Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

stała na blaszanym parapecie
beztroskim uśmiechem zbywając wiatr
który wplątując się w białą sukienkę
dawał znak, że do domu wrócić czas

z lekko zsiniałymi już stopami
próbowała zawędrować na sam dach
czyż nie tam najpiękniej świecą gwiazdy?
i ranne słońce maluje niebo kolażem barw?

wierzyła
że właśnie tam - tak
marzyła
by ujrzeć je choć raz

nie dotarła - lunął deszcz na jej świat
a prośba pomocy echem odbijała się
od surowo milczących szyb ludzkich domów
ześliznęła się prosto na brudny chodnik

przed twardym upadkiem uratowały ją ręce
człowieka

no bo
ja chciałam tylko zobaczyć niebo

wziął ją pod rękę - chodź, pójdziemy schodami






Opublikowano

Dotknęła Pani , Natalio, w tym wierszu sprawy stereotypu: czy trzeba schodami, a może lepiej oknem na dach? Czy utarte, powszechnie uznane drogi wiodą nas do celu , dając przy tym satysfakcję?
Interesująco to napisane. Dziękuję, że z optymizmem.

A.

Opublikowano

Dziękuję pięknie za tak pozytywny odbiór wiersza.

Witku, prawdę mówiąc nie wiem, czy wiersz nadaje się na pieśń, ale jakby się zastanowić to niemal połowę wierszy chyba możnaby zaśpiewać z odpowiednią muzyką :)

Sewek! jak Cię tu dawno nie było, cieszę się, że czujesz ten wiersz. Właśnie chodziło mi o podkreślenie, że jednak są jeszcze na świecie gotowe nieść pomoc dłonie :)

Joanno uświadomiłaś mi dopiero teraz poruszenie tego aspektu, miło, że wyszedł. A optymizm był główną osią :) ciężko przecież bez niego.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


-to świetnie wyszło: aż się widzi małą bosą dziewczynkę, z zamokniętymi włosami, wypowiadającą z dziecięcą naiwnościa te słowa...
ładniutki wierszyk
pozdrawiam
ps. schodami to nie to samo...
Opublikowano

Tadek ma rację,jakoś tak nietypowo...prozatorsko.
Ale równie ładnie i optymistycznie jak zazwyczaj :)
Po prostu lubię Twój styl i Twoje teksty

tylko te sciniałe stopy... jakoś ich sobie nie wyobrażam ;)
Za to końcówka b.się podoba
Pozdrawiam
Coolt

Opublikowano

o ja prozatorsko uwielbiam pisać
cieszę się bardzo, że podoba Ci się moja pisanina :)

a co, sinych stópek żeś Coolcie nie widział? mogłam napisać zaczerwienione, lub blade, ale sine jest dobitniejsze, no i od razu rozumie się, że to za sprawą zimna (tzn mam nadzieję, że to widać)

Serdecznie pozdrawiam :)
Natalia

Opublikowano

podoba mi sie,
z tym ze nie podoba mi sie taka kombinacja, ze styl i 'glowna os' sa lekke jak w 'piosence', a w tekscie jest dramat (sine stopy, niewinna dziewczynka praktycznie ginie)

[sub]Tekst był edytowany przez Anna Stavsky dnia 25-03-2004 10:32.[/sub]

Gość Szymon Paweł Oberszt
Opublikowano

Widziałaś clip zespołu "Bring me to life" (nie wiem jak to się pisze: Even sens?)?
Ty - przepraszam - Twoja bohaterka:) stała na nieco niższym parapecie marzeń... dreszcz mnie przeszedł gdy kończyłem czytać 16 wers... wiesz, myślałem, że spadnie...
I wiesz co jeszcze ja bym tam skończył wiersz, ale Ty nie zrobiłaś tego i bardzo, bardzo, bardzo Ci za to dziękuję...

Szymon Paweł

Opublikowano

Dzięki Agato za miłe słowa :)

Anno forma wyszła sama z siebie, ale o to chodziło by lekko rozbiła ten dramat, dziękuję za opinię :)

Z tym teledyskiem drogi Szymonie to jest tak, że ja go znam, piosenkę lubię bardzo a skojarzyłam go z wierszem dopiero po ukończeniu pisania i którymś z kolei czytaniu :) Cieszę się, że podoba Ci się zakończenie, nie mogłabym tak peelki zostawić na pastwę niewiadomej.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Gość Szymon Paweł Oberszt
Opublikowano

"nie mogłabym tak zostawić na pastwę niewiadomej"

ja nietutejszy, więc wybacz pytanie, kim jest "peelka"
A ja z tą piosenką to tylko tak, nie żebym coś sugerował... wiesz faceci... inaczej, żeby innych Panów nie urazić... ja WIDZĘ wiersze...staram się chociaż...
Więc Twoje słowa to dla mnie obraz, który natychmiast mi się skojarzył... cieszę się że trafnie...

Szymon Paweł

Opublikowano

Witam Natalio! z tego wynika ze nie mozna sie zniechecac ,probowac nalezy az do skutku,lecz szukac ciagle nowych drog po upadku,nawet gdy nikogo w poblizu nie ma....,ajak ktos pomoze no to super!
podoba mi sie twoj wiersz i bardzo fajny poczatek (:
pozdr, M+A

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      Narodziły się z człowiekiem, dopasowywały się do niego w różnych fasonach i krojach. Pierwsze organiczne wdzianka, skóry zwierząt i włókna roślin.
      Rozwijały kulturę farbowania, czyszczenia i z czasem ozdabiania, wszelakimi wzorami. Rosły w potęgę a przy nim dwunożny twórca. Jednooki Yuke przejął panowanie na przylądku wysypiska śmieci "Tennaszmaty" już jako weteran krawiec na miarę nowej cywilizacji. Nawet Diabeł ubierałby się na wybiegi i nie od parady, gdyby nie jeden incydent.

      Podania głoszą o nadprzyrodzonych mocach łachów. Widziano je w różnych dziwnych miejscach jak gacie w krzakach w upalny dzień, czy spodnie z bluzką przy plaży na ręczniku.
      Co to były za widoki, aż sam krawiec mrugał w zachwycie pod szmacianą opaską na oku.

      Ale nie zawsze miały takie superaśne lajfy. Raz kiedyś, tak ze kilka latorośli wstecz, kiedy jeszcze szyły je igły w rękach elfów jeden z najmłodszych pociął je nożykiem do strugania drewna. Przyszły obrońca natury, miał na imię Gimzielony z Lasu wieczności.

      Władca szmaciany kiedy zobaczył strzępy obdarusów wpadł w ogromną dolinę złości i zemsty. Przesiąkł do ostatniej nitki żywym kwasem o zgrozo czarnej magii.
      Wyszedł z tego nie do końca cały. Yuke zmienił oblicze na agresywną reklamę. Gdziekolwiek nie spojrzał wyskakiwały oferty, kup teraz! Płać za nas śpiewem ptaków. Najwyższa jakość!

      Nadał imiona swojej nowej armii, z produkcji maszynowej. Ciuszki i łaszki, cnotliwe stringi i gryzące wełniane kalesony. Swetry duszące golfy. Skarpetki jadowite węże i nasączył je magicznymi barwnikami.
      Rzucił wyzwanie Elfom, zadał pierwszy cios w ich rękodzieła.

      Skrzydlatym istotom zaczęły odpadać uszy, zmieniały wygląd bliski homo sapiącemu. Drapały się i traciły włosy. Nie potrafili chodzić nadzy, atakujące coraz silniej ich jasne ciała paskudnie inwazyjne substancje, wchłaniane przez rozdrapane rany pogłębiały proces przemiany.



      Pewnego letniego popołudnia, a było to kilkanaście Gimgroszka latorośli później, kiedy dorósł do roli Elfa, pozbawiony praw natury, przez Yuki, postanowił odwrócić zaklęcie.
      Uszyte samodzielnie ubrania z eko bawełny rozrastały się na polach uprawnych w pobliżu elfiego dawnego imperium.

      Yuki włóczył się po wysypisku przyglądając mozaice poddanych, nie zauważył, że wszystko to pochodzi z szaf Śmierci. Rozrzutna zakupoholiczka nabywała coraz więcej i wyrzucała, niewygodne przemodniałe z jednodniową datą do użytku lumpy.

      Świat urósł jak kolorowa dynia i napęczniał do granic możliwości.
      W ten jeden jedyny dzień raz na 99 lat, spotykali się łachonieumarli Elfy z Yukim.
      Sala była wyposażona w środki do zabijania pluskiew i wszy.
      Te przydomowe zwierzęta, namnażały się zbędnie szybko.
      Na tronie z lisiej skóry siedział stwórca, z zasłoniętymi oczami. Koniec reklam.

      Obrady zostały przerwane, do sali wszedł Gimgroszek z przytupem.
      – Czas na rozejm! – krzyknął wymachując kartonikiem z magicznym proszkiem.
      Yuke uniósł się czarną dumą i rzucił w młodego o pyszałka stertą dawniej pociętych zwłok swojego ludu.
      – Jak zdołasz im przywrócić dawną klasę, ty zarozumiały jeszcze elfi smarku. – Największy szmaciarz opadł z sił zagniewany. Na czarno purpurowych licach wyskoczyły ropuchowate pory.
      Czar czarnej farby, przedostawał się do jego zalterowanego ciała coraz głębiej.
      – Oto nowość, mydło szary osioł z mleka siarczystego jak obłok po piorunie! – wykąp się w nim, a ja zaceruję i ożywię te skrawki kultu.

       


      – Zakład stoi! – oddasz mi połowę twoich nieskazitelnych podwładnych, ja uczynię z nich zrównoważoną rasę. – Gimgroszek zastanawiał się przez chwilę.
      – Pod warunkiem, że użyjesz ekologicznych środków do zabarwiania ich umysłów. Muszą być dobrzy i żyć kolorowo.

      I tak się stało, strumieniem świadomości, wysypisko zamieniło się w raj turystyczny nudystów.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...