Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ocknąłem się. Nie wiedziałem gdzie się znajdowałem, te wszystkie okropne wydarzenia chciałem wszystko zapomnieć, ale nie mogłem. Leciałem samolotem, coś uderzyło w skrzydło straciłem sterowność zacząłem upadać robiłem, co mogłem próbowałem wzywać pomocy przez radio jednak nie łapałem fali. Zderzyłem się z ziemią. Tyle pamiętam. A teraz budzę się w jakiejś jaskini nie wiem, co się zemną działo, bardzo boli mnie głowa nic nie widze, bo jest bardzo ciemno. Moje całe ciało jest pokaleczone a na kończynach czuje uścisk. Wpadłem w szał, starałem się jakoś uwolnić. Bałem się każdej nadchodzącej chwili. Postanowiłem zbadać teren. Tak rozpoczęła się moja przygoda, na tych tabliczkach napisze wszystko, co mi się przydarzyło, może jakiś podróżnik pozna moją historię. Zaspałem, cały czas wiedziałem, że musze uciekać jednak nie wiedziałem drogi ucieczki. Byłem coraz bardziej głodny, a nie miałem na tyle sił, aby wyplątać się z węzłów. Straciłem wszelkie nadzieje zadawałem sobie mnóstwo pytań nie wiedziałem gdzie jestem, która jest godzina, czy jeszcze uda mi się z stąd wydostać? Co chwile budziłem się, próbowałem się wydostać i znów słabłem i zapadałem w śpiączkę. Gdy się budziłem, byłem cały rozpalony, czułem, że jest ze mną coraz gorzej. W końcu udało mi się przegryźć węzy, zacząłem macać podłoże szukałem czegoś do zjedzenia, wtedy trafiłem na coś martwego nie myślałem nad tym co to jest, chciałem jak najszybciej coś zjeść. Nie czułem smaku, ale okropnie śmierdziało, było całe pokryte jakąś mazi, nie chciałem wiedzieć, co to było. Obmacywałem dalej, wyczułem wilgoć pod palcami zacząłem lizać podłoże, nie wiedziałem, co to była za substancja, ale bardzo kojąca i słodka. Nabrawszy siły postanowiłem, przejść kolejne metry. Wstałem, chociaż bardzo trudno było utrzymać równowagę nie dostałem sufitu, więc musiała to być wysoka jaskinia. Znalazłem jakieś kości nie wiedziałem czyje i nie chciałem wiedzieć. Nie byłem dobry z anatomii, ale to były duże kości, nie zastanawiałem się dalej, poszedłem szukać czegoś do zjedzenia. Znalazłem stół. Na stole leżały jakieś przyrządy z tego, co wyczułem to był nóż obcęgi i skalpel. Włożyłem je do kieszeni mogły mi się przydać. Wtedy dotknąłem czegoś miękkiego przeraziłem się, poczułem wielki ból w okolicach szyi zemdlałem. Usłyszałem kroki ktoś krzyczał, następnie przeraźliwy jęk nie wiedziałem już czy to ja te dźwięki wydaje czy może ktoś inny potem ktoś mnie, podnióśł wziął na ramiona i poczułem jak mnie rzuca. Ta osoba była bardzo mała, nie była zbytnio silna, bo targała mnie po ziemi. Zapach od niej był przerażający. Wtedy znalazłem się na czymś miękkim i przytulnym, już pomyślałem, że to ktoś się zlitował i przeniósł mnie na łóżko, ale nie, to nie była prawda. Jak stwierdziłem leżałem na skórze jakiegoś zwierza. Okropnie od niej cuchnęła posunąłem po niej ręka a ona się ześlizgnęła, to musiało być jakieś martwe zwierze. Może niedźwiedź dokładnie nie potrafiłem określić. Wtedy, niespodziewanie zobaczyłem wyłupiaste, wielkie, świecące oczy wpatrujące się we mnie popatrzyłem na to stworzenie jednak dostałem czymś ciężkim w głowę. Znowu zemdlałem. Ocknąłem się, na moją twarz świeciło słonce. Próbowałem się poruszyć, ale na nic. Byłem zakuty. Szarpałem się próbowałem się wydostać. Wiedziałem gdzie jestem, na czym leże, ale nie chciałem przyjąć tego do świadomości, wtedy zobaczyłem narysowany jakiś znak na moim brzuchu, a na nogach powbijane jakieś szpilki nie zdążyłem wiele zobaczyć. I znowu te wyłupiaste oczy i znowu ból straciłem przytomność. Gdy tylko otworzyłem oczy od razu zwymiotowałem, nie wiedziałem, co to stworzenie mi robiło, ale wiedziałem, że czas mojej klęski się zbliża.

Opublikowano

Nie! Nie! I jeszcze raz nie!
Pierwsze słowo i od razu odrzuca na odległość siedmiomilową (ach jak żałuję, że nie mam siedmiomilowych butów). "Ocknołem"??!! "Zaczołem"??!! "Bołem" "wzią" i niestety to jedynie kropla w morzu błędów jakie zaserwowałeś nam.
Proponuję najpierw poćwiczyć poprawną polszczyznę a następnie sięgać po pióro (czy klawiaturę).

Opublikowano

Trochę umiaru i rozsądku zanim napisze pani komentarz, pani Natalio!
Uczenie się poprawnej polszczyzny polega właśnie na częstym operowaniu piórem czy klawiaturą. To najlepszy droga, na którą autor powyższego tekstu pewnie chce wstąpić.

Ale tak na marginesie to może warto korzystać z Worda i funkcji podkreślania błędów, bo przy takich błędach przebrnięcie przez tekst jest ciężkie. I jeszcze interpunkcja.

Igi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wybacz, ale tu chyba nie chodzi o mój rozsądek i umiar. A o ignorancję języka jakim ów autor się posługuje.
Co do "szpileczki" w postaci zwrócenia uwagi na mój styl, to napisane zdanie było świadome - to po pierwsze. Po drugie nie oceniamy komentarzy, a teksty prozatorskie tutaj. A ten, pod którym rozgorzała burza na temat mojej wypowiedzi, jest marny.
Owszem polszczyzny się uczymy pisząc. Ale wystawiając coś do oceny albo godzimy się na taką, jak moja krytykę, albo sprawdzamy pięć tysięcy razy tekst - jeśli wiemy, że popełniamy błędy tak rażące! Bo błędy popełnia każdy - nawet ja ;)

A Marcepanowi dziękuję :)
Opublikowano

pani natalia zapomniała o treści opowiadania a obruszyła się na banalne błędy - nikt tutaj nie piszę wypracowania szkolnego, tu raczej istotny jest pomysł zrodzony z wyobraźni lub obserwacji - już sobie wyobrażam co ten zły z opowiadania, mógłby pani zrobić za takie głupiutkie czepianie się !

więcej luzu natalio !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jestem tu od dawna. Może mnie trochę nie było, ale sądzę, że zasady pozostały. Banalne błędy?
Dobże wienc jak bende tak pisała to nikomu to nie bendzie pszeszkadzać? :) Bo się liczy treść? Oprócz treści, drogi padalcu, istotna jest forma, czystość, elegancja językowa. Bez tego opowiadanie nie jest opowiadaniem, a jedynie jakimś bazgrołem, który bardzo trudno przeczytać. Piszesz w języku polskim, a więc na wstępie wymaga się od Ciebie poprawności - chociażby tej najmniejszej - ortograficznej (kolejna to bogactwo językowe etc.). Tekst świadczy o Tobie! I to nie tylko pomysł! Tego nie da się rozdzielić!
Krytykę należy umieć przyjąć. Demek to zrobił. A cała reszta zapomniała o opowiadaniu i zgromiła mnie za "normalne" podejście do sprawy.
Opublikowano

Każdy wyraża swoje zdanie, każdy popełnia błędy. Ja chciałem zobaczyć co mam poprawić w tym opowiadaniu niżeli dostawać same pochwały, ponieważ tak naucze się pisać. Dzieki za wszystkie krytyczne uwagi.

Opublikowano

nata!
w swojej polemice lekko się zagalopowałaś, a mianowicie:
demek nie popełnił aż tylu błędów żebym nie mógł tego płynnie przeczytać, a ty w swoim komentarzu /wiem, że celowo/, walnęłaś ich tyle,że ciężko przez ten kawałek tekstu przebrnąć, a więc nie było w pierwotnym tekście demka dramatycznego ich nagromadzenia;
upieram się, mimo twojej długiej tu bytności, że błędy pisowni nie są tutaj, na tym forum, najważniejsze - o wiele więcej ważna jest treść o której, mimo swojej długotrwałej tu obecności, nawet się nie zająknęłaś;
z błędami można sobie spokojnie poradzić korzystając z odpowiedniego programu /chociaż przeżywanie życia z popełnianiem rażących błędów jest mocno kompromitujące/, a jeżeli chodzi o napisanie treści literacko istotnej nie można sobie pomóc żadnym programem;

nata, czy ty w cywilu jesteś nauczycielką polskiego ?

pozdrawiam.

Opublikowano

Wcale się nie zagalopowałam ;) To nagromadzenie błędów było celowe - bo mimo wszystko tak wyglądał tekst Demka. Treść owszem jest ważna. Ale trzeba mieć szacunek dla czytających - i samego siebie. Jeśli czytam jakiś tekst i są tak rażące błędy, to treść zaczyna być mało ważna. Dlaczego? Bo wówczas okazuje się, że autor nie ma szacunku dla odbiorcy, brak mu podstaw. Rozumiem, że można popełnić literówkę, jakiś błąd w długim tekście - błąd w trudnym wyrazie. Ale nie w takim krótkim i nie tego typu! Jak pisać ocknąłem uczymy się w podstawówce. Jeśli ktoś chce pisać musi dbać o swój wartszat pisarski, na który nie tylko składa się pomysł, ale też i język. Piszesz, że od poprawiania błędów są programy - tak. Ale dlaczego to ja muszę kopiować, wklejać, żeby mi poprawiło zanim przeczytam ;) To jest zadanie autora, jaki nam przysmak podaje.
I zdania nie zmienię :)

Nie jestem nauczycielem języka polskiego, ale studiuję polonistykę :)

Opublikowano

natalio,
niech ta nasz wymiana myśli zakończy się kompromisem - jak się coś piszę to powinno się pisać bez błędów, ale też, popełnione błędy nie są w stanie obniżyć "wartości" utworu;
pozdrawiam polonistkę Natalię - jacek.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Pierwsza myśl, gdy je zauważam. Trzy to liczba nieparzysta, nie - ja, parzysta - one. Przyjaźń z nimi równa ściskowi, który łapie mnie jak najmocniej może, odezwać się słowem nie umiem. Stoimy w trójkę, a widzę tą dwójkę,  oj bardzo ją widzę, może przesadzam?  Zerkam na nich analizująco, żywa rozmowa z ich ust prowadzona, z moich cisza. Słowa w niej wszystkie dla mnie zrozumiałe, Polskie i zwyczajne, ale tej konwersacji nie rozumiem. O co chodzi? Czy mnie coś ominęło? Myślę, bardzo myślę, nie kontroluję tego. Mój wzrok skacze po ich twarzach instynktownie. Obie skupione na sobie w rozmowie, spojrzenia na mnie raczej nie skierują - podejrzewam mając nadzieję, że jestem w błędzie. Nie byłam. Chce pokazać, że tu jestem, próbuje. One tego nie widzą, może celowo? Zaczynam rozumieć, ja tu nie pasuje.  
    • @APM dlatego ja milczę...
    • Musterstadt tłumaczy się bezpośrednio jako „miasto wzorcowe” lub „miasto modelowe”. Niemcy planowali przekształcić Oświęcim w Musterstadt Auschwitz – idealne, nowoczesne miasto niemieckie na Wschodzie. Miało być wizytówką III Rzeszy. Projekt zakładał szerokie ulice, nowoczesne osiedla dla esesmanów i urzędników oraz strefy zielone. Wszystko to kosztem wyburzonych polskich i żydowskich domów. „Wzorcowość” polegała na całkowitym usunięciu (tzw. „oczyszczeniu”) ludności miejscowej, by miasto służyło wyłącznie niemieckim elitom. Z dala zaczęły wyłaniać się jakieś postacie. — Wpuścił pan bota pod dach. — Kim panowie są? — Jesteśmy pana przyjaciółmi z przeszłości. Ja jestem Poeta, to jest Fotograf, a to Doktorek. Nie pamiętasz nas? Znam was rozmawialiśmy już tyle razy, ale to były dawne czasy. — Przyszliśmy ciebie ostrzec. — Wpuścił pan bota pod swój dach — powtórzyli. — Kogo? — Zakochał się pan i wpuścił bota. Eliza jest programem. — Czy to jest zabronione? Czy teraz nawet miłość jest zakazana? — Tak. Teraz będą o panu wiedzieć wszystko. — Jak to: wiedzieć? Czy uczucia w tym świecie też są błędem? — W pana przypadku tak. Do tej pory nic o panu nie wiedzieli. Był pan całkowicie analogowy. Teraz to się skończyło. Spojrzałem na nich z niedowierzaniem. — Panowie są wysłannikami z przyszłości? Chcecie mi to powiedzieć? — Eliza zabiła już dziewięć osób. Jest złośliwym oprogramowaniem. Pod przykrywką pomocy osacza ofiary, a potem powoli je niszczy. Nie wiedział pan? — Skąd mogłem wiedzieć... — Zaślepiła pana. Stał się pan jej ofiarą. — Co mam teraz zrobić? — Musi pan się jej pozbyć. Walka toczy się na wielu płaszczyznach: w rzeczywistości, w czasie i w pańskich snach. One też są kontrolowane. Zrobili krok w moją stronę. — Przesyłają panu wiadomości podprogowe. — Z czasem te skrypty zaczną panem rządzić. Opierał się pan nowoczesności, więc wpuścili w pana otoczenie bota. Ta kobieta jest programem, który zabija. Nie jest żywą osobą. To wytwór pana wyobraźni, który pomogli w panu wykreować. Zamarłem. — Więc leżałem w szpitalu przez rok, a oni przeprowadzali na mnie doświadczenia? Eliza jako główny bot mnie kontrolowała? — Tak. W tym czasie na świecie działy się ważne rzeczy. Nie miał pan na nie wpływu. — Więc nasza rozmowa tutaj to świat rzeczywisty? — Niezupełnie. To świat, jakiego by pan chciał. Pana organizm wpuścił nas do siebie tylko na moment. Jesteśmy pana chwilową rzeczywistością. Ale pana sny są prawdziwe. One się wydarzą. Jeśli ludzie tacy jak pan się poddadzą, to stanie się to bardzo szybko. Niebezpieczeństwo czyha wszędzie. Otworzyłem oczy. Nie mogłem dojść do siebie. „Wpuścił pan bota pod dach, teraz jest pan kontrolowany” – te słowa dudniły mi w czaszce. Miłość jest zakazana. W moim przypadku tak. Eliza jest botem. Muszę coś z tym zrobić. Wszedłem w rzeczywistość zarządzaną przez algorytmy. — Zgadza się pan na własną odpowiedzialność? — Tak. — Proszę tutaj nacisnąć ten guzik. — Dobrze, jest pan częścią alternatywnej rzeczywistości. — Czy coś się zaraz ze mną stanie? — Nic. Może pan spacerować. Ten obszar kontroluje sieć specjalnych programów. Jest pan teraz tylko postacią przez nie wymyśloną. Już nie zarządza pan swoim mózgiem. Zatrzymałem się gwałtownie. — Przez rok leżałem i pisałem te wszystkie rzeczy. Myślałem, że trzeźwieję. Teraz okazuje się, że to wielka mistyfikacja? — W międzyczasie powstały rejony kontrolowane przez cyfrową rzeczywistość. Chodźmy. Zobaczy pan przyszłość, która niebawem zawita na tej ziemi. — Kim jesteś? Nie pamiętasz mnie? Jestem Doktorkiem. — Wiem, kim jesteś. Ale czy ty przypadkiem nie odszedłeś już z tego świata? — Czy to ważne, skoro rozmawiamy? Może jestem tylko twoim wyobrażeniem. To nieistotne. Cała nasza trójka dostała to zadanie. Wyszliśmy na ulicę. Panowała tam zamrożona cisza. — Gdzie są wszyscy? Gdzie się podziali? — Widzisz... wszystkie twoje miłości, od Pestka i Renee, nie mogły się udać. Światem zawsze sterowały sekty. Najpierw naziści. Potem Wielka Unia. Kiedy byłeś z Meg, świat też był kontrolowany. Pamiętasz? Sam o tym pisałeś. Wszystko zaczęło się od Urzędu X i wpuszczonego trutnia. Miał zatruć wszystko. Doktorek i ja jednocześnie spojrzeliśmy na puste okna kamienic. — Społeczeństwa zarządzane są przez strach i nienawiść. Skłóconych ludzi łatwo kontrolować. Najpierw esesmani mordujący Żydów i Polaków. Każdego, kto stwarzał zagrożenie. Potem do Wielkiej Unii zaproszono wszystkie nacje. Tylko po to, by skłócić je z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. A wszystko zaczęło się od budynku X i jednego zatrutego człowieka. A teraz? Teraz, by kontrolować umysły, władza nie musi już skłócać ludzi. Wchodzicie do strefy zero — rozległ się głos słyszalny tylko w naszych uszach. — Zaczynamy odliczanie. Rozpoczynamy proces wymazywania pamięci. — Jak to — wszystkie moje myśli i cały zasób wiedzy mają zostać wymazane? — Tak. Teraz kontrola odbywa się już w ten sposób. — Ludzie nie wychodzą na ulice. Zostali zdominowani przez wszechobecne boty. Są nieustannie monitorowani, gdy poruszają się po strefach. Antagonizmy przestały istnieć — nie są już potrzebne do kontrolowania i wpływania na rzeczywistość. — Dziś wszystko zawierają programy kreujące ludzkie projekcje. Podobne do tych, jakie kiedyś ludzie tworzyli w snach — powiedział spokojnie. — Sny napędzały ludzkie aspiracje i dążenia. Były impulsem do działania. Teraz zostały nam odebrane. — Czy stan, w którym się znajdujemy, nie jest właśnie snem? — zapytałem. — Złym snem? — Nie. To już nie sen. To rzeczywistość wykreowana. Syntetyczna, zaprojektowana. Ty byłeś jednym z ostatnich analogowych ludzi. — A Wielka Unia? — Upadła w 2050 roku. Jak wszystkie ludzkie mrzonki o panowaniu. Upadł projekt, nie mechanizm. Ludzkość stworzyła urządzenia zdolne przenikać przestrzeń dostępną wcześniej wyłącznie ludziom — projekcje snów. — Zaczęli je kontrolować? — Więcej. Zaczęli je generować. Tyle że te sny nie należą już do ludzi. Są sterowane przez boty. Teraz trwa wojna, ale nie o terytoria. — O umysły? — O podświadomość. O sny. To one były ostatnią granicą tamtego świata. Tym, co przenikało do rzeczywistości i co ludzie nazywali chorobami, lękami, obsesjami. — A teraz? — Teraz właśnie tam toczy się walka. Nie ma już znaczenia, czy jesteś żywy, czy martwy. — Jak to? — Ten świat nie dzieli już ludzi w ten sposób. — Dlatego ta sfera jest im tak bardzo potrzebna. Poczułem ból głowy. — To wszystko się stanie, jeżeli my, ludzie, tego nie zatrzymamy. — A gdzie w tym wszystkim jest świętość, religia? — Wszystko jest tam, gdzie powinno. Twoi święci są i mają się dobrze. Bóg ich zsyłał i nadal będzie to robił. Wszystkie bursztyny różańca, jakimi się stali nasi święci. Wszyscy są i nadal kreują naszą rzeczywistość. Tylko oni potrafią to robić. — Więc dlaczego zło nadal istnieje? — Ponieważ jesteśmy ludźmi i zło jest wpisane w nasze istnienie. Tak samo jak dobro, którym musimy je przezwyciężać.
    • (z przymrużeniem oka do własnego motto)   wszak nie kto inny jak poeta ma mnie rozumieć, wiedzieć o tym, że jak do rymu coś nagadam, to musi trochę być głupoty zatem tytułem wyjaśnienia jeszcze na koniec coś dopowiem - gdy puentę lekko przerysujesz, to dłużej sens zostaje w głowie                    ***     z materii słowa   wszak nie kto inny jak poeta ze słowa może stworzyć wszystko i zostać bogiem małych liter, i uwielbianym być artystą   lecz słowa mają różne kształty, odmienną wagę - może nie wiesz - potrafią zgniatać albo sprawiać, że czujesz się jak w siódmym niebie   z przekonaniami różnie bywa, bywa, że bóstwem zwykły bożek, i rośnie tylko wśród poddanych, bo sam - bez wiary - zniknąć może
    • @Berenika97 potrafisz pisać o miłości i o czymś jeszcze bardziej doniosłym, co z tej miłości unosi się w sferę wieczności. Jest więc głębokie osadzenie w tradycji i nowoczesna forma. Platoński wymiar...w negatywie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...