Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziś swoim świętem cieszą się dzieci
i dla nich właśnie dzisiaj poeci
napiszą wierszyk, jeden lub dwa
chociażby taki jak piszę ja,
że dzieci to jest przyszłość narodu,
że dzieciom trzeba wpajać za młodu
poprzez naukę moc wiadomości
żeby utrwalać je w świadomości,
że już niebawem za parę lat
inaczej będą patrzeć na świat
bo wkrótce wejdą w dorosłe życie
a dzieci na to, co wy pieprzycie?

Przecież z nas każde dzieckiem jest jeszcze
i obce są nam rygoru kleszcze
my chcemy w piłkę nożną pogrywać,
w ogrodzie jabłka zielone zrywać,
bawić się w berka i w chowanego
i czasem dostać czwórkę z polskiego,
być sowizdrzałem, niesfornym trzpiotem
bo dzisiaj na to mamy ochotę
a ja wam dzieci tylko przyklasnę
bo warto czasem mieć zdanie własne.

Opublikowano

Warto i trzeba mieć także marzenia
bo dziecko nimi nasz świat odmienia
beztroską dziecięcą od ucha do ucha
i w dorosłości troski rozdmucha.

A co w tym złego że mimo półwieku
jest odrobina dziecka w człowieku
niekiedy w szarej rzeczywistości
mamy już dosyć tej dorosłości.

Opublikowano

Jak zwał, tak zwał,
ale w imieniny
w każdym punkcie globu
wstąpisz do rodziny.
Najważniejsze jedno:
to polska tradycja
- więc nie płodzić nigdzie,
gdzie jest prohibicja!

Opublikowano

Musi, bo się zmieni
nam kod genetyczny,
a ogólny bilans
ma znamiona szersze
więc za kila latek,
taki zagraniczny
tak czy siak osiągnie
zawsze miejsce... drugie
(no bo ruski - pierwsze)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Odbiliśmy od nabrzeża. Sternik skierował prom silnie na sterburtę, pozwalając by śruby złapały energię nurtu. Delta rzeki była jak zawsze spokojna. Zakole portu pamiętało jeszcze czasy francuskich eskard i niewolniczych barek. Wszędzie tylko grząski muł,  czarne cuchnące błoto  i brunatne, nieprzejrzyste fale. Taka była powierzchnia. Klucz do prawdziwego koszmaru.     A było nim dno. Pełne tanich oparów bimbru, duchów secesyjnych posiadłości, upiorów dawnych zarządców plantacji, czarnych potomków kultystów  voodoo i hoodoo. Zioła, kości i krew  na poświęconych kartach tarota. Dym czarnych świec, okadzający nagie, spocone ciała. Młode wiedźmy z dredami na głowie, szepczące w ciemnych zaułkach strychów  zaklęcia ochronne, ze starych, nadpalonych woluminów. Przywołani z niebytu  zaoranych przed laty cmentarzysk. Lgną ochoczo słowa dusz, na języki kapłanek.     Namorzynowy las był głuchy. Ginęło w nim światło i dźwięk. Ludzie także. I to nie w paszczach  ukrytych w toni aligatorów. Był to swoisty labirynt natury. Nie tej dobrej i ułożonej. A dzikiej i sadystycznie szalonej. Wysepki wyrastały z bagien. Liche, kruche i niestabilne. Oczy drapieżników śledziły każdy krok. Czasami jedynie rzeka wydała cichy plusk, szuwary zaszeleściły  szargane nie wiatrem a grozą. Drzewa pękały z trzaskiem  osuwając się do wodnego grobu. Ptaki milczały. Nie ze strachu a z klątwy ciszy.     Gdzieniegdzie dostrzec można było  zalążek ognia czy dymu. Ogniska miejscowych metysów. Czerwonych diabłów tych włości. Mieszkali daleko w lasach lub na samotnych odizolowanych wysepkach. Po nocach niosły się odgłosy bębnów. Modlitw i błagań do prastarych bóstw. Kultów wyklętych przed wiekami. Skakali dziko przez ogień, wychwalając imiona zapomniane o których ludzkość  nie powinna mieć już wiedzy.     Płynąłem do domu. Wracałem z ciemności do światła. Prom wszedł na kurs. Mijał rybackie łodzie i kutry. Stare motorówki i łodzie wiosłowe. Barki załadowane węglem. Promy i statki pasażerskie  a nawet mniejsze okręty  marynarki i straży przybrzeżnej.     Na Long Brigde wjechała  z donośnym gwizdem  lokomotywa ze składem. Mijała te wszystkie domy, gospodarstwa, farmy i cmentarze. Pełne historii, bólu, łez i rdzy. Ten skład nazywają imieniem tego miasta. Jego synem i dumą. Na gwizd lokomotywy  odpowiedziały syreny morskich jednostek. Byliśmy wolni. Czując jednak cały czas, ołowianą kulę z łańcuchem przy nodze.            
    • @hollow man Hahaha

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • wiem że proszę o wiele   o słońce blask w oczach i zieleń   kto mówi to przecież niewiele   w nim nigdy nie zgasła zieleń  
    • @Berenika97 Rzeka chce: - wyrwać się z koryta (czyli z formy, z ograniczeń, z tego co ją trzyma) - zapomnieć o źródłach (czyli o tym, skąd przyszła - może o sobie samej) - utopić własny nurt (to już brzmi jak próba unieważnienia siebie)   Czasem ktoś chce być oceanem, pomieścić wszystko, nie mieć brzegów, nie pamiętać skąd płynie. Ale rzeka nie przestaje być rzeką tylko dlatego, że bardzo chce zniknąć. Do Twoich wierszy Bereniko, trzeba wejść i to głęboko i trochę się tego boję, przyznaję :) bo nie wiem czy nie poprzewracam sensów.  Dobrego dnia  :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...