Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Hejka! Największy problem mam z tytułem najpierw było "powierzchownie" potem "nie dociera" no i teraz pomysł trzeci. Trochę pewnie za bardzo na tacy wszystko bez zapętlenia...
Pozdrawiam piszących i czytających. :-)
Asia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"dusznośc" mozemy odebrac jako zjawisko rozgrzewania się w czasie np. spotkania, czyli dostajemy zawrotów głowy, robi nam się gorąco, własnie... Jest to o typie, który nie potrafi w pełni pojąc podmiotu, chociaż na początku całkiem sprawnie mu idzie :)
(szminki sa niedobre, chyba, że truskawkowe, hehehehhe)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wyjaśniam jakby to było po mojemu, po Twojemu może być inaczej.
Peelka boleje nad tym, że facet nie jest w stanie zajrzeć do jej środka, (pewnie, że nie odkrywcze bo kto zrozumie kobietę...) Podejrzewa, że facet obawia się poważnego związku bo kojarzy mu się z kłopotami i zapętleniem w różne sprawy. Zjada (on) więc tylko jej wierzchnią warstwę dziękując za deser... A może przewrotnie to peelka nie jest w stanie się na niego otworzyć do końca? I pozwala tylko na powierzchowne poznanie?

Ale pojechałm...hihi
Pozdr z uśmiechem!
Asia
Opublikowano

czyli dobrze przewidywałam, ale gdyby nie pierwsza strofa, w życiu bym nie powiedziała, że to o tym... bo podejrzewałam, że peelka do pudru mowi... ehh ta moja wyobraźnia:)
co do szminek i innych, to ja tylko tusz do rzęs, wiec może stąd ten problem z interpretacją;)

dzięki za cierpliwość:)))

pozdrawiam serdecznie
eva

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...