Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Warszawa Al.Zasłużonych


Orkiestra skończyła ostatni akord i nagle wokół dużej grupy ludzi zrobiła się cisza. Słychać było przez chwilę skrzypiący śnieg pod butami przybyłych osób. Dzwon z pobliskiej kaplicy przerwał tę ciszę i chyba pobudził stojących z boku mężczyzn. Z tej grupki podszedł do grobu mężczyzna dosyć otyły, ubrany w krótki kożuszek. Zakasłał i zwrócił się do stojących.
- Drodzy przyjaciele, znajomi, studenci no i zwłaszcza najbliższa rodzino zmarłego.- przetarł szybko czoło jakby bardzo go zmęczyło te parę wyrazów.
- Chciałbym pożegnać w imieniu całej uczelni naszego zmarłego kolegę w jego ostatniej drodze i powiedzieć kilka słów o nim. Profesor Marian... był wielkim uczonym w swej dziedzinie, znawcą, wielkim autorytetem na arenie międzynarodowej. Poświęcał się swej pracy …. Był również wychowawcą wielkiej rzeszy studentów, młodzieży. Udzielał się społecznie gdzie tylko mógł i gdziekolwiek go wzywano nie odmawiał nigdy pomocy. Praca w sejmie, senacie, telewizji - Tęgi Pan wyraźnie się rozkręcił i szło mu coraz lepiej.
- Kiedyś w rozmowie z nami zwierzył się, że chciałby by każdy bliski, który będzie sypał piach na jego trumnę… powiedział mu w myślach co sądzi o nim.Takie było jego życzenie.
- Uszanujmy je i pożegnajmy go również w myślach.- przerwał i spojrzał się w stronę wdowy.
Zadumana wdowa dopiero po chwili zrozumiała aluzję i spojrzenie mówcy. Ubrana w piękny zimowy płaszcz z wełny, z równie gustownym kapeluszem na głowie prezentowała się bardzo okazale. Wzięła do ręki garść piachu i chwilę stała zamyślona .
„ Marian jak mogłeś mi to zrobić!!! I to tuż przed swoim zejściem. Taki wstyd, cała uczelnia śmieje się ze mnie ! I to takiej dziwce !” – rzuciła spojrzenie w stronę ładnej blondynki.
„ Jak mogłeś tej szmacie kupić takie futro! Nie zaprzeczaj, proszę cię i nie tłumacz się jak zawsze. Wiem to z dobrego źródła. A byłam ci na każde zawołanie i mieliśmy jechać razem do Meksyku, ale ty wybrałeś inną drogę. Życzę ci więc powodzenia!!! – rzuciła piachem na trumnę.
Do trumny zbliżył się podtrzymywany przez dwóch młodzieńców ojciec zmarłego profesora. Staruszek miał już grubo po 80-tce i było to widać po jego zgarbionej sylwetce. Rozglądał się dookoła, sprawiając wrażenie zagubionego. Patrzył w wykopany dół jakby wystraszony. „Stasek ! To ty łobuzie? Znowu się schlałeś jak ta świnia i lezys w jakimś dole! Ja ci dom potańcówkę, ty pijanico! Tyla ludzisków dookoła. Jak się nie wstydzisz?”
Chłopcy podali dziadkowi piach, który zaraz bezwładnie wypuścił z ręki i odeszli z nim od grobu. Do grobu podeszli jeszcze syn, siostra i młodszy brat. Teraz zbliżył się szwagier pochowanego. „Czarna owca” rodziny. Ubrany w ciemną kurtkę ortalionową, trzymał w ręku czapkę.
„ Oj Maniek, Maniek no i co? Kto miał rację? Co mówił Czesiu ?! Tylko czysta Marian, tylko czysta! A ty koniaczki, winiaczki, perfumki, gumki i miłość francuska i …chuj. A Czesław czyściocha, kaszanka i zara idzie na browara. A ty kwiatuszki…od spodu. A szwagra ślusarza to żeś się wstydził, nie? Dobra chłopie…idź se do Piotrusia.”. Sypnął szybko piachem i już miał odejść, ale jeszcze przez moment nachylił się nad otwartym grobem.
„A za tą kosiarkę to ci zapłacę…chuj ci w d…”. Wyprostował się nagle i powiedział na cały głos – A ziemia niech ci lekka będzie – i przeszedł na drugą stronę.
Tuż za nim w rękę wziął piach najmłodszy wnuczek profesora. Na sobie miał obcisłą skórzaną kurtkę i dżinsy. Głowę wtulił w ramiona i potarł czerwony nos.
„Oj dziadek dałeś czadu! Teraz miałem sobie strzelić taką zajebistą brykę a ty co? Myślałem, że mi coś sypniesz konkretnie. No w końcu łykasz te łapówki, to co to dla ciebie? Szkoda…tej bryki. A tam u góry, to podobno leżą cały czas na trawie i nic nie robią. Ale będziesz miał „trawy”, sypnąłbyś trochę pojarki wnuczkowi, He,he. Spadam na chatę”
Cała rodzina stała już po przeciwnej stronie grobu. Teraz zaczęli podchodzić przedstawiciele uczelni. Przed grobem przewijała się plejada znakomitości. Rektorzy, wykładowcy, koledzy z uczelni. Stanęła również w tym samym miejscu ładna blondynka około trzydziestki. Otulona w piękne futro ze srebrnych lisów. To osobista sekretarka profesora.
„Jak mogłeś mi to zrobić? Na sam koniec. Zostawiłeś mnie gołą i bosą (nie liczysz chyba tego skromnego futerka?). Nie pomyślałeś, żeby zabezpieczyć samotną (przez kogo jestem samotna?) kobietę po 30-tce, narażoną na wiele niebezpieczeństw. A byłam ci na każde zawołanie, no i mieliśmy…polecieć do Meksyku! Marian, zawiodłam się na tobie!”
Tuż po kadrze akademickiej do grobu zaczęli zbliżać się studenci z całej uczelni. Wśród nich przewinęła się szczuplutka czarnooka piękność. To najlepsza studentka profesora, najwyższa średnia ocen na trzecim roku. Chwilę ważyła piasek w ręku zanim go rzuciła.
„No i dupa zimna profesorku! U kogo będę teraz zaliczać egzaminy? Przecież wiesz, że jestem „ciemna” z dwóch przedmiotów. U niego?”- spojrzała się w stronę tłuściocha, który niedawno przemawiał.
„O nie, tylko nie on. Ale mnie załatwiłeś!”- przykucnęła jeszcze na moment w zadumie.
„To, że musiałam ściągać majtki przy każdym egzaminie, to mogę zrozumieć. Ale dlaczego do cholery nie mogłeś mi kupić jakiegoś futerka albo…dać jakąś kasę!!! Nie takie biorą.”
Wstała i ze wzrokiem skierowanym w "futrzaną blondynkę" odeszła. Po dwóch godzinach zrobiło się już pustawo. Nieliczni stali jeszcze przy świeżo usypanym grobie.

* * * * *
Po kilku godzinach, kiedy zaczęło się ściemniać na teren cmentarza dostały się dwa psy.
Zwykłe kundle, które biegają na każdym podwórku. Obwąchiwały co któreś drzewko, aż zatrzymały się przy świeżo usypanym grobie profesora. Jeden z nich podniósł do góry nogę i już miał zrobić to co robią w tej pozycji wszystkie psy świata, gdy nagle z dołu rozległ się potężny głos.
--------TEGO TO JA JUŻ NIE WYTRZYMAM!!!!!!!!!----------------
Psy skuliły ogony i pobiegły wystraszone.

Opublikowano

Podoba mi się cynizm, jaki bije z tego tekstu. Potęga dobrych manier i zasady, ze o zmarłym nie mówi się źle. Doceniam też to, że właściwie każda osoba "myśli w innym języku", po swojemu, na co wskazuje inny dobór słów w przekazie tych myśli. Główny bohater (trup) wydaje się dość banalny, nie rozumiem też, dlaczego grubas nie podał jego nazwiska (przecież rzecz dzieje się na cmentarzu, a nie w sądzie).
Na deser fajne rozładowanie napięcia. Przy scenie końcowej (z psami) prawie płakałam ze śmiechu. respect.

malarka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piję alkoholu litry w samotności wypełniam płuca czarnym gęstym dymem Szoruję wnętrzności sadzą aż do kości żeby Cię wyrzygać razem z tanim winem   Twój dotyk chodzi po mnie jak jakieś robactwo wpełza mi w duszy zakamarki ciemne Łazisz mi pod skórą i nie mogę zasnąć obrzydliwe ciało bo mu to przyjemne   A Ty żyjesz dalej pijesz dobre wina śpisz do południa śmiejesz się do syta inne się ciało pod Tobą ugina garściami czerpiesz z pełnego koryta   Gardzę samą sobą że mam wciąż nadzieję próbuję zapomnieć Twój smak nadaremnie Słodka krew mi w żyłach ze wstydu gorzknieje Zdechnij we mnie wreszcie albo wejdź znów we mnie
    • w granicach chciał się zmieścić w mowie i w piśmie a czyny wszelakie zbratały się z życiem być może je sobie odpuścił   lecz bogiem nie był
    • @KOBIETADziękuję, jeśli słoneczne, to biorę w ciemno :) Pozdrawiam:) @hollow manI niech się spełni. Dziękuję i pozdrawiam:) @Berenika97I tak właśnie jest. Dziękuję i pozdrawiam:)
    • @KOBIETA Noooo... Uduchowiony :) Dla mnie pierwszy kluczowy moment, to: bezgłośnym echem powracają wymodlone szepty. Możnaby powiedzieć, że echo nie może być bezgłośne, ale jeśli mówimy tylko o drganiach powietrza bez interpretacji sensorycznej, to się broni. Bo czy dźwięk jest możliwy jeśli nie jest zinterpretowany przez aparat słuchowy? Ale to raczej niewłaściwa ścieżka. To echo może być bezgłośne, bo jest echem wspomnień. I teraz mamy wymodlone szepty. Czy to są szepty modlącego się peela? Czy to są szepty, o które się modlił? Jaka jest treść tych wymodlonych szeptów? A jeśli są bezgłośne, bo przychodzą z przeszłości, może są echem wspomnień, gdy jeszcze się modlił, gdy jeszcze wierzył? A może to modlitwa z przeszłości, która pozostała niewysłuchana? Stąd smutek. Przebija poczucie straty... Freski... Znowu mamy zagadkową sensorykę. Freski (też witraże by pasowały w tej roli) dotykają pigmentem pierworodnego grzechu. Czym jest grzech pierworodny? Pewnie rzetelni chrześcijanie dokonają lepszej teologicznej wykładni, ja natomiast rozumiem grzech pierworodny jako 'utratę jedności', skazanie na wieczne rozdarcie, rozbicie... Podmiot patrzy na freski, zachwyca się ich kolorami. Mówi o pigmentach jakby chciał unaukowić doświadczenie estetyczne, jakby zamiast gapić się w zachwycie chciał rozebrać ten zachwyt na czynniki pierwsze, opisać strukturę doświadczenia metafizycznego - i to też jest przejaw tej 'utraty jedności' (co zapewne też czynię analizując ten wiersz). Z fresku przenosimy wzrok na chmurę i możemy dokonać podobnej obserwacji - chmura jako twór natury - w jeszcze większym stopniu ten podział i alienację peela dookreśla. Anioł Stróż - postać wedle tradycji chrześcijańskiej (katolickiej?) dana każdemu indywidulanie jako opiekun. On z reguły milczy. Milczy w trosce. Nie poucza, nie nakazuje, nie karze. Stoi jako figura, która jest punktem odniesienia. Jakby swoją obecnością pokazywał drogę do odzyskania tej jedności ze sobą, światem, innymi ludźmi, Bogiem? To też może odniesienie do prostej, naiwnej, ale prawdziwej wiary dzieci. Bo to w dzieciństwie przedstawiają nam Anioła Stróża jako protektora, który nad obroni przed każdym złem i lękiem. Peel chowa twarz w rękach. Co oznacza ten gest? Chwilę poddania się? Uznania własnej bezsilności, samotności, rozbicia, smutku i zagubienia? Czy ta rozpacz obrodzi krzykiem "Czemu mnie opuściłeś, Panie"? Tego nie wiemy - tu może za daleko. Pozostawiamy peela w momencie, w którym dokonać się może przemiana lub też głębsze pogrążenie w chaosie albo po prostu nic - peel wstanie i będzie próbował nadal żyć jak umie. I wróćmy do tytułu... Przenikanie. Przenikanie czego przez co / w co? Może te sensoryczne doznania z kadzidła, fresku, chmury... Przenikają przez barierę świat-ciało albo w kontemplacji, stają się doświadczeniem transcendentalnym, gdzie to, co człowiek widzi i czuje oraz sam fakt widzenia i czucia są dowodem na istnienie... Chciałbym widzieć peela jako tego, który w tym geście schowania twarzy w dłoniach nie rozpacza, ale odzyskuje nadzieję na jedność, na rekonstrukcję duszy, na powrót do domu. Za daleko i w ciemności wypłynąłem? Proszę o lekki wymiar kary ;)
    • @Mitylene moje szaleństwa są na poziomie mojej przyjemności:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...