Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zbyt wielkie oczekiwania psują ocenę
grożąc rozbiciem struktur na drobne

lepiej wycofać się obejść naokoło
nawet nadkładając drogi
niż drążyć skałę
popękana może rozsypać się
tak myślę

credo nie zepsuć
ale i tak coś zostanie
może nie tylko jak matka dla głupich

W szalonym rytmie unosiło się i opadało*

Opublikowano

z zakończwenia wynika, że nawrt jak się zepsuje
to zostanie coś do naprawy, a jak się nie da naprawić
zostanie wspomnienie:) Tak odczytałam i dużo w tym
prawdy:))) Pozdrawiam serdecznie:))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiersz mi się podoba, aie nie do końca zgadzam się z peelem:
- podmuch dobrego, często więcej zdziała
niż drążenie kolejnych warstw nieustępliwej skały
... bo czasem czekanie na erozję może zakończyć się niedoczekaniem.
Pozdrawiam
Opublikowano

z tym niedoczekaniem się na coś zgadzam się z HAQY, jak pl chce coś osiagnąć to musi działać, gdyż coś mu umknie, ale widzę tu pewne wahania tzn. że ryzyko nie jest w jego stylu, raczej " zasmakować i wspominać "

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Peel nie chce tylko smakować. Chciałby więcej tylko strach go powstrzymuje przed eskalacją,
która mogła by doprowadzić do niechcianych skutków. Jak widać w puencie, wierzy że będzie coś więcej niż tylko nadzieja. Myślę że jest dla niego jakaś szansa :)

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



;))po maluchu, po maluchu i kropelka drąży skałę, a jeśli i to nie pomoże diamencik podrzucić lub (taniej) korundu do kropelki ukruszyć ;)))
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



;))po maluchu, po maluchu i kropelka drąży skałę, a jeśli i to nie pomoże diamencik podrzucić lub (taniej) korundu do kropelki ukruszyć ;)))
Pozdrawiam.

Tym bardziej że po maluchu śmiałość wzrasta :))))))))
Opublikowano

pomyślałbym o tej 'dewizie'. mnie osobiście nie pasuje, ale to Twój
utwór :) poza tym... wiersz naprawdę bardzo mocno mnie poruszył,
to ze względu na podobne odczucia. dlaczego trzeba coś nadłamać,
żeby potem znowu sklejać(?), kiedy można przecież powstrzymać się
od niszczenia, tego co wymaga niezwykłej pielęgnacji. aż mi się oczy
zaszkliły. naprawdę :( dziękuję Piotrze za ten utwór. dla mnie świetny.

serdecznie pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mister, w domyśle (moim) jest kontynuacja. tylko nastroić się muszę.
Tu troszkę pesymistycznie choć z nadzieją ale tyle fajnych komentarzy dostałem
że wpadł mi do głowy pomysł drugiej części. tym razem całkowicie optymistycznej :))
A nad dewizą pogłówkuję. Tym bardziej że myślę o odchudzeniu środkowej strofy.
Dzięki serdeczne i pozdrawiam.

ps. A poza tym mi też pomógł :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...