Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Gdzie bym nie był, na ulicy, w metrze, autobusie, parku, sklepie, biurze, pubie, ludzie mówią tylko o jednym. O pieniądzach. Ile co kosztuje, dlaczego tyle, jak można zaoszczędzić, ile ktoś zarabia i jak mógłby więcej. Zniżki, przeceny, promocje. Przychody, koszty, transakcje. Funt jest na ustach wszystkich – i biznesmena, i żula, który prosi o kilka „pikaczy”.
W ten sposób Londyn płaci za swoją otwartość na świat. Jest dojną krową, której wszyscy potrzebują, ale nikt nie kocha. Jest kurtyzaną, która postanowiła uszczęśliwiać za darmo. Używa się jej do woli, a potem wychodzi bez słowa.
Nie widać również najmniejszych oznak społecznego myślenia. Każdy rzuca śmieci, gdzie chce, zachowuje się nieelegancko, niczego nie szanuje. Z wyjątkiem swoich pieniędzy, które pewnego dnia weźmie ze sobą i nigdy tu nie wróci.
Londyn to inkubator. Wyrasta się z niego i idzie dalej. Nawet Anglicy zaczęli się stąd wynosić na wieś, szukając czystego powietrza, przejrzystości rasowej i zwykłego porządku. Smutno mi się robi na sercu, bo jestem Londynowi wdzięczny za szansę, jaką mnie obdarował. Dlatego staram się nie śmiecić, segregować odpadki i brać jak najszerszy udział w życiu społecznym. Inni to widzą i powoli zaczynają doceniać.
Zaobserwowałem pewien fenomen. Czegokolwiek nie dotknąłem w Anglii, zamieniało się w złoto. Zacząłem od ogrodnictwa, potem było sprzątanie domów i biur, ulotki, szeroko pojęta budowlanka, wreszcie pub. A pomysłów wcale mi nie ubywa, ba, stają sięcoraz bardziej śmiałe, wręcz bezczelne. Przeciekają mi przez palce, stając się czymś w rodzaju figur retorycznych, czystej zabawy. Mógłbym obdarować nimi z 10 osób i każda odniosłaby sukces, gdyby tylko postanowiła skorzystać. Uprawiam rozkoszne marnotrawstwo, budując zamki z piasku na chwilę przed nadejściem przyplywu. Gdy fala zdrowego rozsądku rozpuszcza je i obraca w niebyt, zaczynam budowanie od nowa.
Nie mam zielonego pojęcia dlaczego robienie czegoś w Wielkiej Brytanii ma sens, a w Polsce nie. Może dlatego, że tu pieniądz żyje, rozmnaża się, krąży w nieskończonym cyklu reprodukcyjnym, u nas tkwi zaszyty w poduszkach, marznie w lodówkach lub chłodzie bankowych kont. Martwy, bezużyteczny, słaby. Czegokolwiek nie dotknąłem w Polsce, przynosiło straty, ból i rozczarowanie. Nikt mi nie wmówi, że to kraj wielkich szans. Wiem, bo sprawdzałem. I wielu moich przyjaciół także.
Obiecałem sobie kiedyś wrócić, ale nie wcześniej, niż z milionem złotych. Minimum. Mam czas i radość wstawania co rano. Moimi zmartwieniami są tak trywialne rzeczy, jak - co zrobić na obiad, jak pokierować pracą ludzi i kiedy kończy mi się podatek drogowy.
Za to w Polsce wciąż wszystko na głowie. Ilekroć włączam TVN 24, dopada mnie depresja. Teraz najważniejsza jest lustracja. Fala tej społeczno-politycznej paranoi nabrała w IV RP iście gigantycznych rozmiarów.
Z tego, co zrozumiałem, lustracja jest taka ważna, bo trzeba wiedzieć, kto był kim i jak to na nas wpłynęło.
W związku z tym zacząłem zastanawiać się nad bardzo poważną dla całego mojego życia sprawą. Mianowicie, jak by wpłynął na mnie fakt, że moja pani od plastyki była agentką tajnych służb – dajmy na to TW Plastelina. Czy to jakoś zmieniło moją wrażliwość artystyczną lub – nie daj Boże – dokonało fatalnych uszkodzeń mózgu? Albo ulubiony pisarz – dajmy na to – Adam Bahdaj był TW Poldek. Czy byłbym jakoś skrzywiony mentalnie, duchowo, moralnie? Czy byłbym gorszy? Potem zadałem sobie pytanie po co właściwie mi ta wiedza? I przyznać muszę, że... nie wiem.
Moim zdaniem wmówiono społeczeństwu, które samo, poprzez kolejne wybory zamówiło tę ekspertyzę, że to konieczność dziejowa.
Niestety, żaden filozof nie zabrał w tej sprawie głosu, a przynajmniej ja go nie słyszałem, więc odpowiadam sobie, jak umiem.
Nie funkcjonują żadne osiedlowe tybunały lustracyjne, w których krzepki pan Czesiek z energiczną panią Józią, badają przeszłość emeryta spod 14-tki. Nie funkcjonują, bo nie ma to za grosz sensu. Natomiast wielki sens dla lustratorów ma badanie czyjejś przeszłości jako broń polityczna. Zrujnowanie reputacji przeciwnika, wywołanie skandalu, dożywianie tabloidów. Innego celu nie widzę. Może jestem przeklętym liberałem. Nie wiem, bo nie mam żadnej świadomości politycznej. A może po prostu zwykłym śmiertelnikiem obdarzonym nutą inteligencji i refleksji.
W każdym razie wszystkie postaci Biblijne zasługują na przebaczenie, ale nie Judasz. Judasz to symbol do prześladowań specjalnych.
Właśnie na ekranie telewizora płynie informacja o domniemanych TW - Bogusławie Wołoszańskim, Ryszardzie Kapuścińskim, Stanisławie Wielgusie.
Co mam teraz począć z wiedzą, wyciąganą z oglądanych z wypiekami na twarzy programów, z czytanych z zapartym tchem książek, czy wysłuchanych w nabożnym skupieniu kazań? Wykasować? Stwierdzić, że jest niewłaściwa, bo pochodzi z niepewnego politycznie źródła? Zapomnieć?
Przerażające jest to, że podobno 70% ludzi w Polsce chce tego cyrku. Pytam z głębi serca po co i jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy to: żeby to wszystko werszcie skończyć. Posegregujmy, pokażmy palcem, zniszczmy, poprawmy podręczniki i chodźmy dalej - ku przyszłości, która wciąż wisi na łańcuchu niewyjaśnionych spraw.
I znów kraj ojczysty popsuł mi humor z samego rana. Po co ja w ogóle o tym myślę? Mam poważniejsze problemy. Na przykład podwójne opodatkowanie. Podobno rząd Belki wiedział, że problem nastąpi, ale zamiótł to pod dywan. Jedźcie, kochani, potem się o was upomnimy. Za cały 2006 rok mamy z fiskusem przechlapane. Jeśli się nie rozliczymy, wchodząc od razu na 40% próg podatkowy, nie mamy po co wracać. Nikt nie pyta jak drogie jest życie w Anglii, tylko wyciąga łapy po nasze pieniądze. Nie jestem pewien czy to zgodne z konstytucją, że Polacy w innych krajach mają spokój, a nas postanowiono prześladować. Niestety, nie ma kto tego zaskarżyć.
Chrzanię to – myślę sobie – najwyżej nie wrócę. Po chwili przychodzi jednak refleksja: przecież nie mogę tu zostać do końca życia. Bądź co bądź, to obcy kraj, język, obyczaje, kultura. I to okropne jedzenie. Gdybym kiedykolwiek podjął decyzję, że chcę zostać, na pewno otworzę polską restaurację.
Mój Boże, co musieli czuć bohaterowie II wojny światowej, gdy dotarła do nich świadomość, że nie mogą wrócić. Czy przywykli do życia tutaj? Czy pokochali przybraną ojczyznę?
Nic to, jak mawiał Wołłodyjowski i jedna z moich byłych.
Dopijam kawę i jadę do pracy.

Opublikowano

mam pewne przemyślenia po przeczytaniu twojego ciekawego tekstu, a szczególnie po fragmencie dotyczącym lustracji;
wydaje mi się oczywistością, że po czasach komuny został pewien rachunek krzywd do wyrównania /zawsze i w każdej społeczności, od najmniejszej rodzinnej do największej między narodami, rachunek zła musi być zapomniany albo rozliczony / i w przeciągu 18 lat od odzyskania niepodległości nie uczyniono prawie nic aby nastąpiło takie oczyszczenie;
w sprawie lustracji poszczególni ludzie, czyli my, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy konfidenci i donosiciele którzy byli na służbie władzy komunistycznej, mogą funkcjonować między nami jak gdyby nigdy nic, czy poprzez, chociażby wyjawienie swojej ponurej przeszłości zyskają status osoby wolnej od grzechów przeszłości;
mógłbym może wybaczyć komuś kto przyjdzie do mnie i przeprosi, że donosił na mnie, moją siostrę czy moich znajomych i powie, że jego podłe zachowanie spowodowane było np. strachem,
ale na pewno nie podam ręki donosicielowi o którym dowiem się pierwszy, że na mnie donosił i być może nawet przez niego spędziłem 11 miesięcy w centralnym więzieniu w katowicach za działalność na szkodę interesów politycznych prl;
nie chcę tez aby donosiciele-obrzydliwcy panoszyli się w moim kraju i aby od nich zależała nasza przyszłość, że już nie wspomnę o możliwych naciskach na nich przez obce wywiady;
moim zdaniem lustracja, ukaranie winnych morderstw i prześladowań oraz niszczenia gospodarki narodowej i zdrady naszego państwa w okresie komunistycznym muszą być rozliczone;
lustracja jest więc warunkiem sine qua non naszego kraju;

Opublikowano

Zgadzam się z tym, co piszesz i jestem za. Natomiast kogo zabił Kapusciński? Albo Wołoszański? Być może zacietrzewiłeś się, bez wgryzienia się w sens tego, co tam napisałem.

Opublikowano

asher,
wgryzłem się w twój tekst jak należy;
cały sens lustracji polega na przyznaniu się do swojej przeszłości donosiciela;
kapuściński, wołoszański i tysiące im podobnych pewnie nikogo nie zabili ani też nie okradli i nikt im przecież tego nie zarzuca, byli natomiast donosicielami bezpieki komunistycznej, a przypomnę tylko, że komuniści i socjaliści byli największymi mordercami wszechczasów i każdy przecież roztropny człowiek wie o tym, od co najmniej kilkudziesięciu lat, więc wiedział i wołoszański i kapuściński i twój plastelina z poldkiem i inni donosiciele;
twoje życie po pobieraniu nauki u nauczycieli którzy z doskoku donosili na sb mogłoby się niczym nie róźnić od życia bez takich "atrakcji", ale moje i bardzo wielu innych, poprzez kontakt z konfidentami nabierało rozmachu w wezwaniach na przesłuchania,rewizjach i dokuczliwej obecności nieproszonych gości;
jakoś razi mnie też, kiedy byli funkcjonariusze znani ze szczególnego dręczenia swoich ofiar mają emerytury wielokrotnie od emerytur swoich ofiar wyższe;
warto w polsce zrobić wreszcie porządek lustracyjny wzorem niemiec czy czech i uwolnić się od hydry z coraz nowymi mordami, nawet jak są one takie same, jak gęby wołoszańskiego czy kapuścińskiego;

Opublikowano

Czy rozróżniasz coś takiego jak perfidne, cyniczene donoszenie na kolegów, przyjaciół, bliskich itd. od napisania kilku jałowych i nic nie znaczących raporcików,sporządzonych w dodatku na odczep się, tak, żeby nikomu nie zrobić żadnej kyrzwdy, bo tylko w ten sposób można było pracować w ten sposób? Mówię tu oczywiście o Kapuścińskim. Jak można w ten sposób mówić o takich ludziach, w dodatku juz nie żyjących. Stopień generalizacji jaki tu zastosowałeś jest porażający.

Opublikowano

donosiciel w państwie policyjnym jest zawsze donosicielem i nie ma w tym nic porażającego z wyjątkiem tego co ci degeneraci robili;
żyłem w tamtych czasach i wiem, że komuchy to byli "oni" i byli zawsze naszymi wrogami;
dzisiaj ujawniani donosiciele mówią, że oni nic złego nie robili,zawsze byli przeciwko komuchom i nawet ich oszukiwali albo się nimi bawili i w zasadzie to powinni być teraz na piedestale bo robili ubecje w konia - takie rozumowanie nie jest obce części narodu którą ten naród dalej nazywa komuchami lub różowymi hienami;
jeżeli chcesz to rozważaj sobie zagadnienia ważności donosu na dwie lub sześć osób i który donosiciel jest gorszy;
identycznych jak twoje argumentów używali na procesach zbrodniarzy hitlerowskich ich adwokaci;

Opublikowano

Niestety, gdzieś podskórnie wyczuwałem problem, który tu nastąpił.

Przykro mi tym bardziej, że piszę z daleka. z punktu widzenia osoby neutralnej.

Cóż, wolałbym jednak, by ścigano katów, nie ofiary.

I wiesz co, Padalec, nadal uważam, że to nie jest lustracja wzorem państw, o których wspomniałeś, tylko wybiórcza broń polityczna. Ktoś nie pasuje, to szukamy. Nie lepiej otworzyć wszystko i w końcu to załatwić?

Opublikowano

oczywiście,że lepiej otworzyć archiwa na oścież, ale boję się, że strażnik dostępu do przeszłości czyli sławetny trybunał na to nie pozwoli;
a jeszcze słowo o twoim tekście - bardzo ciekawy i inspirujący !
pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czyli ogólnie wyznajesz teorię, w myśl której każdy, kto choć raz miał najmniejszą styczniość z aparatem represji w tym znaczeniu jest naznaczony wiecznym piętnem, skazą, blizną moralną i jak leci dalej. Czy w takim razie wypełnienie formularza paszportowego było równoznaczne z trądem moralnym?
Opublikowano

ogólnie wyznaję teorie, że każda podłość wobec drugiego człowieka musi być odkupiona chociażby przyznaniem się do tego;
a najważniejszym elementem człowieczeństwa każdego z nas jest honor;
jeżeli go posiadasz to on jest latarnią twojego życia;
jeżeli nie, to jesteś krętem, oszustem, koniunkturalistą;

nigdy też nie byłem zwolennikiem bandyckiej teorii odpowiedzialności zbiorowej;

bardzo wielu ludzi przyznało się do WSPÓŁPRACY z komunistycznym aparatem przemocy, a jakoś nie słyszałem by komuś spadł z tego powodu włos z głowy, natomiast wielu z tych, na których w zasobach ipn znaleziono obciążające ich dokumenty, kręci, pomniejszając lub bagatelizując swoją rolę - dla mnie są to ludzie bez honoru;

a jeżeli chodzi o ten wniosek paszportowy, to absurdalność podania przez ciebie takiego przykładu jest oczywista, bo funkcjonowanie każdego z nas opierało się na składaniu różnych wniosków i oświadczeń, pisaniu życiorysów i podań, występowaniu o przydział i nadanie, ale to wszystko nie miało nic wspólnego z działaniem na szkodę drugiego człowieka;

kapuś, konfident, donosiciel, oprawca, prześladowca - słowa te określają ludzi z którymi nie chcę mieć nic wspólnego i o takich bydlakach tutaj piszę, i mało mnie obchodzi na jaką literę zaczynają się ich nazwiska i na jaką kończą;

Opublikowano

Nie ważne ile pan x donosił, nie ważne, czy musiał to zrobić, był zastraszny aż w końcu zgodził się donosić. Napisał parę nic nie wartych raportów, po czym zakończył współpracę. A teraz został postawiony na równi ze zdrajcami.

Problem w tym, że lustrtacja przebiega w oparciu o materiał zawarty w TECZKACH.
Jeżeli się nim kierujemy i na nim się opieramy, to nie mamy prawa mówić o Kapuścińskim jako o kapusiu. Owszem, zgadzam się co do konieczności lustracji, ale potępienime powinno spotkać ludzi, którzy naprawdę szkodzili krajowi. Nie na zasadzie: wyciągamy świstek, nie ważne co zawiera zresztą, po co do niego zaglądać.
http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=18766

Opublikowano

czy człowiek który zabił jest mordercom ?
czy człowiek który ukradł jest złodziejem ?
czy człowiek który zdradził jest zdrajcom ?
czy człowiek który donosił jest donosicielem ?

i nie jest ważne czy człowiek zabił w obronie własnej, czy ukradł z głodu, czy zdradził dla miłości, czy donosił ze strachu;

na wszystkie pytania można odpowiedzieć tylko " tak";
takie wyznaję zasady życiowe;
amen;

Opublikowano

Stoimy ciągle uparcie przy swoim, więc wyopadałoby już tego wszystkiego nie ciągnąć dalej.
Co zrobić z takim apostatą jak ja?
(To amen ma taką siłę)

Ale spójrz, jak nabiliśmy licznik asherowi! Przynajmniej jedyne co wynika z tej dyskusji.

Opublikowano

Właśnie chciałem nabąknąć o liczniku... To, co napisałem jest po prostu osobistym odczuciem bez żadnych pretensji do nadrzędnych racji. Refleksja bez narzucania się. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Proszalny to ja dziękuję za tak piękne i mądre słowa

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97 No właśnie w wierszu naprawdę umiera sam Bóg a koniec dopiero wskazuję że zastępuję go człowiek - istota grzeszna, mierna i niegodna bycia drugim po Bogu. A ludzie pozbawieni opieki absolutu, dziczeją i dlatego

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Ten wiersz stawia pytanie - co dzieje się z cywilizacją po "śmierci Boga".
    • Na strychu, pośród podartych draperii, znajdowały się drzwi z namalowaną gwiazdą. - W sercu gwiazdy ukryty jest kot - tak twierdził Magot, malując na drzwiach coś, co przypominało włochaty jasiek. “Jej Kot” uważał, że to, co namalowane nie jest istotne. Ważniejsze, żeby w miseczce znajdował się koniak i pasztet z gęsi. Strych skrywał wiele podobnych drzwi, lecz tylko na prowadzących do pokoju hipnotyzera widniała gwiazda.   Wnętrze izby oświetlało okno wielkości księżyca w pełni. Mleczne szkło kładło do snu cienie, a w dzień błyszczało poświatą. Bałagan, zupełnie niepodobny do bogatego wystroju reszty domu, przypominał chaos panujący w głowie Magota. Ściany strychowej izby obłożone były półkami z mahoniowego drewna o miłym, wiśniowym odcieniu. Na półkach, za którymi lustra sprawiały wrażenie przestronnej przytulności, leżały księgi i pojedyncze archipelagi nic nieznaczących bibelotów. Pod sufitem wisiały klatki z egzotycznymi ptakami, a podłoga wyłożona intarsjowanym drewnem, wyobrażała tarczę słońca. Panująca tu cisza sprawiała, że słychać było myśli poprzedzające słowa oraz myśli towarzyszące ptasim trelom. Łabędzie kształty mebli nadawały wnętrzu pozorów lekkości i czegoś, co pozwalało układać niepokój w harmonijne wzory. Bujane fotele swoją masywnością budziły zaufanie i sprzyjały rozmowom tak błahym, jak choćby sposoby jedzenia pomarańczy. Magot przyjmował gości, siedząc w jednym z foteli. Przed sobą, na niskim stoliku, miał szklaną kulę i zapaloną świecę. Kula i świeca robiły dobre wrażenie na klientach - wyczytał to w jednym z podręczników magii.   Podczas seansów hipnozy, gdy Magot docierał do skrytych myśli i poprzednich żyć klienta, jego kot, zwany “Jej Kotem”, zazwyczaj leżał na pluszowej sofie i mruczał senne murmuranda. Czasami pozwalał sobie na drobne uwagi. Na szczęście nie czynił tego zbyt często, bo nikt nie lubi gadatliwych sublokatorów, zwłaszcza w czasie transu bywają uciążliwi. Kiedy znajdujemy się sam na sam z otchłanią, nawet jedno słowo potrafi zmienić bieg wizji. Wizje, majaki, mary, widziadła ciężko interpretować w hałasie oraz na trzeźwo. Toteż zarówno “Jej Kot”, jak i Magot, lubili popijać koniak z wnętrza szklanej kuli, która w przerwach pomiędzy seansami zastępowała karafkę. Było tu także ogromne biurko, mające tę dziwną właściwość, że pozostawione na nim przedmioty, następnego dnia nie leżały na swoim miejscu. Ołówki, gęsie pióra, gumki, kałamarze, rachunki z pralni - wszystkie te rzeczy zdawały się żyć własnym życiem, co zresztą nie przeszkadzało Magotowi. Biurko kryło w swoich czeluściach to, co jest potrzebne do codziennego życia. Poczynając od szpargałów pełnych zapisków i rysunków golema, poprzez fajki i woreczki z tytoniem, mapy skarbów, aż po zasuszone głowy krasnoludów. Można było tam znaleźć dosłownie wszystko - o ile się dobrze szukało i wiedziało, co chce się znaleźć. Na biurku stała zakurzona lampa z zielonym kloszem. W bezksiężycowe noce oświetlała wnętrze muślinowym światłem, przy którym tak dobrze czyta się stare księgi i wyszywa na makatkach magiczne zaklęcia. Wyszywanie zaklęć i aforyzmów było jedynym hobby Magota.   *   Pewnego wieczoru do drzwi zapukał elf, postać nieistotna, zdawałoby się tło tej opowieści. Magot otworzył ubrany w szlafrok koloru bordo. W rozchylonym dekolcie widniał medalion z okiem Ozyrysa. Ozyrys był najnowszym hitem na magicznym rynku mody, bogiem sprowadzonym zza oceanu. - Nic nie mów - dotknął jedną dłonią własnego czoła, drugą czoła gościa. - Jesteś ósmą emanacją bogini Anariel, a może jednym z cherubinów jej strzegących? Jak sądzisz? - Pytanie rzucił w głąb pokoju, jakby ktoś tam się krył. Odpowiedział mu ryk lwa i odgłos chłeptania koniaku z miseczki. - Ależ wybacz! Nieelegancko z mojej strony, że się nie przedstawiłem. Jestem Magot. - Laizarel. Mieszkam piętro niżej - odparł elf z uśmiechem. Magot widywał go wcześniej. Wiele razy podziwiał pełną gracji sylwetkę, lecz podziw ten był podziwem na prywatny użytek i nigdy nie wpadło mu do głowy, by dzielić się nim z kimkolwiek, w tym także z Laizarelem. Tym razem było inaczej. Światła świec i mistyczna noc zwęziły przestrzeń między nimi. Za plecami hipnotyzera rozległ się szmer, tupot włochatych łap i pisk zarzynanej myszy. Wiatr zawył w strychowych krokwiach, zagrał melancholijną symfonię o starości. - Lubisz odgłosy wiatru w kominie? - Hipnotyzer przysunął się do Laizarela, patrząc mu w oczy. - Jak myślisz, o czym opowiada wiatr? Drzemiący na sofie “Jej Kot” pomyślał, że jest to najgłupsze pytanie, jakie słyszał. - O wolności - odparł elf, wypełniając pierś chłodnym powietrzem. Magot westchnął z uznaniem i wskazał mu jeden z foteli. - Zaskoczyłeś mnie, przyjacielu. Zwykle słyszę tylko skargę. Ty usłyszałeś słowa wolności. To imponujące.   Trunek przyniesiony przez Laizarela wypełnił kryształowe kielichy. Magot nastawił ogromny patefon z tubą wielkości okrętowej syreny. Najpierw rozległy się trzaski. Z odległej galaktyki nadawano szum, biały szum, a później melodia mówiąca o... no właśnie, o czym? Tenor, zapewne ork, śpiewał:   “Rozpuszczalna kawa, rozpuszcza resztki snów. Piosenki o miłości. Znam je wszystkie, lecz wciąż pragnę nowych. Gdy śpiewam, myślę o modliszkach, ukrytych w kwiatach naparstnic. Czekają na swoje ofiary.”   Ostatnie słowo było popisem solisty. "Ofiary" po zakończeniu pieśni długo dogorywały w uszach. Następnie z głośnika popłynęło mambo. Magot nie kazał długo czekać i bez zbędnych słów porwał Laizarela w ramiona. Nogi drobiły w rytm muzyki. Niewidzialna siła poruszała ramionami, kazała głowie wyginać się w przód i do tyłu. Hipnotyzer poczuł, że unosi się nad podłogą i rzeczywiście, coś było na rzeczy, bo deski przestały skrzypieć pod nogami. Szum deszczu zmienił się w szum fal i można było przysiąc, że stojąca w rogu paprotka - samotna panna, której nikt nie zaprosił do tańca - zmienia się w kołyszącą nad egzotycznym morzem palmę. Świetliki w lampionach płonęły pożądaniem. - Świetnie pan tańczysz - szepnął do ucha elfa. - Taniec i muzyka przypominają beztroskie chwile. Papugi w klatkach trzepotały piórami, je także porwało mambo. Na tancerzy sypały się pióra, tęczowe konfetti.      
    • Uroczy, nostalgiczny tekst. Czytałem też o Julii z Kurlandii. Oba opisują świat, którego już nie ma, który wydaje się nierealny. Tamten czas i wydarzenia były tak bardzo ważne. Ważne jak życie, które okazuje się być jedynie strzępkami snu. Tak samo to, co dzieje się teraz. Nic nie jest prawdziwe i trwałe, dlatego zadaję sobie pytanie - co byłoby, gdybyśmy przestali lać wodę na młyńskie koło? Czy rzeka przestałaby płynąć? Myślę o emocjach, myślę o tym, że człowiek przywiązuje zbyt dużą wagę do własnego istnienia  I chociaż cieszył każdy kolorowy sen, nie da się go ze sobą zabrać, bo nic nie należy do nas. Mimo to dobrze, było i jest wynurzyć się na chwilę z ciemności. Zobaczyć jak płonie i gaśnie świeca.  Jest w Twoich słowach spokój ducha i mądrość. Dziękuję Ci za nie.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Szukam tego co będzie potem, bo to przybliża mnie do odpowiedzi o sens tego co jest teraz. Tak to chyba czuję. Dziękuję Waldku i pozdrawiam. @Stracony   @Benjamin Artur @Leszek Piotr Laskowski  @Poet Ka  @piąteprzezdziesiąte   @Poezja to życie   Bardzo dziękuję za uznanie, że utwór jest wart przystanku i refleksji.   @Berenika97  Może nawet Twoje pytanie "dlaczego jestem sam" lepiej tutaj pasuje niż "samotny". Bo przecież nie chodzi o  samotność wynikającą z braku kogoś przy boku, ale samotność w tłumie. Rozpaczliwe wołanie do Człowieka i o Człowieka. Utwór mógł lepiej to oddać, dlatego cieszę się, że mimo to jakoś się "sprzedał" :) Kolejny niedokończony wierszy, może uzupełni i dopełni przeżywane rozterki. Bardzo dziękuję Bereniko.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...