Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„Nie dogonię Cię, jesteś jak wiatr.
Dziki tak, nieokiełznany i gwałtowny.
Tak jak on pojawiasz się i znikasz.
Swą gwałtownością wciąż przerażasz mnie.

Ale czyż można złapać wiatr.
Czy można okiełznać jego dziką naturę?
Czy można w nim się zanurzyć?
Nie – wiatru nie można mieć.

Jesteś jak burza – nagła i niespodziewana.
Tak jak ona gwałtownie się pojawiasz i cicho znikasz.
Z siłą huraganu wnikasz w me ciało,
By je jak wodospad z hukiem opuścić.

Me ciało rozpalone czeka na Twą gwałtowność.
Gotowe oddać Ci się w szaleńczym uniesieniu .
Spragnione jest Twych rąk namiętnych.
Twych ust gorących, które zostawiają ślady miłości na mym ciele.
Blasku Twych oczu, zachodzących mgłą pożądania.

Przelewasz się przez me ciało jak ocean.
Pełen sztormów i huraganów.
Jesteś jak wysoka fala, wznosisz się i zalewasz mnie sobą.
Nagle odpływasz i zabierasz każdy skrawek mego ciała.

Zrywasz się nad ranem, znikasz, pozostawiasz pustkę.
Lecz ja chcę tu zostać, Chce z Tobą być.
Chce zatonąć w Twych ramionach, chce pozostać na zawsze.
Chce zostać mimo, że dzieli nas świat i rzeczywistość.”

Opublikowano

Darku za dużo zaimków, me, tfe, sfe - a bee. Poza tym masa dopowiedzeń jak tu:

Ale czyż można złapać wiatr.
Czy można okiełznać jego dziką naturę?
Czy można w nim się zanurzyć?
Nie – wiatru nie można mieć.


daj czytelnikowi trochę pola do wyobraźni, daj mu pomyśleć a nie odpowiadaj za niego. Pytania mogą być otwarte. Poza tym cała szkatułta banałów:

Me ciało rozpalone czeka na Twą gwałtowność.
Gotowe oddać Ci się w szaleńczym uniesieniu .
Spragnione jest Twych rąk namiętnych.
Twych ust gorących, które zostawiają ślady miłości na mym ciele.
Blasku Twych oczu, zachodzących mgłą pożądania.

Proszę czytać więcej i nie porzucać pisania.
Uszanowanie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...