoka spadły gwiazdy
w popioły ogniska
patrzyłem pełen smutku
coraz bliżej z bliska
wyglądały jak lale w pozłacanych ramkach
łomotały topole od wiatru przy gankach
o czerń cegły chropawej raniąc sobie liście
a ja wciąż drżałem że suką rasową
zaszczują dziadów przy jarmarcznych budach
próbowałem sam kąsać pokrwawiłem ręce

Opublikowano

bliżej z bliska -masło maślane

raz są rymy raz ich nie ma
"suką rasową" czy nie dałoby się tego jakoś zakamuflować

moje subiektywizmy podpowiadają że jest bardzo źle
również witam na forum, czyżby to jakaś fala uchodźców, przepraszam za ironię ale wiersz poniżej też debiutancki (oczywiście w gwoli zrozumienia, na tym forum)

pozdrawiam

Opublikowano

zupełnie sensu nie odkryłem
ale coś tu jest ciekawskiego
będę czytał inne komentarze;)

jednak na samym początku rzuca się:

z wysoka spadły gwiazdy

a z jakiej wysokości mogą spadać ?
z niska ...ze średniego pułapu ...
po prostu - spadły gwiazdy
chyba że te jaskrawo świecące są bardzo wysoko usytuowane
a te słabo świecące niziutko;)
no i też ta suka cholerna ...:))

Pozdrawiam

Opublikowano

Rymy raz są raz nie przez co traci się rytm i czytanie idzie jak po grudzie, a historia przedstawiona sama w sobie nie mówi właściwie nic, niestety nie wyszło to najlepiej.
Pozdrawiam

Opublikowano

spróbuj rozdzielić część rymowaną od nie rymowanej (w dwie zwrotki), może to zauważą i przestaną się czepiać:

część rymowana podkreśla dynamiczność opisu - potem jest refleksja. I mnie konstrukcyjnie się to podoba, jest to jakaś twórcza inowacja...

Gwiazdy mogą spadać z wysoka, mogą spadać z półki, mogą spadać z nieba i ze szkieletu Demiurga, tu mnie się kojarzą. że peel musiał podnieść głowę aby na nie spojrzeć...

coraz bliżej z bliska: powtórzenia służą dynamice, tutaj nie wprost, ale poprawnie w tej funkcji użyte. Taka m.in ich hermeneutyczna rola :o)

Zestawienie opisu z obrazem lali z suką - dla mnie nawet, świadczy o umiejętności metaforycznego kojarzenia obrazów....


I tyle, ja bym się tego nie wstydził, można zamieścić między innymi utworami, jeśli takie będą.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Witaj -  ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny - piękny wiersz - dom to nasz świat nasza ostoja - ja w swoim domu czuje się wspaniale - jestem wdzięczny losowi za ten stan -                                                                                                Pzdr.serdecznie.   
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - to bardzo stary wiersz - wiem że rymy kulawe - obecnie nie piszę              wierszy rymowanych - miło że czytałaś -                                                                                  Pzdr.serdecznie.  @Adam Zębala - @Rafael Marius - @Simon Tracy - @huzarc - dzięki - 
    • @Dekaos Dondi Fajnie byo płynąć kroplą i kropli tysiącem w Twoim wierszu. Dla mnie ta podróż kończy się na "przytula światłem niechciane odbicia", wtedy mogę sobie dalej coś wyobrazić. Wolę pozostać dłużej w pięknym opisie. 
    • W Poznaniu przy Grunwaldzkiej trzynaście stary Żyd miał sklep ze słodyczami pachniało palonymi migdałami  i niedopalonym gazem z instalacji Zakładu Siły i Światła z przeszklonych regałów spoglądały spode łba marcepanowe zwierzęta karmelowe serca biły miarowo w przeźroczystym celofanie   nam  ciągle brakowało dwudziestu groszy na żółtego zająca z rozbieganymi oczami i różowego prosiaka z klapniętym uchem na którego swędziały mleczaki chudzielec z siwą brodą podnosił swój cienki palec niczym sfatygowany starocerkiewny grzmot Teofanii i mówił że to naprawdę ostatni raz w ogóle to mamy się cieplej ubierać bo zimno i drzwi zamykać bo gaz drogi a od mrozu odpadają palce i będziemy pisać w szkole nosem   wtedy na tablicy świata ktoś napisał, że wszyscy mają iść w cholerę przyszło pismo z Prezydium Miasta, że Żyd wędrowiec ma wędrować a nie kombinować worki z cukrem i kleić krzywe mordy lukrowego zwierzyńca w ogóle to niech bierze swoją starą żonę, która tylko ceruje skarpety wielkie jak hebrajska gablota i jedzie ze swoim cukrowózkiem  gdzieś gdzie jest jakieś coś czego nie ma tu, może tam będę chcieli figurki z masy migdałowej i korzenne pierniki w kształcie pajaców które głupio się uśmiechają i mają podejrzane kolory   mijały noce po dniach, świat schodził na ludzi, psy uciekały z miast nie oglądają się za siebie południami słońce tańczyło na ścianach sklepiku  cieniami słodkiego zoo ortalionowa kurtka z doszytym rękawem z włóczki miała starczyć na podróż w każdą stronę,  na całe szczęście wielką skarpetą da się owinąć dwoje ludzi gdy znów przyjdą zimne dni i spadnie pierwszy śnieg   kot zapakował do walizki żonę z kłębami włóczek i krokodyla z żółtą wstążeczką na którego zawsze był mały popyt i bardzo rzadko się odzywał; różowe świniaki uradziły że najwięcej kalorii jest w szynkach i da się przeżyć długo na tym wikcie zielony zając wyjątkowo nie uciekał nigdzie i kupił bilety na pociąg z piernika który bardzo łatwo się wyklejał z braku smarowanie i niedostatku olejków eterycznych których nigdy nie było dość w punktach sprzedaży i sklepach sieci Społem wtedy zielona żaba z białymi wężami ustaliły że miejsce zbiórki będzie niedaleko pieca, a krokodyl ze złamaną nogą zajmie się kartonowymi biletami w końcu lepiej źle jechać niż dobrze iść   ostatnia szczapa drewna jak wiadomo daje najwięcej ciepła w piecu znowu zapłonął ogień, siwy dym buchnął z komina, zaskrzypiały koła i latarnia zamrugała żółtym światłem,  serca zaiskrzyły rumianym kolorem, zapach karmelu i spalonego drewna rozniósł się na powrót, a na ścianach zatańczyły cienie cukrowej menażerii, wszyscy byli gotowi do drogi dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać                        
    • Zamieszkał mi koń nad sufitem  nie ma strychu mieszka on chodzi stuka włącza pralkę  w ciszy zegarowej bryka wyro odkurzacz  krzesło wali kopytami w segmencie sąsiedzkim box  siodło uzda lejce  ichacha mówił mi  że głośno chodzi słoń co mieszka pod kopytami sawanna trąba parkiet  kontra stukot młotkiem  rymarstwo deska skóra końska
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...