Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

niechciane bachory
idą zawsze do nieba
estetycznie otrute

został żal w grobie
a Ono mogło otworzyć oczy
bezbronnie stawać na paluszkach
i wybaczyć jak tandetny prezent
jutrzejszy wyrzut zmarnowane życie
ale nie ma już kogo kochać
jej przestraszone ego

Opublikowano

Hmmm.. pisane z autoperspektywy czy raczej wynik luźnych rozważań? Chciałem ostatnio podjąć ten sam temat... Cholernie on trudny. To ujęcie moim zdaniem jest zbyt proste, trywiane i mało bliskotliwe. Proszę mi wybaczyć jeśli moja opinia uraża autora. Moim zdaniem trzeba troszkę inaczej podejść do tego tematu. Dość chyba już tu oskarżeń. Zbędne byłoby usprawiedliwianie... Myślę, że w pisaniu na o tym należałoby się wgryźć w osobę z takim doświadczeniem i zgłebić jej dramat- nie usprawiedliwiać, tylko pokazać.
Pozdrawiam.
PL

Opublikowano

dziękuję:)
żeby to ująć tak jak Pan mówi, trzeba by było chyba na prawdę to przeżyć na własnej skórze. ale mnie nie o to chodziło. nie wiem, gdzie tu się zapodziało usprawiedliwianie (?) to Pana interpretacja:)
raczej chciałam tym tekstem trafić do pewnej młodej mamuśki, która "nosiła się z zamiarem"... oczywiście, że takie byle co nie przekona nikogo do urodzenia dziecka, ale wydaje mi się, że troszkę do niej dotarło i mam drobniutką nadzieję, że do kogoś może jeszcze dotrze.
nie chciałam, żeby po przeczytaniu tego czytelnik zaczął nagle walczyć z zabijaniem nienarodzonych: nie mam takiej mocy i zdaj sobie z tego sprawę.

pisze Pan o dramacie "osoby z takim doświadczeniem"- ona sama się na ten dramat zdecydowała.

ale dziękuję za opinię:)
pozdrawiam!

Opublikowano

Obawiam się zę nie jasno się wyraziłem :) Moja wina ;P Nie chodziło mi, o to że ten wiersz jest próbą usprawiedliwiena. Chodziło mi o zaznaczenie, że tak jak i oskarżenie zawarte w tym wierszu, tak samo i usprawiedliwianie nie jest odpowiednim moim zdaniem podejściem do tematu. Jeśli faktycznie chce się do czegoś przekonać.. Jeśli chce się przekonać do niedokonywania aborcji, trzeba pozwolić odbiorcy tego "doświadczyć" na własnej skórze. Stać sie tak może, kiedy ukarze się dobrym wierszem sytuację osoby, która zdecydowała sie podjąć to jakże trudne brzemie. Warto by było w takim wierszu zawrzeć też kwestię ojca dziecka. Aborcja przecież nie działa tylko na kobietę. Na nią najbardziej, bo i fizycznie i psychicznie, ale przecież i ojciec niedoszły też ma swoją psychikę i swoją wrażliwość, zatem i dla niego może być to dramat. Niejednokrotnie też to właśnie mężczyzna namawia do aborcji. Ale nie zawsze. Kwestia jest naprawdę skomplikowana i nie można do niej podchodzić na "wydaje mi się" (nie jest to oczywiście przytyk do autorki). Chyba faktycznie trzeba by było najpierw niestety samemu doświadczyć by można było dać świadectwo poetyckie.
Pozdrawiam
PL

Opublikowano

chyba ma Pan rację, to moje ujęcie jest zbyt płytkie, ale czy w paru wersach da si to wszystko zmieścić?
chyba się wezmę za pisanie o kwiatkach i motylkach, bo ten temat jest nie do opisania dla mnie:)
dziękuję za uświadomienie tego!
pozdrawiam!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Witaj -  z drobnych rzeczy gestu o poranku uśmiechu mimo łez czyjejś obecności przy której cisza już nie boli - to jest fajny budulec szczęścia - wiersz mi się podoba -                                                                                                                   Pzdr.
    • @DuillaCzy to ta sama białogłowa, którą po Głogowie lunatyk nosił w łóżku na głowie?
    • Witaj - do ciemności albo nadziei - ciekawy wiersz -                                                                                               Pzdr.
    • Wieczorem mieszkanie zawsze kurczyło się od chłodu. Najpierw znikał przedpokój, potem ciemniała kuchnia, aż zostawał tylko pokój z lampą stojącą krzywo jak zmęczony człowiek. Matka zasypiała w fotelu z rękami opuszczonymi bezradnie ku podłodze, a ojciec siedział przy stole i obierał jabłko tak długo, jakby od długości tej spirali zależało przetrwanie zimy. Za oknem gołębie chodziły po dachu ciężko i uroczyście. Były podobne do starych kobiet wracających z targu — pełne jakiejś niepotrzebnej godności. Czasem któryś zatrzymywał się przy rynnie i patrzył w ciemność z taką uwagą, jakby spodziewał się, że noc odpowie. Pamiętam krzesło stojące pod ścianą. Nikt na nim nie siadał. Ojciec mówił, że jest chwiejne, ale mnie wydawało się raczej obrażone. Miało jedną krótszą nogę i przy każdym dotknięciu wydawało cichy stuk — nie protest, raczej przypomnienie, że rzeczy także mają swoje zmęczenie. W tamtym domu nic nie znikało naprawdę. Kurz zbierał oddechy. Filiżanki przechowywały kształt ust. Nawet cisza była wielokrotnego użytku — przechodziła z pokoju do pokoju jak stara krewna, której nikt już nie pyta o imię. Najdłużej pamięta się jednak chwile najmniejsze. Nie śmierci, nie odejścia, nie wielkie słowa. Tylko to, że pewnego listopadowego wieczoru ojciec odsunął talerz, spojrzał na swoje dłonie i powiedział cicho: — Z człowieka zostają głównie drobiazgi. A potem zgasił światło, jakby chciał oszczędzić ciemności dalszego czekania.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dzięki     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...