Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

6
Dzień był piękny, wręcz przecudowny. Morze było ciepłe, piasek niemal, że wrzał, co przejawiało się w częstych wrzaskach turystów. Samael, jako poliglota, doszedł do wniosku, że połowy tych słów nie zna. Dawno nie miał kontaktu z żywym – tak, to dobre słowo: żywym – językiem.
Poprawił kąpielówki i tryumfalnym krokiem wszedł na plażę.
- Kurwa jego mać! – krzyknął i wskoczył z powrotem na chodnik. Miał wrażenie, że włożył stopy do wrzącego oleju.
Usiadł na ziemi i zaczął obmyślać plan. Nie mógł pozwolić, by byle piach pokonał jego, Księcia Demonów. Pozycja przecież zobowiązuje. Wstał i biegiem puścił się przez plażę, prosto do wody. Pęd powietrza zerwał mu zieloną czapkę z daszkiem i pomarańczowe, dmuchane rękawki.
- Ty też mógłbyś coś pobiegać, patrz tu, na tego – powiedziała do swojego męża leżąca nieopodal kobieta i wskazała na Samaela.
Mąż nic nie odpowiedział, bo zielona czapka z daszkiem z impetem uderzyła go w twarz.
Wpadł do wody, rozpryskując ją na lewo i prawo. Odetchnął z ulgą, miał wrażenie, że woda w okolicy jego stóp zaczyna się gotować. Nagle z przerażeniem doszedł do wniosku, że nie wyczuwa gruntu pod nogami. Widocznie wcześnie zaczynała się tu głębia.
- A to pech… - mruknął Samael.
Nie umiał pływać.

- Dzień dobry, podajemy najświeższe wiadomości. Tragiczny wypadek na Majorce, dziś rano utopił się młody mężczyzna. Okoliczności tego zdarzenia nie są jeszcze znane. Postaramy się informować państwa na bieżąco – młoda dziennikarka zrobiła dramatyczną minę i kopnęła operatora w kostkę, żeby wyłączył kamerę.
- Jak wypadłam? – spytała po chwili.
- Niesamowicie. Genialnie. Wprost brak mi słów zachwytu! – entuzjastycznie wykrzykiwał operator wraz z całą ekipą.
- No.
Dziennikarka usiadła na piasku i wsłuchała się w szum morza. Żałowała, że na Majorce ludzie topią się tak rzadko, mało miała okazji, żeby tu przyjechać. Wielka szkoda, tu przecież było tak przyjemnie. Jeden z latających po okolicy pomarańczowych rękawków Samaela uderzył ją w twarz.
- Panno Susan! – zawołał ktoś od morza. Podniosła głowę, to był operator.
- Czego? – zapytała grzecznie.
- Wyłowili nieboszczyka.
Dziennikarka jak oparzona zerwała się z ziemi i pobiegła w kierunku nurków wyjmujących z wody zwłoki.
- Na co czekasz idioto?! – krzyknęła do operatora. – Kręć!
- Dzień dobry państwu, wracamy na Majorkę. Ekipa płetwonurków właśnie wyłowiła denata. Ach, ciekawe, kim on był. Na pewno był to dobry człowiek. Teraz już nigdy nie zobaczy swojej żony. Nie uściska swoich dzieci – zrobiła smutną minę. – Cóż za tragedia.
Operator zrobił najazd kamerą na twarz nieboszczyka. Policjanci i ratownicy, niezaangażowani w przenoszenie denata, posłusznie wyszli z kadru. Nie chcieli przeszkadzać w przekazywaniu wiadomości. Samael powoli otworzył jedno oko i uśmiechnął się do kamery.
W Polsce, siedzący przed telewizorem Kieszonkowiec, zakrztusił się ze śmiechu.
- Mówiłem ci, – szturchnął w bok grającego na harmonijce Gilberta – że ten koleś coś jeszcze nawywija.

Hotel był całkiem przyjemny, wyjazdy służbowe mają też swoje dobre strony. Samael wyszedł na balkon, oparł nogi o balustradę i zapalił papierosa. Z obrzydzeniem spojrzał na paczkę markowych, kupionych w kiosku fajek. Swoje zostawił w domu. Właśnie, dom…Tęsknił już trochę za Piekłem. Nawet za Lilith.
- Pussy cigarretes – mruknął, wypuszczając kilka zgrabnych kółeczek dymu.
Nagle głośno zaburczało mu w brzuchu. Zaklął, wszedł do pokoju i zdjął koszulkę. Zaraz pod swoimi żebrami wymacał małą klamkę. Nacisnął ją i otworzył miniaturowe drzwiczki. Ze swojego wnętrza wyjął kawałek czarnego plastiku z wystającymi gdzieniegdzie drucikami – hologramofon. Postawił przyrząd na ziemi i nacisnął czerwony guzik. Na dywanie pojawił się hologram czarnej, owłosionej kulki.
- Belzebub? – zdziwił się Samael. – Czego ty tu szukasz?
- Szef się zapytuje – skrzekliwym głosem odezwała się kulka – co z okularami.
- Jajco – zdenerwował się Samael. – Jak je znajdę, to się odezwę.
- Ej, stary spokojnie. Tylko jest problem.
- Jaki znowu, kurwa, problem?
- Bo ten gostek… no… jego już nie ma na Majorce…
- Co?! A gdzie jest?
- Troszeczkę się cofnął w czasie… zapragnął wziąć udział w bitwie pod Hittin…
Samael wydał z siebie okrzyk zwierzęcej furii i zaczął gonić po pokoju hologram Belzebuba, wykrzykując przy tym najróżniejsze - w tym zasłyszane na plaży – obelgi. Nagle potknął się o coś i wyleciał przez balkon.

- Dzień dobry państwu. Kolejny straszliwy wypadek na Majorce, młody mężczyzna wypadł przez balkon z drugiego piętra. Policja nie wyklucza samobójstwa. – Dziennikarka nabrała powietrza.
Nagle ktoś złapał ją za ramię.
- Odwalcie się ode mnie, dobra? – wycedził Samael.

7
Święty Marcin Roku Pańskiego tysiąc sto osiemdziesiątego siódmego, był wyjątkowo upalny. Ponad dwadzieścia trzy tysiące zakutych w stal mężów, największa armia, jaką kiedykolwiek wystawiło Królestwo Jerozolimskie, gotowało się – dosłownie i w przenośni – na Rogach Hittin. Król Gwidon z Lusignan przemawiał, gestykulując przy tym z przejęciem, jednak niewielu słyszało jego słowa. Rajmund z Trypolisu kierował konkurencyjne przemówienie do dowodzonej przez siebie straży przedniej. Wielki mistrz templariuszy, Gerard de Ridefort, siedział na białym koniu i z poważną miną zastanawiał się, ile to jeszcze potrwa. Był głodny, nie miał nastroju do zabawy.
Samael opuścił przyłbicę i wsłuchał się w rozmowę stojących wokół niego piechurów, nie usłyszał jednak niczego ciekawego. Nie lubił sprośnych dowcipów. Zacisnął zęby i głośno, przez nos wciągnął powietrze. Do czego to doszło, żeby diabeł musiał walczyć w obronie chrześcijaństwa? Było mu naprawdę głupio, resztkami sił hamował się od płaczu. Po pierwsze miał wrażenie, że zamknięto go w konserwie, po drugie, miał na tarczy krzyż, po trzecie, wśród tych wszystkich klepiących „Ojcze Nasz” na wszelkie możliwe sposoby kolesi, czuł się wybitnie nie na miejscu. Cieszył się tylko, że relikwie w rękojeści jego miecza były fałszywe.
- Spójrz przyjacielu – szepnął mu ktoś do ucha.
Samael odwrócił się i zobaczył kawałek drewna na wyciągniętej dłoni jednego z frankijskich rycerzy.
- Co to jest? – zdziwił się, choć miał złe przeczucia. Za dużo wiedział o bitwie pod Hittin.
- Kawałek Świętego Krzyża! – z przejęciem syknął jego rozmówca. – Udało mi się buchnąć! Chcesz trochę? Tanio sprzedam. Ochroni cię od ran w walce, nie dopuści byś poległ. Za nic mam sobie Saracenów, bo jest ze mną krzyż, na którym wisiał Pan.
Samael krzyknął przeraźliwie i wytrącił relikwię z dłoni rycerza. Na całe szczęście miał stalowe rękawice, nie ryzykował więc oparzenia. Jego rozmówca patrzył na niego ze zdziwieniem. Po chwili jakby oprzytomniał i krzyknął:
- Heretyk!!!
Zakotłowało się. Kilkadziesiąt tysięcy mężczyzn rzuciło się na siebie, tnąc na lewo i prawo. W niebo wzbiły się okrzyki „Do boju!”, „W Imię Pana!” i „Zabić gnoja!”.

Stojący na wzgórzu, w bezpiecznej odległości Saladyn, ze zdziwieniem spytał swojego doradcy:
- Co tam się dzieje?
- Frankijskie wojsko rozgrzewa się przed bitwą – całkiem poważnie odparł doradca.
- Hmm… A ja myślałem, że oni tak dopiero po walce… - założyciel dynastii Ajjubidów w zamyśleniu potarł brodę.
Gdzieś w oddali rozległy się głosy trąb, nikt jednak nie zwrócił na nie uwagi.

8
Było ciemno, na niebie nie było gwiazd, ani księżyca. Dwie postacie siedziały na kawałkach skały wystających z płynącej lawy. Jedną z nich był starzec o długiej siwej brodzie i wyglądzie pustelnika, drugą – człowiek przypominający biznesmena, w czarnym garniturze i z kozią bródką.
- Coś ty najlepszego uczynił, Lucjuszu… - zaczął starzec.
- No nie mogłem się powstrzymać… - zmieszał się Lucyfer. – Bałem się, że ktoś nas ubiegnie.
Bóg westchnął i pokręcił głową.
Siedzieli tak jeszcze przez jakiś czas, obserwując potoki wrzącej lawy, w końcu Lucyfer wstał i klepnął się po udach:
- No nic, muszę iść. Trzeba zająć się zakwaterowaniem…
- Ano.
Rozeszli się.
(Kłodzko; listopad 2005 – maj 2006)


KONIEC

Opublikowano

Znam Cysorza i od początku uważnie się przyglądam tej serii. Wedle mnie z twoich najlepsza.
Zastrzeżenia? Zbyt szybko skończyłeś - chyba cię to juz nudziło. Wiesz pewnie co napiszę? poprzednie części były lepsze. Pospieszyłeś się.

do poprawki niemal, że - niemalże

Ale i tak warto było.
szacunek!!

Opublikowano

heh, no może i racje, że za szybko. ale z drugiej strony chciałem, żeby to zakończenie wyskoczyło tak ni z gruchy. wszystko pięknie, a tu nagle dup, apokalipsa. w książkach, filmnach, gdy bohater stara się uratować świat, zawsze mu się udaje. no to tu mu nie wyszło=)
chociaż w sumie... z czasem może coś jeszcze pomyślę i albo wsadzę coś pomiędzy albo sam nie wiem=).
pozdr

Opublikowano

Koniec?
już....?
dla mnie zbyt szybko, zbyt...
prooszę, wróć do tego za jakiś czas i...rozbuduj
część poprzedzająca była zaje..fajna, tu zabrakło mi tego iskrzącego humoru, za mało mi go
zakończenie i te trąby...ok...ale...

ps. podoba mi się wątek z dziennikarką :)

Opublikowano

Jestem bardzo zapracowany, ale nie mogłem sobie odmówić zajrzenia do Cysorza.
Prawie bezbłędnie mam jedynie zastrzeżenia do łodego topielca i takiejże dziennikarki Może nichby jedno z nich nie było takie znowu młode.
Rozczarowany jestem trochę zbyt szybkim zakończeniem - nawet nie dało się zuważyć kiedy trzasło i prasło.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @monon Bardzo dobry pomysł na wiersz. Przedmioty i elementy świata spięte w żywą relacje.
    • @michal_stefan Dziękuję, cieszę się, że ci się podobało.
    • @Nata_Kruk ... wczoraj … cudowne  chociaż nie  zawsze    zniknęło  jak piękna zorza  budząca zachyt  spoglądam na nie   widzę z nim różne dziś  wiele obiecywało  jak piękna zorza  budząca zachyt    spoglądam na nie ... widzę tamten świat    wiosną budził  nie tylko nadzieję  wiele obiecywał    obiecywał  i dawał  starczy na każde jutro    jesteśmy tam na zawsze  nawet jak niektórzy ...odeszli  ... Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia 
    • „Miotła”   Zamiatam i co? Zgarniam i co? Zbieram i co? Co cię to obchodzi? Mnie zwą panna Miotła.   Mieszkam w bloku A pod numerem siódemka. Dobrze mi tu. Nie chce zmian. Po co mi one? Jak mi dobrze, co?   Wybacz, ale idę sprzątać.   „Widelec”   Nabijam i wbijam. Lubię zaszaleć. Nie ważne czy łyżka czy widelec. Lubię bo ochotę mam.   Nic ci do tego, kochanie. Weź przestań o mnie gadać. Irytację wprowadza tylko. Zaburzenie powoduje.   Wybacz, ale mam randkę z panią Łyżką spód szóstki.   „Łyżka”   Spożywałam zupę, gdy oni znowu. Męczące dla mnie. Przynajmniej niedługo spotkam specjalnego. Zaprosił mnie na niezwykle ważną randkę.   Bo pierwsza. Jestem pewna, że czujesz ekscytację, co? Od dawna marzyłam o miłości. Wreszcie mi się to przydarzyło.   Wybacz, ale muszę wesprzeć moją przyjaciółkę Miotłę.   „Radio”   Ja podobno co? O co mnie oskarżasz? Ja niby zagłuszam spokój?! Dobre gadanie.   Ja z moją panną nic takiego nie robię. Zwykłe partnerskie przyjemności. To nie grzech przecież. Spójrz głębiej. Tu każdego sekretnie nienawidzi.   Wybacz, ale moja ukochana woła.   „Nóż”   Tak, jestem z Radiem. Wydaję mi się że od zeszłego roku. Oficjalnie. Jestem taka szczęśliwa.   Nie rozumiem jednego. Często się denerwuje. A potem sąsiadki mi mówią, że zazdroszczą. Nie rozumiem czego.   Wybacz, ale muszę zawołać męża na obiad.   „Talerz”   Toczę się cały czas. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co. Nie interesuje mnie to zbytnio.   Ulegam chwili. To jasne. Lubię taki stan rzeczy. Toczę się cały czas.   Wybacz, ale mnie nie interesują sąsiedzkie sprawunki.   „Telefon”   Co ty ode mnie znów chcesz? Daj mi się wyspać? Gdzie ty chcesz dzwonisz? Na policję, powiadasz?   Na tego męża? A po jaką cholerę? To dobry pan. Zawsze mi się kłania.   Wybacz, ale nie będę donosił na przyjaciela.   „Książka”   Żyje tu od wielu lat. Lecz nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   A taki dobry pan z niego był. Żałuję, że umknęło mi to mojej uwadze. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   Wybacz, ale wybierz się do telefonu. On będzie wiedział co robić.   „Powietrze w bloku”   Ja to wiem wszystko o wszystkich. Chcesz posłuchać? Nie? A szkoda, panie.   Mógłbym w nieskończoność. Młodość pani Miotełki. Jak Radio trafił do więzienia. No, dokładnie. Sam się dziwiłem. Bo taki dobry pan z niego jest.   Wybacz, ale wracam do obowiązków.   „Blok A”   Mówiłem. Ostrzegałem. A skończyło się jak zapowiadałem. Co się stało? Pozwól, że wyjaśnię.   Tragedia się stała. Mieszkanie Radia i Noża. Puste, lecz czerwone. Sama tragedia.   Wybacz, ale mnie zburzą. Nikt tu nie chce mieszkać.   „Stół”   Oglądałam z boku. Przykro mi było. Mieszkała tam moja siostra. Ale co poradzić? Idę dalej.   Moja codzienność. Oglądam telewizję. Robię dania. Witam męża.   Dziękuję, że jesteś.   „Krzesło”   Wróciłem się do domu po pracy. Całuje mnie czule żona. Kochamy się ponad życie. Nie opuszczę jej.   Siadam na kanapie. Biorę obiad ze sobą. Moja żona obok mnie. Zjadła już.   Dziękuję, że jesteś.   „Poduszka”   Pogodna. Radosna. Lekka. Na wietrze jestem.   Tęsknię za talerzem. Przez całą sytuację przestał się ze mną spotykać. Tęsknię za nim. Pogodziłam się.   Dziękuję, że byłeś ze mną przez ten cały czas.   „Blok B”   Brak najdroższego przyjaciela. Zburzyli go miesiąc temu. Był dla mnie jak brat. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałem.   Stoję. Moi mieszkańcy są pogodzeni. Są szczęśliwi. Może ja też powinienem.   Dziękuję ci Bloku A.   „Blok D”   A czy ktoś pamięta Blok C? Widzę jak przez mgłę. Dobre rzeczy tam mieszkały. Szkoda, że nikt o nich nie pamięta.   Bieda panowała u nich. Ale i tak lepiej im się żyło. Byli po prostu szczęśliwi. Może to wynikało, że nie przejmowali się niczym niż tylko przetrwaniem.   Dziękuję, że ja miałem lepszy start. Żałuję, że nie miałem takich rzeczy.   Wybacz, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ty idź na grób Bloku A. Pozdrów go ode mnie.   „Stare mieszkanie i kotek”   Pozostawili. Czy czuję gorycz? Nie. Został ze mną ten biały kotek.   Dawał mi ciepło, dopóki nie zburzyli całego bloku. Udało mi się znaleźć inne. Ciepłe ognisko. Rodzinna miłość.   Dziękujemy za siebie.   „Kosz na śmieci”   Nóż do mnie chodziła. Miotła do mnie chodziła. Łyżka do mnie chod ziła. Karmili mnie ich zmartwieniami.   Ale czy ktoś mnie słuchał? Ze smutkiem przyznaje, że nie. Ale nie mam nic im za złe. Byli jedynymi, którzy do mnie przychodzili.   Dziękuję wam za to że sprawiliście że poczułem się czymś.                
    • Zamierzona dominacja formy nad treścią wypowiedzi. Forma jest ważnym i samoistnym celem u ciebie - w tym wierszu.   1. Każda z 7 pierwszych linijek jest złożona z dwóch samodzielnych elementów.  2.W lewej kolumnie wiersza "połówki wierszy" wchodzą ze sobą w rymy i rytmy. 3. Dwie ostatnie linijki tworzą puentę, osobną całość, refleksję podmiotu lirycznego. Pzdr  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...