Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

i teraz te schody po których sie boisz wchodzić
bardziej niż jazdy na drewnianym wózku po lalkach
do ciebie przybliża się starość czasem tylko muśnie
lekko dotknie ty ledwo poczujesz już zakwitasz
na przekór bolącym korzonkom i innym dyrdymałom
z życia wziętym na przymus

tyle chwil wszystkie ulotne nigdy nie wracają
ty chociaż dopłyń do mnie i zostań jeszcze

Opublikowano

"ty chociaż dopłyń do mnie i zostań jeszcze"
Widziałaś może polski film "Łódka"?

Mam wrażenie, że ostatnio wszystkich bierze taka problematyka, no w każdym razie większość pisuje na zasadzie rachunku sumienia, a to oryginalnie no proszę. Mi się podoba, zwłaszcza dyrdymały na przymus, idą w plusy, oj idą... Ale jest też rzecz intrygująca - zakwitanie (ładnie, że wiersz ma takie światełko w tunelu)
pozdrawiam Jimmy

Opublikowano

Ewo, mnie się podoba. ale ten fragment:

(...) tylko muśnie
lekko dotknie ty ledwo poczujesz

jakby trzy razy o tym samym. nie wydaje Ci się?
z pozdrowionkiem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witam po przerwie, to u mnie kiepsko bo się znowu
porwalam z motyką tylko już nie wiem gdzie:))
Dzięki za zagląd i mocno
wszyscy pozdrawiają:)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Też tak sobie pomyślała, bo widzę, że ludzie w pewnym
wieku zatracają podzielność uwagi i trzeba czasem
trzy razy...:)))) Pozdrawiam serdecznie:)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Fajnie, że zaglądnąłeś do mnie:))).Pomyślę o tym co napisałeś;
może faktycznie trzeba coś poprzestawiać(?) Pozdrawiam serdecznie:))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiesz, niektórzy piszą bo życie ucieka, inni bo temat się kojarzy
i każdy inaczej to widzi:)) Miło mi, że się podoba - cieszę się bardzo.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję:))) EK
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


podoba mi się klimat wiersza
i dyrdymały z życia wziętę na przymus
a ten końcowy przyśpiew - taki do zadumania
:)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...