Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Brudne, żółtobrązowe światło wokół mnie. I przez chwilę zimny, ostry błysk igły. Ulga. Chcę się oprzeć o szarożółte kafelki na ścianie. Ale ona znika. Nie ma jej! Nieważne. Padam na kamienną posadzkę. Jakaś żółta kałuża.
Nagle wszystko staje się jasne, wręcz oślepiająco białe. Szum. Gwar.
I kroki.
Rozmowy wokół mnie. Radość. Czyjś perlisty śmiech. Zamienia się w tysiące srebrnych kropelek. Rozpryskuje się na podłodze.
Kroki. Coraz bliżej. Rytmiczne. Szybkie. Stuk stuk stuk. Obcasy.
Biała mgła. Piękna! Mogę jej dotknąć. Rozmowy cichną. Żółta kałuża obok mnie faluje. Dlaczego? Nie ma wiatru. A może jest? Sama nie wiem.
Stuk stuk stuk.
Idę. Kroki za mną.
Kałuża się wybrzusza. Gęstnieje. Na środku rośnie bąbel. Pęknie?
Śmiech.
Pękł. Rozbryznął się wszędzie wokół. Ochlapał ściany, drzewa, niebo i mnie. Spływa gęstą mazią. Uciekam.
Kroki. Coraz bliżej i bliżej. Nie dogonią mnie! Nie dam się! Bliżej. Biec! Uciec! Jak najdalej!
Boję się. Czego?
Uciec.
Krzyk. Przerażenie. Kto tak krzyczy? Gdzieś daleko. Dlaczego się tak nade mną pochylasz? Ale masz wielką mordę. Czemu jesteś rozmazany? A. Już wiem. Nie jesteś człowiekiem. Odejdź.
- Słyszysz mnie? Dziewczyno, obudź się! Mów coś!
Dziwne. Poruszasz ustami, jesteś tuż nade mną. Ale to nie możesz ty mówić. Przecież ten głos jest zza gór.
Kroki.
Odejdź. Odejdź! WON!!!
Uciekać. Nie złapią mnie. Tam, w góry. Za lasem mnie nie dosięgną. Byle tylko dobiec. Szybciej! Szybciej!!! Nie oddycham. Jak to się robi? Zaraz się uduszę. Nie chcę. Jak się oddycha? Dobiec tam. Zejdź ze mnie! Dlaczego siedzisz mi na piersiach? Odejdź, muszę biec.
Góry coraz dalej. Coraz mniejsze.
Kroki za mną. Obok mnie. We mnie. Ale nie przede mną! Nie wyprzedzą mnie.
Idę. Obok mnie białe jak śnieg nogi. Chude. Cienkie. Ale silne. Kobieta. Czarne kozaczki na obcasach. Na nich szkarłatne wzory. To krew!
Nie, to nie krew. Pnącza. Bluszcz. Oplata się wokół nóg. Dusi je. Pochłania.
Nie złapiesz mnie. Nie prześcigniesz. Nie dam ci! Ja będę pierwsza! Nie wyprzedzisz mnie! Nie chcę!
Nie chcę umierać!
Umierać? Dlaczego? Przecież nie umieram.
Wszystko jedno. Wyprzedź mnie, jak chcesz.
Kroki. Coraz głośniejsze. Huczą mi w głowie. Zajmują ją całą. Rozsadzają od środka. Dzwony. To nie kroki. To dzwony. Kołyszą się na zmurszałych belach w starej dzwonnicy. Opuszczonej. Cmentarnej.
Więc jednak mnie przegoniłaś...

Opublikowano

może sie nie znam na prozie, ale powyższy tekst, widziałabym
jako część składową czegoś dłuższego. konkretne postacie,
akcja itd. co się stało po przebudzeniu bohaterki, jaki
wpływ na jej życie miał ten sen?

tszymai się Espena Sway :)

Opublikowano

Hm. Ujmę to tak - możliwe, iż wyglądało by to coś całkiem nieźle w jakowejś większej całości. I może kiedyś się tam znajdzie. Ale na razie pomysłów ni ma. ;) Jakby coś, to jestem otwarta na sugestie.
Co do tego, co się działo po przebudzeniu - ona się nie przebudziła. Ona umarła.
Dzięki za komentarz i przeczytanie :)
Rhiannon

Opublikowano

Strumień świadomości osoby umierającej, chaotyczny - co oczywiste. Ale czy jest w Twoim tekście "coś"? Zupełnie zwyczajny, nie zmusza zbytnio do refleksji, bo nad czym miałaby ta refleksja być? Ogólna myśl o życiu i smierci? Chyba nie.
Chciałaś ukazać myśli, zachowanie, spostrzeżenia, intensywne i permanentne odrealnianie postaci, która jest coraz bliżej końca. Ja to rozumiem, ale tekst dla mnie nic nie wnosi. Ani tematycznie, ani literacko nie robi wrażenia.
I ostatnia sugestia. Już na samym początku rzuca się w oczy nieprzyjemnie to, że za dużo w oczy rzuca się bohaterce. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to pewna wizja i trudno polemizowac nad tym, na co zwraca uwagę ktoś, kto umiera, ale trudno przyjąc mi do wiadomości, że taka osoba myśli sobie np.że światło wokół niej jest "żółtobrązowe", a kafelki są "szarożółte". Nawet jeżeli przyjąć, (a byłoby to założenie tyle zabawne, co pozbawione nieco logiki), że nie jest to do końca strumień świadomości, tylko chłodna narracja, nosząca znamiona odgórności swych sądów, to i tak na mojej twarzy pojawia się niezidentyfikowany grymas, kiedy pomyślę o osobie, która umiera, chce przed tą śmiercią uciec i myśli sobie: "Brudne, żółtobrązowe światło wokół mnie. I przez chwilę zimny, ostry błysk igły. Ulga. Chcę się oprzeć o szarożółte kafelki na ścianie". Dla mnie brzmi to śmiesznie. Jestem na nie.

Pozdrawiam

Opublikowano

Wesoły grabarzu, chyba zbyt dosłownie odczytałeś ten tekst - jakby bohaterka myślała to wszystko dokładnie tymi słowami, którymi autorka to zapisała. Ja to wszystko odebrałam jako ciąg obrazów - rzeczywistość miesza się z majakami, w dodatku coraz mniej jest opisów rzeczywistości, a coraz więcej majaków.
Bardzo dobre jest stopniowanie - że tak powiem - zamazywania się świadomości, czemu służy to, iż na początku tekstu występuje kilka pełnych, dość długich zdań, a potem jest coraz więcej coraz krótszych równoważników.
A ta igła? - w moim odbiorze to narkotyk. Dlatego w pierwszym akapicie bohaterka jest jeszcze żywa i całkiem przytomna, a od słowa "ulga" zaczyna być coraz bardziej na haju.
Całość można odczytać jako metaforę życia narkomanki: od pierwszej próby zażycia trucizny poprzez coraz silniejsze porażenia świadomości, od ulgi do koszmaru, majaków, potem wyścig ze śmiercią, pragnienie przeżycia jako ostatnia "świadoma" myśl - i wreszcie nieuchronny koniec, kaplica.
Mnie się podoba ten tekst.

Opublikowano

No właśnie. Gdyby nie to, że Oxyvia dodała swój komentarz, napiasabym to samo, co ona. Dziękuję za wyręczenie mnie ;)
Co do tego, że z tekstu nic nie wynika... To zależy, z jakiego punktu widzenia. Jedni tam zobaczą wyłącznie śmierć i nic poza tym, a inni być może stwierdzą, że nie warto sięgać po prochy... Sorki. Nie, nie miało tu być smrodku dydaktycznego, jestem daleka od moralizowania kogokolwiek. Tak mi się tylko powiedziało. :)
No. Ale poza tym dziękuję za przeczytanie, komentarz i konstruktywną krytykę. Nie każdemu się w końcu musi podobać moja pisanina, nie? ;)
Pozdro, R.

Opublikowano

Jak się chce, to można się doszukiwać w tekście i czternastu den, zaskakująca zbierzność myśli między Paniami, zbieg okoliczności, czy tzw. "przeznaczenie". Na miejscu Pań nie zostawiłbym tak tego. Niedaleko pada skorupka od jajka, czy jak to się tam mówi.
Ten tekst dla mnie na nie, ale będę Autorkę obserwował

bacznie

w pas ukłony

p.s być może rzeczywiście odczytuje nazbyt literalnie, posiedzę troche w poezji i może skumam po powrocie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Uoch!
Brzmi groźnie... ;)
Dziękuję.
A tekst nie musi się podobać każdemu. Zdaję sobie sprawę, że jest na tyle dziwny, że albo czytelnicy uznają go za arcydzieło, albo za dno. :) Byłam ciekawa, co wybiorą...

A że zbieżność myśli... cóż. Bywa. W sumie to o takie właśnie odczytanie mi chodziło, jak już mówiłam, no i Oxyvia się tego docztała. I dobrze. Cieszę się, że się w ogóle da, bo nie do końca byłam pewna, czy tekst jest jasny tylko dla mnie, czy dla innych też. Nie wylądowało na warsztacie, bo uznałam, że jednak ta druga opcja jest prawidłowa.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, R.
Opublikowano

Słabiutki ten tekst, praktycznie o niczym.
Idę, stuk stuk, kroki, krzyk, wszystko jedno, kroki - takie bla bla bla.

Tutaj możesz publikować pod płaszczykiem ochronnym, bo niewiele osób zagląda a znajomi puszczą oczko i poklepią po ramieniu, że super , ektra. gdybys to opublikowała w dziale dla początkujących to by na Tobie nie zostawiono suchej nitki. wesoły grabarz dość subtelnie wyraził swoją opinię. Ja trochę inaczej.
KULA!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz... <:>
Poza tym, poprzednio, zdaje się, sugerowałeś, że się umówiłyśmy z Oxyvią co do interpretacji mego wspa... no, dobra. Mego utworu. Otóż nie. Ona naprawdę tak myśli. A ja napisałam, że myśli prawidłowo, bo to prawda. I nic na to nie poradzę... ;)
Podrawiam serdecznie, R.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Masz pawo myśleć, że to o niczym. Mimo, że wcześniej było wyjaśnione, że jednak o czymś. Ale dobra, Twoja sprawa. Nie rozumiem jednak, czemu twierdzisz, że na P by mnie zjechali, a tu mnie wszyscy poklepią...? Chyba właśnie tutaj by mnie bardziej zmieszano z błotem, niż tam, skoro tu jest dział dla zaawansowanych, prawda? Chyba zwykłą koleją rzeczy bardziej się jeździ po tych, którzy uważają się za zaawansowanych w czymkolwiek, niż po początkujących... Nie żebym się napraszała, oczywiście, ale tak chyba jest. I w Regulaminie chyba też jest napisane, że na P nie można za bardzo brykać, bo oni się dopiero uczą. Czy nie mam racji?
R.
Opublikowano

Między tymi działami de facto to pozostała tylko różnica w nazwie. Tu sporadycznie się komentuje (wiem bo jestem trochę czasu na forum) i zazwyczaj o wiele mniej wnikliwie niż w drugim dziale. Podsumowując - na razie zaczynasz przygodę z pisaniem, tekst mnie nie przejął, wręcz znużył. A w regulaminie mowa o grzeczności dla debiutantów jest i się jej przestrzega, ale pisze się też szczere, konstruktywne komentarze. Kilka przydałoby się i tutaj. Jeśli już chcesz się do tego regulaminu stosować, to wstawiaj krótsze teksty do debiutów. Zresztą rób co chcesz. Ja tylko wyrażam moją dezaprobatę wobec takich nijakich "opowiadań". Dziękuję.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz... <:>
Poza tym, poprzednio, zdaje się, sugerowałeś, że się umówiłyśmy z Oxyvią co do interpretacji mego wspa... no, dobra. Mego utworu. Otóż nie. Ona naprawdę tak myśli. A ja napisałam, że myśli prawidłowo, bo to prawda. I nic na to nie poradzę... ;)
Podrawiam serdecznie, R.


niczego nie sugeruję, nie daję się atmosferze, która opanowała tzw. "górę", nie ma układów, prowokacji, spisków - na pewno nie tutaj, nie będę tłumaczył moich komentarzy, bo to bez sensu (mam zacząc przypisy robić?), po prostu tekst jest słaby, a założenie, że ktoś uzna go za arcydzieło (lub ewentualnie dno) jest żenujące ;]

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz... <:>
Poza tym, poprzednio, zdaje się, sugerowałeś, że się umówiłyśmy z Oxyvią co do interpretacji mego wspa... no, dobra. Mego utworu. Otóż nie. Ona naprawdę tak myśli. A ja napisałam, że myśli prawidłowo, bo to prawda. I nic na to nie poradzę... ;)
Podrawiam serdecznie, R.


niczego nie sugeruję, nie daję się atmosferze, która opanowała tzw. "górę", nie ma układów, prowokacji, spisków - na pewno nie tutaj, nie będę tłumaczył moich komentarzy, bo to bez sensu (mam zacząc przypisy robić?), po prostu tekst jest słaby, a założenie, że ktoś uzna go za arcydzieło (lub ewentualnie dno) jest żenujące ;]

pozdrawiam
To był żart. Wiesz, co to żart? To zajrzyj do słownika.
A jeśli piszesz jakieś dziwaczne znaczki w komentarzach, to się nie dziw, że Ziemianie nie zrozumieją przekazu.
Ja też pozdrawiam. R.
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Wydaje mi sie, ze tekst jest troche nie prawdziwy. Otoz uwazam, ze tworzy jakby sztuczna glebie. Daje czytelnikowi zludzenie, jakoby autorce chodzilo o "cos wiecej". Ale pomysl jest ciekawy, moze nie ekstremalnie oryginalny, ale nie mdly jak wiekszosc dzisiejszej "literatury wyzszej". Jestem na tak:)

Opublikowano

Mnie się podoba. Podoba mi się mieszanie się doznań zmysłów docierających z "naszego świata", subiektywnych odczuć z majaczeniem, strachem, z chwytem literackim, jaki wprowadzają symboliczne kroki. Wydaje się, że bardzo dobrze opisany strach, walka, wreszcie poddanie się.
Temat od zawsze nurtujący człowieka, tym trudniejszy do efektownego opisania, gdyż dużo na ten temat zostało już napisane (i namalowane, wyrzeźbione, sfilmowane, nagadane...) ale zawsze będziemy do tego tematu wracać, a wszystko co napisane będzie li tylko subiektywnym wyobrażeniem tego momentu, bo i tak nigdy nie dowiemy się wszystkiego.
Pobudza wyobraźnię. Strzykawka daje dodatkowy element dydaktycznej przestrogi...
Pisz jeszcze!
Trzymka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...