Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zależy co rozumiemy pod słowem wzniosłe.
Po przeczytaniu tego komentarza, aż zajrzałam do słownika wyrazów bliskoznacznych. Słowo wzniosły, inaczej szlachetny. Jakie tu uchybienie – nie rozumiem.

Leszku, nie daj wrażliwemu wnętrzu zamknąć się w autyzmie. Pisz dalej i zamieszczaj na forum swoje wiersze, bo wszyscy na nie czekamy - chociażby ze względu na ich szlachetność. Wszystkiego innego mamy pod dostatkiem na co dzień.
pozdrawiam serdecznie

Dziękuję Beenie, choć jak widzisz szkoda było czasu aby rozmawiać z ślepym o kolorach. Pozdrawiam Leszek :)
  • Odpowiedzi 40
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

)))...Autorze, twoje zadufanie w siebie i wartość swoich tekstów jest porażające. Faktycznie, na takich podstawach nie zbudujemy żadnej normalnej dyskusji. Coż, szczęścia życzę i do następnego tekstu. Jak widać klakierów znajdziesz tu zawsze, bo portal znany jest z wręcz beznadziejnych komentarzy (w większości), która współmierna jest z wartością tekstów tutaj zamieszczanych (też - w większości). Bywa...;-)

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Lobo Twoje zadufanie w siebie i w nieomylność swoich opinii jest porażające. Faktycznie na takich podstawach nie zbudujemy normalnej dyskusji. Cóż szczęścia życzę i do następnego tekstu.
Pozwoliłem sobie sparafrazować Twoją ostatnią wypowiedź równie niemerytoryczną jak poprzednie, a tylko wyrażającą osobistą niechęć do mnie, portalu i innych piszących, i opiniujacych na nim, a także stylu w którym piszę.
Jedyne merytoryczne odniesienie które zawarłeś w swoim słowotoku od początku dyskusji to:
..czy "kalekie" może być "wzniosłe"? Czy "chwilowe przemyślenia" dają "wzniosłe pokłosie"?
Proszę zauważyć - dwa wersy - trzy poważne uchybienia

i wykazałeś się tu niestety niezrozumieniem tekstu i zwykłym jak tu już napisano czepianiem się, co bez trudu wykazałem.
Napiszę jeszcze raz, że chętnie wysłucham kazdej merytorycznej wypowiedzi nawet w stylu bełkot, ale popartej słowami, które ja i inni czytający mogą zweryfikować z ogólnie dostępną wiedzą polonistyczną. Ty wyznajesz zasadę obrzucenia kogoś błotem i oplucia go, że nie nazwę tego dosadniej i każesz jeszcze abyśmy sądzili, ze to deszcz pada.
Pozdrawiam i jak mawiają lotnicy: bez odbioru. Leszek
Opublikowano

)))....Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że kolejni "czytacze" przeczytają mój pierwszy komentarz, bo na Twoje zrozumienie, Leszku, nie liczę. Z resztą, nie liczyłem od początku, po kilku skomentowanych przeze mnie, Twoich tekstach. Jedno tylko - wyznawanie zasady: "Jeżeli fakty są przeciw mnie, to tym gorzej dla faktów", ma krótkie nóżki, jak każde błędne założenie.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Nie wiem czy po tak burzliwej dyskusji jeszcze mój komentarz cos znaczy.
Powiem więc tylko tyle, że wiersz jest nawet dobry. Lubie taki styl i dobrze napisane wiersze rymowane, podoba mi sie też forma, choć treść nie porwała mnie..

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Sokretexie opinie to także są słowa, o których mówi wiersz, za które jesteśmy odpowiedzialni. Miałem nadzieję, że minęły czasy gdy rzecznik głowy państwa musiał tłumaczyć co znaczyły słowa które Prezydent wypowiadał.
Piszesz, że słowo jest zwyczajnym słowem, a wg mnie jest ono niezwykłe w swoich rozlicznych funkcjach, na co starałem się zwrócić uwagę w wierszu. Czy potraktowałem temat instruktażowo? - raczej nie, a bardziej uwypuklająco zagadnienie, pisząc o rolach słowa w naszym życiu. Pozdrawiam Leszek. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dormo każdy komentaż coś znaczy, nawet ten najbardzie krytyczny pozostawia jakiś ślad, którym znaczone bedą przyszłe wiersze. Czy wiersz, a właściwie jego treść musi porywać? - różne są role wiersza i różne jego odbiory. Pozdrawiam Leszek :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dormo każdy komentaż coś znaczy, nawet ten najbardzie krytyczny pozostawia jakiś ślad, którym znaczone bedą przyszłe wiersze. Czy wiersz, a właściwie jego treść musi porywać? - różne są role wiersza i różne jego odbiory. Pozdrawiam Leszek :)


Może źle top określiłam.. Treść mnie poprostu nie zachwyca..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przyjmuję w pokorze i pozdrawiam, lecz powiem, że takie stwierdzenie niewiele daje autorowi, gdyż są to odczucia, z którymi nie sposób polemizować. Leszek :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jacku uwierz, że przyjmuję z rezerwą zarówno nagany jak i pochwały. Co do stanów średnich, to jak tylko rozplaczę skłębione myśli, to może coś, co wyżej ocenisz, napiszę. Pozdrawiam Leszek :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przyjmuję w pokorze i pozdrawiam, lecz powiem, że takie stwierdzenie niewiele daje autorowi, gdyż są to odczucia, z którymi nie sposób polemizować. Leszek :)

Bo ja mówie tylko i wyłącznie o moich odczuciach. Wcale nie mam ochoty na polemikę. Bo jak ma zachwycać jak nie zachwyca :) ( mówie tylko oczywiście o treści..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dormo ja to rozumiem, bo też często jakiś wiersz mi się podoba lub nie li tylko z powodów użytych słów, stwierdzeń, szyku zdań czy sposobu poruszania zagadnień i nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć. Jednak powiedzenie, że podoba się lub nie podoba się nie daje autorowi, ani innym czytelnikom nic. Nadal pozostaje nieświadomy zalet wiersza, czy uchybień jakie czasami nieświadomie popełnia. Pozdrawiam Leszek :)
Opublikowano

tylko słowa mogą obrastać w truizmy, nawet sny nie są tak puste, by iść śladem słów;
"Płynące dźwięki, w wyniku zapytań,
stają się barwą, realnym obrazem."
od zadania kilku prostych pytań rozwijała się współczesna nauka; pytanie zawsze pierwsze;

"Moc słowa dręczy, uwalnia demony,
wrażliwe wnętrze zamyka w autyzmie." lub otwiera, jeśli słowa wymawiane głośno, nie są głuszone;

ciekawy wiersz;
pozdrawiam serdecznie
ewa

Opublikowano

Ja to mam parę pytań i nadzieję, ze autor potraktuje mnie poważnie, a nie jako "krytykanta" - przyznam się od razu, nie rozumiem tego tekstu ni w ząb.

1. Co znaczy, ze słowo obrasta w truizmy? jest to wynik jego kontekstu, czy też innych słów jakie mu towarzyszą?
2. Dlaczego kalekie? Czy brakuje mu jakiegoś morfemu?
3 W jaki sposób słowo, może gnać szybciej od myśli? To się nieco kłóci z definicją słowa, które składa się z brzmienia (dźwięk) i semantyki (myśl), przy czym semantyka jak nietrudno się domyślić jest nadrzędna dźwiękowi (dzięki temu można nauczyć się np hiszpańskiego).
4. O co chodzi z zamieraniem Jidisz? Bo jeżeli chodzi o to, że ten język znika, to zapewniam, że jest wręcz odwrotnie (i z racji na pochodzenie raczej wiem co mówię).
5. Jak meritum może być głuche? (Słuchu raczej stracić nie mogło) - ja rozumiem, że w poezji można dużo przekazać i na różne sposoby, ale właśnie o ten przekaz mi chodzi.
6. I moje ulubione: "Ślepiec iluzję przyjmuję na wiarę" - nie mam zielonego pojęcia, skąd to się wzięło i czemu ma służyć.
7. Merytorykę następnych dwóch wersów też chyba trzeba przyjąć na wiarę :)

Widząc jak traktuje się tutaj, ludzi z innymi opiniami niz pochlebcze, chcę zastrzec, że żadnej opinii jeszcze nie wydałem i nie wydam, skoro nie rozumiem tekstu, Proszę autora, albo kogoś kto się orientuje lepiej ode mnie o jakieś wyjaśnienia.

Z góry dziękuję.

Pozdrawiam minetycznie.

Opublikowano

może to nie ja powinnam tłumaczyć, bo wiersz mogę interpretować błędnie, ale skoro pan taki dociekliwy, i nie przedkłada pan poezji nad sens faktyczny; służę moim umysłem ściśniętym i okiem chemika;

1. w co pierwszym wierszu (tak przesadzam, ale w większości), Poeci piszą tak oklepane "swoje" przemyślenia, podają je na tacach słów, w formach zbyt oczywistych, aby warto je było stwierdzać, a nawet głosić...

2. formuowane w kaleki sposób, bo przecież piękna myśl góruje, co tam forma;

3. wg słów: pomyśl nim powiesz;

4. nie doczytał pan całej myśli (chyba) : "zamiera jak Jidysz, aby po chwili od myśli gnać szybciej."

5. prawda jest taka, że nie ma w tej "wielkiej myśli" dostarczanej przez onego Poetę-peela pointy, klepie, by klepać, tego meritum nie ma... stąd głuche;

6. zmęczyłam się już... : klakierzy, tudzież ludzie, którym NIE CHCE SIĘ NAD WIERSZEM CHWILĘ ZASTANOWIĆ; - "ślepcy" biorą co im podleci pod paszczę; i ... biorą na wiarę;

8. jeśli ktoś kto po prostu nie zrozumiał wiersza, a takowy niesie coś w słowach, nie tylko wodę; postawi sobie pytanie (pytanie matką wynalazków; a ojcem leniwość - kolejność nie jest przypadkowa); w głowie zaczną powstawać obrazy; słowa zaczną żyć; lub nie - w przypadku braku cierpliwej "matki";

jeśli źle odczytałam wiersz, autora przepraszam;
pozdrawiam
ewa

Opublikowano

Coż, fajnie, że komuś się chciało. Tyle, że sens ogólny to ja mniej więcej też załapałem. Chodziło mi o konkrety które wymieniłem. Nie można natomiast przedkładać poezji nad sens faktyczny. Bo poezja ma w sobie i to i to. Jeżeli chodziło natomiast o przedkładanie formy nad treść, to chyba wypowiadanie się w tej kwestii byłoby truizmem.
Co do punktu nr 4 - to doczytałem i Pani iterpretacja nic tutaj nie zmienia, chociaż może to być wina zapisu gramatycznego. Chyba jednak wolałbym, żeby wypowiedział się autor, bo jakoś wierzyć mi się nie chce, aby wiersz krytyczno-metapoetycki był aż tak meta, by reprezentować to co sam krytykuje.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius z pięknej toalety:) jutro mam ślub z stylu włoskim w plenerze w ciągu dnia do wieczora:) inaczej, bo w zieleni na zielonej łące pośród kwiatów i w koronkach drzew:) w nocy nie ma takiego efektu obcowania z naturą jak w dzień:) będzie to śliczny ślub:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...