Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Człowieku, przypominam, że to jest forum piszacych haiku, to co napisałeś niewatpliwie jest ciekawą introspekcją, ale z formą haiku nie ma nic wspólnego. Trzymajmy się zasad, tym bardziej, że nikt nie każe nam tutaj umieszczać swoich tekstów.

Pozwale sobie na powtórzenie refleksji, którą wyraziłem na stronie Ewy Kos:

Mam taka refleksję: testem na prawdziwość haiku może być próba narysowania jego treści (szkic, np.: ołówkiem). Wówczas autor haiku musi wykazac się maksymalną koncentracją na opisie tego co widzi, pozostawiając przy tym miejsce na wyobraźnię czytelnika, z kolei czytelnik nie może fantazjować dowolnie, ale w granicach narzuconych mu przez "szkic" haiku. W ten sposób powstaje autentyczny dialog autor - czytelnik. Ogladałem kilka dni temu szkice Zbigniewa Herberta (prawdziwe graficzne haiku!). Chyba w drugą stronę też może to działać, tzn. pisanie haiku do szkicu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Człowieku, poczytaj troszkę więcej i wyciągaj jakieś mądre wnioski, a potem się dopiero wypowiadaj, bo się ośmieszasz tylko.
Jest taka jedna strona, gdzie Cię przyjmą z tymi zasadami, ale mówię Ci (z serca) szybko przepadniesz i zabłądzisz.
To co piszesz o haiku, świadczy,że w dalszym ciągu nie kumasz - i mówię prawdę!
Poczytaj dużo angielskojęzycznych - może w końcu coś dotrze. Nie wiem jak długo się interesujesz, bo to co piszesz, świadczy, że to początek. Ale nie przejmuj się, prawie każdy miał ciężkie.
Opublikowano

Dzieki za kolejne mądre rady. Teraz ja podzielę się z Tobą moją: haiku to o wiele więcej niż 15 sylab, to przede wszystkim sposób zycia - patrzenia na ludzi, na zwierzęta, na trawę, na ptaki, itd - w którym intencjonalnie pozbywamy się oceny, interpretacji, własnych emocji - po to aby zrobić miejce, w którym dojdzie do spotkania z DRUGIM (stołem, drzewem, ptakiem, człowiekiem); nie można tego zrobić inaczej jak poprzez czysty opis, w którym zblizamy się bardziej do istoty (esencji) rzeczy (to ideał haiku, filozofii zen, fenomenologii); teraz obiecana rada: żyj w ten sposób, a bedziesz o wiele bardziej szczęśliwy. Powodzienia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ładnie to przedstawiłeś i prawie się z Tobą zgadzam. To właśnie klasyczny sposób i nie mam nic przeciwko niemu, jeśli taki Cię uszczęśliwia, to w porządku.
Dla mnie, haiku - to właśnie poezja emocji, tylko wyrażanych nie w sposób bezpośredni. Dawno wyszedłem już ze sztywnych, przestarzałych reguł m.in. 5-7-5 itd. Spójrz w jakim kierunku podążają haiku współczesne na świecie, jeśli przejrzysz różne strony. Zdecydowanie odbiegają od klasychnych reguł, a jednak są PRAWDZIWYMI HAIKU. Spójrz obiektywnie, a przekonasz się. Pisane tradycyjnie, umierają szybko śmiercią naturalną. A to forum nie jest po to, aby się kłócić, tylko po to, żeby każdy mogł przedstawiać własne wizje i sposób patrzenia na życie. Tu każdy ma wybór - klasycznie albo modern.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego (szczerze) - Orston
Opublikowano

Zastanawiam się po co niektórzy ludzie zmieniają reguły postępowania (których nie są autorami) - takich tutaj na forum jest wielu i nadal nazywają to co powstaje w stary sposób, albo dodają przedrostek -modern, i już gotowe. W haiku nie trzeba szukać nowych rozwiązań, one już są, otrzymaliśmy je gotowe, naszym zadaniem jest tylko je stosować. A jeśli dla kogoś są nie wygodne, zbyt ograniczają jego wyobraźnię, czy inną ekspresję, to przecież jest tyle innych form poetyckich, literackich, plastycznych, muzycznych - może bardziej otwartch na zmiany. Haiku jest piękne poprzez swoją prostotę, ale także przez tradycję swojej JEDYNEJ formy, w której możemy odnaleźć łaczność z tymi którzy już przeminęli. Też nie ominęła mnie pokusa zmiany, ale teraz wiem, że to błąd i brak szacunku dla Mistrzów - Nauczycieli Haiku. Haiku jest haiku. Nie ma klasycznych, nie klasycznych, modern i nie - modern. Parafrazując: haiku jakie jest - kazdy widzi. Kropka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wszystko się zmienia i podlega ewolucji. Istnym szaleństwem jest tkwić w czymś, co już dawno pokrył kurz i upierać się przy tym.
To nie jest szukanie nowych rozwiązań, my tylko staramy się tchnąć w niego ducha naszych czasów, naszą mentalność, sposób postrzegania świata, rzeczy, własną wrażliwość itp.. Nie jesteśmy buddyjskimi mnichami czy samurajami, to już historia i taką stają się szybko haiku pisane w starym stylu przez już nielicznych autorów, bo do ich wierszy prawie nikt drugi raz nie chce już wrócić. Na szczęście wielu się o tym przekonało i wybrali właściwą drogę. Taki stan to nie nowość, bo świat poszedł już dawno w tym kierunku i już nieliczni-oporni tylko kwestionują tę drogę. Poezja jest po to, żeby była przez innych czytana, bo po co "martwa", no chyba, że tylko dla własnej satysfakcji. Tyle!
Opublikowano

Rozumiem, że jedną z intencji kierującą Twoim pisaniem jest odciśnięcie śladu własnej, niepowtarzalnej myśli na skrawku rzeczywistości, w której jest Ci dane obecnie przebywać. Uznałeś również, że używanie metody z XVII wieku jest kiepskim pomysłem i postanowiłeś z niej zrezygnować. To jest dla mnie jasne. Natomiast mniej zrozumiałe jest dla mnie używanie przez Ciebie - XVII wiecznej nazwy w stosunku do czegoś co już nie jest (z założenia), ponieważ nie spełnia podstawowych kryteriów formalnych - ową XVII wieczną metodą. Jeśli nazwiesz to co piszesz: "sziku", "kukuryku", "KBC/56-6578/d2" itp. , o.k., nie będę się czepiał, ale nie nazywaj tego - Haiku - skoro otwarcie odrzegnujesz się od zasad, które "już dawno pokrył kurz", a postawę osób starających się nieudolnie byc wiernymi tamtym zasadom - określasz "szaleństwem".
Po drugie, nie mogę nadziwić się stwierdzeniu, że "Poezja jest po to, żeby była przez innych czytana". Poezja, jak ja ją rozumię, to nie towar, który musi spełniać oczekiwania klienta (czytelnika) bo wtedy będzie żywa, a nie "martwa", ale metoda dzięki której, możemy zbliżyć się do poznania świata duchwego. Nie ma co ukrywać, że to wymagająca metoda, poddająca rozum ogromnym naprężeniom, lecz na końcu tej drogi spodziewać się można przewyższającej wszystko nagrody. Jakiej? Ogladania Rzeczywistości "twarzą w twarz". Bez wątpienia jedną z tych metod jest Haiku, a dokładnie mówiąc wierność jego pierwszym-ostatecznym zasadom. Podkreślam słowo "wierność", bowiem zasady mogły być zupełnie inne, to nie ma znaczenia, ponieważ bez wiernego im rozumu, poznanie i tak nie byłoby możliwe.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli decydujesz się na publikację swojej poezji, to nie po to, żeby traktować ją jako towar, ale żeby podzielić się z innymi cząstką swojej wrażliwości i duchowości, i chyba bardzo ważne jest dla poety jak ona jest przez nich odbierana. No, chyba, że chcesz to zachować tylko dla siebie - to wtedy po co wyciągać ją na światło dzienne. Jeśli widzisz, że nie znajduje ona uznania w oczach innych, to prędzej, czy później zginie wraz z autorem śmiercią naturalną w archiwach.
Twierdząc, że większość z nas piszących w ten sposób nie ma prawa używać określenia "haiku" dla swoich utworów, mylisz się, bo właśnie Ci autorzy (nie mówię o sobie) znajdują potwierdzenie i uznanie w wielu renomowanych magazynach i konkursach poezji haiku (!) na całym świecie, podczas gdy tradycjonaliści nie znajdują ani odrobiny zainteresowania.
Nie jesteś pierwszy i nie ostatni na tym forum, który się czepia. Pewna osoba, pewną osobę chciała nawet wywalić z tego forum. Z tej drogi jednak nie ma odwrotu i mamy pewność, co do słuszności jej wyboru, bo fakty mówią za siebie. Ale cóż, każdy ma prawo do własnych opinii nawet błędnych, a my wolne prawo do niewyprowadzania ich z błędu, jeśli są oporni. Ale o tym już każda taka osoba musi się z czasem sama przekonać.
Życzę światła na tej trudnej drodze - Orston
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli decydujesz się na publikację swojej poezji, to nie po to, żeby traktować ją jako towar, ale żeby podzielić się z innymi cząstką swojej wrażliwości i duchowości, i chyba bardzo ważne jest dla poety jak ona jest przez nich odbierana. No, chyba, że chcesz to zachować tylko dla siebie - to wtedy po co wyciągać ją na światło dzienne. Jeśli widzisz, że nie znajduje ona uznania w oczach innych, to prędzej, czy później zginie wraz z autorem śmiercią naturalną w archiwach.
Twierdząc, że większość z nas piszących w ten sposób nie ma prawa używać określenia "haiku" dla swoich utworów, mylisz się, bo właśnie Ci autorzy (nie mówię o sobie) znajdują potwierdzenie i uznanie w wielu renomowanych magazynach i konkursach poezji haiku (!) na całym świecie, podczas gdy tradycjonaliści nie znajdują ani odrobiny zainteresowania.
Nie jesteś pierwszy i nie ostatni na tym forum, który się czepia. Pewna osoba, pewną osobę chciała nawet wywalić z tego forum. Z tej drogi jednak nie ma odwrotu i mamy pewność, co do słuszności jej wyboru, bo fakty mówią za siebie. Ale cóż, każdy ma prawo do własnych opinii nawet błędnych, a my wolne prawo do niewyprowadzania ich z błędu, jeśli są oporni. Ale o tym już każda taka osoba musi się z czasem sama przekonać.
Życzę światła na tej trudnej drodze - Orston

Pięknie się sprzeczacie...
Tyle ładnych myśli...

Przychylam się bardziej do podejścia prezentowanego przez Orstonka,
zwłaszcza, że kilka jego haiku mnie zachwyciło. Ale faktycznie ten wiersz
nie jest najlepszym przykładem jeśli chodzi o trzymanie się zasad.

Tylko, że...
Bartku nie zapominaj, że czytanie haiku nie ma na celu stwierdzania jego
"prawdziwości" lub nie, samej klasyfikacji utworu. Tu chodzi o coś więcej...
o kontemplację piękna, o zachwycenie się czyimś spotrzeżeniem,
które jest czasem zupełnie inne od tych jakie sami posiadaliśmy.

Twoje haiku, które tu zamieszczasz, chętnie czytam, i będę je komentować
jeśli coś mądrego przyjdzie mi do głowy na ich temat, jednak nie wywołują
we mnie jak dotąd wielkiego zadziwienia.

Pozdrowienia dla Was obu.
:o)
Opublikowano

Orston, to że jacyś inni ludzie coś robia, albo nie robią - nie jest dla mnie kryterium prawdziwości czy słuszności działania. W swojej pracy zawodowej co prawda czesto posługuję sie podobnym kryterium (tzw. kryterium statystycznym), ale w dziedzinie twórczości czy kreacji (rozumianej jako ekspresja osobistego punktu widzenia, czucia, rozumienia świata duchowego, podkreślam duchowego, bo do poznania świata fizycznego służy zdecydownie poznanie naukowe z całym warsztatem metodologicznym) preferuje kryterium indywidualistyczne - polegające w głównej mierze na wierności jednej drodze. I wcale nie oznacza to, że jestem zamknięty na zmiany, przeciwnie, twierzdę, że są potrzebne, ale powinny mieć stałe, niezmienne centrum. Rdzeń - wokół którego przyrastają słoje nowego. Takie "Drzewo sztuki" ma sznasę przetrwać i dać schronienie setkom pokoleń. Spójrz na tradycyjne szkoły Haiku, jest ich przynajmniej kilka, ale wszytkie one koncentruja się na przyrodzie, utwory mają przynieść refleksję i ukojenie poprzez obrazy drzew, kwiatów, ptaków, dzikich zwierząt, zmieniających się pór roku; programowo usuwają autora wraz z jego emocjami na trzeci plan; ograniczają fizyczność do części ciała. A to co Ty (i Tobie podobni) proponujecie (z żalem stwierdzam, że sam tego nie uniknąłem), jest odrzuceniem tego rdzenia stanowiącego o trwaniu sztuki haiku przez setki lat.

Opublikowano

Bartku,ależ nikt nie zamierza niszczyć tego rdzenia, bo na nim wszytkie utwory się opierają i on jest podstawą. A że, co autor, to inna wizja, to tylko świadczy o bogactwie tej formy i bardzo dobrze, że się rozwija w różnych kierunkach, a nie dusi się tylko w jednej ciasnej skorupie sztywnych reguł.A co do trzeciego planu dotyczącego emocji, to spróbój załgłębić się w dzieła Mistrzów, zwłaszcza Issy, przecież w nich aż "wrze" od EMOCJI!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dusza

       

      Wieki temu ludzie używali żelazka do prasowania ubrań i innych tego typu rzeczy w taki sposób aby nadać im jakiś schludny wygląd. Były to urządzenia z tak zwaną „duszą”, to jest z pustym wnętrzem do którego wsypywało się rozżarzone węgle lub kawałki żarzącego się drewna. Żelazne okowy żelazka rozgrzewały się, a następnie można było prasować nim odpowiednie materiały, gdyż włożone polana czy węgle ogrzały dostatecznie „machinę”. Ta materialistyczna metafora duszy nasunęła mi się względem osób wierzących inaczej, które lubią mawiać, że mają „wewnętrzny ogień” rozgrzewający ich ciała.

       

      W pięknym zakątku Polski centralnej, znajduje się wspaniały pałac (w Nieborowie), a w nim mnóstwo zabytkowych wnętrz, obrazów, mebli, dzieł sztuki, itp. Znajduje się tam również biblioteka. W niej zaś można zauważyć wielotomowe dzieło pod wspólnym tytułem: „Historia duszy ludzkiej”. Aby ją przeczytać w całości i podzielić się wiedzą, potrzeba by było mnóstwo czasu, zatem trzeba dokonać pewnego skrótu, syntezy, trawestacji, własnej adaptacji na temat pojęcia duszy.

       

      Wedle tego co powyżej, dusza ludzka zaistniała od tego momentu, w którym człowiek stanął na dwóch nogach, przyjął postawę wyprostowaną. Właśnie wtedy zaczął posługiwać się rozumem. Jego świat był pełen lęków i obaw, pełen złych duchów, którym musiał oddawać cześć, których musiał obłaskawić, aby zyskać przychylność w łowach. Składał rozmaite ofiary całopalne, mnożył zaklęcia. Zaczął grzebać zmarłych oddając im w ten sposób należny szacunek. Pojawiła się sztuka w postaci rysunków naskalnych, przedstawiających świat zwierząt (animizm), w jaskiniach, które zamieszkiwał.

       

      Dla starożytnych Egipcjan dusza składała się z kilku kluczowych aspektów, które powstawały w momencie narodzin: Ka (siła życiowa) – to sobowtór człowieka, który potrzebował jedzenia i picia. Dary składano w grobowcach. Taka siła odróżniała żywego człowieka od zmarłego. Ba (osobowość) – część, która mogła opuszczać ciało i podróżować między światem żywych, a światem umarłych (przedstawiana jako ptak z ludzką głową). Ach (duch świetlisty) – to wyższa forma duszy, powstająca dopiero po śmierci, jeśli zmarły pomyślnie przeszedł sąd Ozyrysa. Ten duch zamieszkiwał wśród gwiazd. Ren (imię) – starożytni Egipcjanie wierzyli, że człowiek żyje tak długo, jak długo jest wymawiane jego imię. Ono stanowiło integralną część tożsamości duchowej. Szut (cień) – był uważany za nierozerwalny element istoty ludzkiej, który zawiera cząstkę istoty ludzkiej, zawiera cząstkę jego mocy. Według mitologii egipskiej, życie i iskra duchowa pochodziły bezpośrednio od bogów – stwórców takich, jak Atum, Ra, czy Chnum. Źródłem mądrości dla Egipcjan było serce, nie zaś rozum. Śmierć nie była końcem, lecz przejściem do innego świata. Podróż była długa, niebezpieczna i składała się z kilku etapów. 

       

      Starożytni Grecy zauważyli, że ciałami porusza coś niematerialnego, coś co nazwali „nous”. Zauważyli też, że to nie dusza podąża za ciałem, ale ciało za duszą. Podzielili więc duszę na rozumną, popędliwą i pożądliwą. Dusza rozumna „zawiaduje” wszystkimi popędami i pożądliwościami. To ona decyduje o wyborze etyki, a co za tym idzie moralności. Ona przeprowadza działanie na tych trzech zbiorach. W duszy pożądliwej ma miejsce chęć posiadania cudzego majątku, cudzego talentu, cudzego ciała, cudzej żony, cudzego męża, cudzego mienia, władzy nad innymi, itp. Dusza popędliwa jest niemal bliźniaczo podobna do duszy pożądliwej. Ktoś ma popęd w kierunku uprawiania lekkiej atletyki, ktoś inny turystyki pieszej, jeszcze inny ma popęd do kolekcjonowania złotych monet, a jeszcze inny do „sukcesów” erotycznych czy alkoholu. Charakterystyczny był dualizm duszy i ciała, przeciwstawienie duszy ciału i ciała duszy. Dla niektórych Greków dusza stanowiła formę ciała i była z nią nierozerwalnie związana.

       

      Dla starożytnych Rzymian dusza ludzka składała się z kilku niematerialnych elementów: 1) anima: duszy biologicznej, „tchnienia życia”, które ożywia ciało i jest wspólne dla wszystkich istot żywych; 2) animus: dusza racjonalna, siedlisko intelektu, woli, emocji; utożsamiana z męskim pierwiastkiem psychiki; spiritus: duch, „tchnienie”, kojarzony z siłą witalną i łącznością z boskim pierwiastkiem wszechświata; 3) mens: umysł, intelekt to taka część duszy, która dąży do gwiazd (per aspera ad astra).

       

      Zupełnie inaczej ma się rzecz z duszą ochrzczoną. To tak jakby w duszy rozumnej Greka, gdzieś tam wysoko, na dachu znajdowało się okienko skierowane ku błękitnemu niebu, na którym widać złożoną z obłoków, twarz jedynego Pana Boga. Dusza ludzka nie ma nic wspólnego z tak zwaną „teorią ewolucji”, którą nieliczni łączą z chrześcijaństwem, dopuszczając się kolejnej herezji, gdzie wraz z ewolucją ciała ewoluowała i dusza ludzka. Każda dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga w momencie poczęcia. Dusza nie jest uwięziona w ciele, ale stanowi jego formę. Człowiek jest jednością cielesno – duchową. Dusza nie ginie wraz z śmiercią ciała. Po rozłączeniu z materialną postacią egzystencji zachowuje świadomość i zdolności poznawcze. Bezpośrednio po śmierci, dusza podlega sądowi szczegółowemu, który określa jej stan: niebo, czyściec lub piekło.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dusza   Wieki temu ludzie używali żelazka do prasowania ubrań i innych tego typu rzeczy w taki sposób aby nadać im jakiś schludny wygląd. Były to urządzenia z tak zwaną „duszą”, to jest z pustym wnętrzem do którego wsypywało się rozżarzone węgle lub kawałki żarzącego się drewna. Żelazne okowy żelazka rozgrzewały się, a następnie można było prasować nim odpowiednie materiały, gdyż włożone polana czy węgle ogrzały dostatecznie „machinę”. Ta materialistyczna metafora duszy nasunęła mi się względem osób wierzących inaczej, które lubią mawiać, że mają „wewnętrzny ogień” rozgrzewający ich ciała.   W pięknym zakątku Polski centralnej, znajduje się wspaniały pałac (w Nieborowie), a w nim mnóstwo zabytkowych wnętrz, obrazów, mebli, dzieł sztuki, itp. Znajduje się tam również biblioteka. W niej zaś można zauważyć wielotomowe dzieło pod wspólnym tytułem: „Historia duszy ludzkiej”. Aby ją przeczytać w całości i podzielić się wiedzą, potrzeba by było mnóstwo czasu, zatem trzeba dokonać pewnego skrótu, syntezy, trawestacji, własnej adaptacji na temat pojęcia duszy.   Wedle tego co powyżej, dusza ludzka zaistniała od tego momentu, w którym człowiek stanął na dwóch nogach, przyjął postawę wyprostowaną. Właśnie wtedy zaczął posługiwać się rozumem. Jego świat był pełen lęków i obaw, pełen złych duchów, którym musiał oddawać cześć, których musiał obłaskawić, aby zyskać przychylność w łowach. Składał rozmaite ofiary całopalne, mnożył zaklęcia. Zaczął grzebać zmarłych oddając im w ten sposób należny szacunek. Pojawiła się sztuka w postaci rysunków naskalnych, przedstawiających świat zwierząt (animizm), w jaskiniach, które zamieszkiwał.   Dla starożytnych Egipcjan dusza składała się z kilku kluczowych aspektów, które powstawały w momencie narodzin: Ka (siła życiowa) – to sobowtór człowieka, który potrzebował jedzenia i picia. Dary składano w grobowcach. Taka siła odróżniała żywego człowieka od zmarłego. Ba (osobowość) – część, która mogła opuszczać ciało i podróżować między światem żywych, a światem umarłych (przedstawiana jako ptak z ludzką głową). Ach (duch świetlisty) – to wyższa forma duszy, powstająca dopiero po śmierci, jeśli zmarły pomyślnie przeszedł sąd Ozyrysa. Ten duch zamieszkiwał wśród gwiazd. Ren (imię) – starożytni Egipcjanie wierzyli, że człowiek żyje tak długo, jak długo jest wymawiane jego imię. Ono stanowiło integralną część tożsamości duchowej. Szut (cień) – był uważany za nierozerwalny element istoty ludzkiej, który zawiera cząstkę istoty ludzkiej, zawiera cząstkę jego mocy. Według mitologii egipskiej, życie i iskra duchowa pochodziły bezpośrednio od bogów – stwórców takich, jak Atum, Ra, czy Chnum. Źródłem mądrości dla Egipcjan było serce, nie zaś rozum. Śmierć nie była końcem, lecz przejściem do innego świata. Podróż była długa, niebezpieczna i składała się z kilku etapów.    Starożytni Grecy zauważyli, że ciałami porusza coś niematerialnego, coś co nazwali „nous”. Zauważyli też, że to nie dusza podąża za ciałem, ale ciało za duszą. Podzielili więc duszę na rozumną, popędliwą i pożądliwą. Dusza rozumna „zawiaduje” wszystkimi popędami i pożądliwościami. To ona decyduje o wyborze etyki, a co za tym idzie moralności. Ona przeprowadza działanie na tych trzech zbiorach. W duszy pożądliwej ma miejsce chęć posiadania cudzego majątku, cudzego talentu, cudzego ciała, cudzej żony, cudzego męża, cudzego mienia, władzy nad innymi, itp. Dusza popędliwa jest niemal bliźniaczo podobna do duszy pożądliwej. Ktoś ma popęd w kierunku uprawiania lekkiej atletyki, ktoś inny turystyki pieszej, jeszcze inny ma popęd do kolekcjonowania złotych monet, a jeszcze inny do „sukcesów” erotycznych czy alkoholu. Charakterystyczny był dualizm duszy i ciała, przeciwstawienie duszy ciału i ciała duszy. Dla niektórych Greków dusza stanowiła formę ciała i była z nią nierozerwalnie związana.   Dla starożytnych Rzymian dusza ludzka składała się z kilku niematerialnych elementów: 1) anima: duszy biologicznej, „tchnienia życia”, które ożywia ciało i jest wspólne dla wszystkich istot żywych; 2) animus: dusza racjonalna, siedlisko intelektu, woli, emocji; utożsamiana z męskim pierwiastkiem psychiki; spiritus: duch, „tchnienie”, kojarzony z siłą witalną i łącznością z boskim pierwiastkiem wszechświata; 3) mens: umysł, intelekt to taka część duszy, która dąży do gwiazd (per aspera ad astra).   Zupełnie inaczej ma się rzecz z duszą ochrzczoną. To tak jakby w duszy rozumnej Greka, gdzieś tam wysoko, na dachu znajdowało się okienko skierowane ku błękitnemu niebu, na którym widać złożoną z obłoków, twarz jedynego Pana Boga. Dusza ludzka nie ma nic wspólnego z tak zwaną „teorią ewolucji”, którą nieliczni łączą z chrześcijaństwem, dopuszczając się kolejnej herezji, gdzie wraz z ewolucją ciała ewoluowała i dusza ludzka. Każda dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga w momencie poczęcia. Dusza nie jest uwięziona w ciele, ale stanowi jego formę. Człowiek jest jednością cielesno – duchową. Dusza nie ginie wraz z śmiercią ciała. Po rozłączeniu z materialną postacią egzystencji zachowuje świadomość i zdolności poznawcze. Bezpośrednio po śmierci, dusza podlega sądowi szczegółowemu, który określa jej stan: niebo, czyściec lub piekło.  
    • @[email protected] Tak właśnie- czas jest bezcenny. Dziękuję pięknie, pozdrawiam ciepło :) @Andrzej_Wojnowski cieszę się, że dostrzegłeś zarówno żartobliwość jak i powagę w wierszu. Dziękuję pięknie i pozdrawiam serdecznie :)
    • @Andrzej_Wojnowski Uśmiecham się na wspomnienie o 'Złotym Ulu'  Tam przykleił mi się spodek do filiżanki kawy i po chwili sam się oderwał, a za nim cała kawa na moją sukienkę. Cóż - trzeba się nazywać Wysocka, żeby coś takiego się przydarzyło :)  ps. Miałam na myśli taki UL na Orgu. Gdyby każdy miał taki, mógłby tam schować, co mu się najbardziej podoba. 
    • @Alicja_Wysocka   Dziękuję - bardzo miło to przeczytać. Sopot miał kiedyś takie miejsca, które same dopisywały wersy. Dla mnie takim miejscem był dawny „Złoty Ul” przy Monte Cassino, gdzie zdarzało mi się pisać wiersze nawet na odklejonych naklejkach po piwie Heweliusz. Więc jeśli ten tekst mógłby trafić do takiego UL-a od „ulubionych”, to przyjmuję to jako piękny komplement.
    • Zawsze moje myśli fantastyczne. Ciągnęło mnie do magii światów. Lecz zacząłem czytać pełnych wrażeń i uczuć. Pochłonęło mnie to w całości. Wręcz pożarło jak zgłodniały lew. Więc zacząłem pisać o miłości. W taki sposób złączyłem pierwsze nitki. Być może to moje nowe ja? Może to moje przeznaczenie? Niepewność, to moje drugie imię w tym znaczeniu. Lecz nie szkodzi nie spróbować napisać romansidło.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...