Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Hayq,w pewnym sensie zgadzam się z tobą. Popełniłam błąd tłumacząc ,bo to i tak nie jest tak dosłownie, to raczej przybliżenie, pomoc w interpretacji. Piszę nie od dziś i bardzo często obserwuję ile razy komentujący wychodzą z całkiem inną interpretacją niż moja, czasami jestem nawet zszokowana jak dużo może ich być, jak różne i przy tym dobre. Czytam haiku, często dyskutujemy ze znajomymi, parę słów a jakie różne skojarzenia. Dziękuje za odwiedziny i pozdrawiam:)

  • Odpowiedzi 93
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wiesz, że sobie nie pozwolę na retorsje, ze względu na kogoś, kogo bardzo lubię i szanuję
mnie to nie rozśmieszyło, ale szanuję cudze poczucie humoru

ciekawe spostrzeżenie, dobrze się czegoś o sobie dowiedzieć

ja bym tylko dodał, że jakoś nie widzę, abyś w innych przypadkach tak jawnie prezentował swoje zdanie, to zastanawiające

i proszę bardzo, jeśli na tym forum ma zapanować moda na takie wejścia, to ja mogę, lubię to bardziej od ciebie i sądzę, że jestem w tym lepszy
może i siła moralna jest po twojej stronie, ja nie wiem - nie mam tutaj kwalifikacji
Zdaje się, że nie do końca się rozumiemy.
Pomijając to, że nie bronię wiersza - sam się broni ;)
"popatrz obok" dotyczy wyliczenia uczestniczących w dyskusji, nie ja to zrobiłem i nie chcę się zaliczać w taki ciąg - nie wiem jak ty?
Retorsje - ten passus brzmi jak szantaż emocjonalny (a'propo "siły moralnej" ;)
Pozostałe rzeczy są oczywistymi (dla mnie) stwierdzeniami. Jeśli urażam Was - to sorry. Przepraszam też, bo chyba niepotrzebnie mi przykro, w sumie: nie musi. Nie mój problem. To nt. innych razów (choć mylisz się, niestety - kilka razy mnie poniosło, wiem, że głupio, ale cóż...). Nie używam argumentu wieku - to ty starasz się w ten sposób uprościć sytuację.
Ale tak mnie nie obrazisz, najwyżej zirytujesz.
Zresztą: o czym my tu dyskutujemy? ;)
b
właśnie: o czym? ja nie wiem, na jakiej podstawie sugerujesz, że moim zamiarem jest obrazić ciebie, albo kogokolwiek
jest dyskusja o wierszu - dyskutujmy o wierszu, zamienianie jej w dyskusję o tym, czy ktoś się zachował niekulturalnie, jest śmieszne
dodam, że autorka po 50-tym chyba komentarzu wyraziła gotowość odpowiedzi na moje pytanie, dość proste, acz w swojej strukturze wymagające odniesienia się do konkretnej sfery języka;
ja nic nie mówiłem o obronie wiersza
jest to prawdopodobne, że możemy się nie zrozumieć, może mniej koduj?
już kiedyś była bardzo burzliwa dyskusja na ten temat, może cię krzywdzę, ale wydaje mi się, że piętnowanie stosujesz wybiórczo w tych samych wątkach, stąd nawiązanie do wieku
do kogo można a do kogo nie można?
to bzdura, drobiazg, ale czasem potrafi zirytować
przynajmniej masz przykład w tej dyskusji, że nie tylko ja "mam gdzieś czytelnika", jak kiedyś powiedziałeś
ja tam się nie będę skarżył, że pewne rzeczy są poniżej krytyki; miałem więcej czasu i licho mnie tutaj gnało
w moim świecie sprawy są proste - od razu wiadomo, kto jest dupa, bo zrobił coś, co nie działa; i tyle, może se gadać do upadłego, wszyscy wiedzą, jak jest; i nikt nie pieprzy wtedy głupot, że co z tego, że nie działa, że jemu się i tak podoba
powiem jeszcze - uporczywe nieodpowiadanie na powtarzane pytanie jest wg reguł konwersacyjnych okazaniem braku szacunku do rozmówcy, moim zdaniem dużo głębszym, niż użycie słowa "pierdolenie";
i kiedy pytam kogoś, jak się nazywa i w odpowiedzi słyszę, że wcale nie pada deszcz, to nie mam ochoty powiedzieć nic więcej, jak "gówno"; zwłaszcza za setnym razem
chciałem napisać całe mnóstwo uszczypliwych rzeczy, ale w imię pracy nad sobą powstrzymałem się
niech stanie na tym: wiersz jest świetny, nie rozumiem jego podstaw logicznych, bo jestem tępy, ola jest chamska, oboje jesteśmy niekulturalni, potępiam "kupę" niedouczonych, włącznie z samym sobą, biję się w piersi i żałuję za grzechy
amen
Opublikowano

Nie poddawaj się Bogdanie :). Czasami trzeba coś przemilczeć, ale szlak mnie normalnie trafia jak czytam takie dyskusje. Wiecie, że nie przepadam za Olesią, ale prubuję być obiektywna.
Tylko czasem się zwyczajnie nie da. Nie chcę tu wywoływać kolejnej dyskusji, ale Olesiu zstanów sie naprawdę co robisz..

Opublikowano

Fickan, skoro tak się upierasz, niech stanie na Twoim:) Co do świetności mojego wierszyka nie musisz jednak przesadzać, wszyscy już znają Twoje zdanie. Z "wieku", również nie musisz się tłumaczyć, sam pomysł wtrącenia go, świadczy wystarczająco o Tobie. A słowo "p.........e? Nie dziwi mnie, że jest Twoim zdaniem, mniejszym złem od (jak Ty to nazywasz) "uporczywe nieodpowiadanie na powtarzane pytanie...". Coś mi się wydaje, że "słyszysz" tak jak czytasz? Wręcz natrętnie powtarzam "nie mam czasu" (myślę że powinieneś się z tego powodu cieszyć), podchodzę na parę minut do komputera i już muszę uciekać, czas nie pozwala mi na zbyt wielką wnikliwość w komentarze, dlatego zgadzam się z tym, że mogą być chaotyczne. To fakt, a to czy Ty w niego wierzysz czy nie, to Twój problem. Swoją interpretację wiersza (mniej więcej) podałam, niepotrzebnie. Wiersz jest krótki a mój opis jego może być uważany za nadinterpretację, wręcz opowiadanie. Chciałam pobudzić wyobraźnię czytelników. Gdybym wiedziała że moja grzeczność zostanie potraktowana tak "kulturalnie", wycofałabym się. O ile dobrze zrozumiałam to to było jednym z najbardziej nurtujących Ciebie pytań. Zachęcany do kolejnych pytań - wycofałeś się, Twoja sprawa. Domyślam się, że do wiersza tak debilnego nie wracasz ale i nie wykłócaj się w komentarzach o swoje już i tak zakręcone racje. Myślę, że wspólnie poznaliśmy swoje "kultury". Twoja mi nie odpowiada, podobnie jak i Olesi. Proponuję abyście wspólnie przedyskutowali komentarze, będziecie usatysfakcjonowani i wygrani. I na pewno zmieścicie się w "ramach" własnej kultury.

Opublikowano

Olesiu czytałam Twoje wierszyki i rozumiem reakcję jaką wywarł na Tobie mój "wierszyk". Proponuję abyś ich nie czytała, nie będziesz się musiała "stresować".

Opublikowano

Panie Fickan, ja nie znam pańskiego wieku, nie mam pojęcia ile Pan ma lat. Żeby wykorzystać mój w komentarzu, musiał się Pan tym specjalnie zainteresować, pod wierszem nie ma takiej adnotacji, jest Pan żałosny.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przeginasz
a histeria jest tu nie na miejscu
przepraszam, nie powinienem dyskutować z Tobą
nie powinienem reagować na wpisy Twojej Pani
i więcej tego nie zrobię
b
faktycznie, to nie jest dobre miejsce na taką dyskusję, napiszę na pw
Opublikowano

Pani Bono!
Powtarza pani z uporem, że nie ma czasu; rozumiem, zdarza się, o to nikt nie może mieć pretensji. Odnoszę jednak wrażenie, że pani czyta i nie rozumie. W komentarzach niewiele jest poezji, niewiele miejsca na interpretacje. Jeśli brakuje czasu to może lepiej skoncentrować się na jednym komentarzu i przeczytać go uważnie, zamiast rzuciwszy okiem wylewać natychmiast odpowiedź. Nie chce mi się wracać do pytania, które zadawałem, można sobie przesunąć tekst i tam będzie, to już nie o to chodzi. Jako autor może pani przyjąć stanowisko odpowiadania na komentarze, czyniąc zadość komentatorowi, bądź skupić się na tym, co pani chciałaby powiedzieć. W tym drugim przypadku proszę się nie dziwić, że ktoś się zirytuje, gdyż może się poczuć, mówiąc kolokwialnie "olewany". Na tym portalu, jak wszędzie, są ludzie mniej i bardziej drażliwi. Jedni na coś takiego nie zareagują, inni wręcz przeciwnie. Zrozumiałe jest, że można nie mieć czasu. Ale to jest prosta sprawa: jak nie mam czasu, to z nikim nie rozmawiam i robię to, co mam do zrobienia. Inaczej taka rozmowa nie ma sensu.
Zdaję mi się, że pani wzięła głęboko do siebie określenie "debilne", którego użyłem kilkadziesiąt komentarzy wcześniej. Jestem skłonny również przypuszczać, że odebrała pani to jako inwektywę. Nic bardziej błędnego. Tego określenia użyłem wobec pewnego rodzaju schematu, który sam zarysowałem we własnej wypowiedzi. Schematu hipotetycznego, który nawet jeśli okazałby się prawdziwy i zwartościowany przeze mnie jako debilny, nijak nie mógłby być wzięty za obraźliwy, chyba że oskarżać mnie o obrazę wiersza. Jeśli byłem uszczypliwy gdziekolwiek, to przepraszam, mogło się to wziąć z irytacji, o której pisałem wielokrotnie. W dyskusji lubię, gdy ktoś odnosi się do sedna poruszonej sprawy.
Wśród wielu użytkowników tego forum obserwuję zjawisko "nieuzasadnionej wyższości moralnej", nawiązując do niedawnego tekstu Aleksandra Halla w "Gazecie Wyborczej". Także u pani. Stosuje pani również technikę insynuacji, wycieczek osobistych i wkładania w cudze usta stwierdzeń i sformułowań, których adwersarz nie użył. Przeciwko takiej postawie protestuję. Według pani zapewne to też jest mniejsze zło niż użycie słowa "pierdolenie".
Chciałbym również zwrócić uwagę na fakt, że moim zdaniem sfera moralna jest dużo bardziej relatywna w kwestii ocen niż sfera intelektualna. Panią oburza użycie niecenzuralnych wyrazów, mnie oburza odpowiedź nie na temat, bo oznacza, że albo autor jest złośliwy, albo nie czytał komentarza, na który odpowiada. A jeśli nie czytał, to po co odpowiada? Odpowiada dla siebie, czy dla czytelnika?
Z wieku nie muszę się tłumaczyć i nie wiem, skąd u pani wzięła się taka myśl. Zwracam uwagę w tym momencie, że dogaduje pani do rozmowy z kim innym i to ewidentnie nie na temat wiersza, ale mojej osoby, czego sobie nie życzę. Odczytuję to jedynie jako odwet za niepochlebny odbiór wiersza, bo nie wiem, w czym innym mogłem zawinić.
Ostatni pani dopisek zdumiał mnie najbardziej. Bo ja nie wiem, gdzie ja napisałem cokolwiek, co by odnosiło się do pani wieku. Nie mam pojęcia, ile pani ma lat; powiem więcej: nie interesuje mnie to. Nie wiem, w jaki sposób miałbym się nim zainteresować. Zapewne za pośrednictwem służb specjalnych.
Następnym razem proszę czytać uważniej, zanim pani napisze, że ktoś jest żałosny.
ps
Na koniec w imię miłości do bliźniego: wybaczam i proszę o wybaczenie.

Opublikowano

To że przyznałam się do pewnych faktów, mianowicie pośpiechu, nie oznacza że Twoje komentarze nie są rozbiegane. Temat "mojego czasu " wyjaśniłam już definitywnie i konkretnie ale komentarz wyżej znowu zdominował "mój czas" . Odnoszę wrażenie że nie masz o czym pisać i wałkujesz temat. Wieku czepiłam się cyt" stąd nawiązane do wieku" i odczepiam się od niego i skoro jesteś świadomy mojej pomyłki, to jakim cudem odczytujesz to jako odwet, absurd. Niczego nowego nie dowiedziałam się z Tego komentarza. Przeciągasz temat, który ja starałam się zmienić i usatysfakcjonować Cię odpowiedziami, w rządku, nazwijmy to naprawieniem błędów. No i sam widzisz - nie wyszło. Nie lubię takich komentarzy (ostatni Twój) który nie jest żadnym punktem wyjścia. Debilny, nie debilny, zamknij ten temat i kolejny raz powtarzam, jeżeli chcesz się czegoś dowiedzieć zadaj pytanie. Debilne odebrałam jak odebrałam, podobnie jak poszczególne osoby mój wiersz (łącznie z Tobą), kolejny przykład jak skomplikowane mogą być odbiory i że warto w kulturalny sposób, bez irytacji dyskutować o tym. Nie muszę Ci tego pisać - interpretacji może być prawie tyle ile czytających.
Nic nie wkładam w cudze usta, piszę co myślę i jak to widzę, to mój wiersz i nie mam możliwości wkładania czytelnikom np Twojej interpretacji, to chyba logiczne że opieram się na swojej.

"Na koniec w imię miłości do bliźniego: wybaczam i proszę o wybaczenie. No widzisz, może te wrony odleciały razem z przykazaniami? Może jedno z drugim się nie rozminęło? Cóż, wypada mi napisać to samo: wybaczam i proszę o wybaczenie:)




Pozdrawiam wszystkich komentujących:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...