Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

30 grudzień 2004, godzina 23:51

czwartek,

Wieczór przewinął się pod znakiem muzyki i scrabli zakrapianych piwem Gingers. Dorota położyła Mikołaja spać, a później graliśmy. Planowaliśmy spędzić ten wieczór inaczej, tylko we dwoje, zadzwonił Krzysiek i… tak jakoś wyszło, że zaprosiliśmy go na partyjkę scrabli. Przyszedł z reklamówką piwa. Siedzieliśmy słuchając Oldfielda i pijąc Gingersa.
Zapomniałbym dodać, że wypaliliśmy też z Krzykiem lufkę czegoś, co niby miało być gandzią, ale przy paleniu tak nie pachniało, a trzepało jak po kilku wdechach czadu. Po prostu odlot na maksa, niemal do innego świata. Nie wiem, co oni dodają teraz do tego, ale w niczym to nie przypomina niewinnej, wonnej samosiejki, z przed lat dwudziestu...Przyjemnie jest powspominać sobie czasy koncertów. Morze irokezów pod sceną, na deskach Dezerter, w krąg kordony pałkarzy, a nad tym wszystkim chmura samosiejkowego dymku z glinianych fajeczek, krążących jak w wigwamie na prerii. Wspomnienia jak czarno-biały film.
Pograliśmy trochę w scrable. Aby zacząć, musiałem zetrzeć z planszy dwuletni kurz. Przynajmniej tak twierdziła Dorota, że od dwóch lat nie graliśmy, co jest bardzo możliwe. W trakcie gry musieliśmy przypominać sobie zasady. Dorota dwa razy dzwoniła do Przemka, aby upewnić się w regułach gry, w końcu Przemek uchodzi za eksperta. Gdzieś po godzinie skończyliśmy pierwszą partie. Krzysiek nie miał ochoty na następną, a że wywietrzało już z nas co nieco, postanowiliśmy sobie przypomnieć. Odprowadziłem Krzyśka kawałek, po drodze minęliśmy na klatce schodowej grupę pijanych nastolatków. Normalka, jakieś gówniarskie komentarze, potłuczone butelki, porozlewany alkohol. Rzecz zwyczajna na klatce schodowej. Lekko zniesmaczeni wyszliśmy na zewnątrz, wkurzeni najbardziej faktem, że ktoś zajął nam dobre miejsce w zakamarkach klatki schodowej.
Odprowadziłem Krzyśka do skrzyżowania, zrobiliśmy kółko obok naszej ulubionej knajpki, zaglądając przez okna czy aby nie siedzi w środku ktoś znajomy. Po drodze, zgarnęliśmy jeszcze po dwie chmury i wróciłem do domu. Banda małolatów dalej paskudziła i demolowała klatkę.
Cholera, żeby człowiek nie mógł spokojnie bez nerwów wrócić wieczorem do domu, zawsze jakaś banda gówniarzy musi paskudzić na klatce!
Teraz to się lekko zagotowałem, nie wdałem się jednak w żadną durną awanturę, za to już w windzie wiedziałem, że zadzwonię na policje, w końcu od czegoś oni są. Tak też zrobiłem .

- Dobry wieczór, policja? - zagadałem słysząc, że ktoś odbiera połączenie.
- Policja, słucham… - głos w słuchawce wydał się jakiś znajomy.
- Dobry wieczór, chciałem prosić o interwencje, w wejściu do mojej klatki schodowej, grupa pijanej i …
- Artur to ty…? - usłyszałem
- Oooo, Andrzej, masz dziś nockę? Nie poznałem cię po głosie.
- Tak to ja, co się stało?

Andrzej… znów przed oczami przewinęły się czarno-białe obrazy. Zobaczyłem go jakbym go widział przed chwilą. Irokez przez środek głowy, ramoneska z białym napisem Exploited na plecach, powycierane jeansy chyba firmy Odra i wojskowe porozdeptywane na wszystkie strony buciory, które brązową pastę widziały ostatnio w dniu, kiedy kumpel ukradł je z jednostki. My oczywiście nieźle nafazowani trawką i od dwóch dni na bełtach, w młynie pod sceną. Piękne, oj piękne czasy…
- Hej jesteś tam? - głos Andrzeja wyrwał mnie z chwilowego odrętwienia.
- Tak, tak… jestem… - … na moment znów zapadło milczenie. Kompletnie zapomniałem, po co dzwoniłem do Andrzeja, to znaczy na policję. Znaliśmy się zbyt dobrze. Tak dobrze, że w ogóle nie zdziwiło mnie to, co usłyszałem po chwili.
- Słuchaj Arti, o jakiej interwencji mówisz?
- A nie, już nic, nic… - nagle przeszła mi ochota pogonienie z klatki małolatów.
- Wiesz co, idź już spać i więcej nie dzwoń. Czuje, że jesteś nieźle n a f a z o w a n y.
Tak, właśnie takiego użył zwrotu - n a f a z o w a n y. I … celowo przesylabizował ten wyraz.
- Masz rację Andrzej, masz rację, dobranoc.

Odkładając słuchawkę zdałem sobie sprawę, że zwrot - n a f a z o w a n y w jego ustach mógł znaczyć tylko jedno, że domyślił się mojego ujarania zielskiem. Poczułem się jakoś tak dziwnie… a swoją drogą to ciekawe jak ludzie się zmieniają. Zatwardziały anarchista, za jakiego się uważał Andrzej, został stróżem porządku publicznego, Krzysiek - wegetarianin z krwi i kości codziennie stoi przy taśmie pakując mięso w folie, a ja…?
Chyba nadal nie znalazłem swojego miejsca.

Po cichutku zajrzałem do pokoju. Dorotka już w łóżku, spała. No tak, jednak resztę wieczoru spędzę przed komputerem. Nie będę przecież szedł spać przed północą, nie da rady. Przeważnie lądowałem w łóżku około drugiej.
Zaglądnąłem jeszcze do pokoju Mikołaja, też smacznie spał. Jego godzina, to czwarta nad ranem. Mniej więcej o tym czasie pokonuje odległość ze swojego łóżka do naszego i miękko ląduje między nami, nie wybudzając się nawet na moment. Delikatnie zamknąłem drzwi jego pokoju…
Postanowiłem, korzystając z okazji pobytu w „ czytelni” przekartkować kilka stron książki, która od jakiegoś czasu leżała na półce nad toaletą.
„Paranoja” Josepha Findera, nawet nieźle napisana sensacja. Walka między wiodącymi, konkurencyjnymi firmami branży komputerowej, z wykorzystaniem tajnych agentów, intryg, szantażu.
Zainspirował mnie tekst ze strony 140 –tej :

„ …Przerzucali się tekstami niczym stare małżeństwo, odtwarzające tradycyjną kłótnie, gdy nagle zadzwonił telefon Chada, jeden z otwieranych modeli Motoroli. Podejrzewam że wybrał go, by móc kończyć rozmowę zatrzaśnięciem klapki …”

Hmmm …Motorola …klapka …Dorota ma przecież telefon Motoroli. Rzeczywiście jest w nim klapka, która fajnie trzaska. Niezły chwyt marketingowy z tą klapką … to na pewno działa, szczególnie w Ameryce.
W tej właśnie chwili drgnęła mi pod czaszką ta myśl, usłyszałem też gdzieś pod sobą ciche …plum.
Hehe … to z tą klapką to dobre na Amerykę Północną … okey nie bądźmy tacy, dobre też na Europę, ale na przykład na rynek Ameryki Południowej, gdzie jak wiadomo panuje najbardziej wybujały maczyzm ? Jaki gadżet zastosować w telefonie, szczególnie dla napalonych facetów na kokainie?

Telefon …oczywiście z klapką, ale otwieraną na zasadzie noża sprężynowego! Nie za mały… koniecznie w skórzanej kaburze, w różnych wersjach kolorystycznych, ale najlepiej jeśli wyskakująca klapka byłaby błyszcząca, chromowana, w kształcie …ostrza noża.

No tak… nieźle, nieźle. Jestem genialny! Wiem już jak zarobię swój pierwszy milion!
To jednak prawda, najlepsze myśli przychodzą na kibelku. Podobno Lutra też w tym momencie olśniło, zanim przybił swoje tezy do drzwi katedry.
Hmmm… jak by tu skontaktować się z ludźmi od projektowania telefonów w firmie Motorola …?
A może…jednak pójdę już spać?

Opublikowano

o nie!!!Nie będzie tak, to ja tu się wam produkuje, teksty jakieś wyszukuje, na deszczu moknę, psy jakieś szczekają...!A wy... nawet jednego słowa, jednego małego, maleńkiego, maciupkiego komentarzyka!??:((oj nie ładnie,nie ładnie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nawet nie odpowiedziałeś na mój ostatni komentarz, nieładnie;p

Hej Senestis, rzeczywiście nie odpowiedziałem, zaraz się poprawię:) Jakbyś wykazał się większym krytycyzmem, to bym na pewno odpowiedział, a tak to co... mogę tylko napisać - dziękuję:)
Opublikowano

Twój tekst przpomniał mi niezbyt miłą prawdę, Rock is dead, Punk is dead! Wszystko to wchłonęła wszechogarniająca, niemiłościwie nam panująca, żelazna dama - Popkultura. Ble... I chemia, bo już nawet ziółek normalnych nie ma i parówki smakują jakoś inaczej.
A Punkowcy zamieniają ramonestki na policyjny mundur - jakież to życiowe, jakież prawdziwe. Nasunęło mi się pytanie - Gdzie podziało się pokolenie Jarocina? Pokolenie "Luzu" i "Wojny z trzema schodami"? Co teraz robią?
Podoba mi się Twój tekst, to taki przekrój Polaka trochę, Zrobiłbym porządek na osiedlu, może coś bym wymyślił, ale po co? Mam lufę, dobre winko i fantazję :) Maniana! Wszystko Maniana.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Marcepanie chyba dobrze odczytałeś ten tekst. Napisałem go dwa lata temu, a przez te dwa lata jeśli coś się zmieniło to według mnie nie koniecznie niestety na lepsze. Jestem z tego pokolenia o którym piszesz, może to co mówię i to co myślę jest nieco sentymentalne, nic na to nie poradzę. Widzę dzisiejszą rzeczywistość jako coś o wiele paskudniejszego niż okres tzw.komuny lat osiemdziesiątych. Dzisiaj młodym ludziom poczętym w tych pięknych chwilach spadku mocy w elektrowniach(w przyrodzie nic nie ginie, ta energia w jakiś magiczny sposób przeszła w seksualną potencję)...tym ludziom wmawia się, że lata osiemdziesiąte, to szarość, bieda, deprecha na maxa. Owszem mniej mieliśmy zabawek, narkotyki słabiej kopały... wydaje mi się jednak, że mieliśmy w głowach coś, czego teraz młodzieży trochę jakby brakuje. Mieliśmy wiarę, mięliśmy ideały i zasady i potrafiliśmy się bawić z większą fantazją... to wszystko niosło nas jak wielka fala surfera i żaden kościół, żadna władza, żadna medialna propaganda nie miała na nas wpływu. Teraz młodzi ludzie są wg.mnie o wiele bardziej podatni na manipulację i brak im jakichkolwiek autorytetów. Dryfują jak kłoda porwana falą powodzi... Nie znaczy to, że uważam swoje pokolenie za lepsze, wręcz przeciwnie. Moje pokolenie najwięcej straciło na tych całych przemianach. Za młodzi jesteśmy by budować swoją pozycję na etosie walki z komuną, a za starzy aby wkomponować się w cyniczną dzisiejszą rzeczywistość bez ideałów, bez wiary, bez zasad i autorytetów. Uczyli nas języka rosyjskiego, a nie angielskiego... Pytasz gdzie to pokolenie - Luzu, Jarocina... też sobie zadaje to pytanie... myślę że wielu z tych ludzi zaszyło się we własnych czterech ścianach i zrezygowało z szarpania się o cokolwiek, choć mam nadzieje na jakiś cudowny powrót tej"rewolucji" lat osiemdziesiątych?... pozdrawiam
Opublikowano

Marcepan napisał bardzo dobry komentarz do Twojego tekstu. Ja bym tak nie potrafił, a nawet gdyby, to jestem zbyt leniwy aby dokonywać całościowej interpretacji.

Podejdę jak zwykle bardziej technicznie. Oto moje propozycje zmian:

1)"Planowaliśmy spędzić ten wieczór inaczej, tylko we dwoje, zadzwonił Krzysiek i… tak jakoś wyszło, że zaprosiliśmy go na partyjkę scrabli." - chyba byłoby lepiej: Planowaliśmy spędzić ten wieczór tylko we dwoje, ale zadzwonił Krzysiek..."
2) "co niby miało być gandzią, ale przy paleniu tak nie pachniało, a trzepało jak po kilku wdechach czadu" - lepiej: nie dość, że przy paleniu tak nie pachniało, to jeszcze trzepało jakby człowiek nawdychał się jakiegoś czadu
3) "Nie wiem, co oni dodają teraz do tego" - co oni teraz dodają do tego
4) "przypomina niewinnej, wonnej samosiejki, z przed lat dwudziestu...Przyjemnie jest powspominać sobie czasy koncertów. Morze irokezów" - zbyt raptowne przejście do przeszłości, wręcz sztuczne. Nie pasuje mi.
5) skończyliśmy pierwszą partie - partię
6) "Normalka, jakieś gówniarskie komentarze, potłuczone butelki, porozlewany alkohol - Ta "normalka" razi. Tym bardziej, że później piszesz o chęci interweniowania.
7) "Cholera, żeby człowiek nie mógł spokojnie bez nerwów wrócić wieczorem do domu" - wydaje mi się, że "bez nerwów" jest tu zbędne.
8)Teraz to się lekko zagotowałem - "Teraz" nie pasuje, ze względu na opis w czasie przeszłym. Użyj "wówczas", wtenczas" lub innego słowa.
9)"za to już w windzie wiedziałem, że zadzwonię na policje" - zamiast "wiedziałem" napisz "postanowiłem", no i "policję"
10)"chciałem prosić o interwencje" - interwencję
11) "Zobaczyłem go jakbym go widział przed chwilą" - Co to za zdanie? Nie podoba mi się.
12) "porozdeptywane na wszystkie strony buciory" - Raczej buty są rozchodzone. Porozdeptywane, rozdeptać - znaczy coś innego.
13) "ochota pogonienie z klatki małolatów" - ochota pogonienia, lub ochota na pogonienie
14) Czuje, że jesteś nieźle n a f a z o w a n y - Czuję
15)Hehe … to z tą klapką to dobre na Amerykę Północną … okey nie bądźmy tacy, dobre też na Europę, ale na przykład na rynek Ameryki Południowej, gdzie jak wiadomo panuje najbardziej wybujały maczyzm ? - Przeczytaj sobie dokładnie to zdanie.

Podsumowując: Najbardziej podoba mi się koniec, fragment o Motoroli. Tam znajduję żywy, pełen emocji tekst. Pozostała część jest moim zdaniem niedopracowana. Mam wrażenie, że zbyt mało krytycznie przenosisz język potoczny na prozę.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Hej Kornel, cenię sobie Twoją dogłębną analizę. Potrafisz zauważyć takie rzeczy, których ja nigdy bym nie dostrzegł. Jeśli będę pracował nad czymś poważnym, to poproszę cię o korektę:)Cenie sobie swoje lenistwo, dlatego też nie chce mi się dokładnie wkminiać w Twoje sugestie w tej chwili. Pogadamy o tym na pewno przy okazji... NIe ze wszystkim się jednak zgodzę i w kilku miejscach pozwolę sobie nie wprowadzać zmian zaproponowanych przez Ciebie:)Zupełnie nie zgadzam się z Twoją opinią : "Mam wrażenie, że zbyt mało krytycznie przenosisz język potoczny na prozę." Dokładnie jest tak, że zależy mi na tym aby proza była zbliżona jak tylko najbardziej się da do języka potocznego, inaczej proza nie jest "żywa", jest nudnawa i przyciąga uwagę jedynie efekciarstwem fabuły,lub wulgarnością, a nie o to chodzi. Zbyt częste i zbyt dosłowne stosowanie wulgaryzmów i czasem zbytnia fizjologiczność(nie zawsze)działa na mnie odpychająco... Upraszczając napiszę, że zgadzam się z Twoją korektą i na pewno poprawię tekst w pkt. 3.5.9.10.11. Pozostałe bez zmian... Jeśli chodzi o końcówkę tekstu, to właśnie się zastanawiam nad zmianą. Spotkałem się z opinią, że końcówka nijak się ma do całej reszty i osoba, która to komentowała, z której zdaniem się bardzo liczę, radziła abym z końcówki o motoroli wogóle zrezygnował. Zauważ że tekst jest jakby z dwóch części. Najpierw opis tego co się działo wieczorem, a później jakiś dziwny tekst o "wynalazku". Tekst jest tak nierówny bo częściowo powstał pod wpływem marihuany dwa lata temu, a częściowo kilka dni temu i niestety jak widać nie za bardzo wyszło mi "sklejenie" tego. Pomyślę nad zmianami, bo uważam że ogólnie tekst jest ok i warto.
Pozdrawiam i dzięki za koment.
Opublikowano

Każdy i Nikt - Marcepanie chyba dobrze odczytałeś ten tekst. Napisałem go dwa lata temu, a przez te dwa lata jeśli coś się zmieniło to według mnie nie koniecznie niestety na lepsze. Jestem z tego pokolenia o którym piszesz, może to co mówię i to co myślę jest nieco sentymentalne, nic na to nie poradzę. Widzę dzisiejszą rzeczywistość jako coś o wiele paskudniejszego niż okres tzw.komuny lat osiemdziesiątych.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiejsza młodzież karmiona jest pierdołami z Vivy i wpiera im się, że życie z Big Brothera jest fantastyczną sprawą, interesują ich głównie plotki z życia jakiś popierdółek i darmozjadów jak Paris Hilton czy Britney Spears. Poza tym "fun" i ot cała filozofia życia, wszystko możesz nic nie musisz. Nam o coś jednak chodziło, była oczywiście i zabawa, ale i coś więcej. Koncerty, a na nich wspólnota, poczucie przynależności do jakiejś konkretnej grupy, muzyka i teksty z którymi człowiek mógł się utożsamiać, mógł wykrzykiwać je razem z muzykami pod sceną. Kobranocka, Proletaryat, Dżem, Dezerter, Sex Pistols. Jak któryś z nich wtedy śpiewał, że nie je mięsa, to ja mu w to wierzyłem, jak śpiewał, że walczmy o wolność, to też mu wierzyłem, albo, że ma wszystko w dupie... Bo był w tym prawdziwy. Kogo obchodziło, że jakaś blondyna z Holywood kupiła sobie dwudziestą parę butów za 10 tys. dolarów? Albo, że jakaś gwiazdka była z tym, a teraz jest z tym? Czy inne tego typu pierdoły. No i jeszcze coś. My zostaliśmy wychowani przez komunę, a musimy żyć w zupełnie innym systemie. Co jest na plusdzisiaj? Że dzieciaków uczy się praktyczniejszych i przydatnych rzeczy, mi wpajali tylko martyrologię, cały ten etos bohaterstwa polskiego i kiedy już starszy pojechałem na Zachód pełen dumy z polskości, okazało się ,że tam nikogo to ani nie obchodzi, ani nikt nie ma o tym zielonego pojęcia, a jedyne co wiedzą o Polsce, to nasze pijaństwo, drogi jak ze średniowiecza i zacofana technologia.
Popatrz sobie np. na Wilki. Kiedyś zaśpiewali "Eli lama sabahtani" i było to dobre, a teraz? Kiedy ich słyszę wyłączam radio.
Pozdrawiam.
P.s. pozdro dla Dona, ja bym tak nie potrafił rozłożyć na czynniki pierwsze tekstu. Zegarmistrzowska cierpliwość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Co znaczy - "Nie wierzę w stylizację, technicznie złe...?" Nie rozumiem co miałeś na myśli... pozdrawiam

Tzn. że podpisuję się pod uwagami Don Cornellosa, ale też więcej bo przypuszczam, że pisząc nie próbowałeś stylizować języka i dostosować go tak aby narrator wypadł oryginalnie, więc te potknięcia techniczne na pewno stylizacji wynikiem nie są. Treść zjadliwa, w porządku (bo zapomniałem dodać wcześniej) Ale ja się tam nie znam.
pozdrawiam
Opublikowano
Wieczór przewinął się pod znakiem muzyki - mówi się że - Wieczór przeminął pod znakiem... - dlatego zmieniłbym tę frazę.
W pierwszym akapicie za dużo scrabli i piwa (gingers, reklamówka piwa, gingers) jak na tak krótki fragment.

A tak poza tym to nie mam zastrzeżeń. Nie często zdarza mnie się pochwalić i wysoko ocenić dwa kolejne teksty tego samego autora. Muszę to zrobić z nieukrywaną radością. Masz fajny styl pisania. Żadnych stylizacji tu nie ma i może jestem niedoedukowany, ale takowego zabiegu tu nie dostrzegam.

Patent klapką świetny. Tekst w pewnych aspektach pobudza do dyskusji a to już sukces. szacunek!!
Opublikowano

Dzięki wszystkim za komenty, wezmę sobie do serca Wasze uwagi (szczególnie te płynące z serca) Sanestis Hombre, upierał się będę że wieczory mogą się "przewijać";)... Jimmi Jordan, rzeczywiście nie starałem się specjalnie "stylizować" języka, uważam że nadmierna "stylizacja" wcale nie poprawia oryginalności tekstu. Stylizacja jeśli się pojawia, jest raczej nieświadoma... pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widzisz, masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, bo napisałem "przeminął" i wcale się przy tym nie upieram. Zrobisz jak zechcesz bo to Twój tekst. Jednak nie "wkładaj mi w usta" słów, których nie wypowiedziałem (nie napisałem). A z tą stylizacją nieświadomą to lepiej daj spokój, bo Cię polubiłem i nie chciałbym się czepiać;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widzisz, masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, bo napisałem "przeminął" i wcale się przy tym nie upieram. Zrobisz jak zechcesz bo to Twój tekst. Jednak nie "wkładaj mi w usta" słów, których nie wypowiedziałem (nie napisałem). A z tą stylizacją nieświadomą to lepiej daj spokój, bo Cię polubiłem i nie chciałbym się czepiać;)

Sanestis jak widzę problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu masz Ty. Mi właśnie o to chodzi, że Ty napisałeś "przeminął" a ja "przewinął":)więc nic Ci nie "wkładam" w usta. Bronię słowa "przewinął" w odniesieniu do "wieczoru", bo dlaczegóż wieczór nie może się przewijać? Pisząc o nieświadomej stylizacji, mam na myśli to, że zawsze nawet zeznając przez sądem pod przysięgą, człowiek coś tam doda od siebie, coś ubarwi. Pisząc tekst, nawet starając się aby był jak najbardziej zbliżony do rzeczywistości, też tego nie unikniemy. Zastanawiam się tylko czy o to chodziło Jimowi Jordanowi?... Cieszę się że mnie polubiłeś, im więcej ludzi nas lubi, tym więcej łaski na nas spływa(łaska spływa?;) pozdrawiam raz jeszcze
Opublikowano

okej, zagalopowałem się;) zwracam honor. Ja jednak wolę tę forme "przeminął" i dlatego tak buchnąłem, hehe. Nie gniewaj się. A poza tym stylizacja to coś zamierzonego, więc jeśli piszesz że mogła być nieświadoma to popełniasz błąd. Ale nie ma co tego rozwijać. Dałem dupy w poprzednim poscie, więc biorę dupę w troki i spadam. Publikuj ziom, bo masz ciekawy styl.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Spoko Sanestis:) Nie gniewam się. Minęły czasy, kiedy broniłem tekstu(nawet bezzasadnie;)jak Niemcy Monte Cassino. Teraz obruszam się tylko jak ktoś jest chamski, lub kieruje się w komentowaniu jakimiś uprzedzeniami bez jasnego. logicznego i rzeczowego uzasadnienia. Ciebie to nie dotyczy:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...