Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Idąc boso
po śniegu twoich myśli
czytam: ból
ze śladów zwierząt
które były tu przede mną

Sarno mojej miłości
zwolnij i poczekaj na mnie
ja przez tę mroźną krainę
podążam za tobą
w pokorze

Opublikowano

Zakończenie pachnie patosem. Ogólnie: widziałem setki wierszy opartych na jednej przenośni, jednym zabiegu, jednej grze słów... Nie wnoszą one niczego , nie posiadają klimatu, są bezużyteczne i bezuczuciowe choć piszą o uczuciach w inny ( nieciekawy) zawiły sposób. Inność i zawiłość NIE JEST ATUTEM!

Tutaj mamy także do czynienia z błędem.
Popatrzcie na sens, interpretując na jaki chcecie sposób, a przy tym zwróćcie uwagę na spójność znaczeniową poszczególnych części "wiersza".

Opublikowano

fabula, cytuję " zapachniało patosem" ......cholera niech żyje patos!!!!!
każdy kto odczuwa układem nerwowym pantofelka, rozumuje na poziomie pantofelka.....
nie zastanawiaj się nigdy nad budową wiersza , tylko przelewaj na papier i wkładaj do szuflady.
po kilku dniach przeczytaj . jesli nie zatraci pierwotnego sensu to znaczy , że to jest to.
moim zdaniem (laika) Twój wiersz jest rewelacyjny..... i oby więcej takiego patosu, zatracenia i uczucia.....szkoda , że ten dar nie jest dany krytykantom, którzy zostawili Ci swoje wpisy
pozdrawiam,
piotr

Opublikowano

Dzięki Piotrze. Wiesz, przyzwyczaiłam się, że niektórym to jak piszę się podoba a innym, no... wręcz przeciwnie ;-) Jestem za stara i za dużo innych problemów mam żeby się takimi pierdołami przejmować. Niemniej jednak cieszę się, że Tobie mój "płód" się podoba :-)
Co do patosu... jak się go ktoś dopatruje to go wywęszy, ja wiem że się na niego nie siliłam i to jest dla mnie wyznacznikiem tego czy wiersz się nadaje do śmietnika czy do pokazania go światu. Czasami trzeba zobaczyć coś więcej niż same słowa. POCZUĆ a nie czepiać się zlepku liter. Niektórzy po prostu tego nie potrafią.

  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...