Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tylko dla najwytrwalszych
Oznaczony pięcioma gwiazdkami trudności
PRZEPIS NA MIŁOŚĆ:

Dokładnie obejrzeć przyszły produkt konsumpcji
Czy odpowiada naszym gustom smakowym

Obmyć go starannie
W ciepłym, bieżącym uśmiechu

Zaleca się czułe mówienie
Aby obiekt naszych zabiegów
Wypuszczał radosne soki

Rozmiękczyć do konsystencji
Łatwej do obróbki
Namiętnymi pocałunkami
I celną pieszczotą

Delikatnymi ruchami dłoni
Zdjąć wierzchnią warstwę
I czym prędzej
Zająć się następnymi

Nie ciąć, nie kroić, nie szatkować!
Danie pozwala kształtować się
Wyłącznie ludzkimi narzędziami

Nie gotować, nie smażyć, nie dusić!
W końcu wszystkie desery
Najlepiej smakują na surowo

Ostatni etap przygotowań
Pozostawiamy fantazji
Młodych adeptów sztuki kulinarnej
Lecz nie zaleca się dzielenia
Przygotowanym przez siebie posiłkiem

Smacznego!
***
Z dedykacją dla wszystkich lovelasów, playboy'ów i innych tanich podrywaczy ;)

Opublikowano

poddaje się... już nawet na gg zdarzało mi się dostawać ciekawsze teksty (w ramach łańcuszków, czy jak tam to zwą...)
ps. odnośnie dwóch ostatnich wersów: dzieci w afryce głodują (tu ukłon w stronę oyeya :)) )a Ty się posiłkiem zabraniasz dzielić ;)))

Opublikowano

Klaudiuszu:zazdroszczę!poproszę w takim razie,żebyś mi przesłał na maila chociaż część swojego archiwum gg, jeśli tam są ciekawsze rzeczy niż moja... parodia wierszcza jako kuchennego przepisu.
Chyba nie zrozumiałeś mojego zamysłu, ale nie martw się, to się zdarza :)

Ewo: i prawidłowa postawa... leżąca na podłodze ze śmiechu ;)
Pozdrawiam gorąco
Coolt

Opublikowano

Coolcie, jesteś niepoprawny!

ale Ci w tym do twarzy :)
świetnie się ubawiłam, chyba muszę ten przepis gdzieś zanotować, choć wątpię by szybko uleciał mi z głowy,
interesująca dedykacja, choć gdyby się zastanowić....to co po niektórzy powinni przeczytać i zapamiętać, niektóre uwagi niezwykle trafne...

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Gość Jerzy Mariampolski
Opublikowano
lang="pl-PL" dir="LTR">


rzeczywiście marne (chociaż pomysł przedni),
ale gwoli logicznej ścisłości: autorowi zależało na tym,
abyś: "...leżał prawie na podłodze ze śmiechu..."
tylko ty - niestety dla autora - do tego leżenia masz inne powody.

Jurek

[sub]Tekst był edytowany przez Jerzy Mariampolski dnia 16-03-2004 23:27.[/sub]

Opublikowano

Natalio:hihi,wiem,że jestem niepoprawny, ale może przez to oryginalny ;)

Ireno: a proszę bardzo :) porywaj go dokąd zechcesz

Jurku: czy marnie to nie wiem, jak dla mnie cel zrealizowałem dokładnie tak jak chciałem.A że masz inne poczucie humoru niż ja, to tego tekstu nie zrozumiesz i przecież nie musisz :)
Tylko proszę mi nie mówić, w jakiej pozycji (albo z kim ;) powinienem teraz leżeć na podłodze, chyba przekroczyłeś swoje kompetencje jako komentatora tekstów ;)
taki żarcik

Tadku:no to super, że się podobało... może masz jakieś miłe wspomnienia związane kuchnią? ;)

Dormo: szczerze wątpie,że wszystkie. Trochę tak, bo je na takie stylizuje, te z cyklu Szkoła, te z cyklu Stołówka, ale nie wiem, co w Bezdomnej miłości czy Bibliotece doznań jest 'encyklopedycznego' i jak właściwie to rozumieć? :)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuje za komentarze
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 16-03-2004 22:52.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Za duzo w nich tych wszystkich opisow.. jakbym czytala wlasnie jakas encyklopedie.Nie mowie ze naprawde wszystkie wiersze twojego autorstwa takie sa, ale wiekszosc , a taki styl za bardzo mi sie nie podoba..Znacznie bardziej podobaly mi sie Twoje pierwsze wiersze.Bardzo na mnie dzialay .Te nie dziala prawie wcale..

Ale coz .. nie mozna miec wszystkiego

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ehmm, jak już mówiłem ja się poddaję... i nie chodzi tu nawet o wiersz - bo akurat w tym przypadku to rzecz względna-- ja juz widziałem coś podobnego kiedyś, więc mnie nie bawi, innym się podoba i chwała Ci za to... problem tkwi gdzie indziej, ale nie będę się rozpisywał, bo i tak nie zrozumiesz o co mi chodzi... (chociaż musze się zapytać: na jakiej podstawie doszedłeś do wniosku że ktokolwiek mógłby "nie zrozumieć twojego zamysłu" ??? (na początku myślałem że to złośliwie było, ale potem doszedłem do wniosku, że Ty serio uwazasz ludzi za takich idiotów, że mogliby "nie zrozumieć zamysłu parodii wiersza jako kuchennego przepisu"...
w kązdym razie życze Ci choć kawałeczka zdrowej samooceny.... i zegnam- więcej nie będęCię"nachodził"...
Opublikowano

to dosyć ciekawe,że wiesz lepiej ode mnie za kogo ja biorę ludzi ;)
Zdolności telepatyczne tudzież prorocze ;)
Bo ja się staram wyrażać z szacunkiem o swoich czytelnikach, co najwyżej mogę się dziwić,że komuś się nie chce zastanowić nad tym, co napisałem.

A po obu twoich komentarzach widzę,że akurat Ty nie miałeś na to ochoty.
No to nie 'nachodź' mnie, płakać nie będę, nikogo nie zmuszam do komentowania moich tekstów, zwłaszcza jeśli porównuje je do łańcuszków z gadu-gadu, a potem ma niewysłowione pretensje.
Pozdrawiam
Coolt

Opublikowano

"to dosyć ciekawe,że wiesz lepiej ode mnie za kogo ja biorę ludzi ;)
Zdolności telepatyczne tudzież prorocze ;) "
to jak to z tobą jest?? w boga wierzysz a w proroków już nie?? nie ładnie! taka wiara wybiórcza, z to można w piekle skończyć, albo, co gorsza, zostaniesz wyczytany w ogłoszeniach parafialnych... ;)
nie no przepraszam, ale strasznie mnie rozbawiłeś tym swoim komentarzem...
"Bo ja się staram wyrażać z szacunkiem o SwOICH ** czytelnikach, co najwyżej mogę się dziwić,że komuś się nie chce zastanowić nad tym, co napisałem. "( **swoich- a gdzie można takich kupić?, też bym chciał mnieć kilku :)) )
.... no to właśnie o to się pytam: gdzie Ty tu widzisz coś, nad czym czytelnicy (już nawet nie ważne czyi oni są) mogliby się zastanowić ??
ps. postaram się już naprawdę nie odpisywać (piekło - pójdę do piekła !! :))))) ) ale czasami to silniejsze ode mnie ...
dziękuję za chwile rozrywki (potraktuję to jako rekompensatę- bo czadsami potrafisz byćdenerwujący)
pozdr :)))

Opublikowano

Prosty wiersz jak przyrządzenie sałatki.Zbyt prosty, bez rymu jak ogór nieobrany.Zakręcony jak domek ślimaka,bez smaku-brakuje mu czegoś-jakiejś przyprawy,szczypty pomysłowości.Myślę,że następny będzie ciekawszy.Pozdrawiam.

Opublikowano

z kolei ja się nie mogę powstrzymać ;)
Klaudiuszu: czy kiedy mówisz o swoim kraju albo o swojej dziewczynie, uważasz że kiedykolwiek 'kupiłeś ten towar'??
Nie bardzo rozumiem, czemu przymiotnik 'swoich' tak Cię zbulwersował.
Ja kiedy mówię: mój Bóg, nie uważam go za swoją własność, ale za Kogoś bliskiego mojemu sercu.
Na resztę nie zamierzam odpowiadać, bo komentarze do wiersza to raczej nie miejsce do słownych utarczek.

Krzysztofie: hmm... szczypty pomysłowości? Wiersz jako przepis kuchenny, obmywanie w bieżącym uśmiechu? To nie jest pomysł?
W takim razie, co to jest chętnie się dowiem :)
Chętnie też zobacze tyle przyrządania jedzenia w wierszu.
Bo jeśli mogę się zgodzić,że temu wierszu brakuje polotu, to akurat pomysłowości ma aż nadmiar :)
Pozdrawiam ciepło i dziękuje za komentarze
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 20-03-2004 09:29.[/sub]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...