Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wojaczek Stachura szczerze
nie trzymam w domu noży na wypadek

wszystko kręci się

wokół pewnych rzeczy takich
jak cztery pięćdziesiąt na godzinę
i pękniętej struny E (jak Ernest)

siedem lat tłustych
siedem krów chudych
siedem nierozdziewiczonych szpar
siedem centymetrów więcej
siedem pierdolonych aspektów życia i śmierci
siedem minut strachu
siedem ciemnych stron
siedem tabletek od bólu głowy
siedem kurwa i chuj

Życie toczy się etapami
fragmentarycznie
wolno i drastycznie
z punktu a do punku b
z punktu b do punktu a

mała dziewczynka tuli się do mnie
mała dziewczynka nie lubi mnie
mała dziewczynka ma nowe rybki
mała dziewczynka nie znajdzie mnie

i każe mi mówić kiedy ja nie chcę
i każe mi płakać kiedy ja nie chcę

zostało mi tylko jedno marzenie
do niespełnienia

Opublikowano

na minus kurwa i chuj. Co to za marzenie do niespełnienia? Samobójstwo chyba....
po odczytaniu takich postów sam chciałbym skończyć jak wojaczek.
z drugiej strony mam jednak przeciucie, że od ostatniego twojego dzieła to krok milowy, jak to sam określiłeś "każdy pisze jak umie" - ty widocznie ewoluujesz z wiersza na wiersz, może następny zaskoczy?
pozdrawiam i wpadam zaraz po poprawkach
jimmy

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ukradł i pił, Darku
    • A DNA laika taki Alan da?
    • Akta N. "Mokka jak komnatka"   Akta N. "Mokasyn". A hanysa komnatka
    • Nie pamiętam chwili, w której cisza zaczęła mieć ciężar. Najpierw była tylko brakiem dźwięku, przerwą między jednym oddechem a drugim, niewinną przestrzenią. Potem zaczęła rosnąć. Zajęła ściany, weszła w szczeliny mebli, osiadła na książkach jak kurz, którego nie da się strzepnąć, bo nie jest materią, tylko decyzją świata, by nic więcej nie mówić. Siedziałem naprzeciw drzwi, choć nie pamiętam, dlaczego uznałem je za ważne. Nie prowadziły nigdzie konkretnie. Nie oddzielały mnie od nikogo. A jednak wiedziałem, że jeśli się otworzą, coś zostanie odebrane — nie dodane. Nie było pukania. To jest pierwsza rzecz, którą trzeba zrozumieć. Nie było żadnego dźwięku, a mimo to wiedziałem, że ktoś stoi po drugiej stronie. Nie „ktoś” w znaczeniu osoby. Raczej obecność, która nie potrzebuje ciała, bo ciało byłoby ograniczeniem. Czekała. I w tym czekaniu było coś bardziej niepokojącego niż jakikolwiek ruch — jakby czas przestał być linią, a stał się spojrzeniem, które nie mruga. Wstałem dopiero wtedy, gdy zorientowałem się, że siedzę tam od zawsze. Nie pamiętam dzieciństwa. Nie pamiętam pierwszego dnia w tym pokoju. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był gdzie indziej. Jakby życie zostało skrócone do tej jednej sceny, powtarzanej bez wariacji. Ręka na klamce nie była moją ręką. Była gestem, który musiał się wydarzyć, bo wszystkie inne możliwości już wygasły. Kiedy drzwi się otworzyły, nie zobaczyłem niczego, co mógłbym opisać. Nie było ciemności. Ciemność jest czymś, co można nazwać. Tam nie było nawet tego. To było miejsce, w którym znaczenie jeszcze się nie narodziło albo już zostało zużyte. I wtedy zrozumiałem, że to nie ja patrzę na zewnątrz. To coś patrzyło na mnie od zawsze, cierpliwie, bez zamiaru wejścia — bo nigdy nie było na zewnątrz. Drzwi nie oddzielały dwóch przestrzeni. Oddzielały dwa złudzenia. Zamknąłem je powoli, z ostrożnością kogoś, kto nie chce obudzić śpiącego w sobie świadka. Ale od tamtej chwili każda powierzchnia stała się podejrzana. Ściany nie są już ścianami. Podłoga nie podtrzymuje — tylko udaje. A cisza cisza nie jest już ciszą. Jest dowodem, że coś przestało potrzebować dźwięku, żeby istnieć.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...