Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Śpiwory, poduszki, namiot i materac.
Potem wśród aut innych trzeba się przedzierać,
drogą co nas wiedzie w jeziorne krainy,
gdzie mijać nam będą wesoło godziny.

Przygoda tam czeka, natura kochana,
może uniesienia miłosne do rana.
Pływanie kajakiem razem po jeziorze,
wieczory na molo i wieczorne zorze.

Mycie w zimnej wodzie i zupa z torebki
i spanie w śpiworze od wilgoci lepkim.
Twego życia szczęście wciąż zalane w trupa.
Niesmaczna z torebki lurowata zupa.

Kajak pożyczony, a w kajaku woda,
wylewać ją musisz, no bo życia szkoda.
Do lasu na grzyby nie ma chodzić po co,
Inni wyzbierali. Kiedy? Chyba nocą.

Nikomu się nie chce iść gdzieś na wycieczkę.
Gdy zbudzić chcesz kogoś, to mówi - chwileczkę.
Ta chwilka się wlecze czasem do wieczora,
gdy znowu na piwo przy ognisku pora.

Rano nad jeziorem snują się mgły piękne.
Twe serce dziewczęce widokiem ich mięknie.
Co z tego, wyleczyć nie może się z kaca
luby, co na drugi bok się wciąż odwraca.

Gotujesz te zupki, siedząc ciągle sama.
Gdzie ten urlop słodki i do nieba brama.
Ale to nie cała jeszcze twa zgryzota.
Nieprędko ci przyjdzie na wyjazd ochota.

Tam stada komarów czyhają na ciebie,
jezioro co całe ukryte jest w niebie,
gdy spadnie na namiot, wnet marzenia zmyje.
Jak wrócisz do domu, znowu wiesz że żyjesz.

Opublikowano

Pani Joanno, pisanie sprawia Pani przyjemność, ale wierszy w rytmie tratata to nawet w 1855 roku nie pisano. Nie ma Pani pomysłów na lepsze rymy, skoro już musi Pani ich używać?

Opublikowano

Świetna satyra na określony typ "kampingowców"! Uśmiałam się! To jakby dalsza część mojego utworku pt. "Tęsknota" - zderzenie tamtych marzeń i nadziei z realiami kampingu. Tak, znam takie towarzystwa - nie raz mi spać nie dawały. Są ludzie, którzy wyjeżdżają wyłącznie po to, żeby całymi nocami siedzieć przed namiotem i chlać, a całymi dniami spać i leczyć kaca. (Czyżbyś właśnie wróciła z kampingu, wkurzona takimi libacjami sąsiadów?).
Ale to ma swoją dobrą stronę. Bo gdyby tak wszyscy kochali włóczęgi po lasach, polach, ląkach, bagnach, uroczyskach, gdyby wszyscy mieli polot i fantazję do przeżywania prawdziwych przygód na szlaku, gdyby wszyscy kochali dzikość leśnych jezior i pływanie w nich, i urok puszczańskich odludzi - no to wszędzie na łonie przyrody zrobiłby się niemożliwy tłok! A niech tam lepiej siedzą sobie w nocy przed tymi namiotami i chleją, a w dzień śpią i nie zawalają drogi nikomu!
Bardzo lubię dobre, kabaretowe wiersze i piosenki. :-)

Opublikowano

Pani Ewo, nie mam zamiaru przekonywać Pani , aby Pani rymy polubiła.
Rym częstochowski to taki rym, gdzie rymują się te same części mowy, w tych samych przypadkach. A i to jeszcze nie wystarczy aby wiersz nazwać częstochowskim.
W częstochowszczyźnie dodatkowo jest nieudolny rytm i czasem sens naciągnięty do tego rymu właśnie.
Czy chociaż wie Pani skąd to określenie pochodzi, czy tylko tak Pani przepisuje sobie etykietkę?

To jest wakacyjny wierszyk, pisany z przymrużeniem oka. Skoro Pani nie bawi, trudno.
Widocznie mamy inne poczucie humoru.

Opublikowano

Oxywio
Dzięki za komentarz
Nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, ale rzeczywiście, niech sobie przesypiają całe dnie :))))
Przynajmniej spokój na szlakach.
W siedzeniu nocą przy ognisku też jest dużo uroku, pod warunkiem, że się nie przesadza i nie jest to jedyny sposób na spędzanie wakacji. Tyle pięknych rzeczy do zobaczenia, a moja peelka musiała sobie takie towarzystwo piwne wybrać :)))
Pozdrówki wakacyjne :)

Opublikowano

Oczywiście, otóż to właśnie. Każde przegięcie świadczy o głupocie, tępocie i ograniczeniu.
Nawiasem mówiąc: w ocenianiu poezji też. Jeśli ktoś uważa, że rymy gramatyczne to grzech sam w sobie i pod żadnym pozorem nie wolno ich stosować, bo występują także w poezji "częstochowskiej", w piosenkach ludowych i w wierszykach dla dzieci - to takie podejście też jest przesadą, dowodem ograniczenia i... no, może jeszcze niekoniecznie całkowitej głupoty i tępoty - może taki rodzaj przegięcia jest jeszcze uleczalny, jeśli jego autorzy to przemyślą. :-)
Ja też pozdrawiam wakacyjnie! :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Proszę bez podchodów i sugestii, że czegoś nie wiem lub nie rozumiem. Czym jest rym uczono mnie 20 lat temu w szkole. To co Pani zastosowała w swoim wierszu to rymy gramatyczne, dla mnie jednoznacznie kojarzone z weselną przyśpiewką. Podobieństwa końcówek fleksyjnych można potocznie nazywać "częstochowszczyną" i tak właśnie je nazywam. Brnie Pani w banalne i przypadkowe skojarzenia i dlatego śmiem twierdzić, że nie zadała sobie Pani trudu w napisaniu dobrego wiersza rymowanego. Nie jestem przeciwnikiem rymowania ani poezji satyrycznej, ale mam świadomość konsekwencji użycia słabych rymów w tekście. A Pani nie?
Opublikowano

Prosty i przez to kiepski tekst bez figur retorycznych, z połamanym rytmem, co przeczy niby kabaretowej formie. Rymy w większości banalne ze spotęgowanym brzmieniem poprzez zastosowanie rymów dystychicznych. Biorąc pod uwagę definicję ze Słownika terminów literackich Michała Głowińskiego i innych: Rymy banalne o najprostszej postaci i łatwym układzie, skojarzone ze stylistyczną i poetycką prymitywnością tekstu, własciwą utworom amatorskim, nazywane są rymami częstochowskimi., to popieram Ewę, że niektóre z użytych rymów jak ulał pasują do tej definicji, a ciebie-niebie spotkałem parokrotnie jako przykład podręczmikowy. Pozdrawiam Leszek

Opublikowano

A to co szanowni państwo powiedzą na takie rymy:
smok-krok-wzrok
dać wysłać-stać
jesz-też
prześlicznie-magicznie
eksplodowały-pozaplatały
dusz-już
skruszę-ruszę
porzuciłeś_zwróciłeś
kino-wino
dzionki-skowronki
liściastych-pierzastych

A teraz pytanie za 10 punktów. Z czyich wierszy one? I nie jest to byle kto, a w dodatku nie pisał wierszy w 1855 roku. Dorównać mu w mistrzostwie, niewielu potrafi, a Państwu (i sobie także) życzę aby choć jeden wiersz udało się napisać z taką lekkością, wprawą i humorem.
Nie od rymów zaczyna się pisanie wierszy, a ich czytanie nie na rymach się kończy.

Pisanie takich opinii jak to zrobił Pan Leszek, powoduje, że ręce opadają.
Są tacy muzycy, którzy znają doskonale teorię i wszystkie nuty, ale fałszują jak trzeba coś zagrać ze słuchu. To samo dotyczy poetów.

Powtarzam, to jest wakacyjny wierszyk pisany z przymrużeniem oka. Wydawało mi się ( nie tylko mnie), że dość zabawny. Nie musi się podobać, w końcu nie ma przymusu aby się uśmiechać. Na drugi raz zastanowię się jak będę chciała rozbawić kogoś na tym forum.
Dziękuję za uwagi i pozdrawiam.

Opublikowano

Wszystko się zgadza Pani Joanno, oprócz Pani podejścia do krytyki. Są fora poetyckie, gdzie za taki wiersz dostałaby Pani pochwały, ale czy uczciwe? Jeśli odczucia czytelnika nie są dla Pani ważne, ani ich wiedza i sumienie, to faktycznie należy pisać dla innych. Np. znajomych - oni zawsze chwalą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wobec tak bezsensownej riposty zacytują jeszcze jedną definicję ze wspomnianego wyżej słownika: Rymy banalne, inaczej rymy oklepane - utworzone z wyrazów często zestawianych w pozycjach rymowych i ciągnących za sobą łańcuch wyeksploatowanych skojarzeń i pomysłów poetyckich. Jak z tego widać wielu wielkich poetów w najlepszych utworach poetyckich ich używało, ale oni nieśli nowy oddech a Pani wiersz epigoński. Pisze Pani: życzę aby choć jeden wiersz udało się napisać z taką lekkością, wprawą i humorem. W zacytowanym zdaniu jest sedno dlaczego ten wiersz jest zły, gdyż nie jest lekki, nie jest napisany z wprawą i humoru też w nim niewiele. Wycieczki osobistej nie skomentuję, bo to wbrew regulaminowi forum.
Po takich słowach: Wydawało mi się ( nie tylko mnie), że dość zabawny. przypomina mi się humor, w którym facet ze strapioną miną siedzi na brzegu łóżku obok niezaspokojonej nagiej ślicznotki, a w dymku czytamy napis: ale w pracy mnie chwalą. Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów. :)
Opublikowano

Pani Ewo,
Ja liczę się z krytyką. To nie jest jedyne forum, na którym jestem, a opinie tu nie są wyjątkowo krytyczne. Nie wszystko też wszystkim musi się podobać. O rymach j.w.
Wiersz wydawał mi się odpowiedni aby go umieścić podczas wakacji. To nie jest epokowe dzieło a prosta rymowanka i tak do niej należy podchodzić. Przykro mi, że nie rozbawiła.

Opublikowano

Fakt. Może podział na działy jest okrutny. Spotkałam się z tym, że na niektórych portalach są specjalne działy z poezją lekką, miłą i przyjemną. Tutaj autorzy dodają czasem przy tutule wiersza odnośnik KK. Ale to już inna bajka.

pozdrawiam

Opublikowano

Mogłam jakiś uśmieszek przykleić :)
Poważnie Pani nic a nic nie rozbawiły te komary i jezioro ukryte w niebie co na namiot spadło??? :)
Bo sama panienka to taka śmieszno-gorzka raczej :)
Takie wyjazdy wspominam z rozrzewnieniem, chociaż nie zawsze mi było do śmiechu. Ech młodość :)
Ostatnio po nocy spędzonej w namiocie miałam 38,5.
Psia kość, nie te oczy już :)))
Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Nie, bo mam inne poczucie humoru, a rymy znoszę jedynie Przerwy - Tetmajera i Leszka Wlazło. Natomiast za poezję satyryczną uważam to, co ma i humor i nutkę głębokiej refleksji. To zresztą podstawa tego gatunku.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dźwięk dzwonka  uleciał nieznośnie ostrym echem  po ogołoconym prawie do cna mieszkaniu. Zimowy ranek był jeszcze otulony  w najczarniejszy płaszcz nocy. Drzemałem na  starej, połamanej i poplamionej  wymiocinami i moczem wersalce. W moim położeniu życiowym  i stanie nerwów już się twardo nie sypia. Sen spada po schodkach piramidy potrzeb, na łeb na szyję.  Mija po drodze prące naprzód. Potrzebę samotności, izolacji, wenę i najsilniejszą z nich. Potrzebę picia.      Są tacy co śpią na pieniądzach. I mi się to czasem zdarzy. Kiedy padam nieprzytomnie na twarz w cuchnące obicie wezgłowia a z zaciśniętej dłoni  lub dziurawej kieszeni spodni  wypadają mi ostatnie nieprzepite drobne. Ale ja wolę spać  pod gryzącym śmietnikowym  do niedawna kocem. Rozpłaszczony jak natrętny grzyb, przy lodowatej powierzchni ściany.     Leżę wśród pustych  acz odbijających w swych szkłach rzeczywistość, butelek i flaszek. Kręcą one dokument o mnie. Biografie tego o którym nie mówiono. Codzienne misterium męki. Twarz zmieniająca swe genetyczne, biologiczne rysy. Niepodobna już do mnie. Do nikogo tak naprawdę. Ukryta w zdartych, posiniaczonych, odmrożonych dłoniach.     Sądzę że pijaki powinny wyzdychać. Ja na pewno. To by wiele rozwiązało. Upadałem wszędzie. Pod prysznicem,  w kuchni przy odkręconej kuchence, w przedpokoju pod drzwiami. Skulony jak zbity pies. Los jest moim panem. A ja jego suką. W moich spodniach próżno już szukać paska. Ale był. Porządny, czarny i woskowany. Zwisa z rury w łazience. Zerwany. Nie utrzymał ciężaru moich grzechów. Szkoda. Teraz robiłby za smycz. Kaganiec też by się przydał.     W delirycznej gorączce widzę postaci. Te z dawnych dni i te z spirytystycznych krain. Czasami tylko patrzą a czasami wrzeszczą. Wtedy wrzeszczę i ja. To swoista zabawa w rosyjską ruletkę. za spust pistoletu robi tu łyk przepalanej gorzały. Kto pierwszy zdechnie. Nie boję się chemii. Znam się na alkoholach. Procentach i promilach. Trzykrotna dawka śmiertelna, przyjmowana co dnia. A rano zmartwychwstanie. A w grobie łóżka zamiast czerwi tylko pluskwy i karaluchy. Hodowane w szczelinach i ciemnych kątach. I krzyż nad nim. Zimnie obojętny na wszystko. Dopomóż mi Boże, bym umarł Tobie upodobaną śmiercią  a nie z własnej, przymuszonej woli. Z własnej nie mającej u mnie posłuchu ręki.     Leżałem, sparaliżowany jeszcze upojeniem. Lecz przez rozwarte, sine usta, poniosło się wołanie do gościa. Jeśliś przyjacielem to wejdź. I drzwi się rozwarły. Kilka delikatnie,  rozważnie stawianych kroków. W całkowitej ciemności i zagubieniu. Światła nie miałem od roku. Gazu od miesiąca  a godności od narodzenia.     Wreszcie jej drobna, bezbronna postać  stanęła w progu dawnego salonu. Wiedziała zawsze gdzie szukać. Już jesteś pijany?  Jest szósta rano. Dziś zamierzasz w ogóle wstać  z tego barłogu  i zrobić choć kilka kroków? A najlepiej wyjść z tej meliny i szukać pomocy. Ty już nawet się nie staczasz, Ty wrastasz.  To tylko mały kryzys egzystencji. Masz dla mnie to co zawsze?     Miała. Pół litra wódki  i bochenek chleba z pobliskiej piekarni. W siatce było pewnie jeszcze  jakieś pęto kiełbasy  i kilka owoców. Uśmiechnąłem się na widok  przyjaciółki w szkle. To mi się podoba. Opiekunka pierwsza klasa. Alkohol do sklepów  a chleb na meliny,  nieprawdaż że głos ulicy zawsze ma rację?     Patrzyła za swoich prostokątnych okularów  choć tak naprawdę  wolałaby stąd uciec i nigdy nie wracać. Ale taka była jej rola. Pomagać społecznie. Nawet jeśli biletem wstępu  za prawie każdy próg  była przezroczysta substancja w szkle. Czasami tak bywa. Stwierdziła cicho. Potrzebujesz jeszcze czegoś? Nie. Mam wszystko co kocham. Samotność, nędzę, rozkład i depresję.     Brakuję Ci weny. Wskazała na pusty kajet na szafce nocnej. Kupiła mi go niedawno. Miałem pracować nad nowym tomikiem. Ale jakie to ma znaczenie? Kto miałby czytać te bzdury? Karaluchy i pająki  prowadziłyby ze mną filozoficzne rozważania? Przyjmowałyby wszystko  ze stoickim spokojem, jak ja.     Piszę w myślach. Jeśli umiem je jeszcze  znaleźć i uporządkować. Patrz kto jest patronem tej substancji. Wskazałem na wódkę. Znasz dziecino to nazwisko? Był poetą jak Ty. Tylko lepszym. Gdybym nie był zalany w trupa  to z pewnością  wstałbym teraz gwałtownie z oburzenia. Pisał o tym czego nie ma  przez pryzmat umiłowania tego. A ja piszę dokładnie tak jak jest  przez pryzmat doświadczeń  na własnym tyłku. To chyba różnica? Spojrzałem na krzyż i postać Jezusa. Smutno mi Boże, że kłamcę stawiasz ponad pijaka. Niegodne to i niesprawiedliwe. Wykląłeś mnie  choć czy ja gorszym synem jestem? Może i nie mam serca ani duszy  a sumienie czarty porwały w cholerę jasną Ale mam jeszcze swe  przekleństwo pisarskie do zdechu. Do ostatniego trzeźwego neuronu. Zatem przeklinam i Ciebie. Niech żyje sztuka!     Kobieta z opieki znów przemówiła cicho. Odebrałam Twoje wyniki ze szpitala. Zostało Ci może kilkanaście tygodni. Góra pół roku. Chociaż nie będziesz się już męczył. Napisz choć o tym, że już wiesz. Jak i kiedy po Ciebie przyjdzie.     Napiszę tak słowem wstępu. Kochana Śmierci, jest samotna, ciemna, zimowa, mroźna noc. A ja siedzę w łóżku i piszę dla Ciebie wiersz. Może ostatni na pewno nie pierwszy. Słyszę Twoje kroki w progu. Wyczuwam trupi oddech nad uchem. Widzę Twój cień w ramie okna. Wiem, że już tutaj jesteś. Po mnie.  Bo kocham tylko to co jest pewne. Kocham tylko Ciebie.                    
    • @Gosława wielkie dzięki za miłe słowo,pozdrawiam
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • O, I MALEC, LAWENDA... ŻADNE WALCE, LAMIO!   MA TO DAKAR. BUKIECIK, O - KIC! E, I KUBRAK, ADO, TAM.
    • @Leszczym Płot niski , plotka wysoka  Najgłośniej milczy to, co  nie zostało wypowiedziane    Pozdrawiam :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...