Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

malowane szaty
przyroda odziewa
dzień w barwy bogaty
świat w ostatki śpiewa

eksplozja kolorów
przekwita i gaśnie
w zadumie wieczorów
już za chwilę zaśnie

muślinowe tiule
srebrnej pajęczyny
obejmują czule
zamglone krainy

spłowiałe zielenie
gasnące oplata
w osnute omdlenie
szron babiego lata

spuszcza głowę słońce
w wyblakłym ogrodzie
bez listowia drżące
sady w brzasku chłodzie

ich bujne okrycia
na ziemię opadły
już bez śladów życia
od szronu aż zbladły

posmutniałe drzewa
wiatr liśćmi szeleści
smętne nuty śpiewa
przemijania treści

wzmaga swe podmuchy
niebo deszczem płacze
nadciąga czas pluchy
czas biegnie inaczej

jakby się zadumał
cienie dziwne kładzie
na cmentarzu tłumy
smutne w listopadzie

biały dym z ogniska
zeschła chryzantema
biała zima bliska
jesienny poemat

Opublikowano

wieloBARWNE szaty
przyroda odziewa
dzień w BARWY bogaty
świat w ostatki śpiewa

Termin "sztuka dla sztuki" sformułował Teofil Gautier. Ale to jest "sztuka", ktora w żargonie wojskowym znaczy... no własnie.
Kicha.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



co nowego?
nowy duch i nowe ciało


mocno wydłużone;
na pierwszy ogień rymy, na drugi wyświechtane zwroty (nie mówię słowa, bo one same w sobie nie mogą być wyświechtane, ale ich kompozycja owszem); na trzeci rozciągnięcie wiersza jak gumy do żucia (ktoś coś już o tej gumie i enterach wspominał...);

zaproponuję dużo cierpliwości i pracy; czytanie poezji - nie blogowej i tu się narażę też nie forumowiczów - może klasyka nie w modzie, ale podstawą w nauce jest świetną!
później przejść do współczesnych, zacznie się klarować, co oklepane, a co nie, myśl się wyostrzy (bywają wyjątki), no i będzie odniesienie, wtedy można zacząć budować;
powodzenia;
pozdrawiam serdecznie
ewa
Opublikowano

muślinowe tiule
obejmują czule

- no przecież to jest mistrzostwo uniwersal! the best in the word:)
sto lat bym myślał i bym nie wymyślił takiego czadowego rymu w takim orientalnym kontekście! maestria kontrolowanego kiczu - tron szydery, wiklinajarzębina:)
i niech się ktoś ze mną odważy nie zgodzić!

pozdrawiam kolorowo artystów pozdrawiam
(robię tak od lat, od lat tak robię)

Opublikowano

Autorze " mała mysz" !

Stanąłem ostatnio w obronie Pani (Pana) poezji wiersza "Jesień" w konfrontacji z
panem Romanem Bezetem, aż zaiskrzyło ujemnie i oberwało mi się o posądzenie
mojego poziomu z treściami "discopolowców'.Będę szczery, zrobiło mi się Pani
(Pana) trochę szkoda. Tu taka skromność na zaczęcie (pseudo autorskie), a tu
takie przemoczenie na starcie. Dla mnie -jeszcze raz to powiem- jest w Pani
(Pana) wierszu pewien rytm, są rymy, jest pewna nastrojowość, chociaz tematy
są powielane i rozciągnięte. I może nie przeżywałaby (-ał) Pani (Pan) teraz
pewnych frustracji z powodu krytyki, ale jest też Pani (Pan) sama (sam) sobie
winna (winien).Po prostu, ze swoim wierszem trafiła (-ił) Pani (Pan) nie do tych
drzwi. Czy Pani (Pan) czytała (-ał) motto przewodnie tegoż Forum (na stronie
głównej)? Wydaje mi się, że nie , albo Pani (Pan) go nie zrozumiała (-ał).
Tu są ludzie tworzący nowatorski kierunek w poezji, Oni bawią się słowem,
tu, żeby zaistnieć trzeba ich czymś nowym zaskoczyć, zmusić do myślenia, etc.
Ja , pokazałem się na tymże Forum aby poznać te nowe trendy. Coś w tym jest,
chociaż nie wszystkie utwory do mnie przemawiają. Cenię Ich jednak też za to,
że twardo potrafią bronić swoich racji, nie zgadzam się jednak z Ich przekona-
niem na ichże monopol nieomylności w krytyce utworów z innej półki.
Ja, zamykam drzwi tegoż Forum, ponieważ siebie tu nie widzę. Oni, są tu sobą
i ja też chcę "być sobą jeszcze". Mówiąc prostymi słowami o Ich oczekiwaniach
wobec tego co Pani (Pan) Im podaje, to Oni wierzą, że (...) ale to już było i nie
wróci więcej (...).

Ja, Pani (Panu) radzę, jak nie chce Pani (Pan) przeżywać kolejnych nieuzasadnio-
nych - w Pani (Pana) mniemaniu - oberwań chmur, z powodu krytyki następnych
Pani (Pana) wierszy podobnych do "Jesieni", to radzę Pani (Panu) ze swoją
poezją zapukać do innych drzwi. Ale decyzja należy do Pani (Pana).

Pozdrawiam serdecznie!

Z.K.

Opublikowano

Z.K. Zauważ, sięganie do klasyki jest czymś wspaniałym i godnym uwagi, ale poziom musi mieć tym wyższy...

"oni"... wie Pan, krytyka zawsze będzie subiektywną, a jeśli ktoś - nie jedna osoba - radzi popracować nad rymami - coś w tym musi być,
krytyka najpierw budowana będzie na smaku, później na pamięci - tu się kłania klasyka; później przychodzi jakieś światełko nowe;
komentarz jest wybiegiem dla czytelnika, on ma do tego prawo, wstawiając wiersz na forum, należy liczyć się ze słowami krytyki, cedzić je, szukać prawdy; i budować na tym;

poszukiwanie odpowiedniego czytelnika może dać zgubny efekt - autor pozostanie sam z wierszem; bo żaden czytelnik nie okaże się godny; nie przyklaśnie, a czy aby na pewno o oklaski chodzi?

forma zamkniętą nie jest, ciągle się jej uczymy; a jeśli nie chcemy? co pozostaje?
mówisz o nowatorstwie, odwołajmy się zatem do klasyki;
weźmy dialog grecki - tam pierwsza forma - w niej szukali piękna; późnmiej treść - w której poszukiwane się mądrości i prawdy!

dodałabym coś jeszcze, ale moze się powstrzymam;
życzę więc powodzenia w poszukiwaniu czytelników;
pozdrawiam
ewa

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wygłaszając takie przemówienie życzysz chyba autorowi wiersza źle, a także samemu sobie. Obcowanie z ludźmi od których można się wiele nauczyć raczej sprzyja nauce i rozwojowi i nie koniecznie prowadzi do utraty tożsamości. Wierszyk, a właściwie prosta rymowanka napisana jest konsekwentnie szósteczką, ale forma ta zwykle jednak używana jest raczej do wierszy żartobliwych, a ten nim nie jest. Rymy a zwłaszcza te gramatyczne budzą sprzeciw. Stwierdzenie, że na portalu są ludzie tworzący nowatorski kierunek w poezji jest jakby nie trafione, gdyż nie ma tu jednego stylu pisania. W wypowiedziach jest wiele serdeczności. Nie ma tu agresji i wyszydzania jakie jest na innych portalach codziennością. Radzę pozostać wczytując się w wiersze i opinie, a gdy wiele z prawideł przeanalizujesz, to gdy sięgniesz wstecz pojawi się u Ciebie lekki uśmiech zażenowania. Pozdrawiam ciepło. Leszek :)
Opublikowano

Od Z.K. dla Ewa Socha i dla Leszek
Dziękuję! Takich rad, które myślę, skierowane są również dla autora mała mysz,
powinno być więcej.

A teraz, jeszcze trochę treści dla autora mała mysz.
Pomimo całego poetyckiego kunsztu jaki Pani (Pan) w ten wiersz włożyła (-ył),
tym Pani (Pana) szczególnie drwiącym krytykom (jeśli ktoś określa to słowem
"Kicha" to jak to się ma do kultury osobistej wobec kogoś kto dopiero początkuje
i oczekuje życzliwych rad i zrozumienia), z powodu długości jego wersów, ten
wiersz w Ich oczach odrazu gubi i kojarzy się to Im, chociażby z (...) majteczki
w kropeczki (...) - sześciozgłoskowiec. Lepiej było dla Nich napisać go prozą, co
jest o wiele łatwiejsze (każdy to wie), przekaz byłby podobny, a krytyki byłoby
nieco mniej. Ale cieszę się, że Pani (Pan) jest sobą.
Proszę też nie przejmować się, że np. dla Pani (Pana) z całymi ubarwieniami, liść
pozostaje liściem. Pani (Pan) sięgnie, chociażby do dzisiejszego "Dziennika", Nr
83/2006 i przeczyta fragment utworu poety XX wieku, w którym to
EUGENE GUILLEVIC napisał, że dla Niego:

(...) W moim królestwie
Liść jest
Po prostu liściem.

Nigdy nie byłem
Zwolennikiem wielkości.

Sam zresztą jestem niewielki. (...)

A jednak uważany jest On , przez większość, za jednego z najwybitniejszych
poetów francuskich XX wieku.
No ale teraz, tu na tym Forum, jak Pani (Pan) napisze rymując, że liść jest
liściem, to zostanie Pani (Pan) po raz kolejny sprana (-ny) przez tych zadufanych
w swojej nieomylności niektórych poetów. Jeśli już Pani (Pan) napisze, że liśc
jest przedłużeniem kosmicznej egzystencji fotonów gwiezdnych, baterią słone-
czną niemych świadków krajobrazu, czy też barwną paletą malującą ukojenie
oczu , czy focusów postrzegania, to będzie to trochę lepiej, ale też krytyka
Pani (Pana) nie ominie, ponieważ to nie będzie ten styl, jaki Oni preferują.
Dla mnie początkujący poeci na tymże Forum powinni na starcie otrzymać wiele
ciepłych pouczających rad, a nie z miejsca drwiący kelner, podaje Im pełen jadu
stek do przełknięcia. Tych życzliwych rad -owszem są one tutaj- jest tu tyle,
ile jest zieleni w październikowym liściastym lesie.
Mnie tu na tym Forum, też różnie krytykowano, np. za częstochowskie rymy
w wierszu "Słoneczny żar", podając na przykładzie swojego podobnego wiersza
(a jakże!) "Częstochowa niech się schowa", że On też tak potrafi, ale jak
spróbowałem jakby to się szło w pielgrzymce do Częstochowy w rytm Jego
wiersza, lub czynić rytmicznie jakąś inną czynność... To wie Pani(Pan) co?
Nie bardzo.
Pani (Pana) wiersz zainspirował mnie aby również szóstką napisać wiersz o
jesieni, ale zamieszczał go tu nie będę (wiadomo dlaczego) i uważam, że jest
nastrojowym wierszem dla dzieci jak również dla dorosłych, którzy zechcą
spojrzeć oczami dziecka na piękno jesieni. Podam Pani (Panu) tylko cztery
pierwsze zwrotki:

Idzie jesień złota,
Babie lato niesie...
Barwi liście w sadach,
Barwi liście w lesie.

Wszystko dookoła
Pięknie wybarwiła,
Krajobraz zieleni
Na żółty zmieniła.

Zabarwiła liście
Na różne kolory.
Ten żółty, bordowy,
Czerwony, we wzory.

Ten jeszcze zielony?
-Pewnie przegapiła.
Może farby zbrakło?
Może nie zdążyła?

Ja uważam, że mimo szóstkowego rymu (dla niektórych z Nich jest to rym
"discopolowców") jest on poprawny ale wg Nich to tylko ja tak uważam.
Ja, np. (widzę, że Pani (Pan) również) jestem zwolennikiem poezji klasycznej
rymowanej, ponieważ ona łatwiej dociera do umysłów wielu i na dłużej tam
pozostaje. Ale to nie znaczy, że mam zaraz pisać jak Adam Mickiewicz, a jeśli
nie to dać sobie spokój, bo tak mi np. poradzi chodząca nieomylność ze stolicy
kulturalnej Polski.Jak ja napisałbym wiersz o poezji R.Bezeta i Innych :

Wiersz, nie musi się tłumaczyć,
żeby coś, dla wielu znaczyć
i wszystkiego, mówić nam.
Wiersz, ma bronić siebie sam.
I wychodząc nowym czasom
wiersz, nie musi służyć masom. (etc.)

No ale, nie będę dalej wzorował się na Ich tekstach.

Niech Pani (Pan), jeśli chce oczywiście, posłucha na Forum rad innych poetów,
ale tych życzliwych i doskonali swój warsztat, a generalnie niech Pani (Pan)
pozostanie sobą.

Pozdrawiam serdecznie!
Z.K.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Panie, czy Pan zachorował, czy coś?
Mądrzy się Pan, ok. - taka uroda. Tylko po co się ośmieszać? Kompleksy leczyć publicznie?
Niech się Pan zastanowi, zanim cokolwiek następnego spłodzi, czy to w formie komentarza prozą, czy wiersze, bo szkoda miejsca, czasu i ambarasu (vide cięta riposta wyżej ;)
To Forum ma strukturę szufladkową - czy to znaczy, że początkujący autor, jakim niewątpliwie Pan jest, powinien publikować na - teoretycznie najwyższej - półce? Pana poezja i poglądy na nią nie są nawet wczorajsze, a co dopiero: współczesne. Ja też nie mam patentu na nieomylność, ale mam trochę doświadczenia (widziałem na tym Forum już nie tak nawiedzonych ;) i twierdzę, że robi Pan wielką krzywdę autorowi "mała mysz" (lepszy żaden nauczyciel niż zły).
Mam nadzieję, że To ostatnia zaczepka ad. personam - w przeciwnym razie poproszę moderację o przepytanie Pana ze znajomości Regulaminu Forum.
pzdr. b

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...