Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

siedzisz po drugiej stronie
i maczasz palce w klawiaturze,
napięcie spływa z ciebie
sokiem z winogron
milczysz

a może ochotę masz na brzoskwinie,
co owłosionym cielskiem brzuchacą się w słońcu?

ja, w smutnozielonej bieliźnie.
dla ciebie mam dziś duże D.
czasami i kolor zmienia kształt
na bez nadziejny

mam w sobie tyle brudnych myśli,
że czas cię pociągnąć za konsekwencje.
przelecę cię na wszystkie pory roku.
latem uśmiechałam się do słoneczników,
jesienią dostałam z liścia od wiatru - zakały,
zimą jestem białym paproszkiem śniegu,
a wiosną?
milczysz

i tylko się uczepiłeś tej mojej kobiecości,
że aż ci się zagrzał procesor,
a wargi ścierpły od soku.

dziś zwarcia nie będzie.

Opublikowano

ja, w smutnozielonej bieliźnie.
dla Ciebie mam dziś duże D.
czasami i kolor zmienia kształt
na bez nadziejny

mam w sobie tyle brudnych myśli,
że czas Cię pociągnąć za konsekwencje
przelecę Cię na wszystkie pory roku

to jestem na tak
reszta momentami taka szukam słowa obleśna? zwłaszcza to z brzoskwinią. Jak dla mnie oczywiście.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




To chyba właśnie miało byc trochę obleśne. Winogrona sa lepsze :)

Chociaż coz takiego obleśnego jest w brzoskwini? to, że jest owłosiona ? :)

Dzieki, że Pani wpadła
D.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kto tu komu obiecywał Panie Stefanie ?

Przecież to on milczy a peelka zostaje o suchym pysku :)

A tak się napaliła na ten sok winogronowy .. z prądem.. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




napisałbym, że mi się podoba, ale byłbym posądzony o kumoterstwo, więc napiszę, że mi się nie podoba ;d

a tak na poważnie to jest niezły
sok z winogron mi nie pasuje (jeśli zna się wcześniejsze wiersze, to można by odnieść wrażenie, że jest trochę na siłę jako powtarzający się motyw)

brzoskwinka budzi u mnie jednoznaczne konotacje, ale ponieważ jestem młodym poetą - odrzucam tę myśl stanowczo (wersy z brzoskwinią - na tak)

wielokropek po "milczysz" jest straszny, S T R A S Z N Y :]

ja, w smutnozielonej bieliźnie.
dla Ciebie mam dziś duże D.
czasami i kolor zmienia kształt
na bez nadziejny - podoba mi się, prócz ostatniego wersu, gra polegająca na rozbiciu tego słowa jest zwyczajnie słaba (bo sama nadzieja ze smutnozieloną bielizną w porządku) swoją drogą ciekawy jestem jaka ma pełnić funkcje to rozbicie?

pociąganie za konsekwencje + pory roku są znakomite - specjalnie dla tych wersu przyślę tu Misiaczka Kowalskyego ;d ,

no, ale teraz zaczynają się schody:

latem uśmiechałam sie do słoneczników,
jesienią dostałam z liścia od wiatru - zakały,
zimą jestem białym paproszkiem śniegu,
a wiosną?
milczysz

- to bym w ogóle wywalił

sok pod koniec ratuje winogrona na początku ;]

i pointa daje radę



zdecydowanie na tak

ps., jakby tak wywalić inteprunkcję, duże litery to kto wie - może byłoby nawet mocno erotycznie, zmienić wersyfikację (oddzielenie pointy nie daje rady) - kto wie, kto wie..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Podobno seks jest możliwy, gdy partnerzy siedzą po przeciwnych stronach (łączy) i maczają palce w klawiaturze. Tak słyszałam.
Ale wiersz niezły, chociaż głosi chyba co innego. ;-)
Acha, w słowie "ścierpły" jest błąd.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Sokratexie dziękuję.. Nie myślałam, że aż tak się spodoba. W ostatnich wierszach podobno byłam wulgarna. Dlatego Ci się nie podobało.
W role tego milczącego nie ma co się wczuwać, bo to szarlatan :) Zostawił peelkę w posusze :)
Tekst bardzo ładny, kogo to?


Ewo ten sok z winogron w znaczeniu w jakim jest przedstawiony w wierszu chyba bardziej smakuje mężczyznom :). Dzięki za wgląd


Messa bezpieczniki jak najbardziej potrzebne. Bez tego ani rusz :). Ale tu to jeszcze taka niewinna zabawa, gra wstępna :).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Podobno, choć niektórzy twierdzą, że uczucie przez internet nie istnieje

hmmm... co?

Jesteś pewna? Wydawało mi się, że się pisze albo przez "s" albo przez "z". No ale zaufam Ci i poprawię.
Dzięki
Opublikowano

Jak już mówiłam lubię Twoje komentarze. Są rzeczowe i szczegółowe, więc i ja postaram Ci się szczegółowo odpowiedzieć:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ skąd kochany. Wszyscy wiedzą, że jesteś obiektywny, nawet jeśli mamy romans ;)

To jednak czytałeś te inne :)
Masz rację. To miał być pewien powtarzający się motyw. Pewne nawiązanie do innych wierszy, ale nie uważam, że na siłę


Ależ nie odrzucaj proszę. Jesteś też przecież młodym mężczyzną :)
Ten zabieg maił chyba właśnie tworzyć takie skojarzenia, mniej obrzydzać ( jak to się stało w przypadku atlantydy)



Dobra juz dobra.. Usuwam.. Nie unoś się tak :). Swoją trogą większe na Tobie robi wrażenie niepotrzebny wielokropek niż sama treś. A szkoda.
A czemu ten wielokropek jest taki straszny?


I tu mnie masz. Istotnie miałam problem z tym ostatnim wersem, a raczej z tym jak go zapisać. Miałam trzy opcje:
1. beznadziejny
-ale wtedy moim zdaniem odwróciłoby to uwagę od znaczenia tej metafory ( o które mi chodziło). A chodziło o ukazanie braku nadzieji a niej beznadziejności ( co ma jak wiemy w tych czasach trochę inny wydźwięk)

2.bez nadziejny
- co zaznacza ten brak nadzieji właśnie i jednocześnie sprawia, że czytelnik się na chwilę zatrzymuje

3. bez - nadziejny
- co też jest jakąś opcją

Co myślisz? Na co byś to zmienił? Bo akurat z tej metafory jestem zadowolona i nie chciałabym jej kasować. Zwłaszcza, ze łączy się z tą zielenią bielizny wyżej.

Miło mi. Będę czekać

też myślałam, że ten kawałek jest najsłabszy i przez to wiersz jest troszkę za długi, ale szkoda mi tego kawałka, bo jest tam metafora z liściem, z której się bardzo cieszyłam. A pozatym mam zawieść Sokratexa, któremu tak podoba się ta wiosna?

No i właśnie o to chodziło. Jesli bym zrezygnowała z tego soku u góry to na dole też bym musiała. A szkoda mi tych ust :)

duże litery gdzie?W "Cibie", "Cię" "Ci"?
I tak już wykasowałam duże litery z początków wersów przed umieszczeniem.. ale pomyslę o tym
A co ma interpunkcja i wielkie litery wspólnego z erotyzmem tego wiersza?


Dziekuję Ci za wgląd i rady. Peelka też:), choć czuje się dosłownie POGRZEBANA żywcem :)

Może po poprawkach się spodoba temu "milczącemu"

Całuję
Opublikowano

Witaj Dormo :) Muszę powiedzieć, że zrobiłaś Ogromne postępy (przez duże O!) od czasu debiutu na forum parę lat temu! Ładnie tu mieszasz zmysłowość z 'obleśnością' - taka jest właśnie erotyka jaką oferuje nam współczesność! Podoba mi się tu 'rozbijanie tworzydeł', neologizmy i gry słowne, choćby tytułowe 'Zwarcie'. Na nie jedynie "Brudne myśli" -oklepane. Ale całość świetna. Pozdrawiam, mam nadzieję, że uda mi się zaglądać tu częściej! Cześć!

Opublikowano

Pani Dormo,

Wiersz wydaje mi się nierówny, to po pierwsze. Momentami za dużo gadania, a wiadomo, że jak dużo gada - to żadnego z niego pożytku nie będzie (mowa o aluzjach wiadomo jakich).
Popieprzone jest następstwo czasów: Przelecę cię - przyszły, a następnie: uśmiechałam się, dostałam - przeszły, z kolei: jestem, milczysz - teraźniejszy (pomijam, że opis dotyczy następujących po sobie pór roku ;).
Nie podoba mi się wplątywanie w ten tok liryczny (te całe winogrona, ta bielizna smutaśna) wyrażeń slangowych o posmaku wulgarno-zaczepnym (przelecę cię, dostałam z) - one mi tu nie pasują.
"zamaczasz" - kolejny prozaizm, ale co on znaczy? czynność długotrwałą (zamacza się pranie np. wstępnie) - wolałbym tu "moczysz" (oczywiście bez skojarzeń z "się" ;).
Wiele w wierszu niejsaności i stawiam duże piwo z pianką, że sama autorka przyciśnięta nawet do ściany (Grabarzu! ;) nie potrafiłaby zinterpretować - wyjaśnić jednoznacznie co znaczy to duże d ;D
Popracowałbym nad nim, ale wczesniej zmusił partnera do rozmowy - to zazwyczaj pomaga złapać dystans ;)
Pani Dormo ;P - całkiem nieźle.
b

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz rację. Dopiero teraz o tym pomyślałam. Trzeba by coś z tym zrobić, bo o ile nastepstwo czasów w porach roku się zgadza:
latem, jesienią - czas przeszły
zimą - czas teraźniejszy
wiosną - znak zapytania

- to nie umiem tego połączyć z wcześniejszymi wersami:

mam w sobie tyle brudnych myśli,
że czas cię pociągnąć za konsekwencje.
przelecę cię na wszystkie pory roku.

Musiałbym napisać: przeleciałam Cię na wszystkie pory roku. Tylko jak to sie ma do wcześniejszego wersu:że czas cię pociągnąć za konsekwencje, który jest wczasie teraźniejszo przyszły ?

Masz jakis pomysł?


Kwestia gustu :)


To się da zrobić, tylko moim zdaniem brzmi to duzo gorzej i jak sam zauważyłeś budzi sprzeczne z założeniem skojarzenia. Więc chyba zostanie. Nie wyszystko musi być tak strasznie poprawne


Tu juz przesadziłeś. Sugerujesz, że autorka nie wie o czym pisze??? :)
To jest bardzo proste wystarczy mysleć jak kobieta
D to jeden z rozmiarów pewnej części garderoby, niedościgniony ideał ( przynajmniej zdaniem niektórych). Takie małe marzenie peelki. A przez internet przecież nie widać.
Jutro dla niego może mieć nawet E jeśli będzie chciał.

Tyskie z sokiem imbirowym poproszę :)

A Grabarzem się nie zasłaniaj. Nie sądzę by chiał mnie do ściany przyciskać ;)


Skąd pewność, że to o partnerze?

Hmm.. Po tym wszystkim co mi nawrzucałeś odniosłam inne wrażenie.. Ale wiem, że sie lubisz podroczyć ;)

Dzięki za rady
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No, wiesz, sądziłem, że takim starym wyjadaczom (wyjadaczkom? ;) orgowym, nie ma potrzeby kadzić, ale chyba kobiety to mają w genach ;), więc plusuję:
- liryczność (Twoja i niezła)
- poczucie humoru i ironiczność (prowokująca na granicy dobrego smaku i złego seksu) :P
- wyobraźnia i ładne metafory.
To mało?!!!
no
b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No, wiesz, sądziłem, że takim starym wyjadaczom (wyjadaczkom? ;) orgowym, nie ma potrzeby kadzić, ale chyba kobiety to mają w genach ;), więc plusuję:
- liryczność (Twoja i niezła)
- poczucie humoru i ironiczność (prowokująca na granicy dobrego smaku i złego seksu) :P
- wyobraźnia i ładne metafory.
To mało?!!!
no
b

ach, dziekuję..

Teraz mi dobrze :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...