Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zbieżność nazwisk....jak najbardziej...

Areszt Śledczy. Wrocław. 1979 r.


Stali na chodniku, po przeciwnej stronie stalowej bramy zamykającej się właśnie za samochodem
ciężarowym pomalowanym na ponury szary kolor. Cała trójka młodych ludzi czuła się tutaj skrępowana. Bliskość aresztu wpływała na nich deprymująco. Alka siedziała w samochodzie, przy otwartym oknie, mimo dużego zimna panującego na zewnątrz. Dwaj młodzi ludzie palili papierosy, a z ich ust wydobywał się dym razem z parą .Obaj kręcili się niespokojnie.
- Mówie ci, że ten klawisz coś popiepszył – odezwał się niższy w przyciemnianych okularach.
- To nie klawisz, tylko babka z Sądu – wyjaśnił młodziutki blondynek w krótkiej ortalionowej kurtce – Alka z nią rozmawiała. Spojrzał się na dziewczynę w samochodzie.
- No tak mi powiedziała – usprawiedliwiała się dziewczyna. Młody właśnie miał gasić peta, gdy wyrósł przed nim jakiś kurdupel z czerwonym nosem.
- Czy mógłby mnie Pan poczęstować papierosem ? Najmocniej Szanownego pana przepraszam ale…. Czuć było wódą od faceta.
- Mietek, masz fajke ? daj mu.-.Blondyn odwrócił się od natręta. Spojrzał na dziewczyne w samochodzie.- Mietek,Mietek, Kurwa a ja co, fabryke mam czy co ?- mruczał pod nosem mały grubasek. Dał fajke pijaczkowi. –dobra, spadaj – zakończył sprawę. Podszedł do blondynki wychylonej przez okno. - To bez sensu, nikt nie wychodzi po 11 latach z „ pudła”, przez Areszt Śledczy. Coś popiepszyłaś „Siwa”- mały się wyraźnie wkurzył.
- Jasne, Ja popiepszyłam, zawsze na mnie – teraz ona zaczeła się denerwować.
-A może ona jest już w domu, i siedzi u babki ?- spojrzała się na Mietka a za chwile na swojego Krzysia. Zamrugał nerwowo oczami. „ O Boże taki był spokój przez tyle lat. Chyba zapomniał o tym wszystkim chociaż na jakiś czas. Aż tu babka wyskoczyła z tym wyjściem jego matki. Może lepiej jakby nic nie mówiła, a z drugiej strony to matka. Jak sobie przypomnę to wszystko, to dostaję dreszczy. To było 11 lat temu. Cały Wrocław gadał o tym. Jego Ojca zabrało Pogotowie Ratunkowe z pracy. Poczuł się żle, któryś raz z kolei i wylądował w Szpitalu. Zmarł bardzo szybko. Przy sobie miał lekarstwa, które często zażywał. Ale okazało się, że w fiolce, którą miał przy sobie było zupełnie coś innego. Sprawdzono wszystkie leki jakie miał w domu…i zabrano jego matkę na Komendę. Po trzech miesiącach przyznała się . Dostała 15 lat. Mały Krzyś nie bardzo to wszystko rozumiał. Na wychowanie wzięła go babka i wyprowadzili się do Zielonej Góry. Mimo tego, utrzymywał ze mną kontakt. Często przyjeżdżał do mnie, ostatnio coraz częściej. Aż teraz Babka powiedziała , że „ona” wychodzi na wolność. Od przyjazdu Krzysiek zachowywał się jakoś inaczej. Był jakiś podrażniony, nerwowy i często zadumany. To chyba nie był dobry pomysł z tym przyjazdem tutaj.”
- To co wracamy do chaty?- Mietek wyraźnie zmarzł. Krzysiek podszedł do przednich drzwi.
- Jedziemy, nie ma co- zdecydował stanowczo. Mietek wgramolił się na tył auta. Krzychu dotknął klamki samochodu.
- Czy ma Pan może ognia? – rozległo się tuż przy jego twarzy. Odwrócił się raptownie. Przy nim stała tleniona blondynka, grubo po 40-ce. Twarz miała porytą bruzdami i bardzo szarą.
Ubrana była w jakiś kusy płaszczyk zupełnie nieodpowiedni na tę pore roku. Podniosła rękę z papierosem bliżej ust. Przez chwilę patrzyli na siebie, sprawiając wrażenie jakby się znali.
- Tak, mam. Oczywiście , proszę- zapalniczka strzeliła płomieniem. Kobieta zbliżyła twarz z papierosem do ognia, jednocześnie zasłaniając rękoma dłoń Krzyśka, żeby nie zgasł płomień. Cały czas nie odrywała wzroku od jego twarzy. „Co za babsko !”- przeleciało momentalnie przez głowę Ali.” Taka stara dupa a bierze się za podrywanie na ulicy.!!!”
- Dziękuję Panu. Bardzo pan uprzejmy – uśmiechnęła się i momentalnie odeszła w stronę Placu P.K.W.N. Krzysiek stał przy samochodzie i patrzył się w kierunku w którym odeszła kobieta.
- Jedziemy, czy będziemy tak stali ?- głos Mietka przypomniał wszystkim , że mieli właśnie odjeżdżać. Krzysiek wsiadł do samochodu, włączył silnik ale nie ruszył. Patrzył przez chwilę przed siebie, a potem zapalił papierosa. Trzymał w ręku zapalniczkę i patrzył się w nią.
- Po co grzejesz w aucie, jak trzeba wietrzyć – Alka uchyliła lekko szybę. Krzyś nie zareagował. Grubasek na tylnym siedzeniu nachylił się do kierowcy.
- Odwieziesz mnie na ‘Trójkąt”?! Muszę odebrać ciuchy z roboty – Spytał się głośno. Nie otrzymał odpowiedzi, więc osunął się na tylne siedzenie i położył się wygodnie. Ala spojrzała lekko zaniepokojona na swojego chłopaka..Papieros a właściwie pet zaczął mu przypalać palce. Nagle otworzył okno i wyrzucił peta. Wrzucil bieg i ruszył ostro z krawężnika w lewo. Okno od strony kierowcy zostało otwarte. Skręcił w lewo.
- Przecież mieliśmy jechać na Krakowską zawieźć grubego – rozległ się zaniepokojony głos blondynki. Samochód ostro przejechał przez żółte światło na Placu i nie zmniejszał prędkości.
- Nie pędź tak szybko. To Fiat nie Mercedes – Ala była już zaniepokojona jego zachowaniem.
„No tak. Jedzie na starą „parafie”, tam gdzie mieszkał z rodzicami. To jej „wyjście” musiało wywołać w nim jakiś wstrząs.To dlatego tak pędzi” - myśli kotłowały się jej w głowie.
Odwróciła na moment wzrok od Krzyśka i nagle zobaczyła jak kobieta, która przechodziła przez pasy przy skrzyżowaniu z Zaporoską…cofnęła się do tyłu !!! Jezu ! Ona się cofnęła do tyłu tak, jak się cofa, gdy się zapomni zamknąć drzwi. Jakby coś sobie przypomniała. Tak, tak to prawda, przysięgała potem dziesiątki razy przed różnymi sądami, i zawsze to powtórzy : Ona się cofnęła ! Nie powie tylko nikomu tego co widziali oboje. Ta kobieta się….uśmiechała i …patrzyła na nich !!!!!

Samochód uderzył całym impetem w kobietę na pasach. Odbiła się od błotnika, uderzając jeszcze o przednia szybę. Huk i pisk opon zmieszały się razem dając niesamowity efekt. Auto zatrzymało się za skrzyżowaniem. Siedzieli i nie poruszali się zszokowani tym co się stało.
- Ja pierdole, ale się narobiło – pierwszy odezwał się Mietek, ale nie wysiadł z samochodu.
- Kurwa, co to było – mówił roztrzęsionym głosem. Alka otworzyła drzwi i wyszła pierwsza. Czuła, że ma nogi z waty i za chwile upadnie, ale zimne powietrze ocuciło ją. Na przystanku stały trzy lub cztery osoby.
- To dobrze, dobrze, że tak mało ludzi – mówiła sama do siebie idąc w strone leżącej kobiety. Jakaś para nachylona nad kobietą coś gestykulowała. Wreszcie doszła do nich.
- Ten pan ze sklepu, już poleciał dzwonić po karetkę – Alce ten głos wydawał się zza światów.
- Tak, tak ma Pani rację – przykucnęła przy otwartej torebce leżącej na ulicy. Jakieś kartki, notes, porozrzucane papierosy i …zapałki. Przy zapałkach leżał zielony obrazek [tak się jej wtedy wydawało]. Wzięła go do ręki i otworzyła.
DOWÓD OSOBISTY
NAZWISKO----- BREGUŁA
IMIĘ---------------MAŁGORZATA
Poczuła taką ciszę w głowie i straszną słodycz w ustach. Ą przecież nie jadła nic słodkiego.
Do dzisiaj nie pamięta jak się podniosła [„ chyba pomógł mi wstać Mietek „]. Krzysiek stał przed samochodem i palił papierosa. Podeszła do niego z zaciśniętym w ręku dowodem.
- Krzysiek…Ta kobieta, wiesz ta potrącona – czuła że słowa stają jej w gardle.
-Wiem – odpowiedział całkiem spokojnie.
-Ale, jak ci to….
- Wiem. To moja matka . Ona nie żyje. – dokończył za nią. Zaczął siorbić malutki deszczyk.
- Jak to ? – Słychać było sygnał nadjeżdżającej karetki.
- Miałem wczoraj sen. Wszystko było tak samo jak w tym śnie. Wiedziałem, że to się tak skończy jak jej dałem ognia…..Ala, powiedz mi tylko, czy ona miała ….zapałki ?

* * * * * * * * * * * *
Ala nie poruszała się. Deszcz, który wzmógł się, spływał jej po twarzy wlewając się za kołnierz.
Krzysiu wsiadł do samochodu i spoglądał przez szybę na „Siwą”. Do blondynki podszedł Mietek.
- Nie żyje. Lekarz powiedział, że zmarła natychmiast – prawie szepnął jej do ucha.
- Wiem – odpowiedziała , nie zmieniając wyrazu twarzy.

Opublikowano

Z tymi nazwiskami to chyba aż tak źle nie jest, żeby było tyle kłopotu. Ktoś chyba usunął post, bo nie wiem co tu się wcześniej działo. Najlepiej napisać pod takim tekstem - Zbieżność nazwisk przypadkowa. Poza tym - literfikcja - wiele wyjaśnia.

technikalia:
dużegozimna - pisane razem, to błąd
ja pierdole - ę. Zresztą często gubisz ogonek (np. daj mu fajke, ... mówie ci itd)
- Czy mógłby mnie Pan poczęstować papierosem ? Najmocniej Szanownego pana przepraszam ale….- Czuć było wódą od faceta. - powinna być pauza


Czasy prl-u. trochę dużo tej przeszłości ostatnio: lustracje, procesy, moda na prl (widać to choćby po lokalach robionych na taką modłę czy programach telewizyjnych), a także huczne obchody różnych rocznic. Zatem do umiejscowienia akcji w czasie mam pewne wątpliwości, ale mogę snuć domysły, że autor zna te wydarzenia z autopsji. Może o tym też świadczyć ta relacja z wydarzeń. Dość mimetyczna. Nie jestem przekonany do tego opowiadania. Historia na pewno godna opisania, tylko że jakoś tak bez uczuć, trochę na sucho. Zupełnie jakby autor miał pogląd - wali mnie to. Oczywiście mogę się mylić. Brak mi tu frazy, która by przykuła uwagę i pozwoliła się mi zamyslić na dłużej. Niestety już jutro zappomnę o tym opowiadaniu. Pamiętasz "Opowieści rumuńskie" albo "Przesłuchanie"? To było coś. Teraz mam duży niedosyt. Będzie korekta czy zostaje tak jak jest?

Opublikowano

Dzięki za konstruktywny komentarz. Z nazwiskami to się machnąłeś ( jest problem ), ale kłopoty to moja specjalność. A z czego wysnułeś, że chodzi o P.R.L. ? Z zielonego dowodu ? Kupe ludzi je ma teraz. Jestem ciekawy ? Co do koncówek, to fakt- gubię je nagminnie, ale czasem nie poprawiam je bo brzmią lepiej bez ,,,,. Słyszałeś, żeby kumpel do kumpla mówił "daj mu fajkę" mówi się potocznie "fajke". Taki mały slang. Napisałem to strasznie szybko , chyba 1,5 godz. (jak na mnie). Ale masz rację nie miałem takiego "KOPA" jak w poprzednich opowiadankach. ....Pięknie to wyłapałeś. BRAWO. Pozdrawiam serdecznie.:)))) p.s. nie ulegam nigdy modzie !!! pisze o czym chce i jak chce. Jestem niesamowitym indywidualistą....do potęgi ! bez żadnych schematów. Czerwus.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hm, a coś pomyliłem? Ta data (1979) i szara nyska... Coś nie tak z intepretacją? Tę fajkę można ostatecznie zostawić tak jak jest, a w pozostałych przypadkach dodać ogonek.Nie chciałem Cię posądzać o podążanie za trendami. Choć to w literaturze nic złego. Miałem na myśli to, że ja jako czytelnik i obywatel PL jestem lekko zmęczony tym oglądaniem się wstecz. A że Twój tekst akurat się wpasował w ten korowód (nie mam nic do samego tekstu, lecz do zjawiska), to poczułem dodatkową do niechęć.
Trochę jaśniej teraz?

Widzisz - sam stwierdziłeś, że nie ma takiego "kopa" jak poprzednie dwa. Ale czekam na kolejne teksty.
Opublikowano

- Estetycznie kuleje. Kropki, przecinki, odstępy itp.
- Na wychowanie wzięła go babka i wyprowadzili się do Zielonej Góry. Mimo tego, utrzymywali ze sobą kontakt. Często przyjeżdżał do Wrocławia, ostatnio coraz częściej - skoro tak, to dlaczego nie poznał matki?
Jak dla mnie, rzeczywiście opisane bezuczuciowo. Zabił matkę, chociaż wiedział, że to ona. Chciał pomścić ojca? Dialogi strasznie przeciętne. Pomysł wydaje się niedopracowany, mało przemyślany.
A kogo obchodzi to, ile czasu zajęło Ci napisanie tego tekstu? 1,5 godzinki i byle żeby tylko wkleić byle co na forum. Skoro sam wiesz, że to słabe opowiadanie, nie należało go przypadkiem odstawić, przeczytać za pare dni, poprawić, znów odstawić? Wydaje Ci sie to perełką, że już musisz się tym chwalić? Dla mnie to bardziej sztuczna, tandetna podbórka z odpustu.
I czy zaraz należało robić aferę z tego, że wprowadziłeś jakieś nazwisko osoby którą znasz? Robicie z igły widły.
Pozdrawiam ;)

Opublikowano

Do Sanestisa - "szare cięzarowe samochody"-jeżdżą również dzisiaj po ul. Wrocławia i nie są to "Nyski". "Nyska" to sam. dostawczy. Wprowadziłem datę później, dla lepszego okreslenia czasu. Ale ty byś pewnie rozpoznał czas tego opowiadania. W tamtej epoce byłem młodzieńcem, być może to pewna nostalgia. Postaram sie zmienić epokę. heh!he! Co do "kopa" to wyjaśnienie nieco niżej..
Pozdrawiam serdecznie.

Do Adama Sangreala - Proste jak drut- Jeżeli miał kilkanascie lat, jak zabrano mu matkę, a ona siedziała 11 lat w PRL-owskim więzieniu, to mógł jej nie poznać! A może poznał ? kto to wie ? Czas pisania był skierowany do Sanestisa, to było wyjaśnienie do niego ! Słabe a nie ma "kopa" to nie to samo!!! Jeszcze się taki nie urodził co by pisał każde opowiadanko świetne!!! No chyba, że...nazywa się Pan Adam Sangreal i jego wszystkie 45 opowiadań jest na światowym poziomie!!!:))
p.s. Czepiam się ludzi raczej treści....ale popracuj chłopie nad ortografią (" Sodomora... "), nie gub ogonków i zmień styl "i byle żeby tylko wkleić byle" Dobranoc. aha, destiny to znaczy przeznaczenie. To może ci pozwoli...zrozumiec o co chodziło.

Opublikowano

-Na wychowanie wzięła go babka i wyprowadzili się do Zielonej Góry. Mimo tego, utrzymywali ze sobą kontakt. Często przyjeżdżał do Wrocławia, ostatnio coraz częściej - ze zdania wynika, że utrzymywali kontakt z matką ( bo raczej nie z babką, z którą mieszkał)
-Skoro komentarz jest pod tekstem, to chyba mam prawo go przeczytać i powiedziec co o tym myśle. A skoro chciałeś tylko jedej osobie to powiedzieć, trzeba było wysłać to jako prywatną wiadomość.
- Dalej uważam, że Twoje opowiadanie jest słabe i bez kopa.
- Zrozumieć o co chodziło? - wybacz, ale tekst jest strasznie przewidywalny. Wiadomo o co w nim chodzi. Ale dzięki, że przetłumaczyłeś mi słowo "destiny". Czuje się o wiele mądrzejszy.
- A kto powiedział, że moje teksty są świetne. Tylko tutaj nie mówimy o mnie, tylko o Twoim opowiadaniu. Nie trzeba było grzebać, liczyć i szukać.
Poza tym widze, że nie uważasz mnie za "godnego i kompetentnego" by móc Cię krytykować, ale nie każdy czytelnik jest polonistą. Wybacz, że skrytykowałem. O ja niegodny.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O pardon - z samochodem to walnąłem gafę - widzisz nie jestem czytelnikiem modelowym. Więc to, że to tamte czasy wysnąłem z daty, którą jak twierdzisz Wprowadziłem datę później, dla lepszego okreslenia czasu. - jak czytałem to już była. temat umiejscowienia akcji mamy chyba zamknięty? pozdrawiam również i czekam na następny tekst.
  • 3 miesiące temu...
Opublikowano

Szanowny literacie Adamie ! Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale nie czułem się na siłach co by odpisać. Otóż, nie jestem "polonistą" (zbyt słaby jestem) , chociaż mnie tak przezywano w dawnych czasach. Po drugie nie ma takiego "mocnego", który potrafiłby pisać non-stop świetnie. Najlepsi pisarze pisali co trochę słabsze rzeczy. Ale , jeżeli ktoś mi pisze, że ja to napisałem aby tylko "wkleić" to znaczy, że sam tego nie robi!!! To logiczne!!! Więc, czy to znaczy, że wszystkie twoje 49 utworów....było przemyślanych, wycacanych, obślinionych, wychuchanych, sprawdzonych ze słowniczkiem? Jak dobrze, że przeczytałem tylko jeden!!! Przemyśleć to można budowę domu, ale nie...natchnienie! trzym się ..zimno. Krytykować można, po to jest to forum, ale jak ktoś mi nadaje " wywal to, to jest byle co, z odpustu" to jest dla mnie zwykłym...chamem albo snobem, który chce szpanować. Każdy utwór dla każdego autora jest jego dzieckiem!!! Garbatym czy ślepym ale dzieckiem! Pomyśl o tym.:( p.s. "Destiny" to jest mój jeden z lepszych utworów. Jak on jest przewidywalny i ty znałeś zakończenie to ......ja wstąpię do Zakonu Jezuitów!!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...