Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Żyli w swym kraju ludzie szczęśliwi -
w zgodzie, dostatnio, wrogów nie mieli,
nikt nigdy nie był smutny, samotny,
każdy się wszystkim z bliźnimi dzielił.

Matkom rodziły się dzieci w czepkach,
gdy ktoś umierał – do Nieba kroczył,
w krąg mądrość, dbałość o piękno uczuć,
jeden za drugim w ogień by skoczył.

Wiedział tu człowiek gdzie jego miejsce,
nikt nie wywyższał się ponad innych,
a wokół rosło i wciąż piękniało
dzieło rąk krzepkich i serc niewinnych.

Każdy pracował chętnie, uczciwie,
dobra pomnażał własne i kraju,
a ludy w świecie wszystkie orzekły,
że ziemia owa – przedsionkiem raju.

Ci, którym władza została dana,
jednym i ludzkim mówili głosem
i zawsze wielki szacunek miało
dla siwej głowy mleko pod nosem.

Szczęścia nie szukał nikt w obcych stronach,
bo gdzieżby lepiej niż w domu było –
tutaj się zawsze mocniej kochało,
czuło najwięcej, najpiękniej śniło.

Kwitła serdeczność, miłość i przyjaźń,
niecnym postępkiem nikt rąk nie brudził
i dobre słowo ceniono wszędzie
bardziej niż złoto................zadzwonił budzik.

Opublikowano

śmierć budzikom! ... albo chociaż pozabierać im baterie.

cóż za piękna kraina, bardzo miło było ją odwiedzić i można zdaje się wracać, gdy tylko przyjdzie chęć :)
a ja myślę, że jeszcze może tak być na świecie...no...może nie całym, ale może taki kraj jest, lub będzie... cenić bardziej dobre słowo niż złoto, ja tak robię, ludzie to nie jest trudne! może tak razem..powoli... ych, no może kiedyś będzie jak w republice do świtu :)

bardzo podoba mi się tytuł, na równi z wierszem :) a to rzadkość raczej, gratuluję wyboru.

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Jeśli można ... to kiedyś .. miałem bardzo do Pana myśli myśl podobną i może to nie był budzik ..ale coś podobnie morderczego:).

Pragnąłem dotyku Kobiety,
co zdradzi mi świata sekrety.
Ust jej smak poznawać do woli,
słuchać jej szeptu ..."Powoli Kochanie ...powoli..."
Zmienić zapach jej snów tak śmiałych,
w dotyk dłoni do piersi wspaniałych.
I taka do mnie przyszła w poranku
gdy tylko zamknąłem oczy na ganku.
Włosy mgłą ranną miała skręcone,
z makowych płatków skromną koronę.
Szemraniem sukni mnie uwodziła
głosu dźwięcznością zmysły poiła.
I nagle słowami dotknęła mych dłoni.....
"wysiadka - stacja Warszawa - Wola ..." konduktor mnie goni ......

Jeśli, nie jest to miejsce na wstawianie swoich wierszy, to przepraszam i to ostatni raz:)
Waldek

Gość Szymon Paweł Oberszt
Opublikowano

po przeczytaniu tego wiersza wyrósł mi w wyobraźni tak sielankowy kraik, że aż żal mi się zrobiło umysłu, którego tęsknota zamieniła wizję w słowa wiersza Republika Do Świtu...

Piękna!... tylko że zostanie tylko ... Szklanym domem...
To jednak nie jest powód, by za nią nie tęsknić... by w nią nie uciekać..

Taka myśl mi się nasuwa, jest w niej może coś z przestrogi...
Wiersz właściwie, nie myśl...

"Zniewolenie"

Musisz ustom wciąż bronić mówić na głos sekrety marzeń,
bo są Moce, co niszczą obrazy,
by sen pustym zostawić jak wazon.

Moce te - w nagłym zazdrości przypływie -
serce woskiem, wypełnią, zaślepią.
A snu nektar, co zmysły Twe żywi,
zmienią w smolisty, pełen strachów lepik!

Więc słowem miejsc nie zdradzaj prześnionych,
bo zbeszczeszczą, bo zburzą je One
i na pragnień cmentarzu nienawiści Twej znicz zapłonie!

Z uszanowaniem Szymon Paweł Oberszt. :)

Opublikowano

Podoba mi sie ten wiersz.Moze nie tak bardzo jak poprzednie, ale swietne zakonczenie mowi samo za siebie i wszystko juz jasne.
Ile razy zdazylo mi sie snic o takim swiecie, ale z drugiej strony czy taki swiat nie bylby troche nudny?
Opublikowano

pewnie nigdy nie napiszę tak optymistycznej wizji(pomijając ten przeklęty budzik),ale lubię takie teksty czytać
zgłaszam ten tekst jako nową konstytucję(bez budzika oczywiście)
pozdrawiam-piotr
[sub]Tekst był edytowany przez piotrbierzynski dnia 19-03-2004 14:31.[/sub]

Opublikowano

Nie ukrywam, wizja przyjemna. Tak przyjemna, że szkoda się budzić...

Pomysł na wiersz, nie ukrywam, widzi mi się. Sielanka sprawia - o zgrozo ;) - sielankowe wrażenie, całośc zaś pachnie z daleka cygańskim rajem. Słowem: pod względem klimatu i przesłania bardzo fajne.

Jeżeli miałbym uwagi, to przede wszystkim do technicznej strony wiersza. O ile rytm jest stabilny, o tyle rymów pochwalić się nie da. Po pierwsze rymowane są jedynie wersy 2 i 4 - a to w wielu krtęgach dyskredytuj3e wiersz rymowany, jako rymowany nieudolnie. Warto tez unikać rymów czasownikowych - kroczył-skoczył to rym tak prosty, że aż głupio go używać.

Ale ogólnie całkiem, całkiem. Wrażenia pozytywne.
Pozdrawiam, UnionJack

Opublikowano

Witaj Natalio:-).

Gdzieś tak za małą godzinkę znowu się tam wybieram:-). Zabierzesz się ze mną? Oj, chyba miałabyś ochotę:-). Zapraszam:-).

Dziękuję - pozdrawiam :-).
***********************************************

Ech, te sny:-). Wizja nieco inna, ale powrót do "realu" chyba nie mniej bolesny:-). Dzięki za fajny wiersz, Waldku. Nie mam nic przeciwko wierszowanym recenzjom - sam również czasem odpowiadam w ten sposób. Oby tylko Admin podzielał moje zdanie:-))).

Dzięki - pozdrawiam:-).
***************************************

Dzięki za miłe słowa, Szymonie:-).

Dołączyłeś bardzo ciekawy, nastrojowy wiersz, ale wątpię aby ktokolwiek z piszących wiersze, wziął sobie do serca Twoją przestrogę :-). Bez pewnej dozy ekshibicjonizmu poeta daleko nie zajedzie, a po przeczytaniu Twojego wiersza najwyżej będzie jechał ze strachem:-). Poeci to krnąbrna nacja, a strach bywa nawet czasem dla nich wodą na młyn:-).

Dziękuję - pozdrawiam:-).
****************************************************

Witaj Dormo:-)

*ale z drugiej strony czy taki swiat nie bylby troche nudny? *

No i ćwiek zabity okrutnie:-). Może więc należałoby od czasu do czasu zafundować ludziskom zawieszonym w owej Nirwanie, wycieczkę w świat podłości, draństwa i obłudy, żeby nie stracili pojęcia o tym, w czym dane jest im żyć. Masz oczywiście rację - jak zasmakować szczęścia nie poznawszy cierpienia, jak prawdziwie zasmakować życia nie będąc świadomym jego przemijania, itd, itp... Cóż - bywają czasem głupie sny:-).

Pozdrawiam serdecznie - dziękuję:-).
***************************************

Witaj Piotrze:-)

*zgłaszam ten tekst jako nową konstytucję* Jeśli głosowanie odbyłoby się na tej stronce, myślę że szansa na jej uchwalenie byłaby spora. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by ten tekst mógł być wygłoszony z mównicy sejmowej :-))).

Dziękuję pięknie - pozdrawiam :-).
************************************************************

Witaj Union Jack:-).

Miło mi, że wizja jawi Ci się jako przyjemna. Twoje uwagi dotyczące strony technicznej wiersza ( oczywiście jak najbardziej uzasadnione) mógłbym skwitować krótko: dlatego właśnie udzielam się w "Debiutach":-). Spróbuję nieśmiało zauważyć na temat rymów, chociaż moja argumentacja może okazać się równie nieudolna, jak one same:-) - rymowanie co drugiego wersu (jakkolwiek oczywiście prostsze), uważam za odmianę rymu, a nie za mankament. Nawet noblistom zdarzało się tak rymować :-))). Twoja uwaga na temat rymowania czasowników, oczywiście słuszna, ale... "tak krawiec kraje..." :-).

Pięknie dziękuję - pozdrawiam:-).

Opublikowano

*wreszcie mnie ktoś obudził :)* Jeśli śniłaś koszmar, Joanno, to cieszę się z Twojego przebudzenia, ale jeżeli coś miłego - bardzo przepraszam :-).

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję:-).
********************************************************

Wiem, Witoldzie - słoducha okrutna, ale właśnie ten budzik po to, żeby nie zemdliło:-).

Dzięki - pozdrawiam:-).








Opublikowano

Tym razem dzieło z pogranicza since fiction !
Ale brzmi jakże realnie ..jak dobitnie ...
Też słyszę dźwięk tego budzika i szkoda bo czasem śnią mi się jeszcze lepsze rzeczy .
Jak pan to robi .....u licha ?????

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...