Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sekunda za sekundą. Minuta za minutą. Dzień za dniem. Nie patrzę na wskazówki zegarka, ale mam świadomość jak się przesuwają, wciąż krążą. Bez końca, bez przystanku. Nie lubię czuć upływu czasu. To przynosi wręcz fizyczny ból. Trzeba wtedy ciężej pracować. Wytężać siły. Klapki na oczy i do przodu. The winner takes it all. Niech inni stoją w miejscu. Nie patrzeć na boki, ale walczyć. Nawet w tak niewymiernej dziedzinie jak moja. Bo to przecież praca. Tylko praca.
W czasie podróży zawsze czytam. Senekę ostatnio. O ulotności czasu. O szczęściu. Tak, Senekę lubię. Mądrala pisał, żeby nic nie mieć, a sam codziennie rano mył ręce w złotej misie, przyniesionej przez niewolnika z Tracji. Tak, zadbać o siebie potrafił. Tyle, że koniec dopadł go niewesoły. Podciął sobie żyły na rozkaz cezara. Takie życie. Przynajmniej miał odwagę.
Podczas lotu nie słucham absolutnie niczego. Używanie słuchawek mogłoby zaburzać delikatną równowagę moich bębenków. Trzeba dbać o siebie. Nie wkładać sobie w uszy źródła dźwięków. Talent trzeba pielęgnować.
„Zbliżamy się do lądowania. Proszę zapiąć pasy”. Ten sam co zwykle ton z głośnika. Beznamiętny. Wschodnie wybrzeże już pod nogami, wiele setek metrów pod stopami, ale to już nareszcie koniec wyczerpującego lotu przez Atlantyk.

* * *

– Karolku, podejdź proszę. Przedstaw się. Karolu, bądź grzeczny i nie uciekaj.
– Mamo nie pchaj mnie. Mamo.
Łzy. Czego chce ode mnie ta ruda, stara pani, o takim dziwnym uśmiechu.
– Jak masz na imię, dziecinko?
– Ka-karol.
– Miły z ciebie chłopiec. Jestem ciocia Bożena. Pokaż cioci rączkę.
Miękka dłoń ściska moje chude palce.
– Widzisz te pudełko? To pianino, Karolku. Chciałbyś grać na pianinie?

* * *

– Mamo, nie mogę już, ręka mi drętwieje.
– Ćwicz Karolku, przecież chcesz być pianistą.
– Ale nie mogę już. Mamo!
– Ale przecież chcesz? Tak Karolku?
– Chcę. Nie mogę już. Mamo. – Łzy w oczach. – Nie mogę. Nie mogę. Mamo proszę. Jutro.
– Nie płacz słoneczko, dostaniesz batona. Pamiętaj, musisz dużo ćwiczyć, tak powiedziała pani Bożenka. Pamiętaj, synku.

* * *

Duża aula Akademii Muzycznej zapełniona. Na podwyższonej płaszczyźnie z drewna fortepian. Z prawej pod łukiem ściany, w trzech rzędach zgromadzeni profesorowie uczelni. Zapomnieć o osiemnastu raptem latach i z podniesioną głową podejść na środek, do instrumentu. Tylko spokojnie. Ukłonić się, usiąść. Popieścić palcami klawisze. Przyzwyczaić nogi. Potem zagrać tak, jak potrafię.

Tak. Burza oklasków. W jednym z dalszych rzędów, pod oknem, czarne duże oczy wpatrzone we mnie wżerają się w moje myśli.

* * *

Znowu wieczór z Anną. Może nie znowu. Nie mamy dla siebie wiele czasu. No, niech będzie. Ja nie mam. Spokojnie, przy kawie. Neony miasta. W tle delikatnie brzmi classic jazz. Przy barze paru facetów. My siedzimy przy stoliku przy oknie. Widok na Chmielną. Kocham to życie.
– Wiesz Karol. Chciałabym, żebyś zagrał dla mnie.
– Mam ważny koncert za tydzień, muszę ćwiczyć. Wiesz, mogą mnie wysłać na konkurs chopinowski. Ten słynny. Nie cieszysz się?
Błysk oczu dziewczyny.
– To wspaniale. Ale zagraj dla mnie, proszę.
– Po koncercie będę grać tylko dla ciebie. Obiecuję.

* * *

Dwanaście lat wytężonej pracy. Tysiące godzin za pianinem, fortepianem. Dzień, when the dreams come true. Zdjęcie na pierwszej stronie gazet. Informacja na samym początku w telewizji. Łzy dumy i szczęścia w oczach rodziców. Telefon i gratulacje od Anny. Laureat międzynarodowego konkursu chopinowskiego. Ja i moja ciężka praca. Warto było. Warto jest. Kocham, kocham życie. Do góry. Patrzeć na cel.

* * *

– Tak kochanie, muszę pojechać. Kupimy ładny duży dom z ogrodem. Zawsze chciałaś mieć dom z ogrodem, prawda?
– Wiem, że mnie nie ma ostatnio zbyt wiele w kraju, ale muszę jeździć na koncerty.
– Oj, chłodno. Zresztą Helsinki to już całkiem daleka północ
– Tak wiem, nie zapomnę o szaliku.
– Nie, wszystko załatwione, hotel zarezerwowany.
– Muszę już kończyć. Kocham cię, słońce.

* * *

Nie lubię czytać recenzji po występach. Po ostatnim koncercie w Carnegie Hall jakiś głupawy krytyk napisał: bez ducha. Perfekcjonizm bez ducha. Jak robot. Niepokój. Co jeżeli ma rację. Odwróci się karta. Najgorzej być upadłym aniołem, zdetronizowanym królem. Już lepiej przestać istnieć.

* * *

– Widzisz Pawle. Rozumiem twój lęk. Coś w tym jest. Widzisz… Tego nie uzyskasz w dzień, to rośnie gdy wsłuchujesz się w piękno, chwila po chwili, dźwięk po dźwięku. Musisz odpocząć, poszukać dystansu. Poszukać perspektywy. Nabrać głębi, oddechu.
– Profesorze, ale to może jednak nieprawda… Przecież wygrywam konkursy, przecież nagrywam nowe płyty. Przecież wszyscy mnie słuchają.
– Wsłuchaj się w siebie. Słońce tak samo odległe ze szczytu i podnóża. Kwiat tak samo czerwony. Dobranoc Pawle, muszę już kończyć. Do usłyszenia.

* * *

– Tato, mieliśmy pójść obejrzeć mecz dzisiaj wieczorem. Spędzić wieczór razem.
– Nie mogę dzisiaj. Jutro mam nagrania. Zapłacą kupę kasy i muszę być w formie od samego rana. Kupię ci fajną koszulkę Barcelony. W piątek może?
– W piątek masz przecież koncert w Londynie.
– Rzeczywiście. Zapomniałem. Dobra, Pawełku, kończę już, odezwę się jakoś później. Ucałuj mamusię.

* * *

Grudzień. Kolejny grudzień z życia. Dzień umyka za dniem. Kartki z kalendarza umierają w śmietniku pod biurkiem. Mebel ze starego dębu, rzeźbione nogi i przepastne szuflady.. Tradycja, konserwatyzm. Rzeczy, które odzwierciedlają osobowość. Tak samo jak ten fortepian w salonie. Ten zadbany ogród. Pokazują, kim jestem. Dbam o siebie i swój czas. I wciąż idę do przodu. Te rzadkie chwile wytchnienia spędzane z Anną i Pawełkiem. To moja duma. Nagrania dla słuchaczy z Japonii i Niemiec. Występu w Carnegie Hall, Mediolanie i Londynie. Zostawić coś po sobie, mój sens, moje przesłanie na każdy dzień.

* * *

Hilton. Dwudzieste czwarte piętro. Ósma rano. America, America. Kraj możliwości, kraj dla mnie. Dzisiaj trzeba podjąć decyzję, czy podpisać kontrakt na kolejne nagrania dla Ralfa, głównego producenta Sony Music. Sam nie wiem. Zewsząd ogarniające zmęczenie daje o sobie znać. Ile to już lat. Piętnaście minęło od tego wspaniałego konkursu. Półtorej dekady życia w biegu. Tak trzeba. Mój czas jest krótki. Tylko wytrwali wygrają. Ja i moje życie. Sztuka. Być artystą. O tak, jestem artystą. Gdybym zapieprzał całymi dniami nad cyframi bym zwariował. Tak jest to samo, ale przynajmniej odróżniam się od reszty.

Telefon. Anna. Cholera. Miała mnie nie rozpraszać dzisiaj.
– Tak, kochanie?.
– Karol...
– Tak, słucham cię.
– Brakuje mi ciebie, kiedy wrócisz? Mieliśmy wyjechać na wakacje.
– Wiem, na razie myślę, jak to będzie. Wiesz jak jest z czasem. Ciężko.
– Karol, odpocznij trochę. W ogóle nie bywasz w domu. Proszę.
– Dobrze, kocham cię. Muszę już kończyć.
– Proszę.
– Tak, słońce. Niedługo będziemy mieli dużo czasu. Dam sobie spokój z nagraniami. Odpoczniemy. Zobaczysz, będzie wspaniale. Już muszę kończyć. Do zobaczenia.

Przycisk rozłącz. Nie mam teraz siły na ciężkie rozmowy. Powoli podchodzę do okna. Piękne słońce na zewnątrz. Nowy Jork, kochany Nowy Jork. To miasto jest jak ja. Idące do przodu. Obejmujące ogromem ambicji wszystko.

Z tyłu ciche kroki. Pewnie Ralf.
– Przepraszam. Mistrzu, to jak, podpiszemy nowy kontrakt? – tak, to jego cichy i śliniący się nadzieją na dobry interes, głos.
Powolny odwrót głowy.
– Tak oczywiście.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No co ty, super, może zbyt szkicowe, jak scenariusz na etiudę, ale bardzo mi się podoba.
Trochę za mało o muzyce, taka jednostronna wizja kariery wymuszonej okolicznościami, ten festiwal szopenowski taki tylko gazetowy, ale ponieważ odebrałam całość jako szkic to mi w lekturze nie przeszkadzało.
Pozdrawiam
Opublikowano

Michał, uważam,że to świetny tekst. Troche mi brakuje bardziej dopracowanego zakończenia, bo dalszej części chyba nie będzie prawda? Ale czyta sie naprawdę przyjemnie. Zastosowałeś technikę, która nadaje ciekawe tempo tekstowi. Masz plusa+ ;) pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No co ty, super, może zbyt szkicowe, jak scenariusz na etiudę, ale bardzo mi się podoba.
Trochę za mało o muzyce, taka jednostronna wizja kariery wymuszonej okolicznościami, ten festiwal szopenowski taki tylko gazetowy, ale ponieważ odebrałam całość jako szkic to mi w lekturze nie przeszkadzało.
Pozdrawiam
no tak, muzyka jest tylko tłem. całość jak napisałaś - to raczej szkic na przełamanie złej serii ;)

pozdrawiam i dziękuję za zajrzenie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...