Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 66
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Witaj Oscarze. Powiedz mi: co to jest metafora?
W ogóle cosik zbyt dosłownie to czytasz mam wrażenie.
Ale krytykę przyjmuję z szacunkiem, choć póki co nie mam zamiaru spuszczać wzroku.
Pzdr:)

Metafora, inaczej przenośnia - językowy środek stylistyczny, w którym obce znaczeniowo wyrazy są ze sobą składniowo zestawione, tworząc związek frazeologiczny o innym znaczeniu niż dosłowne znaczenie wyrazów np. "od ust sobie odejmę", lub "podzielę się z wami milczeniem".(wikipedia)

A czemu pytasz? Przecież ja pisałem o porównaniach. Metafor to tam masz malutko. Chyba jedną. Chyba że ten demon jeszcze jest czegoś metaforą. Wybacz, ale paść wśród traw, to jest zwykły błąd frazeologiczny. Czytanie dosłowne czy nie tego nie zmieni. Wydaje mi się że z resztą jest podobnie. No chyba że mi wskażesz błędy mojego "odczytywania".

Pozdrawiam
Opublikowano

Stawiasz mnie w trudnej sytuacji, bo nie tak dawno ganiłem innego autora, że tłumaczy
własny wiersz. Powiem tak: tytuł jest metaforą/przenośnią, demon jest przenośnią,
pancerz jest przenośnią, reszta fragmentów wypunktowanych przez ciebie to porównania,
moim zdaniem udane (gdyby było inaczej, nie dawałbym ich). Np.: gdy napinasz pięści,
robią się podobne do brył, a że mamy do czynienia z konkretnym demonem, który jest
personifikacją konkretnej przestrzeni - no to u niego mamy pięści jak grudy. Dalej: skrzynia
jest otwarta, bo pancerz został przeorany; na ile ona jest otwarta, to już zostawiam
wyobraźni czytelnika i prawdę rzekłszy nic mnie to nie obchodzi. Dalej: ciężko pada wśród
trawy - czy demon, który na dodatek szumi ogniem musi mieć w ogóle ciało? "Pada" trochę
inaczej niż ty to widzisz. Co tam jeszcze? Przyłbica potu: koleś łysieje, czoło ma całe lśniące
od kropelek, jak przyłbica. Ocierając je, wykonuje ruch jakby otwierał przyłbicę. Gra
skojarzeń, tylko tyle. Dzieli nas różnica skojarzeń, ale nie możesz tego wykorzystać jako
zarzutu wobec tekstu.

Kluczem jest napewno ogląd całej sytuacji, tej scenografii, bo tekst to w gruncie rzeczy
po prostu obrazek/scenka rodzajowa:)

PS. Nie zgodzę się nawet odnośnie "urwania w pół słowa" -przecież nie chcesz chyba
powiedzieć, że powinienem był ostatni wyraz przed zamknięciem cudzysłowu przeciąć
na pół?

Uff... Zmęczyłem się:) Jeśli cię nie przekonuję - trudno, bierz mnie za szpanera,
który bezmyślnie kleci farmazony i sili się na niewiadomo co. Ja jednak uważam,
że nadajemy po prostu na innych falach liryki, co w tym przypadku objawiło się
wyjątkowo wyraźnie.
Pozdr, wpadnij jeszcze kiedyś:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No i głupio robiłeś.

fajnie, ale czego? miejsca pojedynku? no i co?

znów: czego?

no tak. Tak też je nazwałem.

Komiczna argumentacja, że to co jest w wierszu jest dobre, bo inaczej by się w wierszu nie znalazło. Zatem na tym forum są same dobre wiersze, bo gdyby takimi nie były, to by ich nikt nie zamieścił. Śmiem wątpić.

A kwiatki kwitną, bo na krzywe drzewo i Salomon nie naleje. Stary, piękna argumentacja.

no a jak bez ciała się zaprze? hallo! jest tam kto?

Kto ociera czoło z potu od dołu do góry, czyli tak jak się otwiera przyłbice, a tym bardziej, jaki bezcielesny demon to robi? taki kttóy jest metaforą, tak?

jakich skojarzeń? czysta logika. twoj wiersz nie ma sensu i tyle.

Tak, a mój komentarz to taki żarcik, anegdotka

twierdze, że jeśli w pół słowa urwał, to nie powinieneś słowa dokończyć. tak to jest praktykowane w literaturze. przykro mi.

Ja wysiłku tutaj nie widze - możesz być w tym względzie spokojny,

Może najwyższa pora przeczytać to, co się napisało?
Opublikowano

Rety, Oscar, kpisz, czy o drogę pytasz? Bo twierdzę, żeś w wierszyku nie skumał
podstawowych rzeczy. Ale spoko, skoro się odezwałeś, to znaczy, że cię temat jeszcze
interesuje. A zatem nadstaw ucha, bo trzeci raz nie będę powtarzał:)

Jakiś czas temu pod Siedlcami zobaczyłem chłopa małorolnego z pługiem ciągniętym
przez szkapę. Widok ten niecodzienny tak mnie zafascynował (wiesz, XXI wiek, było
nie było, te sprawy), że postanowiłem napisać wierszyk o chłopinie i jego pracy (sorki,
nie dałem dedykacji, może łatwiej by było czytać).

A zatem do rzeczy: tytuł jest dwuznaczny, mamy ubitą ziemię, czyli pole, oraz pojedynek
"na ubitej ziemi", odwieczny pojedynek pomiędzy rolnikiem, a ziemią, której chce wydrzeć
plon. Ziemia, gleba, ugór jest spersonifikowana jako demon - szumi ogniem i pada między trawy (l.mn.) - tzn. wypalanie traw, tekst pisałem w kwietniu. Dalej: napina pięści w grudy
- jak to ziemia, a napina, bo walczy, bo ten demon dostał cios. Scenka rozgrywa się
o zachodzie słońca. Pancerz, czyli ten ugór, został już przeorany, człowiek powoli wygrywa
pojedynek, ale to jeszcze nie koniec. Ziemia/demon jest otwarty jak skrzynia - ma głębokie
bruzdy po pługu, w skrzyni często też coś jest - tutaj: przyszłe plony, które teraz są
dostępne, bo skrzynia została otwarta. Dalej: mosiężna poświata - światło wspomnianego
już, zachodzącego słońca. Demon pada ze stłumionym przekleństwem - wiadomo,
jest wściekły, że przegrał (stłumiony odnosi się też do płomieni), wśród trawy: na ugorze
są trawy, trzeba je wypalić.

W drugiej strofce bohaterem jest już tylko człowiek: pot można ocierać na różne sposoby,
z boku na bok, z dołu do góry też (patrz na tenisistów). Człowiek przerywa pracę, orkę,
jest zmęczony, ale triumfuje - mówi o sercu demona/ugoru, czyli wszechobecnych kamieniach
które trzeba usunąć, by zamienić ten nieużytek na pole przynoszące plony, a więc bochny
chleba. I nagle człek rusza z tym pługiem dalej, wbija je w brzuch ziemi, czyli w glebę,
która dymi, bo jest sucha, czyli wiatr podnosi trochę kurzu w powietrze.

Stary, to jest dwuznaczny wierszyk - możesz tu widzieć pojedynek "jakiegoś" demona
z jakimś człowiekiem, możesz też tu widzieć pracę na roli, lub jak niektórzy - glebogryzarkę:)
To nie moja wina, że ty tu nie widzisz nic. Ja we współczesnych tekstach też nader często
nic nie rozumiem, nic mi się nie łączy, czytam bełkot. Dlatego napisałem,
że najprawdopodobniej nadajemy na różnych falach w poezji.

Znowu mnie zmęczyłeś i trochę wkurzyłeś:)
Pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a jednak glebogryzarka - czy widziałeś jak rozcina ziemię, nie uprawianą przez lata?
Bartoszu doskonale przekonujesz.
Pamiętam jak będąc na studiach jeden z kolegów chciał mnie bić.
Przyszedł i opowiedział mi najświeższy kawał, a wysłuchałem z miną poważną i zapytałęm: co dalej? On powtórzył, a znów - i co dalej. Opowiedzaił ten kawał jeszcze ze trzy razy usiłując mi wytłumaczyć. Za szóstym razem nie wytrzymałem i się roześmiałem. Do końca roku nie gadał ze mną.
Student Gruzin o imieniu Awas też miał podobny problem z docentem.

Pozdrawiam Jacek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jak jesteś taki mundry, to sam coś powiedz:P
A tak poważniej, to właśnie dlatego jestem przeciwnikiem tłumaczenia
wierszy przez ich autorów - to i tak nie ma sensu. .
Smutasy!

:)))

'Z poezją jest jak z poczuciem humoru' - bingo!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Heh, no jasne że nie zrozumiałem podstawowych rzeczy. Tak samo jak nie rozumiem podstawowych znaczeń wyrażeń w stylu: "ogromny karzeł". Twojego wiersza nie da się zrozumieć, bo się kupy nie trzyma, a z każdą Twoją wypowiedzią coraz bardziej się w tym przekonaniu utwierdzam.

To czego nie ma w wierszu zupełnie mnie nie interesuje. A swoją drogą, jak poznałeś ilu hektarów był on właścicielem, że piszesz o nim: "małorolny"?

Pojedynek? Hmmm... nie wiem gdzie to zaobserwowałeś, ale u mnie na wsi, rolnicy rzadko występują "przeciw" ziemi w pojedynkę.

No i tutaj właśnie pięknie wychodzi brak odpowiedzialności za słowo. Demon jest niby metaforą ziemi, ale później się z nim dzieją rzeczy, które z ziemią się nie powinny dziać. Na przykład: płonie. Ale wiesz, że gleba, jeśli nie jest torfowiskiem, to raczej się nie pali? Wiesz że ziemia nie może paść między trawy? Wiesz, że nawet jeśli, to wcześniej tę trawę spaliłeś w wierszu. Wiesz, że to się kupy nie trzyma? Wiesz, że nie można tego zrozumieć? A jak mi powiesz że to demon szumi ogniem traw to sam padnę na ziemię ze śmiechu, bo przecież nie ten demon jest tego sprawcą. Co w ogóle jest takiego demonicznego w ziemi? chryste znów bełkot:/

No i znów.. napina bo dostał cios? jak ja dostane cios, to łapię się za to miejsce w które dostałem, no ale twoj demon to jakies kuriozum behawioralne... ok.

No ale przecież pisałeś, że "Ziemia, gleba, ugór jest spersonifikowana jako demon". Teraz się okazuje, że to nie demon, ale pancerz... znów brak odpowiedzialności

beczka śmiechu. A napisałbyś, że twoja dupa jest otwarta jak skrzynia, bo masz na niej przedziałek? Analogiczny przypadek.

Teraz to już rozkwit bredni, bo przecież te plony wcale nie są dostępne zaraz po przeoraniu bardziej niż były przed nim.

Jak ziemia pada? przecież ona leży tam od wieków... boże...:/ Poza tym, co to za pieprzenie, że ziemia jest wrogiem rolnika i że on z nią walczy? przecież chłop z ziemia w zasadzie żyje w symbiozie, bo przecież ja nawozi, a ona daje mu żarcie.

Jasne, można pot również ocierać o świńską dupę. wszystko można. A chłop to przecież w zasadzie tenisista - prawie każdy nosi frotkę i ociera sie z backhandu. jasne.

No i znów bujdą zaleciało, bo kiedy nawet przestaje się orać i przystaje, to nie może wbić tępego ostrza (nieszczęśliwy epitet swoją drogą), w ziemię, bo przecież nie został on z niej wyciągnięty.

Raczej zeroznaczny.

hmm ja już chyba kończę, bo szkoda zachodu. Może kiedyś będziesz uważniej czytał własne wiersze i jeszcze uważniej własne wypowiedzi. A może nie.
Opublikowano

Witam cię Bartku, wróciłem dzisiaj w nocy z wojaży po Ziemi Augustowskiej. Przeczytałem tylko raz ten wiersz i pomyślałem - "NARESZCIE!".
Na razie nie skomentuję nic, bo zaległe zajęcia mnie gonią. Ale ilość komentarzy jest imponująca. Musi być to zatem coś iście frapującego. Wieczorem przysiądę się do dzieła i pooddycham dobrym, ożywczym, świeżym, aczkolwiek tajemniczym i baśniowym "powiewem prawdziwej poezji", czyli tym co lubię...
Pozdro Piast

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kazuistyka Panie Oskarze,
czysta kazuistyka w tym akurat komentarzu, bo inne Pańskie zawsze z dużą uwagą
czytam i nie zamierzam nie czytać, ale takowej nie znalazłem:)

Nie ustosunkuję się do całego Pańskiego komentarza,
ale wybiorę wyżej zacytowany fragment:

trawy - to rodzina zielnych należąca do rzędu wiechlinowców /prawie 11 tysięcy gatunków/
Przede wszystkim to roślinność stepowa, łąkowa, a także rośliny uprawne w tym zboża.
A jeśli zboża to też trawy, to proszę bardzo - coś z Biblijnych rozważań:

"O takiej porze roku Jezus szedł ze swoimi uczniami wśród zbóż".

Czyli co, szedł pomiędzy źdźbłami pojedynczych zbóż?
A może rzeczywiście tak szedł, wszak On cudotwórcą, no dobrze to Jezus, a uczniowie ?
Też szli wraz z nim, ale oni nie cudotwórcy....
... kończę ten wątek, bo nietrafiony przez Pana.

A Bartosz pięknie ubrał swoje myśli w takie właśnie demoniczno-abstrakcyjne atrybuty; otwarta skrzynia, pancerz przeorany, przyłbica potu.
Można zauważyć - co to znaczy demoniczno-abstrakcyjnie ?
Ano właśnie - tak mi się napisało, bo tak ja to widzę.

Malutka dygresja z innej łączki:

"Konopielki
nagie dziewoje
wśród zbóż
piersiami
załaskotują
pogrążone
smoczym snem
ciemne niebo"

Tutaj to można by dać upust analizie i interpretacji :))
Ale po co, przecież to twórczość mniej lub bardziej wzniosła:)

Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kazuistyka Panie Oskarze,
czysta kazuistyka w tym akurat komentarzu, bo inne Pańskie zawsze z dużą uwagą
czytam i nie zamierzam nie czytać, ale takowej nie znalazłem:)

Nie ustosunkuję się do całego Pańskiego komentarza,
ale wybiorę wyżej zacytowany fragment:

trawy - to rodzina zielnych należąca do rzędu wiechlinowców /prawie 11 tysięcy gatunków/
Przede wszystkim to roślinność stepowa, łąkowa, a także rośliny uprawne w tym zboża.
A jeśli zboża to też trawy, to proszę bardzo - coś z Biblijnych rozważań:

"O takiej porze roku Jezus szedł ze swoimi uczniami wśród zbóż".

Czyli co, szedł pomiędzy źdźbłami pojedynczych zbóż?
A może rzeczywiście tak szedł, wszak On cudotwórcą, no dobrze to Jezus, a uczniowie ?
Też szli wraz z nim, ale oni nie cudotwórcy....
... kończę ten wątek, bo nietrafiony przez Pana.

A Bartosz pięknie ubrał swoje myśli w takie właśnie demoniczno-abstrakcyjne atrybuty; otwarta skrzynia, pancerz przeorany, przyłbica potu.
Można zauważyć - co to znaczy demoniczno-abstrakcyjnie ?
Ano właśnie - tak mi się napisało, bo tak ja to widzę.

Malutka dygresja z innej łączki:

"Konopielki
nagie dziewoje
wśród zbóż
piersiami
załaskotują
pogrążone
smoczym snem
ciemne niebo"

Tutaj to można by dać upust analizie i interpretacji :))
Ale po co, przecież to twórczość mniej lub bardziej wzniosła:)

Pozdrawiam serdecznie


Egzegeto, dobrze mieć ciebie po swojej stronie, ja tak nie umiem argumentować:)
Ale muszę ci się przyznać, że Oscar w niektórych punktach mnie przekonał,
spróbuję pozmieniać.
Wielkie dzięki za głos w dyskusji, zapamiętam go sobie, bo to kolejny dowód,
że czytelnik potęgą jest i basta:) Pozdrawiam serdecznie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ależ nie ma sprawy. Tak mi się napisało.
Jeszcze poczekajmy co Pan Oskar na to.
Aha, pomyłka w Twoim odkomencie - chyba miało być:

Egzegeto, dobrze mieć ciebie po prawej stronie :)))))

również pozdrówka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kazuistyka Panie Oskarze,
czysta kazuistyka w tym akurat komentarzu, bo inne Pańskie zawsze z dużą uwagą
czytam i nie zamierzam nie czytać, ale takowej nie znalazłem:)

Nie ustosunkuję się do całego Pańskiego komentarza,
ale wybiorę wyżej zacytowany fragment:

trawy - to rodzina zielnych należąca do rzędu wiechlinowców /prawie 11 tysięcy gatunków/
Przede wszystkim to roślinność stepowa, łąkowa, a także rośliny uprawne w tym zboża.
A jeśli zboża to też trawy, to proszę bardzo - coś z Biblijnych rozważań:

"O takiej porze roku Jezus szedł ze swoimi uczniami wśród zbóż".

Czyli co, szedł pomiędzy źdźbłami pojedynczych zbóż?
A może rzeczywiście tak szedł, wszak On cudotwórcą, no dobrze to Jezus, a uczniowie ?
Też szli wraz z nim, ale oni nie cudotwórcy....
... kończę ten wątek, bo nietrafiony przez Pana.

A Bartosz pięknie ubrał swoje myśli w takie właśnie demoniczno-abstrakcyjne atrybuty; otwarta skrzynia, pancerz przeorany, przyłbica potu.
Można zauważyć - co to znaczy demoniczno-abstrakcyjnie ?
Ano właśnie - tak mi się napisało, bo tak ja to widzę.

Malutka dygresja z innej łączki:

"Konopielki
nagie dziewoje
wśród zbóż
piersiami
załaskotują
pogrążone
smoczym snem
ciemne niebo"

Tutaj to można by dać upust analizie i interpretacji :))
Ale po co, przecież to twórczość mniej lub bardziej wzniosła:)

Pozdrawiam serdecznie

Ha! oczywiście zgadzam się, że wsród traw, trzciny generalnie chodzić można, ale nie w przypadku tej trawy, gdyż ona jest niska, gdyż to ugór. Przecież mówimy o konkretnej polskiej, niskiej trawie polnej, co chyba sam autor przyzna.

nietrafione. pozdrawiam
Opublikowano

Ach, damą być...:) na dworze żyć...:)
obu rycerzy w me progi zaprosić,
lecz nie do boju, gdzie iskrom
już zapału brak, a demon walki
pięścią wciąż pogrzmiewa i trawy
mego dworu w ugór znowu zmienia...

Nalewką WAS uraczę...:)
co w błogi stan wprowadzi,
bo w "kłótni" tej (jw)
jest WAM nie do twarzy...:(

.................... ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • jej mąż ma ciało które nie uznaje granic nie kończy się w jednym miejscu rozlewa się po domu jak coś co nie zostało dobrze zakręcone jak awaria która nauczyła się chodzić wchodzi w kątyo na szybie zostawia po sobie ślady ciepła zapach potu i coś co przypomina wczoraj śpi ciężko z otwartymi ustami jakby łapał powietrze z innego życia jakby coś z niego wychodziło zamiast powietrza chrapie w rytmie który nie pasuje do niczego jak rozregulowana betoniarkia która mieli resztki ich wspólnych nocy chrapie w kilku językach naraz jak maszyna która próbuje przypomnieć sobie po co została zbudowana materac przyjmuje jego ciężar jak wyrok bez odwołania jakby ktoś próbował z niego wycisnąć ostatnie lata gwarancji rano podnosi się powoli najpierw bebech potem barki potem reszta jakby składał się z części które nie chcą współpracować szoruje bezwstydnie paznokciami po skórze jakby zdzierał tynk z nieopłaconego mieszkania drapie się pod koszulką która przykleiła się do niego jak druga skóra po przejściach jego skóra jest jak stary paragon wyblakły nieczytelny dowód zakupu człowieka, który dawno przestał działać i dlaczego nie podlega zwrotowi drapie się po brzuchu jak po bębnie w który los uderza co rano żeby sprawdzić czy w środku jest jeszcze jakiś dźwięk czy tylko echo pustych kalorii ona udaje że śpi bo zna kolejność zdarzeń wstrzymuje oddech tak długo że krew w skroniach zaczyna tętnić: uciekaj, uciekaj ale jej nogi są z ołowiu jakby on już dawno je sobie pożyczył wie że zaraz padnie to pierwsze westchnięcie ciężkie wilgotne jak ręcznik zostawiony w łazience na kilka dni które wejdzie jej pod żebra i zostanie tam jak niechciany lokator idzie do kuchni stopy stawia całym ciężarem jakby sprawdzał czy podłoga jeszcze go znosi otwiera lodówkę światło robi z niego dowód rzeczowy stoi przed nią długo z ręką w spodniach z głową w świetle jak eksponat w muzeum rzeczy zepsutych z twarzą która nie zdecydowała się jeszcze być człowiekiem jego ciało to magazyn w którym ktoś chaotycznie upchnął zapasowe lata a on próbuje je teraz przełknąć razem z zimną parówką z biedronki je bez apetytu ale dokładnie miażdży materię jakby jego zęby były ostatnią sprawną niszczarką w tym domu ostatnią instytucją która jeszcze działa mieli wszystko: chleb ciszę i resztki nadziei na to że jutro będzie lżejszy on jest jak żywa usterka w instalacji świata przez którą wycieka Bóg w dresach z wypchanymi kolanami jedyny namacalny dowód na to że nicość ma jednak kogoś na etacie liże palce powoli bez skrępowania a ona patrzy na to i czuje coś między litością a zażenowaniem jej ciało próbuje się zmniejszyć zrobić miejsce dla jego istnienia kiedy mówi że coś naprawi powietrze w domu robi się twardsze on nie naprawia on wchodzi w rzeczy całym sobą siłuje się z kluczem francuskim jak z obcą cywilizacją poci się natychmiast pot wychodzi z niego jak decyzja podjęta bez konsultacji jak wyciek danych którego nie da się zatrzymać wygląda jak rzeźba pod tytułem błąd w sztuce mokry pomnik ku czci wszystkich mężczyzn którzy zginęli przy próbie wymiany uszczelki w kranie sapie zaklnie urwie zaleje stoi potem w tej wodzie mokry do pasa zadowolony przez chwilę jak dziecko które rozwaliło zabawkę żeby zobaczyć co jest w środku ona odwraca wzrok ale słyszy każde jego chrząknięcie każdy dźwięk który mówi że to jeszcze trwa siada na kanapie z ikei i nie siedzi - on się wydarza ona wtedy zaciska dłonie na szklance żeby sprawdzić czy jeszcze ma granice czy  też już pachnie tą zimną parówką jak on jest jak czarna dziura domowego użytku która wciąga światło z okien i resztki jej cierpliwości mieli je w sobie na gęstą ciemną materię telefon trzyma przy twarzy ale nie patrzy tylko przewija jakby szukał wyjścia z własnej skóry ona siedzi obok i czuje jego ciepło które nie pyta o zgodę które przechodzi przez ubrania przez skórę dochodzi do niej i zostaje w nocy wstaje idzie do lodówki światło oblepia go od przodu jakby go przesłuchiwało stoi drapie się je prosto z opakowania jakby był tylko przejściem ona patrzy na niego z łóżka i nie wie czy to jeszcze człowiek czy już tylko potrzeba która przyjęła jego kształt jej mąż pachnie snem potem i czymś niedokończonym kiedy ją dotyka robi to ostrożnie jakby bał się że zostawi ślad kocha ją cicho bez słów jest jak Bóg który przespał własną rewolucję i teraz jedyne co może zrobić to zajmować miejsce trzymać ściany żeby nie uciekły przed jego chrapaniem które skleja noc jak klej do rzeczy dawno rozbitych ona czasem myśli że gdyby go nagle wyciąć z tego powietrza dom zapadłby się do środka jak pusta puszka bo on wrósł w progi jak krew w żyły stał się jedynym zbrojeniem które jeszcze trzyma ten syf w pionie jest jak cały świat na fundamencie spocony i głośny potwór o pustym spojrzeniu bez którego ściany dostałyby mdłości trzyma ten bajzel przy ziemi samym swoim byciem to jest jego jedyna ewangelia: pot, parówka i nic wybrakowany mesjasz od cieknących kranów który nie zbawi świata ale przynajmniej nie pozwala mu odlecieć w próżnię          
    • @hania kluseczka   Bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Wiem, o czym piszesz i dobrze Cię rozumiem.  Też spotykałam, co prawda bardzo rzadko, wyjątkowe dzieci, ale system ich nie zauważa. I rzeczywiście, mają szczęście, gdy trafią na mądrych ludzi. Ale najważniejsi są rodzice/rodzic - to ich mądra miłość może zdziałać najwięcej. Gratuluję, że tak mądrze przeprowadziłaś swoje dziecko przez ten czas dzieciństwa i młodości. Gratuluję również tak uzdolnionego syna.  W moim opowiadaniu występuje ktoś z mojej rodziny, ale Nika nie jest moim dzieckiem.  Pozdrawiam serdecznie. :)
    • Wewnętrzny głos, ten powinnien być obecny.   
    • @LessLove taki komentarz to największy komplement, dziękuję bardzo.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      U mnie z tym pisaniem to dziwna sprawa - pisze krótko, urywane wersy. W codziennym życiu jestem gadułą, w pracy marzą czasem bym zamilkła haha .  Pięknie napisane, że  " z Bogiem i z ludźmi" . Tak było.    Tak mleko i biszkopty- hmm to były czasy.    Biorę swoją miotłę  i zmykam  popracować.   Jest mi bardzo miło, raz jeszcze dziękuję, wspaniałego dnia . @Jacek_Suchowicz  jak to mówią: " po burzy zawsze wychodzi słońce ". Dziękuję za komentarz.  Ciepło pozdrawiam. 
    • @Na liniach czasu   przeurocze porównania ta kromka chleba mnie zatrzymała   te konstelacje na podniebieniu miód wielogwiezdny to nie jest mało :)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...