Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tonę w konwalii majowej.
Bielą się dzwonki nareszcie.
Zapach zawrócił mi w głowie.

Wiosną mam sny zapachowe.
Wiedz, że pamiętam cię jeszcze,
tonąc w konwalii majowej.

Co mi się śniło nie powiem,
wokoło pachnie i wiesz, że
obraz twój ciągle w mej głowie.

Wrażeń ci oddam połowę,
razem we śnie nas umieszczę,
pośród konwalii majowej.

Zabierz te sny konwaliowe,
jeśli ich przyjąć nie zechcesz,
smutek zamieszka w mej głowie.

Wszystko co czuję opowiem,
dzwonki zadzwonią i wreszcie
z tobą w konwalii majowej,
zapach zawróci nam w głowie.

Opublikowano

Ja na plus !
Ładnie namieszane, ale jakbym mógł się do czegoś przyczepić to byłaby to ostatnia strofa, która rozwiązuje temat, ale w taki bylejaki sposób, jakby Ci koncepcji zabrakło. Ale podoba się bardzo, a te rymowane epiforki! cudeńka!
pozdrawiam Jimmy

Opublikowano

Jimmy
Ojej, dlaczego konceptu zabrakło. Szczęśliwe zakończenie musi być, nie ma to tamto :))
Chociaz prawdę powiedziawszy są dwa zakończenia i nie mogłam się zdecydować, ktore umieścić.
Drugie jest takie:

Dzwonków zapachem opowiem,
jak dla mnie ważne, gdy wreszcie
z tobą w konwalii majowej,
zapach zawróci nam w głowie.

Sławomirze
Dziękuję bardzo

Opublikowano

No nie, rozumiem
rozumiem święte przykazania poety
prostota, umiar, czystość w wyrazie tak by słowotok trafił do czytelnika
przeczytałem ten dekalog który mówi by słów nie zagęszczać i ten utwór niby
ten cechy posiada jednak muszę was rozczarować bo ten wierszyk nie pójdzie do nieba
jest za bardzo banalny...

"sny zapachowe"-co za cudo

"razem we śnie nas umieszczę"-sen w poezji jest zbyt przegadany, zresztą słowa też nie są ciekawe nie próbujesz ich oszczędzać np. "we śnie nas umieszczę"

"sny konwaliowe"-ciągle sny, ty też teraz możesz przyczepić się do mojego ostatniego wiersza gdzie powtarzam smutno ale twoje "sny" nie mają w konstrukcji uzasadnienia.

plusy wiersz-rzeczywiście ładnie się śpiewa, ale niestety spływa jak z wodospadu. Nie jest to poezja do refleksji. Raczej dla dzieci.

Opublikowano

Kamil Cecherz

Dla dzieci? Chyba trochę starszych, bo ta peelka nie śni o kwiatkach przecież :)
To taki majowo- romantyczny wierszyk, może i banalny. Banały co krok i życzę aby się każdemu taki banał przytrafił, chociaż raz, a najlepiej w maju. :))
Jeśli czegoś Ci za dużo to weź jeszcze pod uwagę, że to jest villanella, a sielanka do takiego wiersza jak najbardziej pasuje.

Opublikowano

Jaki to gatunek nie dociekam, bo choćby i wymyślony. Jednak nie wolno zapominać że poeta prócz tego że włoczykij to także rzemieślnik. A tu słowa zakochanej peelki sypią się jak ranne gołębie, szklane kule dziurawe. A może tak miało być ?. A ja tylko spełniam swoje zadanie, pilnuje by pióro nie zostało postrzępione. pozdr. ;)

Opublikowano

Gatunek absolutnie nie wymyślony, wyjątkowo wymagający i skomplikowany. Niejeden poeta sobie pióro na nim postrzępił.
Myślę, że dobrze się zapoznać z zasadami owego gatunku, choćby z ciekawości.
Może powiedz gdzie te gołębie w moim wierszu. Bo że peelka ranna w serce to pewne, ale nie szklaną dziurawą kulą, a strzałą amora.
O tym, że sny zbyt oklepane już wiem, chociaż nie jestem pewna czy gdzieś są sny konwaliowe jak w moim wierszu.
Jak Kamilu nie wiesz co to sny konwaliowe, albo zapachowe, to nie jestem w stanie Ci tego wytłumaczyć, bo jednemu takiemu już wytłumaczyłam i póki co wystarczy :))))

Opublikowano

Jest taka fajna myśl:

"Gdy masz dwie drogi przed sobą, zawsze wybieraj te trudniejszą." ;) za co się chwali

A zapewne chodziło o to cyt:
"Villanella (villanelle) to wiersz, który zwraca na siebie uwagę swą urodą, melodyjnością i oryginalnością. Jest pisany według zasad, a to nie jest łatwe, wymaga pracy i cierpliwości aby osiągnąć pożądany efekt.
Układ zwrotek powinien być taki: pięć zwrotek trójwersowych i jedna czterowersowa.
Jeśli chodzi o ilość głosek w wersie nie ma specjalnych wymogów, chociaż lepiej jak wersy są dłuższe. Najważniejsze są powtarzające się wersy (duże litery), a rymy występują tylko dwa w takim układzie jak poniżej.

A1 / b / A2
a / b / A1
a / b / A2
a / b / A1
a / b / A2
a / b / A1 / A2

Villanella może być "mocna" (nie jest to określenie wartościujące)- jeśli powtarzają się wersy z rymem A1 i A2 w całości, natomiast jeśli któryś z nich powtarza się tylko w połowie (przy zachowaniu rymu) wtedy jest "słaba". Osobiście wolę te słabe, bo są mniej monotonne i łatwiej utrzymaś sens wiersza. W powtórzeniach łatwo go zgubić, chociaż jeśli uda się go zachować to tym lepiej.

Słowo villanella pochodzi od włoskiego villano - wieśniak i była to neapolitańska pieśń z XV w. a potem stała się popularna w poezji francuskiej i angielskiej w XIX i początkach XX w. w takim układzie rymów jak wyżej.
Według Wikipedii : włoska villanella miała następujący układ rymów:
a / b / R
a / b / R
a / b / R
c / c / R
- więc inny, no cóż czas zmienia wszystko.

Myślę, że warto pokusić się o zmierzenie się z takim wierszem i z rymami.
Temat może być dowolny. Może to być zabawny wierszyk o przyrodzie, jakiejś osobie, czy zdarzeniu. Wszak gatunek ma korzenie wiejskie. Ale może też dotyczyć poważniejszych tematów. Francuski rodzaj villanelli jest bardziej popularny i wydaje mi się również bardziej urokliwy.

Jeszcze jedna zasada, bardzo ważna. Uroda villanelli nie polega na tym, że coś się powtarza, ale że powtórzenie dodaje znaczenia, powtórzenie musi być czymś uzasadnione. Powtarzające wersy powinny wynikać z treści. To co jest w wierszu, powinno być w nim konieczne. Jeśli wiersz może się obejść bez formy villanellowej, to znaczy, że ta forma żadnego znaczenia mu nie dodaje."


Jednak to nie zmienia faktu że utwór swego brzemienia nie udźwignął. I tu znów nasuwa się nam kolejny dylemat jaką miarą mamy się mierzyć by wyjść na ludzi, zawsze sądziłem że tą najwyższą. Prawdę mówiąc utwory amatorów ocenia się niezwykle trudno, villanella nie villanella. A co z moimi osobistymi odczuciami ?

Opublikowano

Miło mi że znalazłeś mój wpis. Napisałam go na prośbę Admina portalu, po zamieszczeniu jednej z pierwszych villanelli.
Jasne, że nie musi Ci się podobać. Czasem już tak jest, że nie wszystko wszystkim się podoba. W tej różnorodności cały urok literatury. :))
Trudno dyskutować z odczuciami. Z pewnością nie jest to nowoczesna poezja. Mnie się podobają współczesne wiersze, (chociaż nie wszystkie). O wiele bardziej jednak podobają mi się te śpiewne rymowane, gdzie trzeba się podporządkować formie, a raczej pomimo formy powiedzieć to, co się chciało powiedzieć.
Ten wiersz to taka trochę zabawa, bo i villanella jest jak zabawka. Spróbuj napisać, to sam się przekonasz. :) Ale w willanelli tematy mogą być różne. Poważne także.
Do Twojego wiersza z powtórkami, zajrzę :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie musi się podobać, ale co to za kryterium dużo?
Dużo? Może i dużo. W ogóle, czy villanelli? W internecie? W internecie bardzo dużo wierszy najróżniejszego asortymentu, ale akurat villanelli chyba nie jest zbyt dużo.
Może koledze o temat chodzi miłosno-majowy z lekkim przymrużeniem oka? Ale to nie temat chyba podlega ocenie, a wykonanie, jeśli do czegoś chce się przykleić taką etylkietkę. Gdzieś błąd kolega zmalazł? Gdyby jeszcze kolega uzasadnił swoją opinię, bo chyba mamy różne definicje kiczu.
Opublikowano

Dlaczego brak sensu?
Konwalie pachną, a peelka się spodziewa, że zadzwonią jej inne dzwonki , a ona stanie przed ołtarzem w białej jak ta konwalia sukni, z takimż bukietem i powie tak. Sens stary jak świat :)))
Nawiasem mówiąc dlaczego sobie nie można wyobrazić, że one w tym konwaliowym śnie dzwonią?
We śnie wszystko możliwe :))
Chyba, że chodzi Ci o to, że konwalie są także trujące, ale kto o tym myśli gdy je wącha.
Wydawało mi się, że wiersz można odczytać wyłącznie romantycznie-majowo-zabawnie, a tu masz, sensu się trzeba doszukiwać w dziewczyńskich snach :))))

P.s Może wpisz fragment tego wiersza, do którego mój porównałeś, bo chociaż może powinnam coś sobie skojarzyć, to nie bardzo wiem, o który chodzi.

Opublikowano

Płci żeńskiej jestem. A wiersz po prostu nie w moim guście. Nie wzbudza we mnie żadnych pozytywnych uczuć. Negatywnych w sumie też. Jest mi po prostu obojętny. Nie wprowadza nic nowego. Ani nie porywa, ani nie wzrusza, ani nie bawi. Dla mnie jest blady i tyle..:)

Opublikowano

I pisząc 'dużo'miałam na myśli to, że ja osobiście nie widzę sensu pisania wierszy, które zbudowane są z góry na doł czymś, co już dawno w poezji istnieje. Bo to chyba sztuka szukania czegoś nowego. Możesz pisać same wiersze o takiej tematyce, ale po co robić to w taki sam sposób jak inni?I bynajmniej nie mam tu zastrzeżeń do tematu. Gdyby tylko 'ten' temat był wyrażony innaczej nie miałby wpływu na moja opinię:)

Opublikowano

Ależ ja właśnie nie piszę "jak inni". :))
Kto teraz tak pisze? Nie mówiąc o tym, że nikomu się nie chce poświęcać czasu na próby tego rodzaju, o zgłębieniu tematu nie wspominając.
Życzę Ci abyś wymyśliła nową formę wiersza, czy napisała wiersz odkrywczy, nowatorski. Postaram się znaleźć czas aby przeczytać kilka Twoich wierszy, nie czytałam ich więc nie piszę o Tobie.
Większość osób, próbując coś pisać, dostosowuje się do ogólnego trendu: wiersz biały, bez rytmu i możliwie mało zrozumiały. I broń Boże nic nie tłumaczyć, bo to czytelnik ma odkryć treść i najlepiej każdy czytelnik inną. Prozę w słupek ustawić i gotowe, już jestem poetą.
Dla mnie te stare formy mają mnóstwo uroku i warto je przypominać i odkrywać od nowa. Gdybym napisała sonet też byś powiedziała, że powinien być napisany inaczej?
Nie znasz villanelli, nie wiedziałaś co to jest. To taki efekt inżyniera Mamonia (jeśli wiesz o co mi chodzi :)))) Taka zależność: podoba się to co znajome, jeśli nie znam, a w dodatku trudne, to mi się nie podoba i mnie nie interesuje.
Nie mam zamiaru Cię przekonywać, bo i po co. Nie ma potrzeby aby aby zmieniać gusta.

Opublikowano

Właśnie zajrzałam do profilu, nie ma Twoich wierszy na portalu. Lubisz oceniać innych? Nie mówię, że tak nie można, ale łatwo pisać komentarze jeśli swoich własnych wierszy, nie poddaje się krytyce, ani nikt nie wie kim jesteśmy.

Opublikowano

przyznam że również nie znałem tego gatunku
wiersz się podoba za lekkość pomimo formy bardzo wymagającej
pierwsze zakończenie lepsze
podziwiam poświęcenie zagadnieniu i próby dyskusjihihi ;))

„wiersz biały, bez rytmu i możliwie mało zrozumiały. I broń Boże nic nie tłumaczyć, bo to czytelnik ma odkryć treść i najlepiej każdy czytelnik inną. Prozę w słupek ustawić i gotowe, już jestem poetą.”
trafne spostrzeżenie (dotyczą z pewnością i mnie -śmiać się czy płakać)
a najczęstsze komentarze na forum to
banalne przegadane za mało niedomówień itd
tego się wręcz domagają czytelnicy ;)

snów konwaliowych
Dziękuję
Kmiel

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Objawienie

       

      Termin sprzed tysiącleci, dziś brzmi pejoratywnie. Dawniej trochę ezoteryczny ze względu na prześladowania. Dziś mówi się: „Co mi przyszło do głowy?”, nie wiadomo skąd i po co, oczywiście potocznie rozumując. Uciskany, szary obywatel, gnieciony siłami odśrodkowymi i dośrodkowymi stara się stąpać po linie nad przepaścią w taki sposób aby nie stracić „korony”, której notabene nigdy nie posiadał i nie spaść głową w otchłań, z której siebie już nigdy nie wydobędzie. Troski tego świata zaprzątają go tak dalece, że w przerażeniu nad zwierzęcą śmiercią zapomina o czymś, co stacza się w nim, gdzieś w umyśle i sercu na jakieś dno ale nie ginie. Menele, nieuczeni, w żargonie mawiają popijając trunki, że zalewają „robaka”. Abstrahując od tego co oni uważają za „robaka” podobnie bywa z porzuconą pracą nad objawieniem. Może stać się tym ślepym, wiecznie podnoszącym się z gleby „robakiem”, który choć jest mały to jednak zwraca uwagę ponieważ tkwi w ciele nosiciela, niczym w glebie. Jeśli człowiek zapomni o tej pracy w nawale zajęć, z których ma chleb i schronienie Bóg, który jest ukryty ale zawsze obecny poprzez Tajemnicę Bytu i Zbawienia będzie zawsze dawał mu stosowne znaki, z których może nawet niewiele zrozumie. Może nawet zapomni o wszelkich niepokojach na jakiś czas. Mimo, że „żniwo jest wielkie” i że „robotników mało”, „w których ma upodobanie”, „ziarno słowa bożego” będzie się odbijało od jego uszu i ten „głos wołającego na pustyni” to podstawowe „objawienie” ewangeliczne będzie drążyć skałę głuchego umysłu i człowiek drgnie ku światłu wiary choćby tylko przez krótki moment swego połamanego człowieczeństwa. Może Bóg zatrzęsie nim, na podobieństwo świętego Pawła z Tarsu, wyrwie go siłą z materii, w której jest tak mocno zanurzony, wręcz zniewolony. Odwieczne zło tego świata, tak dobrze objawione w starym testamencie będzie unosić nas na falach realnej moralności, gubić w wirach i odmętach. Nie zawsze słowo objawione w porę dotrze do głodujących mimo woli i będziemy ginąć na wieki zatraceni. My jako ludzie, jako homo sapiens. Poza objawieniem podstawowym, które zapisano dla nas na kartach Nowego Testamentu, mamy w historii do czynienia z objawieniem przekształconym poprzez wiedzę i postęp techniczny, w którym objawienie podstawowe pełni rolę siły napędowej, pożywienia umysłu. Ludzie, którzy mieli rozległą wiedzę i żywą wyobraźnię, rozwiniętą fantazję poszukiwali poprzez drogi ewangelii, heterodoksalnych, transcendentalnych wpływów na swój umysł i jaźń. Wiedzieli, że jeśli Bóg da im dobrą myśl, to co uczynią później będzie dobre i będzie owocowało dobrem. Wielu uczonych wymyśliło wiele wynalazków. Które z nich to dobry owoc, a który zły? Czy dobry to ten, który służy wszystkim czy tylko elitom? Czy to co dobre unicestwia, a to co złe buduje? Może holokaust Słowian był dobrym wymysłem? Może Murzynów trzeba zlikwidować? Jak widać z pytań, obok objawienia „pozytywnego” istnieje też szatańska odmiana objawienia zwanego szaleństwem, obłąkaną ideą, objawieniem „negatywnym”. Skąd wiesz człowiecze mizerny co jest dobre, a co złe? „Wierzę w coś objawił Boże, Twe Słowo mylić nie może…”. Człowiek lubi być bogiem. Lubi wyrokować i wydawać sądy wiążące o wszystkim. Lubi poczucie władzy. Poczucie wyższości. Lubi ideę nadczłowieka. Nie lubi objawienia pozytywnego, które tak wątłym sączy się strumykiem od tysięcy lat. Nie obchodzą go owoce jego działania po śmierci fizycznej, osobniczej. Zadowala się gdzieś w ukrytej jaźni natywizmem, egoizmem, egzystencjalizmem, etc. Można by teraz przytoczyć szereg nazwisk, które odcisnęły się w historii szeroko pojętej, jako dobrodziejów ludzkości oraz tych, których powszechnie okrzyknięto jako przeklętych, uwsteczniających, jako zakały ludzkości. Ci pierwsi w swej większości starali się, pracowali nad sobą, nad objawieniem, ze wszystkich sił, pomimo banalnych przeszkód walczyli o Łaskę, aby być jak najbliżej Boga objawionego w ewangelii. W swej puściźnie, w listach, pismach, w obfitej ilości można znaleźć świadectwa ich walki o dobro. O dobro walczono także w czasach antycznych, bardzo starożytnych i to na podobnej drodze. Ci drudzy często zniechęcali się brutalnym życiem doczesnym, brakiem jakiejś ingerencji rzekomo dobrego Boga, w okolicznościach ludzko-zwierzęcego okrucieństwa. Można powiedzieć, że zwiędło ich źle hodowane i pielęgnowane zaufanie, i stali się przeciwnikami Boga, sami mianowali się bogami, wodzami, zbawcami narodu. Człowiek wielokrotnie, pośród przedmiotów codziennych pielgrzymek, przechodzi mimo, tak jakby te przedmioty, ci mijani ludzie na ulicach, zwierzęta byli tylko abstrakcyjnym tłem jego krzyża egzystencji. Czasem zapomina nawet o swoim bólu w nawale lepiej lub gorzej spełnianych obowiązków. Aż tu nagle, któregoś dnia doznaje olśnienia. To co dawniej istniało dla niego gdzieś poza istotą osobistego ruchu, jakiś krzaczek, kwiatek, drzewo, świeży śnieg czy lecące płatki śniegu, pozyskują jakiś nowy wymiar percepcji, jakąś swoistą wyrazistość, nowe widzenie znanych rzeczy. Ten współczesny człowiek, zaganiany za dobrami tego świata, za pieniędzmi, sukcesem, karierą jest do tego stopnia zdezintegrowany, że nie zauważa bezpośredniej przyczyny takiego nagłego olśnienia. Często sama „ślepota” wyraźnego widzenia to nie tylko niejasny splot zdarzeń, efekt samopoczucia, zmiany ciśnienia. Być może to celowy zabieg ukrytej Mocy, która „za złe karze, a za dobre wynagradza”. Może Boga. Może kosmicznej Potęgi. Siły sprawczej. Może to tylko znak takiej obecności. Bo kto ma rozstrzygnąć czy to już objawienie, jego początki, czy tylko jakiś znak, syndrom? Ciekawą pokusą są objawienia senne, jako temat rozważania. Nie chcę tu opowiadać dzieła S. Freuda „Teoria snów” ani korzystać z „sennika egipskiego”, co wcale nie musi oznaczać, że są niegodne uwagi czy zabawy. Ludzie uduchowieni z natury swej są podatni na fantazjowanie senne, niektórzy nawet chodzą we śnie, w czasie pełni księżyca po dachach domów, z rękami wyciągniętymi przed siebie, ale dajmy spokój pogłoskom z pogranicza patologii i fikcji literackiej. Mam tu na myśli ludzi uduchowionych w granicach ogólnie i szeroko pojętej normy. Na przykład objawienie senne późniejszego świętego Józefa, małżonka Maryi, gdzie we śnie pojawia mu się anioł, postać całkowicie duchowa i ostrzega przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Po czym uchodzą do Egiptu. Nie posiadam, niestety, zbyt bogatej wiedzy o objawieniu się Mendelejewowi jego tablicy pierwiastków, we śnie, ale z tego co zdołałem zebrać wynika, że niewiele pozostało mu do dopisania po przebudzeniu. Można powiedzieć, że było to objawienie pozytywne i z pewnością służy dobru społecznemu. Objawienie nosi na sobie piętno nie tylko indywidualnych odniesień. Istnieją udowodnione przypadki objawień zbiorowych, w odróżnieniu od hipnozy czy halucynacji lub fatamorgany. Pracownicy naukowi Watykanu z pewnością dysponują bogatymi dowodami w tym temacie. Inaczej objawia się treść ludom celtyckim, inaczej żydowskim, a jeszcze inaczej azjatyckim, itp. Celtowie wraz ze swym prastarym kultem megalitów, zjawisk atmosferycznych, etc., specyficzną spostrzegawczością introwertyczną, wrażliwością zmysłowa na przyrodę, surowy klimat północy. Dziedziczona, neurotyczna kultura tych ludów obfitowała w bogate zdobnictwo. Objawienia u tego ludu bywały i bywają bardzo realistyczne. Dobrym przykładem takich objawień jest grota, w której przebywał święty Patryk, najbardziej znany patron narodu celtyckiego, a która posiadła tą drogą niezwykłe właściwości. Trudno tu szczegółowo omówić kwestię charakteru tych objawień ze względu choćby na problem, który dotyka bardzo intymnej sfery, jak również i ze względu na nikły dostęp do materiałów źródłowych. Ale z pewnością temat zasługuje na uwagę. Można jeszcze dodać, że pewne światło na sposób przeżywania tych ludzi rzuca średniowieczna mitologia i powszechnie znany mit Tristana oraz jego miłości Izoldy. Ludy semickie natomiast (Hebrajczycy, Aramejczycy, Judejczycy, itp.) to osoby o zupełnie odmiennej konstytucji psychosomatycznej. W historii tego narodu można odnaleźć przewagę temperamentów ekstrawertycznych, o wątłej budowie, słabym charakterze, tęskniących za silnym władcą i potężnym państwem. Nie mniej objawienia w tym skądinąd wybitnym narodzie są znakomicie zilustrowane w dość powszechnie znanej Biblii. Czasem jest to krzew ognisty, czasem obłok jaśniejący w miejscu nietypowym, np. na pustyni. Objawienia te są wynikiem niezwykłej łaski czy daru, w który jest wyposażony ten naród. Przepiękną ilustracją objawień żydowskich jest historia Mojżesza i kodeksu etycznego, otrzymanego na górze Synaj. Jeszcze znakomitszą ilustracją objawienia jest historia archanioła Gabriela i Marii, matki Zbawiciela. Z pewnością pamiętamy objawienie przy chrzcie Zbawiciela w Jordanie, gdy Bóg mówił z niebios: „Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie!”. Postać Ducha świętego chyba na zawsze będzie kojarzona z opromienioną słońcem, białą gołębicą. Ten koczowniczo – pasterski lud był zawsze poszukującym swej Ziemi Obiecanej, lud koczujący na glebie nieprzyjaznej dla uprawy, w klimacie charakterystycznym dla gorącej pustyni i półpustyni. Stąd język jakim się posługuje jest obfitujący w zwroty i opisy ludzi prostych, pasterzy, hodowców, rybaków. Może to wydać się dziwne, że Bóg – Człowiek podjął taki język aby mówić o sprawach ważkich, że Jego wykształceni uczniowie (św. Marek, św. Mateusz, św. Łukasz, św. Jan) zafascynowali się Jego nauką i opisali w sposób najbardziej komunikatywny dla swoich czasów dzieje zbawienia ludzi. Język ten, dzięki perfekcyjnej prostocie oddaje cały subtelny, poetycki obraz objawień o bardzo skomplikowanym sensie i znaczeniu. Tak, że trudna synteza pewnego logicznego ciągu pojęć staje się czytelna dla prostego człowieka. Objawienie głoszone przez Jezusa z Nazaretu zwanego Chrystusem pozwala zauważyć, że dotyka człowieka dopiero wtedy, gdy zdoła się on zaprzyjaźnić z Nim i Jego nauką. Ma to być przyjaźń bez rozgłosu i hałasu, cicha, subtelna, osobista. Dopiero wtedy taki człowiek otrzymuje Łaskę zrozumienia rzeczy niepojętych. Jezus z Nazaretu w sposób znakomity syntetyzuje w sobie dziedzictwo nauki Greków, a także i innych narodów (babilońskich, arabskich). On wprowadza do myśli wielkich uczonych pierwiastki zupełnie nowe, wręcz fantastyczne, jak powszechne zmartwychwstanie w jednym, historycznym momencie, tj. w dniu Sądu Ostatecznego. Objawienia narodów hinduskich są z pewnością odmienne w swoim charakterze estetycznym i naukowym od wyżej wspomnianych, choć i tam można dopatrzeć się podobieństw. Na przykład podobieństwo objawień o złu, jego upostaciowieniu estetycznemu. We wszystkich przypadkach jest to postać olbrzymiego smoka ziejącego ogniem, o wielu głowach. Lub problem reinkarnacji, czy wielopostaciowości bóstwa: Brahmy, Wisznu i Siwy. Również jest to bogata poetycko synteza przeczuć, pytań egzystencjalnych o sens bytu. Niezaprzeczalne jest jej piękno objawiające się w rzeźbie czy obrzędowości. Niezwykle interesująca jest też mądrość etyczna Hindusów. Wiele narodów Europy nazywanych jest mianem ludów indoeuropejskich i to z pewnością już samo w sobie mówi o pewnym pokrewieństwie i podobieństwach. Ciekawe są również objawienia chińskie, zwłaszcza wybitnego myśliciela religijnego Konfucjusza. Podobnie jak u wielu innych narodów nakazuje on dążenie do pewnej doskonałości, ów nieustanny ruch ku wielkiemu dobru. Kręcenie młynków modlitewnych u tybetańskich buddystów może z pozoru zakrawać na małpie naśladownictwo, z próżności i z głupoty ale to tylko z pozoru… . Z pewnością jest to wynik jakiegoś objawienia i sposobu kontaktu z wyższą energią. Znakomitą ilustracją objawień są dzieła wielkich mistrzów (np. J. S. Bacha, F. Haendla, A. Vivaldiego, Michała Anioła, G. B. Pittoniego, D. Velasqueza, El Greco, M. Caravaggia, S. Dalego, Z. Beksińskiego i wielu, wielu innych). Ich dzieła w większości są głębokim studium, w którym łączą się elementy fizycznego świata z elementami zjawisk metafizycznych, realizm styka się z nadrealnością. Artyści ci często prezentują w oparciu o modele i studium światła, ruchu to co przy czytaniu Biblii jest zakryte i uchodzi uwadze zwykłemu człowiekowi. Nierzadko dochodzą w tym do arcymistrzostwa. Mimo, że ich rzeźby czy obrazy są zatrzymane, martwe, to często analizując je ma się wrażenie ruchu. Dzieła muzyczne zaś ciągle na nowo kreują świat w wyobraźni pokoleń, żyją jakimś innym życiem… .

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...