Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słodkiego życia mi tu zabrakło.
Słodkiego życia - więc zgódź się, Boski,
aby mnie anioł skrzydłami natchnął
i szczęściem tknięty, umrę z miłości.
Spłynę po śmierci ku Tobie zdrojem
użyczać chłodu ciału w kąpieli -
w słońcu, co zbiegło z Sierra Leone
niebo i ziemię jak kwiat rozbielić.
Bo słodkie życie w marzeniach moich,
to śmierć, by odtąd być tylko z Tobą
I pluję śmierci w oczy szyderczo -
lecz niebo milczy w nieśmiertelności,
lecz Ziemia nie chce bym był wodą,
a Ty? - Ty nie chcesz, żeby mi przeszło.


Sonet.

  • Odpowiedzi 79
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




niech pan spojrzy lepiej na mój sonet na bez limitu i jeszcze raz się zastanowi...


powiem tak, za dużo u pana metafor, za mało treśći i przesłania ite błędy, za to pana nielubią o czym pan doskonale wie, ale niechce się panu poprawić tych sraczek, to żle bo tacy jak pan z ogółu nie wydają tomików i nie wygrywają konkórsó(tylko niech pan mnie nie "szydzie" i nie mówi że wygrał jaiś)ohyda!
POZDRW
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Kicz jest jak stos...


prędzej czy pużniej zwęgli pani twórczość i tą buntowniczą chęć pokazania niczego...
kiedyś byłem za pana twórczośćią, teraz przeszłem metamorfozę...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Obraza miłośników sonetów i tych co piszą sonety. Anioł ze skrzydłami, niebo, miłość, serce, dusza, marzenia, śmierć, słodkie życie... Nagromadzeniem takich pojęć stworzy tylko kicz, a raczej kiczysko, tak patetycznie, że aż śmiesznie.
W dodatku z błędami w rytmie, brakiem średniówki w wersach, kiepskimi rymami i logiką przekraczającą wszelkie granice.
Strach się bać reszty tych sonetów, które autorka chce tu wysłać.
Opublikowano

Żartujesz sobie :)
To co piszesz nie może być poważne.

Szkoda czasu na ocenę tego gniota i rozmowę o nim.
Poczytaj lepiej coś. I nie koniecznie nawet muszą to być sonety. Zacznij od podstaw, bo jeśli nie żartujesz, to ich właśnie ci brakuje.

Popełniasz podstawowe błędy np. mówi się:
napisać sonet - a nie - napisać sonetu.
to niebo - a nie - te niebo

Miłego dnia życzę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...