Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Zapytaj mnie proszę, cz. XI


Rekomendowane odpowiedzi

Zapytaj mnie proszę... cz. XI



Jak to siedzi i z kimś rozmawia? - spytała zdziwiona - przecież nikogo u niej nie ma - Jowita kręciła głową z niedowierzaniem, poprawiając przy tym niesforny blond-kosmyk opadający na twarz. Wyglądała cudownie i świeżo, wypoczęta po miesięcznym turnusie zdrowotnym w Szklarskiej Porębie. Rzucał wygłodniałe spojrzenia w jej kierunku, prześlizgiwał się zachłannie, raz po raz zdobywając to jeden, to drugi szczyt. Był prawdziwym taternikiem, nie... rasowym alpinistą, rżącym wierzchowcem, albo czym jeszcze. Nerwowo oblizywał wargi i czekał niecierpliwie wypatrując jej spojrzenia, czy choćby delikatnego, przelotnego muśnięcia spod przymkniętych powiek. Rytmicznie poruszające się nozdrza wychwytywały najmniejszy nawet powiew wydychanego przez nią powietrza. Delektował się, upajał widokiem jej krągłych, lekko obfitych bioder. Brązowe pasmo, wymykające się spomiędzy przestrzeni dzielącej pasek spódnicy i koronkowe, fikuśne zakończenie półprzezroczystej bluzeczki, przyprawiało go o potężny zawrót głowy. Gestykulowała żywo opowiadając swojej rozmówczyni o dziwnym zachowaniu Magdy. Jego Magdy. Nie chciał teraz o niej myśleć. Marzył o swojej bogince, roztaczał wizje upojnych nocy we dwoje i stojąc tak z na wpół otwartymi ustami i potężnym uciskiem w kroczu został wreszcie zauważony. Odchyliła głowę i omiotła jego postać leniwym, rozmarzonym wzrokiem.

**

Nie, dzisiaj nie będę mógł - lekko szpakowaty czterdziestokilkulatek stanowczo odmówił, ocierając spocone czoło wyblakłą chusteczką - powiedziałem już, nie! - krzyknąwszy dosadnie, zakończył rozmowę siarczystym przekleństwem. Słuchawka z trzaskiem opadła na widełki.
Mężczyzna uwolnił szyję z uścisku krawata i podszedł do okna. Podniósł dłoń i spojrzał z obrzydzeniem na kawałek zgniecionego materiału. Drzwi gabinetu otwarły się z cichym, ledwo słyszalnym szelestem. Zgrabna, dwudziestokilkuletnia blondynka podeszła do biurka i położyła na jego brzegu plik dokumentów. Zastygła w bezruchu wpatrując się tępo w postać Topolskiego. Stał odwrócony do niej plecami i opierał się o marmurowy parapet. Teczka balansowała na brzegu biurka po czym upadła z suchym trzaskiem na podłogę. Plik dokumentów rozsypał się tworząc nieregularny wachlarz, poprzetykany gdzieniegdzie zagiętymi rogami pojedynczych kartek. Dziewczyna uklęknęła i wprawnym ruchem zgarnęła cały stos, unosząc go już oburącz i umieszczając na blacie. Z wyrazem determinacji na twarzy podjęła trud porządkowania przyniesionych materiałów, konsekwentnie prostując wystające trójkąty; raz po raz podnosiła plik do pozycji pionowej, kilkakrotnie uderzała jego krawędzią o blat stołu i odkładała do teczki. Po kilkunastu sekundach takich powtarzających się czynności zamknęła teczkę. Topolski odwrócił się z namysłem, zatrzymując wzrok mniej więcej na wysokości kolan Joanny.
- Mecenasie - uśmiechnęła się przepraszająco. Odwzajemnił uśmiech przyglądając się jej ustom - proszę mi wybaczyć tę nieostrożność. Jestem dziś w nienajlepszej kondycji.
- Proszę się nie przejmować - machnął ręką w przyjacielskim geście - zresztą , jest już późno, może pani z czystym sumieniem zakończyć pracę i pójść do domu.
- Dziękuję. Proszę pamiętać o jutrzejszym spotkaniu z doktorem Trawiczem. Pokój narad jest już przygotowany.
- Naturalnie - uśmiechnšł się szeroko - co ja bym bez pani począł, pani Joasiu.
- Drobiazg.


**


- Jakie są rokowania? - elegancki mężczyzna w białym fartuchu zadał standardowe pytanie łysiejącemu pięćdziesięciolatkowi.
- Chciałbym skierować pacjentkę na oddział neurologiczny. Mam pewne podejrzenia. Tymczasem wstrzymuję się od wygłaszania jakichkolwiek opinii.
- Rozumiem. Zatem, będziemy w kontakcie?
- Naturalnie. W najbliższym czasie planuję również zorganizowanie małego sympozjum z udziałem naszych kolegów z zaprzyjaźnionych oddziałów.
- W sprawie?
- Cóż... między innymi w sprawie wspomnianego przed chwilą przypadku.
- Świetnie. Proszę mnie zawiadomić o terminie spotkania. Do widzenia.
- Pan, panie doktorze będzie pierwszą osobą, która się o tym dowie.
Mężczyzna w białym fartuchu oddalił się w pośpiechu, przemierzając długi korytarz. Jego postać robiła się coraz mniejsza, wreszcie obejrzawszy się za siebie, jakby chciał sprawdzić czy nie jest przypadkiem ścigany - zniknął za zakrętem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dobrze radzisz sobie z trzecioosobową narracją, nie każdy to potrafi.

Pierwszy akapit super ...na jednym wdechu się czyta :D. zastrzezenia tylko mam do: - bogince - no nie wiem , naprawdę...mam duze watpliwosci ,
potem troche gorzej, jakby powietrze spadało...i dialog w trzecim akapicie jest kiepski, mało literacki i bez konfliktu ...zajezdza kiczem niestety...
pisz, pisz

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witaj Piotrze - zgadzam się z Tobą co do ostatniego akapitu. Faktycznie trochę kiczowaty, heh. Będą jeszcze poprawki. Cieszy mnie, że pierwszy kawałek przypadł Ci do gustu ;-). Mnie również, przyznam szczerze :-))).
Staram się rozwijać, ale jakoś mało mam czasu ostatnio. Pozdrówka/B.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Hi hi, chyba się telepatycznie ściągnęliśmy, bo właśnie odpowiadałam na Twój komentarz w części X :-)))

P.S. Rzeczywiście, robi się trochę galimatias. Póki co rodzi się trochę w bólach ten mój twór. Wrócę niebawem do sedna sprawy, obiecuję. Pozdrówka :-))/B.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 3 tygodnie później...

Kupa czasu, Basiu!:-)
Co do samego tekstu - zręcznie napisany, czytając nic zgrzyta po drodze, wręcz się płynie. I nie zgodzę się z Wami, że ostatni dialog kiczem zalatuje - wypadł on, moim zdaniem, całkiem naturalnie. Ja tak widzę oficjalne rozmowy dwóch podejrzanych typów;-)
Tylko w fabule trochę się pogubiłam;-)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witaj Veggo, cieszę się, że Cię widzię ;-). Miło mi również, że ostatni akapit nie do końca wydał Ci się kiczowaty. W zasadzie to jest taka trochę "jałowa rozmowa dwóch beznadziejnych typów", więc może nie jest zbyt wysokich lotów ów dialog. No ale cóż..., jak w każdym utworze są lepsze i gorsze kawałki ;-).
Dzięki za ciepłe słówko, ostatnio mało bywam, zagoniona jestem. Do zobaczenia/B.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...