Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
historii


Rozpostarł swe skrzydła nad miastem, obłoki,
jak całun, co cały szkarłatem się zbroczył,
jak brudna chorągiew, gdy w strzępach łopoce,
jak pomnik pochodni, płonącej epoki.

Wiem, że nie był wówczas jedyny na niebie,
lecz wyszedłem przed gruz i zmrużyłem oczy
- pod ciosem skłębiony, targany za włosy
szeptał do mnie cicho w pylistym powiewie:

Też krew masz na twarzy, tatuaż zaschnięty.
Czy nie widzisz tego, że jesteśmy sami?
Umarła poezja - są wiatru odmęty

i my w takiej pustce, bez tchu rozwiewani
- raz jeszcze się skulił, znów gęsty i krępy -
Eloi, Eloi, lama sabachtani
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzisiaj mnie na pieszczoty wzięło, to już drugi sonet przepieszczony nieco - Bartosz wybacz...
Słowa "Eloi" trzeba czytac rozdzielając głoski - Elo - i .
Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Bartku,
pierwsza strofa nie w twoim stylu, jakaś udziwniona, no i słowo - "zbroczył"
reszta już lepsza,
znalazłam coś dla siebie:))))

"Nie będzie więcej wierszy, przeklęty.
Czy naprawdę nie widzisz żeśmy już sami?"
to mi się podoba:)

pozdrawiam serdecznie
eva

Opublikowano

Tak to już jest jak się komediant zabiera do grania w operze... ;)
Trąci banałem i patos mu z butów wyłazi. Ech, chciałem się wziąć
za poważny temat... co też mi do łba strzeliło?

Piast: jaki sonet, człowieku? Co najwyżej wyrób soneto-podobny.
Dzięki za wytyczne, muszę dojrzeć, żeby coś z tym zrobić dalej:)
A co do "Eloi", to przecież nie będę tego pisał z myślnikiem, niech
zostanie jak jest w Biblii na papierze.

Ewa: no miło, że coś znalazłaś, heh, mimo wszystko:) Póki co
widzę, żę za wysokie jednak dla mnie progi.

Kamila: mówi się trudno, może innym razem! A patos to i ja widzę,
ale liczyłem, że przejdzie w kontekście dedykacji: Tak czy inaczej
- polecam się na przyszłość:)

Dzięki za odwiedziny, liczę na więcej, bo chce ten tekst uczynić lepszym,
a z siebie niestety póki co nie mogę nic wydobyć. Pzdr!

Opublikowano

Na konstruktywność na razie mnie nie stać, a to dlatego, że ogromnie mnie ujęło.
Zdaję sobie sprawę, że dużo w tym patosu, ale myślę, że współcześnie używamy
tego określenia zbyt pejoratywnie - dla mnie w tym wydaniu jak najbardziej na tak.

Czytałam wiersz juz 15 razy i jeszcze mi się nie znudziło, a to dobry znak.
Nie potrafię jeszcze się wypowiedzieć głębiej, ale tak czy inaczej, mnie urzekł!
pzdr.

Opublikowano

Dzięki Aniu, wobec tego dla mnie dobrym znakiem będzie twój koment:)
Ja też pisząc skubańca chciałem, by było w nim coś jeszcze oprócz patosu.
I śmiem twierdzić, że to tam jest:)

Ewo, zmiany nie nastąpią szybko, muszę chyba się z tym przespać, nie wiem.
Ale dzięki za wsparcie:) Pozdrawiam czołobitnie:)


No ludzie! Zachęcam do ostrej krytyki! Co jest w nim odrzucającego,
co marnego, co zniechęca, co zmienić?
Pzdr!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bartku, która kobieta po takich słowach śmiałaby pisać źle:))) kokietujesz nas, a my się dajemy:)))))

ciężko mi jakoś gładko dotykać tego wiersza, kiedy jest to słowo " zbroczył",
dużo w tym wierszu emocji, ale zastanawiam się, czy nie popadamy w paranoję... jest cos w tym wierszu, bo i ja do niego wracam... Bartku, no nie wiem, dla mnie w pierwszej strofie jest zbyt duże stężenie wielkich słów - wielkich bo pisanych sercem, ja to doceniam, dlatego nie ocenię tego wiersza obiektywnie, czekaj na wielkich tego świata;)

Ja jestem zbyt przychylna Twoim słowom i emocjom, wybacz;
pozdrawiam
eva
Opublikowano

Zgłoski dogładzic i wyszedłby pyszny sonet, aczkolwiek tytuł nic takiego nie sugeruje, zatem nie ma większego problemu.
Ja sobie to przeczytałem, hm, donośnie i czuje, że słowa maja bic jak werble - i biją. A czy górnolotnie, może, ale niech tam...
Czemu nie.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Podpisuję się pod Michałem. Rzeczywiście te werble biją po uszach w całym wierszu, ale ja taki patos "czuję".
Już po pierwszym czytaniu przywiódł mi na myśl Poezję Broniewskiego, a komentarz Michała tym bardziej mnie umocnił w tym skojarzeniu. ,
Bądź jak sztandar rozwiany wśród walki
Bądź jak w wichrze wzniesiona pochodnia
(...)
Ty masz werbel nam zagrać do marszu
Smagać słowem, bić pieśnią, wznieść hymnem
Opublikowano

Słowo "zbroczył" jak najbardziej tutaj współgra z całością. Mówi się o całunie zbroczonym krwią, całunie Chrystusa...
Nie ma tu nic do krytykowania - podoba się, albo nie.
Czy "cicho" zmienione na "sucho" było zamierzone, czy to pomyłka w pisowni?
Nie jest to klasyczny sonet, bo np. rymów nie ma w kwadrynach ABAB lub ABBA , ale tercyny, owszem, podchodzą.
Bartek, jeśli niektórzy mówią, że powracaja, by jeszcze przeczytać, to znaczy, że wiersz jest dobry i tak go zostaw, bo po zmianach będzie źle...

Michał pisze Ja sobie to przeczytałem, hm, donośnie i czuje, że słowa maja bic jak werble - i biją. A czy górnolotnie, może, ale niech tam... >>>

Michale, przecież sonet nie musi być zaznaczony w tytule - to typ wiersza, a jego tytuł nie musi na to wskazywać. Głoski są chyba dopieszczone, sredniówka też jest, więc jest o.k. Ale , jak mówiłem, nie jest to klasyczny sonet...

Pozdrawiam Piast

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dlatego napisałem dogładzic, ponieważ nie wszystkie wersy są równozgłoskowe (jest jedna 10-cio i jedna 13 zgł.). A chodziło mi o to, że fakt, na pierwszy rzut oka wiadomo, jaki to typ, ale jak sami wiemy autor czasami lubi zaznaczyc że to jest sonet, mimo, że nie jest. Stąd to "nie ma problemu"
A czy podoba - pewnie, że się podoba, ale co by tak nie rozpieszczac, hm, debiutantów :)
Opublikowano

Może to i lepiej, że to nie jest "klasyczny sonet", może dzięki
temu fachowcy mnie łagodniej oceniają:) W ogóle wszyscy mnie łagodnie
oceniają! :) Ale dobrze, ja na ten temat już się wypowiedziałem
- jeśli nie chcecie dawać bury, to znaczy, że jednak nie jest tak źle:)

Wielkie podziękowanie dla Piasta, dobrodzieja, bo to dzięki niemu
ten tekst nabrał cech sonetu:) (co do "sucho", to tak z przekory dałem,
żeby się jakąś inwencją wykazać, ale teraz widzę, że "cicho" faktycznie
bardziej wskazane:) Pozdro Piast!

Co do samego wiersza, to opinia Michała jest bardzo słuszna: faktycznie
albo się spodoba, albo zupełnie nie.

Tym bardziej dziękuję wam mili państwo za dobre słowo, jestem
jak zwykle zaszczycony waszą obecnością.
Bardzo to wszystko miłe, pozdrawiam was ciepło:)

Opublikowano

Witam Bartoszu,
przepraszam, ze tak pozno, ale u mnie dzis cudne slonko bylo, wybylam wiec na calutki dzionek na rowerek. Wracajac do tematu, wiersz jak najbardziej.
Nie rozumiem tylko dlaczego zestawiles tutaj pokorny i krepy, to mi sie nie podoba, ale moze tak ma byc.
Reszta troszenke tylko do szlifu, chodzi mi tutaj o rym, w dwu miejscach.
Moim zdaneim z patosem swietnie sobie poradziles piszac o sprawie wazkiej, a wiec temat pozwala, na odrobine tej uzywki.Poza tym dobor slow, wiersz dobrze sie komponuje, dobrze sie go czyta. Ale co ja sie bede powtarzac Anna,Ewa,Piast i Michal juz wszystko wychwalili. Spoznilam sie niestety..
Pozdrawiam slonecznikowo-wieczorowo, Chanah.

Opublikowano

Nigdy nie jest za późno:) Zwłaszcza na rower, słoneczniki i miłe komentarze:)

Patos jako używka - dobre;)
Miło, że wpadłaś, zmieniłem jednak to "pokorny", a raczej powróciłem do pierwotnej
wersji. Wiersz wciąż nie jest doskonały, ale cóż - widocznie nie jest mu pisane
takim być:) Grunt, że mi się podoba, no i paru innym osobom chyba też.

ps. jeśli będziesz jeszcze kiedyś to czytać: powiedz o jakie rymy ci chodzi? 3 i 4 wers?
Myślę, że ujdzie w tłoku;)

Pzdr!

Opublikowano

Bartoszu,
troche sie czepilam tych rymow, tak zgadles 3 i 4 wers, ale przeczytalam jeszcze raz i stwierdzam , ze nie trzeba zmieniac bo wszystko ladnie sie komponuje.
Wrzuce sobie ten utworek do ulubionych, jesli pozwoisz. Bardzo lubie takie wiersze, on ma sile!
"Pokorny" zmieniony, teraz jest doskonale! Gratuluje.

Milutkiej nocki, Chanah

Opublikowano

Witaj Bartoszu

Obraz widze taki - smutny obraz wieku XX - holokaust. W obozie koncentracyjnym dwóch mężczyzn widzi zza drzwi baraku jak SSmani katują ich przyjaciela "pod ciosem skłębiony, targany za włosy..." Pustka, bezradność oglądajacych te scene mężczyzn ( kiedys na wolności zapewne wrażliwych, młodych poetów) zmusza do zwątpienia w sens poezji, życia.
Obraz holokaustu, cierpienia niezawinionego to obraz Chrystusa - jego meka zakończona słowami Eloi, Eloi....
Pierwsza strofa - to obraz Chrystusa skatowanego, który jest nad tym miastem cierpien

Wiersz naprawdę dobry
POzdrawiam
Mag

Opublikowano

Chanah, jeszcze raz dziękuję, jeśli go sobie wzięłaś,
jest to dla mnie najlepszy komplement:)

Mag, cieszę się, że wpadłaś:) Dałaś interesującą interpretację,
zaskakującą nawet autora. Tzn. - faktycznie wiersz jest inspirowany
wydarzeniami XX w., zwłaszcza II WŚ oraz holokaustem. Zachęcam
jednak do spojrzenia jakby z "szerszej perspektywy",
na bombardowane miasto. Wtedy (w zamyśle autora) wszystko
się powinno zazębiać, a i postać anioła nabierze właściwych cech.
Starałem się nadać tekstowi również nieco uniwersalności, mam nadzieję,
że choć w minimalnym stopniu to się udało:)

Dzięki za poświęcony czas, pzdr!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...