Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Życie jest ścianą
którą trzeba przebić póki tynk jeszcze rozgrzany
a knykcie młode


niedokończony papieros na stoliku
ale ustnik wchłonięty w całości
kolor zszedł z kwiatów -one zeszły z ubrań
brak nowych perfum w powietrzu
łoże wyścielone wężami

Sylwia lubi wierzyć w swojej wieży
taki nałóg niekontrolowany -mówi cichutko pod nosem
i dalej wyszywa inicjały pociech na chustach
Tadeusz przemieszczać się wzdłuż pokoi które sam stworzył
niefortunnie

jak się raz przejdzie przez próg drzwi dawno otwartych
konwersacje szukają nowych dawców

a jak to było z tą siarką?
jest jej niby tak dużo że może spalić od środka
ale braknie do zaistnienia pojedynczej iskierki

Sylwia wciąż przeczesuje włosy
z nadzieją że odżyje
może ich dłonie spotkają się jutro na śniadaniu
byle tylko uniknąć głuchego brzdęku solniczki

oto właśnie stoi skulona
ze strachu nie otwiera mosiężnej szafy
sukienki by ją zadusiły
odmawia modlitwę za każdego
przy swojej osobie zasypia
Opublikowano

i znów ze smutkiem muszę zgodzić z Oyey'em, pornografia, zwłaszcza dziecięca jest obrzydliwa, nie mówiąc o tym że jest przestępstwem
a tu i recydywę widzę, nie dość że kolejny banalny, nudny tekst, to jeszcze autor tej zboczonej twórczości zdecydował się zamęczyć czytelnika aż do torsji. Czego oczekiwać mamy następnym razem? Chce Pan tymi obrzydliwościami dorównać "Nagiemu lunchowi" W. Burroughs'a? Nie z tym kiepskim warsztatem literackim. Za wysokie progi.

"kolor zszedł z kwiatów -one zeszły z ubrań
brak nowych perfum w powietrzu
łoże wyścielone wężami" - się horrorów tanich autor naoglądał? proponuję trochę na wyższą półkę zajrzeć, ambitniejsze horrory odkurzyć

"Sylwia wciąż przeczesuje włosy
z nadzieją że odżyje
może ich dłonie spotkają się jutro na śniadaniu
byle tylko uniknąć głuchego brzdęku solniczki " - to znów harlequin? znów banał

"oto właśnie stoi skulona
ze strachu nie otwiera mosiężnej szafy
sukienki by ją zadusiły
odmawia modlitwę za każdego
przy swojej osobie zasypia" - no, tu coś lepiej, tu i bardzo wysoka półka bo się styl biblijny wkradł. Bravo!!!!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tommy a może przeczytaj jeszcze raz i jeszcze raz aż do momentu kiedy Ci się uda zauważyć jak większości że to jest o czymś zupełnie innym

a jak już Ci się uda to możesz mnie wtedy przeprosić za Twój koment z którego wynika że się lubuję w opisywaniu pedofilii

a oyey miał chyba na myśli co innego
Opublikowano

doskonale wiem co Oyey miał na myśli, tępy nie jestem, przynajmniej nie na tyle co tępa i nudna jest Twoja poezja
Boże jedyny, jak Ty możesz pisać wiersze, jak nie potrafisz zrozumieć treści komentarza, a kompletnie jak widać nie masz pojęcia o metaforze????
Więc tłumaczę jak krowie na rowie:
Twoja poezja to raczkujące, nie umiejące wypowiedzieć się dziecko, uprawianie poezji przez Ciebie to od wielu lat nic nie rozwijająca się pornografia dziecięca, czytanie i kochanie Twoich wierszy to zboczenie, obleśna pedofilia
Teraz rozumiesz czy jeszcze jaśniej trzeba?

Opublikowano

tommy - sądzę, że już jaśniej i dobitniej nie można było
Sebastian - czytając Twoje wiersze, od dawna mam wrażenie, jakbym czytała nieskończenie długi i męczący wywód o jednym i tym samym, nic swieżego, nic oryginalnego, wciąż te same zgrane motywy, zmęczone metafory i dziwaczna składnia i straszna monotematyczność
metoda "zalewania" portali poetyckich nadmiarem wierszy też nie zdaje w Twoim przypadku egzaminu, wręcz potęguje to wrażenie, o którym pisałam wyżej
jesteś bliski zamęczenia czytelników na śmierć
no chyba, że taki jest Twój cel
em

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


sobie myślę, że to jest, kurwa, chamstwo i prostactwo, a wiersz do poprawki
weź siebie, człowieku, poczytaj i wyciągnij odpowiednie wnioski, więc popraw, Sebastian, co trzeba.
można bardzo ostro, ale trochę kultury i myślę, że zgrane metafory trzeba czymś zastąpić.
nie jesteś omnibusem, a to, że Twoją "twórczośc" popiera em.gie, jeszcze o niczym nie świadczy, tym niemniej Pietrzak, coś zmień.
a teraz, z łaski swojej, możesz mnie pocałować w dupę, a wiersz ma dobre momenty, o których nikt nie wspomina.
Opublikowano

to, ze ja popieram lub nie czyjekolwiek wiersze nic nie znaczy i zupełnie nie ma tu nic do rzeczy

Seba - ja nie pisałam o tym jaki Ty jesteś, nie znam Cię i mało mnie to interesuje, natomiast mówię o tym co piszesz, bo to mnie interesuje i wybacz, ale nie czytanie Cię staje się niemożliwe, bo Twoje wiersze zalegają w stosach w zbyt wielu miejscach, a pośród nich giną często świetne utwory, no to jest przyznam jakiś sposób, by zwrócić na siebie uwagę, ale skoro nie przeszkadza Ci, że Twoja poezja jest miernej jakości to faktycznie Twoja sprawa
wiersz nie jest do poprawki tylko do całkowitej przeróbki, żeby poprawić "co trzeba" należałoby go napisać od nowa
stosujesz liczne kalki, karkołomną składnię i ograną metaforykę
udziwniasz to wszystko kompletnie wg mnie nieprzemyślaną wersyfikacją, która zupełnie nie ma uzasadnienia, przegadujesz w miejscach, gdzie wystarczyło zasygnalizować, rzucasz hasłami tam, gdzie należałoby rozwinąć, kompletnie nie panujesz nad słowami, jakby metafora wymykała się Tobie spod kontroli
efektem jest wymęczony tekst bez większego ładu i składu, na który co najwyżej nabrać się może nieoczytany i nie do końca wykształcony czytelnik, któremu można zmydlić oczy byle czym
bardziej wymagające osoby nie znajdą tutaj niczego

"opiniotwórcza"
em

Opublikowano

pozwolę sobie jeszcze na słowo: Panie Serocki - Jantarek komentował ad rem, nie ad personam, jeśli tylko NIEKTÓRE wypowiedzi na temat wierszy są mile widziane, proszę wprowadzić cenzurę, będzie słodko, milusio i sympatycznie
uszanowania
em
P.S. wyczytane w nagłówku przed wejściem na forum dla poetów dobrze (mam watpliwości coraz większe) władających piórem:
"Forum poezja współczesna przeznaczone jest dla poetów dobrze władających piórem (także tym wirtualnym). Konstruktywne i ciekawe komentarze mile widziane. Wszelka krytyka dozwolona. Pamiętaj o zasadach www.poezja.org. "
wszelka?
em

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a to już jest sztyt kultury, tak? parafrazując Ciebie, powiem tak:weź sobie swój komentarz człowieku i poczytaj i wyciągnij odpowiednie wnioski


póki inteligencja milczała, było źle w tym kraju, nie coraz gorzej, ale źle. A teraz, jak już inteligencja zaczyna popierać tandetę, krzykliwą i zalewającą niczym szambo, jak inteligencja zaczyna kwakać w obronie "niskich kaczych lotów" to trzeba chyba herb państwa zmienić z białego orła na białą kaczkę

i proszę mi wybaczyć, ale nie będzie mnie uczył kultury ktoś kto sam się po polsku wyrazić nie umie, a ma wielką sklerozę co do swoich dawnych poczynań (patrz swoje własne komentarze ze starych czasów)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ależ ja wiem że nie pisałaś o tym jaki jestem tylko pisałaś że zamęczam czytelnika swoim pisaniem
i odpisałem że taki już jestem czyli raczej zrozumiałem o co Ci chodzi
więc nie ciągnijmy już tematu bo nie ma sensu

Pozdrawiam
Opublikowano

znamienna jest odpowiedź tylko na część mojego komentarza i ani słowa na temat moich uwag do tekstu
skoro jedynym Twoim argumentem jest stwierdzenie "taki jestem" to faktycznie dalsza dyskusja mija się z celem, szczególnie dyskusja o poezji, co - pozwolę sobie zauważyć -utwierdza mnie tylko w dawno powziętym przekonaniu
em

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bo po tylu latach pisania to trochę za mało, wręcz nudne, fabryczne. I właśnie w tym problem, że łatwiej poprzestać ne jednym poziomie, im niższym tym lepszym, a trudniej podnosić poprzeczkę. W tym problem, że kilka lat temu u Sebastiana też były dobre tylko "momenty", ale to już było, i mam nadzieję, nie wróci więcej
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Twój problem polega na tym, że nie wiesz, gdzie jest granica "poczynań".
Dotkęło? Tak, na pewno dotknęło. Gdyby nie, to nie wzniósłbyś się na szczyt bufonady i śmieszności. Odpuść sobie, bo na mnie Twoje wywody nie robią żadnego wrażenia.
Może zamiast "skleroza" chciałeś powiedzieć "amnezja"? Jeżeli tak, to nie wielka, tylko zaawansowana lub całkowita.
Jeszcze gwoli wyjaśnienia: skleroza to choroba całego organizmu. W jej wyniku może nastąpić amnezja, ale nie musi.

No cóż... staram się dostosować do stylu wypowiedzi. Taki mam styl.

i dlatego musisz obrażać wszystkich dookoła?
Stosujesz prawo Kalego, a to nie świadczy dobrze o Tobie.
Opublikowano

nie chce się mieszać w kłótnię Panów, żeby czasem nie oberwać rykoszetem
ale przywołując cały swój obiektywizm chciałam zaznaczyć, iż nie zauważyłam, by jantarek kogokolwiek obraził, wypowiedź dotyczyła poezji, wierszy, twórczości, tekstów (nie wiem jak jeszcze określić), a nie osoby poety
i jakkolwiek można się nie zgodzić z jej brutalnością, czy dosadnością, to oskarżanie kogokolwiek o obrażanie autora jest bezpodstawne i śmieszne
poza tym nie dostrzegam zastosowania przez jantarka "prawa Kalego" (jesli ktoś zabrać Kalemu krowę, to Kali zabrać komuś krowę)
natomiast dostrzegam czepianie się bez sensownych argumentów i odpowiadanie tylko na te komentarze, gdzie można popyskować
hmmm
em

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Prawo Kalego brzmi zgoła inaczej:
"Jeżeli Kali komuś zabrać krowa, to bardzo dobry, a jak ktoś Kalemu zabrać krowa, to zły"
Chodzi o to, że jeżeli chce się pisać ostre komentarze, trzeba takie same przyjmować ze spokojem. I to wszystko.

cytuję:
"Boże jedyny, jak Ty możesz pisać wiersze, jak nie potrafisz zrozumieć treści komentarza, a kompletnie jak widać nie masz pojęcia o metaforze???? "

ten komentarz sugeruje głupotę autora, a do tego obraża go poprzez nieprawidłową konstrukcję.
wyjaśniam: drugie "jak", interpunkcja.
kłania się znajomość języka polskiego, nieprawdaż?

"czytanie i kochanie Twoich wierszy to zboczenie, obleśna pedofilia"

a jak to nazwiemy? faktycznie, niby odnosi się do wierszy, ale Pani wybaczy... ten język, te sugestie.
czytam wiersze Sebastiana. a co mi tam.
może Pani zgłosić do prokuratora, że jestem pedofilem, a do księdza proboszcza, że zboczony.


Pani poda przykłady. Zauważyłem, że na takie komentarze Jantarek reaguje bardzo nerwowo i domaga się rozwinięcia tematu. To może chociaż Pani Go zastąpi? Nie wątpię, że Pani wie gdzie, co i jak, ale skąd ma wiedzieć tak kiepski autor?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie sugeruję głupoty autora, tylko Jego niewiedzę, masz problemy z rozróżnianiem pojęć?
Ponadto sam pogrążasz ten wiersz swoimi komentarzami dotyczącymi komentarzy a nie wiersza. Czyżby nie było żadnych argumentów ponad to, że autorowi się "tak podoba" i że Serocki widzi "dobre momenty" (nie podając konkretnie nawet jakie momenty). To że Serocki widzi "dobre momenty" w tej tandecie, to nie oznacza, że tandeta przestaje być tandetą, chyba że jesteś jak to nawałeś "omnibusem" lub poetycką wyrocznią.
Mało jakoś masz do powiedzenia na temat twórczości, za to wiele na temat etyki innych czytelników, w tym też jesteś alfą i omegą? Na tym polega merytoryczność Twoich wypowiedzi? To gratuluję.
Opublikowano

Panie Serocki - nie będę wdawać się w dalszą dyskusję na temat sposobu komentowania i sposobu przyjmowania komentarzy, to kwestia całkowicie indywidualna

"Pani poda przykłady. Zauważyłem, że na takie komentarze Jantarek reaguje bardzo nerwowo i domaga się rozwinięcia tematu. To może chociaż Pani Go zastąpi? Nie wątpię, że Pani wie gdzie, co i jak, ale skąd ma wiedzieć tak kiepski autor?" - chciałabym zaznaczyć, że ja i Jantarek to jednak dwie różne osoby, a Pana sarkazm nie tylko nie pomaga, ale wręcz pogrąża ten wiersz, a zastępować Jantarka w niczym nie muszę, nie muszę też występować w roli adwokata, bo doskonale radzi sobie sam
pragnę zauważyć, że również Pan, poza lakonicznymi stwierdzeniami nic konkretnego nie napisał więc parafrazując: "jeśli domaga się od kogoś konkretów najpierw trzeba je samemu przedstawić"
karkołomna składnia:
"jak się raz przejdzie przez próg drzwi dawno otwartych
konwersacje szukają nowych dawców" - przy tym fragmencie napomknę jeszcze o braku logiki

"Sylwia lubi wierzyć w swojej wieży
taki nałóg niekontrolowany -mówi cichutko pod nosem
i dalej wyszywa inicjały pociech na chustach"

" sukienki by ją zadusiły
odmawia modlitwę za każdego
przy swojej osobie zasypia"

ograna metaforyka:
"łoże wyścielone wężami"

"kolor zszedł z kwiatów -one zeszły z ubrań" - tutaj dodatkowo koszmarna personifikacja

"jest jej niby tak dużo że może spalić od środka
ale braknie do zaistnienia pojedynczej iskierki "

w zasadzie musiałabym zacytować cały wiersz

konkluzja: nie doprowadzi do niczego dobrego w poezji sytuacja, kiedy twórca czyta tylko i wyłącznie to, co sam napisał

jeśli o mnie chodzi to wyczerpuje temat
pozdr.
em

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...