Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie! Nie odchodźcie! Jeszcze na moment
zawróćcie, nimfy zielonoskrzydłe!
Podsyćcie nikły płomień nadziei,
nim zostaniecie zwykłym mamidłem.

Do moich brzegów, do moich lasów
znów mnie ponieście po moim niebie,
raz jeszcze chwyćcie mój los w swe ręce,
nim czar wasz pryśnie, nim stracę siebie.

Dajcie mi, nimfy, loty wysokie
i myśli piękne jak polne kwiecie,
bądźcie mym światłem i drogowskazem -
znam was od dawna - wiem, że możecie.

Lecz jeśli odejść musicie, nimfy,
bo coś was woła - hen, za morzami,
przez wzgląd na naszą dawną zażyłość
prośbę mam jedną: weźcie mnie z wami.

Opublikowano

uroczy, po prostu brak mi słów!
czyta się lekko, przyjemnie, słownictwo miłe dla ucha i ducha :)

(i nie żebym zaraz faworyzowała z powodu zbieżności nazwiska...chyba, że źle pojmuję ten przekręt :))

Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejne wiersze
Natalia

Opublikowano

Yourek - może będę mniej przychylny bo - jak wiesz piszę tak jak Ty - rymem - więc możesz odebrać to jako konkurencję - nic z tego ... - wszystkich tu szanuję - a takich piszących podobnie w szczególności - otóż - Yourku - coś nie tak z tymi nimfami: trochę one takie suche - nie wiadomo gdzie żyją i ską się wzięły - myślę, że pwinieneś (nie zmienja teraz) pierwszą zwrotkę dać z opisem okolicy - wtedy wiersz przesiąkłby do końca atmosferą panującą wokół Ciebie - a tak to są tylko nimfy skrzydłe - lecz jakie barwy - jakie dążnie ich .... - nic nie ma - może się czepiam - proszę o wybaczenie - nimfy to stworzenia, które żyją w lesie - pośród bagien - ogólnie mówi się nimfy - ale chodzi o nimfy wodne - dużo ich w prasłowiańskiej kulturze i parabałtysjskiej też - Łajmy, dziakle ... - poszukaj Yourku jeśli oczywiście masz czas - nie chcę się mądrzyć - ale wiersz nie bardzo od strony tematu - natomiast forma i styl - jak najbardziej - 6+ - jeśłi miałbym coś postawić

pozdrówko W_A_R

Opublikowano

Dziękuję, Pani Ewo:-).

Zrobię co się da, aby Pani zainteresowanie moimi rymowankami nie minęło:-)

Pozdrawiam:-)
***************************************************

Witaj Witoldzie:-)

Moim nimfom chyba nigdy nie przyszło do głów płochych zastanawiać się, czy są bagienne, leśne, czy wodne, prabałtyjskie, czy starosłowiańskie:-). Sądzę również, że byłyby bardzo zaskoczone mianami, które przytoczyłeś :-). To takie moje nimfy - do użytku wewnętrznego: nimfy-marzenia, nimfy-nadzieje (zielonoskrzydłe), nimfy-tęsknoty - codzienne, swojskie i bez wielkoświatowych aspiracji. A dlaczego w ogóle nimfy? Bo ulotne, płoche, bezcielesne.

Dziękuję Ci za tak wnikliwe potraktowanie tematu:-)

Pozdrawiam:-)

P.S. Cieszę się, że nareszcie mówisz do mnie po quasi-imieniu. Przyznam, że od zwrotów "pan, pani" w internecie zdążyłem już odwyknąć i gdybym musiał używać tu owej formy, byłoby mi to poręczne trochę jak... lewy gwint :-)

Dziękuję.

[sub]Tekst był edytowany przez Yourek Ajsiński dnia 09-03-2004 15:57.[/sub]

Opublikowano

No i padło wierszysko - cześć jego pamięci:-). Odżałuję. Może z czasem będzie lepiej:-).

Super jest móc spojrzeć na swoje dzieło oczami innego człowieka, zwłascza jeśli jest on tak wnikliwym obserwatorem :-). Rzeczywiście - z wiersza wynika, że nimfy są... skrzydłe (zielono):-) i... to wszystko.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Otóż to, Witoldzie - a miejsca owe były sielskie, równinne, podmokłe, krzaczaste co nieco - nimforodne z grubsza rzecz biorąc:-). Swojego czasu zbierałem z nich nimfy całymi tabunami. Ech, stare dzieje - teraz jeszcze z rzadka jakaś bidota koślawa się napatoczy, ale to już nie to - bardzo nie to :-).

Ponownie dziękuję za bezcenne uwagi.

Pozdrawiam serdecznie:-).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Yourku - widzę to tak - żyły sobie takie i takie w różnych miejscach i nawet nazw nie miały i przyszedł niejaki Yourek i je do torebki plastikowej i ...nie, nie odchodźcie... - a potem jak pies na smyczy i łapanie kija - ...raz jeszcze chwyccie mój los... - w trzeciej części widzę jakąś obietnice - ze jeśli ... dajcie mi, nmfy loty wysokie ... - a w ostatniej skrucha Twoja - ...lecz jeśli odejść musicie... - wiesz Yourku, one nie wezmą Cię ze sobą - miałeś je w dłoniach ale nie rozmawiałeś - jest tylko monolog - choć brutalnie do tego podchodzę - ale tak mi się wydaje - coś mi tu od początku nie pasowało - wybacz, że tak napisałem - te nimfy zbyt suche ...

pozdrówko W_A_R

Opublikowano


I znow mi sie podoba..Lubie pana wiersze z kazdym nastepnym wierszem coraz bardziej.Bardzo lubie taki styl.Wszystko mi odpowiada..Styl,rytm rymy, tresc, przeslanie i poetyckosc..
Do ulubionych
Opublikowano


Witaj Witoldzie:-)

Jakie torebki plastikowe? Chyba tylko po to, żeby trochę się zapociły i nie były takie suche:-).I jakie aportowanie?
Gdybym miał ułożyć wiersz według Twojej wizji, nie znając podmiotu naszej wymiany zdań, efekt byłby prawdopodobnie bardziej zbliżony klimatycznie do "Kochajmy zwierzęta", niż do "Nimf":-))).
Szczerze mówiąc zaczyna trochę dziwić mnie ta dyskusja, bo wiersz wydawał mi się jednym z klarowniejszych, jakie udało mi się napisać.

Pozdrawiam:-).
************************************************************
Witaj Dormo:-).

Bardzo proszę: nie "pan" - będę wdzięczny:-).

Pięknie dziękuję za uznanie. "Do ulubionych" - ładnie brzmi.:-)

Pozdrawiam serdecznie:-).






Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ok - moja to wizja - a Twoja klarowność - nimfy powinny być w lesie a Ty powinieneś poszukać sobie muzy - i ostrożnie z nią - na prawdę Twoje nimfy są "do niczego" - nie zachwycaj się swoim pisarstwem - piszesz dobrze ale treść, którą zawarłeś - dla mnie jako przyrodnika - fizyka i czym tam kolwiek innego - razi - i nie obrażaj się - bo nie na tym polega współpraca tutejszego gminu - aby chwalić i ach i ech - tylko lekko sugerować - aTy Yourku - widzę u Ciebie wielką dojrzałość w pisaniu - tylko treść nie ta - i będę się czepiał takich wywodów na tzw. o moje cośtam cośtam! jak w tym wypadku - nimfy - albo piszesz ode do radości albo robisz z życia innych więzienie

pozdrówko W_A_R
ps. przemyśl i niech tak zostanie - daj znać jeśli nie chcesz bym komentować Cię nie musiał - echhh - co za słowo musieć ... - wybacz

Opublikowano

Witam!najpierw slowko do Adama, Nimfa - w mitologii greckiej:boginka o postaci pieknej dziewczyny,uosabiajaca sily przyrody i jej piekno czyli natura ,ktora nas otacza,a poniekad i sami nia jestesmy.A wiec jak najbardziej pasuje do slow zawartych w tekscie.

autorowi chcialam powiedziec ze wiersz jest ciekawy poza ostatnia wzrotka - psuje calosc moim skromnym zdaniem( dziecinnie naiwna i nieporadna)
i ne wzbudza wyobrazni.lepiej zeby je wogole nie bylo,albo jakies inne ciekawe zakonczenie ))));
M+A

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mario - brać słownik to jak siekierę - eeej - co za porównanie - mitologia grecka, rzymska, słowiańska i jakiegoś tam blebleble z doliny blublublu - wybacz za wywód - poeta powinien sięgnąć do źródeł a jesli ktoś zatrzymał się na grecczyźnie to jego sprawa - nie będę się mądrzył - może ominąłem tę część historii - ale dla mnie nimfy to panny leśne, błotniste, stawowe - więc udowadnianie nie ma sensu - jeszcsze raz proszę o wybaczenie

pozdrówko W_A_R


[sub]Tekst był edytowany przez Witold_Adam_Rosołowski dnia 12-03-2004 19:17.[/sub]
Opublikowano

Zgrabnie ułożony, bo cudne w nim bohaterki , co -jak mniemam -natchnieniem dla podmiotu niezastapionym.
Można pokusić się o interpretację jakąś głęboką , dogłębną , pogłębioną ... jednak najbardziej mi bliska to ta, w której nimfy są wszystkim tym, co w zieleni ma źródło. Chyba zazdroszczę tego kolorytu o tej porze roku.

Pozdrawiam i cieszę się, że są ludzie, dla których nimfy tańczą.
A.

Opublikowano

Witaj Witoldzie:-).

*nie zachwycaj się swoim pisarstwem*

Bardzo intensywnie myślałem nad tymi słowami. Najtrudniej obiektywnie ocenić siebie. Nie chcę negować Twoich słów, bo jesteś obserwatorem tak wnikliwym, że istotnie - możesz mieć rację. Poza tym - ja powiem: "nie", Ty powiesz: "tak" i...pat - zero efektu:-). Napiszę więc szczerze jak to ze mną jest, a Ty wyciągnij wnioski.
Owszem, zdarza mi się czytać własne wiersze, niektóre podobają mi się bardziej, inne mniej. Można również powiedzieć, że dopada mnie niekiedy swoiste uczucie zachwytu. Dotąd jednak sądziłem, że zachwyt ów dotyczy tego O CZYM piszę, a nie JAK piszę. Powstanie wielu moich wierszy spowodował zachwyt właśnie. Poza tym: ja naprawdę jestem w stanie dostrzec i docenić kunszt innych autorów i gdybym miał sporządzić jakiś prywatny ranking, to moje utwory zajęby w nim miejsce - co najwyżej - nie ostatnie :-). Istotnie - być może czasem wyglądało na to, że staram się bronić "Nimf", ale chodzło mi głównie o wytłumaczenie, dlaczego napisałem tak, a nie inaczej.

*nie obrażaj się *

No wiesz! To już totalne nieporozumienie. Jestem niedouczonym faciem z prowincji ("Poezja" nie jest pierwszą stroną, na której to wyjaśniam) i moimi głównymi pomagierami przy poczynaniach na tej stronie są instynkt i intuicja, a nie wiedza i intelekt. Harakiri? Nie sądzę - wolę napisać to sam:-), niż kiedyś usłyszeć od kogoś. Działam trochę na zasadzie orzącego konia, który nie wie, że to co robi nazywa się orką, nie wie po co to robi, ani dlaczego musi to robić. Jedyna różnica: trudno przypuszczać, że koń orze z przyjemnością:-)))). Prawdopodobnie wyczułeś w moim poprzednim poscie lekką nutkę zniecierpliwienia (stąd Twoje: "nie obrażaj się"). Rzeczywiście - chciałem dać temu wyraz, bo przecież każdy komentarz "winduje" wiersz na początek strony (niestety - za chwilę znów tam będzie :-) ), a tyle innych świetnych utworów spychanych jest głębiej. Kiedy mój wiersz otrzymuje - powiedzmy - do dziesięciu recenzji, moja radośc jest niczym nie zmącona, jednak jeśli przybywa ich zanadto, czuję się trochę skrępowany.

Ot, cała prawda, Witku Drogi. Proszę u łagodny wymiar kary :-).

Pozdrawiam serdecznie:-).
************************************************************

Witaj Mario:-).

Dziękuję za recenzję i cieszę się, że wiersz podobał Ci się chociaż po części:-). Myślę, że odpowiedź, której udzieliłem Witoldowi, będzie wystarczającym dowodem na zasadność Twoich zastrzeżeń dotyczących wiersza.

Dziękuję - pozdrawiam:-).
***********************************************************

Dziękuję Joanno, miło mi, że przyjęłaś ten wiersz tak życzliwie. Twoi poprzednicy nie byli tak łaskawi, ale przecież każdy czuje inaczej. W tym potęga tej strony.

"Tańczący z nimfami" - rzeczywiście - może to byłby lepszy tytuł> :-).

Pozdrawiam :-).






Opublikowano

Yourku - ja też jestem z prowincji (jeśli prowincją nazwać można coś co pod Wa-wą jakieś 100 km - dla mnie prowincją jest Wa-wa) - jeszcze raz powtórzę - do formy i stylu nie mam co się dorzucać - jedynie treść nie dała mi radości - proponuję więc abyśmy zostawili ją w spokoju - choć pewnie o mnie chodzi z tym spokojem - dziekuję za Twój bardzo obszerny komentarz - moja napaść na Twoje nimfy - podyktowana była tym, iż troszkę inaczej bym z tymi nimfami postąpił - no cóż - przepraszam za ataki - przepraszam za napaść - nie ma co się "wymandrzać" - masz styl i formę - bardzo dobre - cóż mogę więcej - pochwała robi z człowieka "pean'a" albo "peel'a" - eeeechhh - Yourku - pisz , pisz i nad w-a-r'em się nie zastanawiaj

pozdrówko W_A_R

Opublikowano

Witoldzie - tej prowincjonalności na kilometry raczej przeliczyć nie sposób - wszędzie są "ludzie i ludziska" - przecież wiesz. Nasuwało mi się słowo nieeleganckie: zadupie, które w moim odczuciu ma nieco inne znaczenie niż prowincja.

Mam nadzieję, że niniejszym sprawa "Nimf" schodzi z wokandy :-). Bardzo się cieszę i jeszcze raz serdecznie Ci dziękuję za tak szczegółową analizę.

Pozdrawiam:-).
Opublikowano

Piekny wiersz, zgadzam się jednak z jednym z poprzednich komentarzy
(przepraszam, nie pamietam juz czyim), ostatnia strofka, odbiega troche od całości, burzy klimat. Cóż nie wydaje mi sie także, aby było potrzebne nakreslanie pochodzenia nimf ,opisywanie warunków oraz sposobu ich życia. Nimfa od zawsze była tajemnicą swoistą bez względu na to czy była grecka czy słowiańska i cieszę się, że nie dał Pan kompletnego przepisu na nimfe. Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...