Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 50
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

ta dyskusja jest jakaś bez sensu. niech każdy pisze
to co myśli i już. przecież ile osób tyle gustów.

z drugiej strony, podobno istnieje coś takiego
jak pisanie pod publikę - więc tutaj mamy
przyczynę konfliktu pozytywnych komentarzy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No w sumie fakt. Zresztą pół roku temu była dyskusja w zupełnie odwrotnym kierunku - czyli - "dlaczego komentarze są takie chamskie". A z drugiej strony można samemu zanegowac wiersz - święte prawo kazdego krytyka. Tyle ja, bo wczoraj coś mnie poniosło i nawet przeklinałem :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No w sumie fakt. Zresztą pół roku temu była dyskusja w zupełnie odwrotnym kierunku - czyli - "dlaczego komentarze są takie chamskie". A z drugiej strony można samemu zanegowac wiersz - święte prawo kazdego krytyka. Tyle ja, bo wczoraj coś mnie poniosło i nawet przeklinałem :)

no i tak 3mać
Opublikowano

Piszę co nieco.Mam na swoim koncie mniejsze i większe sukcesy, ale absolutnie nie uważam, że świetnie władam piórem.Chcę się rozwijać. Przyłączyłam się do tego portalu, bo motywuje, kiedy widzę jak inni zajmują się pisaniem, mam nadzieję,że ktoś podpowie co mogę poprawić, na co zwracać uwagę. Liczę na konstruktywne komentarze. Na razie nie publikuję, nawet w dziale bez limitu.Ten okres "kwarantanny nowego" wykorzystuję by rozgościć się tutaj, poznać autorów, ich wiersze i poglądy. Wolałabym publikować na "Z" bo nie chcę by komentował mnie ktoś kto pisze makabryczne kicze w dziale dla początkujacych.Bo ani ostra krytyka ani przychylny komentarz od takich osób nic mi nie da.
Tak się rozpisałam a chciałam tylko poprosić o radę. Nie wiem jeszcze jak tu to i owo działa- czy wszyscy czytają wszystkich? czy jak zamieszcze w "Z" to mnie nie zjadą..?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



właśnie, publikuj coś. chętnie się zaznajomię z Twoją twórczością
a nika sobie zapiszę gdzieś, bym nie zapomniała :)

widzę bardzo dobre podejście - chęć rozwoju. tak naprawdę, to bez znaczenia
czy będziesz w P czy w Z, /radzę od razu zapomnieć o dziale bez limitu, bo tam
nikt nie zagląda/. osoby publikujące w P, niejednokrotnie piszą lepiej niż te z Z,
pozostały tam z przyzwyczajenia

serdeczności Espena Sway :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To, że ktoś publikuje w dziale P wcale nie oznacza, że pisze "makabryczne kicze". Poza tym gust i wiedza wcale nie muszą odzwierciedlać "talentu" pisarskiego, więc nawet jeśli ktoś pisze źle może niejednokrotnie lepiej ocenić czyjś wiersz od "poety z prawdziwego zdarzenia" (bo ci zazwyczaj prównują wszystko i wszystkich pod siebie). Czy publikujesz w P czy w Z to i tak nie ma różnicy w opiniach, gdyż i w jednym i w drugim dziale komentują prawie te same osoby, więc nie mam pojęcia dlaczego masz taki problem.
Wszyscy nie czytają wszystkich. Jak zamieścisz w dziale Z to zapewne Cię zjadą.
Opublikowano

Kicz krytyków, ktorym się wszystko podoba to jedna strona, bycie zoilem - druga. Może nie do końca godze się z Terą - ale fakt jest faktem - jest to apel adekwatny do pewnych (nie wszystkich sytuacji). Ja mam propozycje środka - żeby każdy sam zachował równowage i nie czytał nickiem, a wierszem.
A co do Z - dla mnie to już bez różnicy, środowisko jest praktycznie to samo.
Tyle w temacie, nie nabijam więcej :)

Opublikowano

Dziękuję za Wasze uwagi, ostrzeżenia i zachęty :)
do Bartosza
Wszyscy nie czytają wszystkich. Jak zamieścisz w dziale Z to zapewne Cię zjadą.
Bardzo cenne uwagi -dzięki i przepraszam, nie zauważyłam ,że tak uogólniłam- miałam na myśli "między innymi" znajdującą się tam "twórczość" :)
A odczekać muszę tydzień, żeby napisać, więc póki co -czytam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To samo miałem na myśli. A najlepszym sposobem na zachowanie równowagi jest skomentowanie (jeśli ktoś już komentuje), np. pierwszej strony wierszy w jakimś dziale, z tym że wcześniej zasłonić sobie autora.

Prawda ?
A Z to jest taki skansen. Niby wysoka jakośc, a nie wysoka jakośc, D - niby debiuty, a nie debiuty.
Pieprzyc podziały.
Opublikowano

"żeby każdy sam zachował równowage i nie czytał nickiem, a wierszem"
"najlepszym sposobem na zachowanie równowagi jest skomentowanie (jeśli ktoś już komentuje), np. pierwszej strony wierszy w jakimś dziale, z tym że wcześniej zasłonić sobie autora."

ja się z tym zgadzać bardzo bardzo, pozdrawiam i całuski dla każdego, kto chce

Opublikowano

Na początku mojej przygody z forum nie komentowałam nic, gdyż mało wiedziałam o wierszach, nie czułam się na siłach komentować i poprostu nie umiałam wyrazić słowami tego co czuje po przeczytaniu wiersza. Potem zaczęłam komentować, ale tylko te wiersze, które mi sie podobają ( uznałam bowiem, że warto jakby nagrodzić autora kometarzem) i tylko te wiersze które umiałam zrozumieć.Następnie miałam taki okres w życiu kiedy jechałam równo po wszystkich i po znanych i po nieznanych i po gniotach i po wartościowych wierszach ( jeśli tylko mi sie coś w nich niepodobało). Niektórzy może pamiętają ten czas, kiedy byłam w pewnym sensie postrachem:). Ale jakaż była niktórych radosć jeśli w końcu otrzymali pozytywny komentarz. To było dla nich o wiele bardziej miłe i cenne niż stosy całuśnych ryków zachwytu od znajomych z TWA. Sama najbardziej cenię komentarze poetów, których samych w sobie cenię. Teraz to jest różnie.Piszę i pozytywne i negatywne komentarze. Nie mam czasu żeby czytać każdy wiersz, zresztą raz chciałam i uznałam, że to bez sensu, bo musiałabym ciągle pisać to samo: gnioty, gnioty, gnioty. Jak mamy czytac lepsze wiersze skoro ludzie zamiast pisać siedzą tylko na forum dyskusyjnym i zakładają bzdurne wątki?

Tak więc wniosek jest taki.: poziom na forum i wierszy i komentarzy sie obniżył co sprawia, że nie chce się czytać i komentować. I kółko sie zamyka.

Zgadzam się z Tobą Tera, ale to jest walka z wiatrakami.

Opublikowano

wiem że walka z wiatrakami. ale ja wchodze na takie fora bo licze na inteligentnych ludzi. dlaczego w australii mozna po pijaku jechać poboczem - bo daje sie zaufanie społeczeństwu i państwo an tym korzysta. a w polsce mamy taki rząd na jaki ten kraj zasługuje, polaków trzeba trzymać pod batem bo zaczną srać na ulicach. ale wracając do tematu, czy nie można po prostu napisać co sie sądzi o tekscie? moje wypociny lepiej komentują znajomi którzy czytać skończyli po liceum. czy każdy musi interesować sie kinematografią zeby iść do kina? skomentować film? czemu wy ludzie robicie z poezji bóg wie co? wszystko jest propagandą i wszystko moze być artyzmem. i obojętnie jak wymagające dzieło każdy prostak moze je skomentować. bo wszystko jest dla ludzi i nawet Pana Tadeusza można nazwać syfem - tak po prostu bo sie nie podoba. kustosze kurwa ze śliniaczkami

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


:D
powiem Ci, że mi się już po prostu nie chce
- starałam się np. pokazać co, moim zdaniem, było
do kitu i starałam się, jak umiałam, uzasadnić dlaczego
- a na to odpowiedź typu: "a innym się podoba"
(odautorska lub od fana)
więc powstaje pytanie: PO CO??

skoro tylu osobom się podoba - znaczy to, że TAKIE chcą czytać
na gusta nie mamy wpływu (niestety, o jakże nad tym ubolewam ;] )

pozdrawiam

ps. chce Ci się walczyć, jak ten, który jeździł na Rosynancie?
Opublikowano

Najbardziej generalne z generalnych zasad komentowania, jakie zdążyłem
sobie wypracować przez niespełna 4 miesiące bytności tutaj:

wiersze słabiutkie komentuję tylko wtedy, kiedy stać mnie na konstruktywne uwagi
i mam akurat wenę, by powtarzać po raz setny te same słowa odnośnie pierwszych kroków
na drodze do pisania lepiej. Nigdy nie komentuję takich tekstów wyłącznie po to, żeby
napisać: "ale gniot, bye, bye".

wiersze średnie i dobre komentuję zazwyczaj tak, by podkreślić zalety i zaznaczyć
wady, czasem nawet stać mnie na podanie jakiegoś rozwiązania od siebie, przy czym staram
się, by komentarze te raczej mobilizowały do szlifowania formy.

wiersze bardzo dobre staram się komentować co najmniej kilkoma zdaniami,
w których powiem autorowi dlaczego tak mi się jego dzieło spodobało. Zazwyczaj
nie jest to trudne - uzasadnienie przychodzi samo.


Do każdej z tych trzech kategorii wiersz przydzielam na podstawie własnego odczucia
i podstawowej wiedzy nt. warsztatu, subiektywnie.

Oczywiście nie mogę powiedzieć, że nie zdażają mi się wpadki - na pewno (niestety)
czasami przez zbyt pobieżne oceny dokładam cegiełki do TWA, sam też niekiedy mam
wyraźne wrażenie TWA wokół mnie;) Są też wiersze tak żenujące i głupie, że bardzo
ciężko się powstrzymać od "wygarnięcia" autorowi prosto między oczy.

Ogólnie jednak podstawą jest szacunek do autora, choćbym nie wiem jak źle kojarzył jego
nick, oraz założenie a priori, że jednak poświęcił swojemu tekstowi choć odrobinę pracy
przed wklejeniem tutaj.

Działając w ten sposób, nie mam sobie do zarzucenia, że obniżam komentami poziom
merytoryczny tego forum - przy ocenianiu staram się dawać z siebie jak najwięcej.
A być może przy okazji - jeśli już mówimy o "poziomach" - podtrzymuję jakoś dość
wysoki poziom kultury na poezji.org. Nie chciałbym, żeby ten portal zmienił się przez
zbyt cięte komentarze w pole niekończącej się bitwy.

Pozdrawiam, sorki za przynudzanie:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...