Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Co tu wiele opowiadać. Spędziłem przemiły wieczór z przyjaciółmi przy
suto zastawionym stole, potem siedzieliśmy do późna w ogrodzie, popijając świetnie schłodzone piwo.
Było i wesoło, i smutno. Wesoło, bo Justyna tryskała humorem, jakby się czegoś najadła. Szybko połapałem się, że ciąża jej służy. Tylko pogratulować plemniczego Blitzkriegu po kilku miesiącach znajomości, choć martwiłem się, czy aby na pewno przejdą tę próbę zwycięsko. Wydawali się jednak tacy zgrani, szczęśliwi...
Posmutniałem nieco, gdy Jarek opowiedział mi gdzie pracuje. Nie szło mu zupełnie w nieruchomościach, więc desperacko poszukiwał roboty, próbując odnaleźć się w posquatowej, pełnopłatnej rzeczywistości. Nic mu się nie udawało, popadł w długi i niełaskę landlorda, który zagroził, że wyrzuci ich do końca tygodnia. Nie spłacał też karty kredytowej ani rat za laptopa. W ciągu paru tygodni przeszedł metamorfozę od biznesmena do człowieka na bruku. Wtedy zadzwonił do Sary, polskiej firmy, która oprócz tego, że wydawała największy magazyn dla Polaków w Londynie, zajmowała się też szeroko pojętymi usługami dla rodaków, sprzątaniami, ogrodnictwem i budowlanką. Lubiłem czytać Coolturę, ale zawsze mąciła mi tę przyjemność świadomość, jakie ciemne moce za nią stoją. W olbrzymim skrócie: ludzie pokroju tych, którzy przed paru laty pobierali opłatę za pokazanie Polaczkowi, jak dojść do sklepu, dysponowali ogromną siłą reklamową dla swoich bardzo drogich usług. Polak bez języka i przyjaciół szedł do nich po pomoc w załatwieniu konta w banku, otrzymaniu National Insurance Number, wymianie prawa jazdy, kart CIS i CSCS (pozwalających budowlańcom pracować na wielkich budowach) itp. Mnie załatwienie konta zajęło 15 minut, oni kasują za to 50 funtów. W ogóle ceny u nich startują od 50, ale i tak chętnych nie brakuje.
Jarek odpowiedział na ogłoszenie, że chce pracować jako manager działu cleaningu. Jakie były wymagania? Ano kilkuletnie doświadczenie na stanowisku dyrektorskim, świetny angielski, prezencja, kreatywność, bla bla bla... A co w zamian? Najniższa stawka, jaką przewidziała ustawa, praca w ciasnej klitce z jedną łazienką i wieeeeelooooogodzinny dzień pracy! Kiedy się sprawdził, obciążono go dodatkowymi zadaniami, oczywiście bez podwyżki. W ten sposób ja, z moim angielskim na poziomie studenckiego Headwaya i kompletnie niepraktycznymi studiami i brakiem doświadczenia, w pół dnia zarabiałem tyle co on przez 11 godzin.
Przyjrzałem mu się bliżej. Schudł, zmizerniał, poszarzał na twarzy. Poradziłem, by jak najszybciej dał stamtąd nogę, zanim go zamęczą. Gniewnie odpowiedział, że doskonale o tym wie i co dnia rozsyła dziesiątki CV. I skończyliśmy temat.
Wracałem z uczuciem niesmaku i żalu. Powiedziałem sobie, że nigdy, przenigdy więcej nie zatrudnię się u Polaków. Zresztą u kogokolwiek. Nie chcę mieć szefa, nie chcę sprzedawać duszy jakiemu patałachowi za chudą sakiewkę.
Nadszedł mój wielki dzień. Jadę po Anetę. Radość i narastające podniecenie sprawiają, że wiercę się w metrze, jakbym złapał robale. Na szczęście niepisana zasada mówi, żeby nie gapić się na innych podczas jazdy. Wszyscy oglądają reklamy, gapią się za okno albo śpią.
Nie byłem w centrum ze 3 miesiące. Londyn przestał być dla mnie atrakcją turystyczną. Stał się moim nowym domem. Mam swoje ulubione miejsca - parki, sklepy, zakład fryzjerski, puby – które sprawiają, że czuję się tu bardziej swojsko.
Na Victorii tłoczno, jak gdyby ważny reżyser kręcił wielką scenę zbiorową. Wszyscy biegną na złamanie karku po skomplikowanych trajektoriach pośpiechu - aż dziw, że nikt na nikogo nie wpada. W podziemiach międzynarodówka, cały świat w pigułce zmrowiony w setkach prób dotarcia do celu, na stacji kolejowej to samo, ale już na dworcu autobusowym Victoria Green Line inna rzeczywistość. Niby Anglia, lecz bardziej jak przed dworcem w Krakowie. Dziesiątki, setki, może tysiące Polaków. Siedzą na schodach i ławkach, oblegają sklepiki i knajpki, czekają w tłumie na autokar. Gorączka. Ktoś kogoś odbiera, ktoś wraca do kraju, kilku nietwarzowych dżentlemanów krąży i żebra na browara. Poza tym wszystkie auta zaparkowane w okolicy należą do Polaków. Te na polskich blachach, i te na angielskich. Imponuje mi to i budzi zazdrość. Podejmuję decyzję w kilka sekund – jutro kupuję samochód!
- Te, Ziomal, z Polski jesteś? – słyszę charpliwy głos i skrajnym wysiłkiem woli, próbuję się nie skrzywić. Zarośniętą gębę szanownego Ziomala skrywa dykretny kaptur.
- Mieszkam w Anglii – odpowiadam spokojnie.
- Ale po polsku mówisz – Ziomal wydaje się być uradowany – Mam fajeczki na sprzedaż. Malboro Lajty z ruską akcyzą.
- Dzięki, stary. Zaraz wjeżdża moja dziewczyna. Wiezie mi fajury – próbuję dostosować język do potrzeby chwili i chce mi się śmiać.
- Aha, to może innym razem. A funta byś do winka dorzucił?
- Sory, mam tylko 10.
- Może być!
Na Victorię wjeżdża autokar Bermudy z Krakowa, więc zaczynam biec, potrącając zdezorientowanego Ziomala.
- Mogę skoczyć rozmienić! – krzyczy za mną.
Za szybą widzę uśmiechniętą twarz Anety i ze wzruszenia uginają mi się nogi. Ludzki potok powoli wylewa się z pełnego zaduchu wnętrza. Tworzy koryto wokół klapy bagażowej, rozlewa się i zstępuje z powrotem, opływając zmęczonego kierowcę, który zaczyna wydawanie wielgachnych toreb.
Chrzanić to. Aneta wpada mi w ramiona. Przez chwilę wirujemy pośrodku drogi, ale klakson nadjeżdżającego autokaru zabija magię tej chwili niby przypadkową muchę.
- Cześć, kochanie. Tęskniłeś?
Przyglądam jej się chciwym wzrokiem. Nic się nie zmieniła, poza tym, że rozjaśniła włosy. Nie odpowiadam, tylko całuję ją w ramiona, szyję, policzki...

Opublikowano

Wybaczcie, ale nie mam już siły za kazdym razem układać tekstu na stronie. To problem admina. Ja mam ułożone jak trzeba, po przesłaniu jednak wszystko ulega rozpadowi formalnemu. Wesołych resztek Świąt.

Opublikowano

tak się akurat składa, że mój dobry znajomy, wrócił na swięta z Londynu, więc to opowiadanie było dla mnie czymś przyjemnym, o czym nasłuchałem się przez ostatnie kilka dni dość sporo
i jedynym minusem jest ta autentyczność, wszystko wydaje się takie rzeczywiste przez co nudnawe momentami

opowiadanie napisane stylowo, czuć lekkość w przechodzeniu z linijki na linijkę
poczekam na c.d


pozdrawiam

Opublikowano

widzisz i taka jest właśnie różnica, między tym, jak ktoś pisze, a nie udaje, że pisze...

jest lepiej, niż to poprzednie, ale wciąż mam wątpliwości. Moim zdaniem, nie masz wyczucia proporcji i struktury, to co powinieneś pokazać sceną, opowiadasz wprost w mało ciekawy i przekonujący sposób, a scenki, dialogi biorą się z dupy, od czapy, nie są żadną dramaturgiczną kolejnością zdarzeń, mogło by ich tam nie być... Czytałem kilka odcinków, one też kończą się nie tam gdzie powinny, czasem są suche, bez emocji, bez dramaturgi, bez klimatu, no i nie trzymasz stylu. raz jest to proza , a innym razem, jak ten kawałek, dziennikarsko. Czytałem go i miałem wrażenie, że mówi do mnie facet z mikrofem, w garniturze, pod krawatem, na tle victoria Station, i czekałem aż zakończy słowami: z Londynu dla Warszawy - Asher. Ja wole, gdyby mi to opowiadał Asher, zagubiony w Londyńskim wirze zdarzeń...Mam nadzieję, że rozumiesz moją bolączkę...

co do treści się nie wypowiadam, bo to juz kilkunasty odcinek, nie pamietam poprzednich..nie mam czasu an analizę, objetościowo , jest to kawał materiału do przerzucenia... Może jak bede sie nudził i nie będę miał nic lepszego do roboty, uważam jednak, że powinienes to wysyłać do wydawnictw, bo temat emigracji wyspiarskiej w polsce jest bardzo popularny i na pewno by chwycił... tylko zdejmij to z netu najpierw, przemyśl, pozmieniaj...jeśli potrafisz oczywiście,

pozdrawiam

p.s nawiązując do poprzedniego komentarza, któregoś tam wcześniejszego, szkoda, że ja nei mam się tu od kogo uczyć...

Opublikowano

Jak dla mnie , to dobra robota, zresztą jak zwykle. musiałem przeczytać kilka wcześniejszych odcinków, bo mam braki, ale nie uważam żebym stracił czas, wprost przeciwnie, opowieść trzyma się kupy, jest ciekawa i dobrze napisana. czasem tylko, mam nieprzemożoną ochotę pozbawić twoje zdania niepotrzebnych (moim zdaniem) przymiotników, ale to taka moja paranoja; calkiem możliwe że walczac z nimi w swojej prozie , czegoś jej pozbawiam, naprzyklad tego co czyni twoje pisanie interesującym. a po za tym kawalek emigracyjnej prawdy w tej powieści. dobra szkola dla tych ktorzy chcą dać stad dyla na wyspy... a więc asher z tym atakowaniem wydawnictw, które sugeruje ci PR to dobry pomysł. to naprawde temat na czasie, który mogłby chwycić.wiem, wiem, próbowaleś juz wiele razy... ale próbuj dalej.łatwiej zainteresowac wydawców powieścią niż zbiorem opowiadań. niestety.

Opublikowano

1) "Spędziłem przemiły wieczór z przyjaciółmi przy suto zastawionym stole, potem siedzieliśmy do późna w ogrodzie, popijając świetnie schłodzone piwo." - To zdanie wydaje mi się jakby było napisane na "odwal". Przyjrzyj mu się.
2) Całość czyta się bardzo przyjemnie, tak przyjemnie, że zapomniałem szukać czegoś do czego można byłoby się przyczepić. Jest tu przestrzeń, czas na oddech.

Pozdrawiam

Opublikowano

Cóż, panowie. Dzięki za pochwały i przygany. Problem jest taki, że ja tego nie traktuję jako powieść, lecz jako rodzaj pamiętnika albo bloga. Jestem tak do tyłu z pisaniem tego, a tak do przodu w życiu, że z trudem wracam do tamtych chwil.

Piotr, Asher już nie jest zagubiony i to jest drugi problem. Ile może się gubić? Jęczeć? Poszukiwać? Anglia rozpieszcza, ułatwia, demoralizuje - i to jest problem trzeci.

Ale dopóki więcej będzie opinii za, a mniej przeciw, będę sobie Squata pisał...

Opublikowano

A widzisz Piotr do mnie to trafia, więc jestem trzeci. I wcale nie włażę asherowi w dupę, bo żadnych korzyści bym z tego nie miał. Nawet ta forma pamiętnika jest okej. Akurat autor porusza konkretne problemy, które są bardzo aktualne dla współczesnych Polaków (już nie będę wypisywał o co chodzi, bo dobrze wiadomo o czym jest squat). Ważna jest to, że przeczytałem kilka odcinków i się nie znudziłem, więc wnioskuję że mógłbym przeczytać tego więcej czyli tekst jest dla mnie dobry (nie nuży, nie irytuje). Nie lubisz takiego pisania twoja sprawa. Ale nie pisz, że tekst przeznaczony dla dwóch, trzech osób. W końcu krzysiek rutkowski czy don cornellos nie wyrazili się pochlebnie bez powodu. Zatem jest już nas troje + znajomi ashera;p

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




generalnie to mnie to jebie...kto komu dupe liże , a kto nie i dlaczego...

do mnie trafia Bukowski, Cummings O'hara, Wilson, Hemmingway i jeszcze paru,
to są ludzie, którzy do mnei trafiają każdego dnia, ..no może cummings nie koniecznie, nie cały...

do ciebie trafia Asher, to tylko świadczy o tym, na jakim jesteś etapie i jakim człowiekiem, ale nie obrażajmy nikogo, bo nie każdy rodzi się geniuszem prozy... i o ludziach , których nie ma mówi się dobrze albo wcale...

trafiają do ciebie chujowe opisy, twoja sprawa, trafiają do ciebie, przesłodzone zdania , twoja sprawa, brak emocji, napięcia, mieszanie stylu, narracji, czasu, sceny wzięte z kapelusza, bez jakiejkolwiek dramaturgi, pisanie sobie a muzą, bez struktury, bez większych przemyśleń, nie no może przemyślenia są i to w kilku odcinkach ciekawe nawet... taki bohter do ciebie trafia...twoja sprawa,

ja uważam, że pomysł jest ciekawy, ale trzeba by było zrobić z tego prozę, logikę, przyczonowo skutkowość...wiele zmieniec, zeby nadac temu SENS, z resztą autor sam przyznał, że to blog, wiec o co chodzi???, sam się określił... Mówie to tylko z przymróżeniem oka, moje zdanie jest gówno warte...ja jestem tylko pisarzem, scenarzystą...i czytelnikiem, nie jestem krytykiem, ani niestety Panem z Wydawnictwa.

wy autorami swoich dzieł

Pozdrawiam, wszystkich noworocznie
Opublikowano

Panowie, znów wojna w szlance wody. Piotr miewa złe dni, trzeba być elastycznym.

Piotruś, mylisz się, jak dość często. Nikogo tu nie obchodzi, co skrobię o Londku, bo mają tego po uszy. Jeśli ktokolwiek to przeczyta, to tylko ludzie z Polski, bo dla nich to może być ciekawie. Albo nie. I już.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że powinienem już skończyć kierować się Bukowskim, bo chyba już poszedłem dalej. Jego zdanie, jego sprawa. Bukowski jest dla ludzi młodych i gniewnych, a że jest pustawy i ma chroboczący styl i w chuj alkoholu w opisach, to może i jest fajne. Podrabiać go jest dziecinnie łatwo.

I skończmy te baję, bo temat nie wart zachodu. Nara

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




generalnie to mnie to jebie...kto komu dupe liże , a kto nie i dlaczego...

do mnie trafia Bukowski, Cummings O'hara, Wilson, Hemmingway i jeszcze paru,
to są ludzie, którzy do mnei trafiają każdego dnia, ..no może cummings nie koniecznie, nie cały...

do ciebie trafia Asher, to tylko świadczy o tym, na jakim jesteś etapie i jakim człowiekiem, ale nie obrażajmy nikogo, bo nie każdy rodzi się geniuszem prozy... i o ludziach , których nie ma mówi się dobrze albo wcale...

trafiają do ciebie chujowe opisy, twoja sprawa, trafiają do ciebie, przesłodzone zdania , twoja sprawa, brak emocji, napięcia, mieszanie stylu, narracji, czasu, sceny wzięte z kapelusza, bez jakiejkolwiek dramaturgi, pisanie sobie a muzą, bez struktury, bez większych przemyśleń, nie no może przemyślenia są i to w kilku odcinkach ciekawe nawet... taki bohter do ciebie trafia...twoja sprawa,

ja uważam, że pomysł jest ciekawy, ale trzeba by było zrobić z tego prozę, logikę, przyczonowo skutkowość...wiele zmieniec, zeby nadac temu SENS, z resztą autor sam przyznał, że to blog, wiec o co chodzi???, sam się określił... Mówie to tylko z przymróżeniem oka, moje zdanie jest gówno warte...ja jestem tylko pisarzem, scenarzystą...i czytelnikiem, nie jestem krytykiem, ani niestety Panem z Wydawnictwa.

wy autorami swoich dzieł

Pozdrawiam, wszystkich noworocznie

Spokojnie.

Jeśli nie dostrzegasz granicy między twórczością internetową, a literaturą to już Twój problem. W ogóle rozbraja mnie takie rzucanie nazwiskami. No i co mnie to obchodzi, że to czytasz? Ja też mogę podać nazwiska które mnie inspirują. Jednak jesteśmy teraz na innym poziomie abstrakcji. Proza internetowa - to właśnie tu komentujemy, a nie Bukowskiemu i nie Witkacego, i nie Calvino. Jak piszę, że jest to dla mnie ciekawy tekst, to jestem świadom swoich słów. Blog? W porządku, ale jak się przypatrzymy innym blogom to ten tekst wypada korzystnie. Nie traktuję ashera jako wyroczni, można przeczytać, bo jest to godne uwagi. Całość squata jest interesująca. Napisz coś długiego - zobaczymy jak sobie radzisz ze strukturą, narratorem, bohaterami itp.
Ty autorem swoich dzieł
Myślę, że ugryzło Cię to iż to nie Ty zostałeś połechtany w ego.
Wyjeżdżam się bawić, bo trza powitać nowy rok godnie, więc życzę dobrych tekstów w 2007 roku.
Opublikowano

nic mnie kurwa nie ugryzło i nie mam złych dni

po pierwsze: SH. wyraziłem się jasno i klarownie...Trafia do ciebie takie coś..to mussiz być nieżle pojebany..i to jest moja myśl, do mnei trafiają inni, których wymieniłem...
twórczość internetowa??? a nie poroza? to jakie to jest forum? klikaczy dla zabicia czasu ? pedałów latających po stronach www?

W porządku, ale jak się przypatrzymy innym blogom to ten tekst wypada korzystnie hahahahahahahaah...bez komentarza, chyba ze porównujesz, blogi piętnastletnich dziewic, ze Squatem to się zgodzę.

Nie traktuję ashera jako wyroczni, - to dobrze,

można przeczytać, bo jest to godne uwagi. - nie wątpie

Całość squata jest interesująca, zgadza się, jest tylko źle podana.

Napisz coś długiego - zobaczymy jak sobie radzisz ze strukturą, narratorem, bohaterami itp.
radzę sobie wyśmienicie...i nie musze tego nikomu udowadniać, a juz na pewno nie tobie...
chcesz sprawdzić, to wybierz się wkrótce do księgarni w tej swojej pipidówie, nabij mi skarbonkę, ..Dowiesz sie ciekawych rzeczy o mnie i nie tylko. i nie zawracaj głowy.

do autora,

Piotruś, mylisz się, jak dość często.

- , sam napisales ze to jest tylko blog, a teraz piszesz, że ludzie w Londynie się tym nie interesują...I TO WYSTARCZY ZA KOMENTARZ. SAM SIEBIE PODSUMOWAŁEŚ. MUSISZ BYĆ STRASZNIE NUDNY PISARSKO, SKORO NIE UMIESZ ICH ZAINTERESOWAĆ

Szczerze Squat jest ciekawy do momentu, kiedy bohater (początkowo można tak to odbierać) przyjeżdza do Londynu, jesd głodny, szuka, śmierdzi, przeklina, jest poniewierany, to jest interesujące, w momencie kiedy znajduje, można opowieść skończyć,
Znalenie pracy, unormowanie życia, powinno być uwieńczeniem jego drogi. Koncem opowiesci.

nie sądzę, drogi kokolego, żebym się mylił, z resztą to nie jest o mnie mowa, tylko o Squacie. Ludzie z Polski to przeczytają, tia, na internecie w takiej żałosnej formie mieszance stylu i naracji i nie daj boże bedziesz im opowiadać jak zarobiłeś w Angli na swoją emeryturę, ciągnął w nieskończoność, chcesz merytorycznej dyskusji, to bedziemy analizowac kazdy akapit, po kolei...

A z Bukowskim, to jest żałosne..to świadczy o powierzchownym przez ciebie jego liźnięciu. Myślisz, że to chodzi tylko o alkohol??? to jest walka, styl bycia, poświecenie, hazaard kobiety, to jest wszystko, jego zycie takie było,

Puastawy??? człowieku, robi mi sie nie dobrze na samą myśl, co ty wypisujesz???

Czytałeś jego wiersze? Z Szynką raz?

Mam wrażenie, że wy jesteście ludźmi, którym ani na moment nie przyszlo do głowy posiwecic sie pisaniu, macie ciepłe posadki, i klikacie sobie dla przyjemniosci w klawisze, albo dzieciakami z indeksami w dłoniach, albo legitymacją szkolną...

Z resztą co mnie to obchodzi...

Nara wracam do pisania.

Opublikowano

Liźnięciu? Stary, wybacz, ale nie odniosę się do tego.

Z szynką raz????
Pogięło cię???

A Buszujący w zbożu? A Kes? A Chłopak Rzeźnika? A Malowany ptak?
Facet opisał ciężkie dzieciństwo i co z tego? Byli lepsi.

Jeśli chcesz mi dawać przykłady wielkiego Buka to mówmy
o Kobietach albo Factotum. Czy Listonoszu.

Natomiast jest to jeden z lepszych poetów, zgadzam się w całości.
Jego wiersze są tak surowe, że obrazy nasuwają się same.

Już lepiej biczuj mnie Wilsonem. Nikt nigdy nie napisze czegoś takiego
jak Zaułek Łgarza. Zresztą sam o tym wspominam w Squacie 2 czy 3-cim.
Tyle tylko, że gęstość opisu, powolność narracji, brak dynamiki Wilsona przeczy
Twoim literackim zaiteresowaniom, jak sądzę.

W nocy bawiłem się w Buka. Wrzucę do warsztatu. Możesz mnie gnębić dalej :)

I jeśli dalej będziesz mnie wyzywał, poniżał i porównywał z jakimiś pedalskimi prozami internetowymi, wrzucę parę komentów jakie zamieściłeś pod moimi tekstami w przeszłości.
Krytykuj Squata, wolno Ci, ale w dyskusji z Sanestisem zakwestionowałeś wszystko, na co tak ciężko pracowałem - nie w miniaturze. nara

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Boże wzruszyłem się, nie rób z siebie ofiary...

NIE MAM ZAMIARU DYSKUTOWAĆ Z TOBĄ O WYŻSZOŚCI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA NAD ŚWIĘTAMI WIELKIEJ NOCY...

nie zastanawiam sie co jest lepsze czy Listonosz, czy Z szynką... ODNIOSLEM SIE DO TEGO CO NAPISALEŚ ZE BUKOWSKI TO TYLKO CHUJ I ALKOHOL...A W SZYNKA Z RAZ, PRZEKLENSTWO POJAWIA SIE MOZE KILKA RAZY W CALEJ POWIESCI I BOHATER NIE JEST PIJAKIEM...tylko wrazliwym chłopcem...

skoro tego nie pojmujesz, nie mam zamiaru z tobą na ten temat rozmawiac, pewnie napisales to w amoku, bo ktos osmielil sie ciebie skrytykowac, a nie glaskac po głowie, w koncu jestes juz duzym chlopcem...

twojego bełkotu w stylu gęstości opisu, powolnej naracji cokowliek by to znaczyło tez nie mam zamiaru roztrząsać i tłumaczyć ci podstawowych definicji, nie mam czasu i ochoty...

bo to jest tak, że jedni piszą...a jedni bawią się, ty się zabawiłeś w Buka hahaha,

ja nie mam literackich zainteresowań, literatura, dziennikarstwo, scenopisarstwo, to moje życie, a nie zabawa czy hobby... w nikogo sie nie bawie , nikogo nie podrabiam, po prostu pisze i temu podporzadkowuje swoje zycie , poswiecilem sie temu...czaisz ???

jest jeszcze kilka rzeczy w twojej wypowiedzi, które mnie draznia,
byli lepsi, nikt nigdy nienapisze czegos lepszego... według kogo?

Nie mam zamiaryu przerzucac sie ideami wyczytanymi z ksiazek, z ogladnietych filmów itd...cytowac tu nie wiadomo kogo i wyjezdzac z pisarzami miernymi lub genialnymi, wazne sa własne przemyslenia..a jesli one mają być tego typu:

Wesoło, bo Justyna tryskała humorem, jakby się czegoś najadła. Szybko połapałem się, że ciąża jej służy. Tylko pogratulować plemniczego Blitzkriegu po kilku miesiącach znajomości, choć martwiłem się, czy aby na pewno przejdą tę próbę zwycięsko. Wydawali się jednak tacy zgrani, szczęśliwi...

to ja mówię pas... zdanie o tym , ze jakiejs dziewczynie, sluzy ciąża, wcisnięte pomiedzy zdania, nie majace z tym nic wspólnego...

ale nie mam czasu na analizę , moja dziewczyna mówi, żebym dał sobie spokój....

Zostawiam cię z tym, i PAMIETAJ, ZE NIE KRYTYKUJE CIEBIE TYLKO TO CO PISZESZ...aha i komentarze moje poprzednie, to co z tego ? kazdy popelnia bledy, ja sie wstydze wiekszosci rzeczy które tu opublikowalem i podobnie jest z komentarzami, wczesniejszymi, kiedy zachwycalem sie gniotami...

Nara
Opublikowano

Oki, chłopie. Mam dość. Chciałbym znów wydorośleć. Żegnam Cię ciepło.

A resztę proszę o wyrozumiałość. Piotr ma jakąś cyklofrenię. Jeśli się przeczyta jego komentarze, ni ch... nie ma w nich jednomyślności. O wszystkim decyduje chwila.
Nie powiem o innych sprzecznościach, bo mi się nie chce. Ale są. I jest ich wiele, poczytałem stare komentarze i wiem :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie doktorze, niech mnie pan wyleczy. Zamykam oczy, noc jest łagodna a ja myślę tylko o jednym- o mojej strasznej chorobie. Czekam na Pana doktorze Asher. Przybadż z Londynu i przywróć moją głowę do zdrowia. Nie chcę już tej dwubiegunowej psychozy. Jesteś moim jedynym ratunkiem. Twoje teksty niech staną się moją terapią

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      Miłość, jako nieludzka ponad miarę ludzkości,
      gdy uświadamia ci, opróżniając aktywne zbiory,
      kosmetyką nieznanych wejść — nie ma już odwrotu.

       

      Kiedy żyły integruje prądotwórczym pierwiastkiem,
      z nie wiadomo jakiego pochodzenia — tak pomyślisz...
      Na nowy początek pozwalając półkom się obudzić.

       

      Że nadal nie wiesz — jest opór: tej coś świadczy
      w zaprogramowany umysł, ciągątą jałowości do piątki,
      aby zrozumieć prawo jazdy bez trzymanki, ostrożnie!

       

      Kontroluj prędkość, której nie liczy się kilometrem,
      bez opłat za światło płacąc więcej niż pieniądz,
      ale z pożytkiem doświadczenia dla innych w podróży.

      [...]

      Powiedz im, aby za prędko nie wybielali z oka Ziemi...

       

      ________________________________________________________

      __________________________________________________________

       

      Spis treści:

      ***Organiczny intranet

      ***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu

      ***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce

      ***Gniazdo

      ***Z cieśniny

      ***Jest ich więcej

      ***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności

      ***Praktyczny oniryzm — metonimia

      ***W najprostszy sposób wytłumaczę

      ***Nad morzem w Rockanje

      ***Z wyjścia na wejście

      ***Medycyna niekonwencjonalna od Enkidu — nie tylko na raka

      ***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ

      ***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu

      ***Korektą rzeczywistości

      ***Jest twoja moczarka kanadyjska

      ***Ren ku haiku — kokoro no me

      ***Chociaż raz

      ***Saola — jedna z siedmiu strażniczek

      ***Jak rozsypane przekaźniki tworzą inny

      ***Zwińcie klocki

      ***Do wszystkich antenatów

      ***Gdy jeden rok śmiertelnika traktujemy jako jeden dzień Boga

      ***Gdzie jest Bóg?

      ***Niezniszczalna łodyga z bezludnej wyspy wskrzesza stary mikrofon

      ***Poza kompendium wiedzy

      ***FCE

      ***Hermafrodytyzm

      ***Każdy ma swoją Victorię!

       

      Z aktywnej molekuły przypominającej kształt krzyża (świeży tekst)

       

      Edytowane przez Nefretete (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666 Bóg - u Ciebie z małej litery - schodzi na ziemię i razem z Nim archaniołowie Michał i Rafał.   To nie jest Bóg z ołtarza - tu przedstawiony jako "bóg",  który pije wino z gwinta pod sklepem.  Ma długie włosy. Ten obraz sugeruje mi, że jest to Bóg, który mieszka z nami, a nie nad  nami.   Aniołowie utracili swoją wiarę w samo "południe dnia świętego". To wymowny obraz. Wszystko się zapadło, zawalił się fundament.   "To twój codzienny bóg", czyli taki, jakiego widzisz. Widzisz go  pod sklepem, a nie jako sacrum.   "Jest bogiem nieporządku, niechlujności i zdziwaczenia" - odczytuję jako bałagan, brud i "odlot".   Nie wymaga ani porządku, bo sam nim nie jest, ani  czystości - sam jest nieporządkiem. To obraz Boga obecnego pod sklepem, nie nad nami.   On nie ocenia - uśmiecha się.   Z całego wiersza wybrzmiewa dla mnie najbardziej: "Tłum klaszcze  w rytm tej  dziwnej gry". Zamiast się modlić - klaszcze. Wszyscy to "kupują".     W kolejnych wersach pojawia się narrator: "Gabriel kręci dokumentalny film". Tu jego rola sprowadza się do  rejestracji rozpadu.   Mamy tu kolejne obrazy: squat, dym i zimne grzejniki.   Wygląda jak reportaż.   Końcowy wers: "Akcja!" jest w moim przekonaniu ironiczny. Tu wszystko jest już skończone.   Starałam się tu  tak ważyć słowa, by nikogo ten komentarz nie uraził . Pozdrawiam serdecznie .
    • Pamiętasz, przyjacielu, gdy będąc dziećmi kwiatów, przeszliśmy przez bramę do sztucznych rajów?   Nie potrzebowaliśmy kluczy od archanioła,  bo mając otwarty umysł  każde drzwi percepcji stoją otworem.    Chcieliśmy iść schodami do nieba albo jechać autostradą do piekła.  To było dla nas bez różnicy.    Las, w którym się zatrzymaliśmy opowiadał nam bajki i narzekał, że dawno nikt się w nim nie powiesił.    Tańczyliśmy na przydrożnych nieskończonościach, żeby złapać stopa  do najbliższej osobliwości.    (Na schodach lub autostradzie trudno złapać stopa)    Ludzie bali się naszego namiotu rozstawionego na stacji paliwowej A przecież każdy był w nim mile widziany    Pamiętasz, przyjacielu, jak napisałam ten piękny wiersz na pudełku od pizzy?   A ty musiałeś na nim machnąć farbami swoją Mona Lisę  – bo rozjechany wzrok nie pozwalał ci zobaczyć małych liter.    Pamiętasz, przyjacielu, gdy rzucaliśmy  kamieniami w nocne niebo?    To był wtedy jedyny sposób,  by dotknąć tej upragnionej przez nas  hollywoodzkiej Alei Gwiazd.   Nie żyliśmy przeciwko temu światu lecz dla świata który jeszcze nie nadszedł.    Nazwaliśmy się Psychonautami Każdy z nas miał swoją własną Misję Apollo  
    • @Nefretete ... kamień spogląda na niebo ogladano go i odrzucano wiele razy  przekazał tyle wiedzy a oni oni nie uwierzyli przemierzył galaktyki i wrócił aby ... ... Pozdrawiam 
    • @Benjamin Artur – dzień niepodobny do nocy... tramontate, stelle!
    • Malutkiej Mai z Dąbrowy nie leży tenis siłowy, wybiera taktykę i wygrywa sprytem, a to jest tenis majowy.     Z najserdeczniejszymi gratulacjami dla Mai Chwalińskiej, która zachwyca Roland Garros.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...