Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

P.R.

To było kilka lat temu. Mieszkałem w obskurnej kamienicy na Rybakach. Fakt, ta dzielnica to nie była londyńska Chelsea, ale wszędzie miałem stamtąd blisko.
Żyliśmy z Liv na kocią łapę i było cudownie. Jechaliśmy na browarach, tanich winach i paliliśmy zioło. Codziennie. Liv znała Kreta, który załatwiał jej palenie po niższej cenie. Czasem za darmo, to znaczy, nie do końca za darmo. Miała kontakty i o wszystkim pamiętała. Zabierała mnie do nich sporadycznie. Wiedziała doskonale, że ja nienawidzę ćpunów. Nigdy nie zapłaciłbym za działkę. Wiedziała o tym i rozumiała mnie. Wierzyła we mnie. – Będziesz kiedyś wielki – powtarzała często a ja oszczędzałem na tym całym ćpaniu sporo forsy i może dlatego nie chciałem się z Liv rozstawać.
Pisałem wtedy swój pierwszy scenariusz. Pisałem o marzeniach i o miłości , bo o niczym innym w tamtym okresie nie potrafiłem. Dopiero jakiś czas później się nauczyłem. Pisanie na trzeźwo jest przyjemne i o wiele bardziej rozrywkowe Wiem o czym piszę i dla kogo. To wszystko ma ręce i nogi. Budzę się w południe , patrzę na stos kartek i nie muszę pytać swojego mózgu - co to jest?! Zdecydowanie pisanie na trzeźwo jest o wiele przyjemniejsze. Wtedy o tym nie wiedziałem. Myślałem wówczas, że najłatwiej pisze się właśnie na wspomagaczach.
Liv była przy mnie cały czas. Czytała moje wypociny i wciąż czepiała się o byle gówno, nie mając zielonego pojęcia o filmie i scenopisarstwie. To źle , to nie dobrze, to powinno być inaczej,. Kurwa! Wiele razy miałem ochotę zdzielić ją w łeb, udusić, wyrzucić z tej zgniłej kawalerki na zbity pysk, ale nie mogłem tego zrobić. Liv znała tych wszystkich ćpunów, wiedziała gdzie iść, kogo pytać, komu dać żeby potem przyjść do mnie, zapalić fajkę, drugą i bzykać się całą noc. Było mi z nią naprawdę dobrze. Współczułem jej nawet. Liv nie miała marzeń. Chciała tylko być ze mną, budzić się rano, patrzeć przez okno i ogarniać myśli. Widok mieliśmy przepiękny. Smutne podwórko, śmietnik , trzepak i brudne dzieciaki latające wokół. Kupa hałasu. Tak było za oknem w dzień. W nocy było tak samo tyle, że wszystko to przybierało ciemniejszych barw. Dzieciaki szły spać, a cały ten harmider zastępowało techno z trzeciego piętra naprzeciwko. DUM DUM DUM.
Im dłużej byłem z Liv, tym bardziej czułem się dziwnie niespokojny o swoje życie. Coś mi przestało w tym wszystkim pasować. Po każdej lufce, miałem wrażenie, że pokój zmniejsza się. Z dnia na dzień ubywało mu centymetrów. Liv twierdziła, że to normalne i żebym się nie przejmował. – Kiedyś wstałam w nocy do kibla i nie mogłam otworzyć drzwi od pokoju, więc wysikałam się do szafy. To normalne Miśku - . Może to dla niej było normalne, ale nie dla mnie.
Pokój stawał się coraz mniejszy, od miesiąca nic nie napisałem , zatrzymałem się na sześćdziesiątej stronie, sąsiad walił ostro w basy , w pokoju śmierdziało szczynami a plakat papieża z Joyntem na tle Amsterdamu, który wisiał nad naszym łóżkiem przestał mnie już bawić. Liv przynosiła mniej palenia. Koledzy przestali jej ufać. – Mieszkasz z Babilończykiem, to nie jest nasz człowiek, - powtarzali. No jasne kurwa że nie jestem i nigdy nie byłem ich człowiekiem. Robiłem w życiu wiele głupstw, ale nigdy nie dorabiałem sobie sztucznej filozofii i religii na wytłumaczenie moich niedociągnięć. Nie byłem taki jak oni i BYŁEM Z TEGO DUMNY. Nie uprawiałem bałwochwalstwa, nie czciłem człowieka za Boga , byłem Babilończykiem w ich mniemaniu bo żyłem wśród złych ludzi(z ich punktu widzenia), miałem ambicje, próbowałem coś w życiu osiągnąć i znaleźć wreszcie swoje miejsce na tym popierdolonym świecie.
Liv była rozdarta między mną a nimi. Nie chciałem jej zatrzymywać. Chciała sobie obciąć dredy, ale po moich namowach, nie zrobiła tego. Z dredami było jej do twarzy
Pokój miał już chyba z osiem metrów. Pewnego razu Liv nie wróciła na noc, sąsiad nie organizował dyskoteki, mogłem wreszcie skupić się na pisaniu. Znalazłem w lodówce ostatnie piwo i wziąłem się do roboty. Czułem się wolny i spełniony. Nad ranem otworzyłem oczy. Liv jeszcze nie było. Pomyślałem, sobie z początku, że mnie zostawiła. Dokonała wyboru. Spojrzałem na zegarek. Była siódma. Zdziwiłem się. Nie chciało mi się wstać z wyra więc położyłem się na brzuchu i zacząłem szukać fajek pod łóżkiem. Trafiłem na kawałek pizzy, puste butelki, książkę, odtwarzacz MP3 a fajek jak nie było tak nie było. Wtem zadzwonił dzwonek. Pomyślałem w pierwszej chwili, że to Liv zapomniała kluczy więc nawet nie drgnąłem, ale ten ktoś był bardzo natarczywy. Wstałem, podszedłem do drzwi i otworzyłem. Facet nie pytając się o zdanie wszedł do środka, czym bardzo mnie zaskoczył. Wyglądał na akwizytora, sprzedawcę odkurzaczy, ale gdy dokładnie mu się przyjrzałem, zrozumiałem, że to nie jest byle jaki domokrążca. Miał w sobie tajemnicę. Taka krzyżówka Jamesa Browna, z Johnem Travoltą. No i był luzakiem. Spokój emanował od niego na kilometr. Zero spięcia, nic.
- Jestem Sumienie. – powiedział. – Ciasno tu.
Zatkało mnie zupełnie. Sumienie podeszło do okna i otworzyło je szeroko. – Przyda się trochę świeżego powietrza.
- Przepraszam, ale powinien Pan już sobie iść.
- Nie ma mowy. Widzi Pan, ja naprawiam ludzkie życia. –
powiedziało Sumienie i usiadło przy stole. – Napiłbym się kawy.
- Mam tylko piwo.
- Może być.
W połowie drogi do kuchni przypomiało mi się, że lodówka jest pusta.
- Przepraszam, ale nie mam piwa!
- Może być szklanka wody.
Wróciłem do pokoju, Sumienie wyciągnęło jakieś papiery.
- Widzę kiepskie życie,
- Nie skądże...wydaje się panu.
- Panie Piotrze. Nie oszukujmy się. Siedzę w tej branży od lat,
chodzę po ludziach i wie Pan co? Powiem Panu szczerze, że rzygam już tym. Chętnie zmieniłbym robotę, ale cóż, takie życie. Dlatego nie traćmy czasu na zwykłe pitu pitu i takie tam... Mam tu w dokumentach, że nie żyje się Panu najlepiej. I chciałby Pan coś zmienić.
- Wie Pan, nigdy się nad tym nie zastanawiałem i chyba ma Pan
złe informacje. Nie chcę nic zmieniać, chciałbym tylko...
- tylko...?
- E nic, nie ważne.
- Dobrze. Skoro Pan tak twierdzi...- powiedziało Sumienie – ja nie mogę do niczego Pana zmuszać. To by było na tyle. Do widzenia panu.

Sumienie wstało od stołu (James Brown jak nic) i wtedy coś mnie ruszyło w środku - zapytałem:
- To może ja mógłbym Panu jakoś pomóc?
- Poważnie?
- No tak, jeśli czegoś Panu potrzeba to...
- Wie pan. Od dwóch miesięcy jestem w pracy, ciągle łażę i łażę ,
wykąpałbym się chętnie...
- Nie ma sprawy tylko ja...
- ?
- ...nie mam prysznica ani wanny...ale mogę Panu napuścić wody.


Sumienie umyło się i poszło naprawiać życie innych ludzi. O całym tym zdarzeniu opowiedziałem Liv. Ta uznała mnie za świra i odeszła. Wcale się tym nie przejąłem. Pomalowałem ściany, odkurzyłem , wyczyściłem szafę w środku, dokończyłem scenariusz i może to zabrzmi dziwnie, ale naprawdę żyje mi się od tamtej pory jakoś weselej.

Opublikowano

Czasem zabierała mnie do nich sporadycznie. - albo czasem albo sporadycznie
z dredami, a nie w dredach

przecinki, czasem powtórzenia, ale zakładam, że narrator ma ubogi słownik

i drobna dygresja:
-mam wyrzuty sumienia
-masz przerzuty?? na jakieś ważniejsze organy, czy tylko na mózg??

Opublikowano

Czasem zabierała mnie do nich sporadycznie. - albo czasem albo sporadycznie
z dredami, a nie w dredach - dzięki

przecinki, czasem powtórzenia, ale zakładam, że narrator ma ubogi słownik
- nie to mój lapidarny styl

Espeno dzieki za odwiedziny

Opublikowano

Czyli jednak sumienie przydaje się czasem. Dobrze sie stało, że się rostaliście. Dzięki temu mamy okazję poczytać coś ciekawego z twojej strony. Było ok, tylko szkoda, że nie pociągnąłeś tego dalej...kilka rozmów z sumieniem, a potem z Liv. No i w końcu ona nie wytrzymuje i odchodzi...i wy z sumieniem pijecie to piwo. Heh!he! Albo coś takiego. Dziwię się, że to ty ją nie olałeś. Ale...Generalnie dobry pomysł. p.s. Jeden błąd..Pisze się lepiej na wspomaganiu, tylko potem dużo trzeba poprawiać. Ale jednak łatwiej ..otworzyć się.Pozdrawiam

Opublikowano

"Dziwię się, że to ty ją nie olałeś."


Nie lubię tłumaczyć swoich tekstów, ale czy nie widać, że Liv jest jedyną pozytywną postacią w tym opowiadaniu, dlaczego narrator miałby ją olać? To byłby szczyt jego egoizmu... nie płaci za ćpanie, wykorzystuje ją, narzeka...a przecież ona jest zagubiona i nie robi nic złego?

Dziękuje za opinię, z tym wspomaganiem to bym się nie zgodził..ale to moja prywatna sprawa

Dzięki. 3m się

Opublikowano

nie ma za co.

Wydawało mi się, że przekaz jest oczywisty, że sumienie , które w nim narasta, jest spowodowane tym, że źle traktuje kobiete, z którą mieszka, a która się z miłości do niego poświęca, a nie gryzie go sumienie dlatego że ćpa. Przez swój egoizm traci ją, i mimo, że nieświadomie oczyścił swoje sumienie , nie wyniósł z tej historii żadnej nauczki, bo prawda jest taka, że ludzie tacy jak on są niereformowalni.

Muszę nad tym popracować.

Pozdrawiam .

Opublikowano

Dzięki Piotruś, za wyjaśnienia. Mamy inne spojrzenie na tą samą sprawę, dlatego te nieporozumienie. Super!!! To znaczy, że dealer narkotyków, który dostarcza ci prochów, żebyś się szybciej przekręcił jest osobą pozytywną!!! To może lepiej wracaj do slamsów Amsterdamu, albo do Kopenhagi, gdzie naoglądałem się popłuczyn "Children of Flowers". p.s. Pozdrowienia od mojej żony, która przeszkadza mi często w pisaniu. Nie wiedziała, że jest osobą ...pozytywną!!!Przeszkadza mi jeszcze bardziej. Pa,Pa...to od niej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Pozdrów ją ode mnie , bo pewnie bez tego przeszzkadzania nic byś nie napisał :PPP
Nie mam dokąd wracać, bo nigdy tam nie byłem, nie byłem nigdzie, chyba jeszcze sie nie urodziłem nawet, ona nie jest dilerem, raczej łącznikiem, poswiece tej postaci kiedys wiecej czasu psychologicznie

p.s i tak mnie nie sprowokujesz, :D za Szanowny Panie Bukowski, Dziwkę na blaszanym... sygnaturkę i styl nie mogę cie nie lubić mimo, ze cie nie znam...

No chyba że, ze zaczniesz pisać o Misiach, i nazywać mnie pedałem np...tego nie zniese
Opublikowano

mnie nie przekonał ten tekst. jakby streszczenie jakieś - postaci zbyt niewyraźne mnie się zdają, nie ma tu przedstawionej żadnej motywacji; żadnego życia nie widzę. dla przykładu: jak palili te dwie fajki? spalili jedną buch po buchu, nabili i znów? (wtedy strasznie twardzi, albo palenie słabe...) a potem się bzykali - jak tzn. odłożyli fifkę rozebrali się i bzykali? Nie mogę sobie tego wszystkiego wyobrazić. Nie dajesz tej możliwości, za szybko - streszczenie.
Plus, bo potoczysta i jędrna narracja

Opublikowano

rzadko pojawiam się na tym forum, ale twoich tekstów nie przegapię, o nie !
pasuje mi sposób, w jaki opisujesz realcje międzyludzkie i to co dzieje się w ich głowokosmosach
podoba się dialog, radzisz sobie z nim doskonale, oraz spojrzenie na coś, co zwane jest sumieniem

Opublikowano

Ulindo, proszę cię!!!. Nie poruszaj tematu dawania dupy za coś. Bo to temat rzeka [rzecz znana od ery kamienia łupanego ]i nic nowego...nie wymyślisz. Autor [chyba] chciał podkreślić jej poświęcenie dla niego.Pozdrawiam cię serdecznie. To dawanie zawsze łączy się...z jakąś małą przyjemnością ! heh!he! Żartowałem !!!

Opublikowano

chodzi o to, ze juz era kamieinia minęła. teraz poswiecenie polega na łażeniu, załatwianiu, dzwonieniu itp. dawanie dupy to ciągle tylko dawanie dupy. jezeli daje sie dupy dla własnych korzyści - w porządku. jezeli danie komuś dupy tłumaczymy "to dla ciebie misiu" - nie w porządku.

Opublikowano

Niejedna era mineła, a ludzkie namiętności nie. To jest ponadczasowe. Dzięki za ten wykład. Teraz rozumiem czemu tak dużo daje dupy...awans, gratyfikacja itd. Dla mnie jest odwrotnie...bo czasem można się poświęcić dla drugiej osoby...ale teraz wszyscy myślą tylko o sobie. Takie czasy.Pozdrówka. p.s. jeśli bym dał dupy, to tylko dla przyjemności a nie dla..korzyści. Pa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Największym luksusem śmiertelności jest tworzyć coś, co również umrze.”   Czas płynie nieubłaganie. Przypominacie mi o tym ciągle, niczym natrętne mechaniczne zegary, prędkie stopery  czy piaskowe, szklane klepsydry. Macie obsesję na jego punkcie, ponieważ jesteście ostatnim pokoleniem. Cywilizacją końca. Za dnia wyrzymacie każdą sekundę, z mokrych od niewolniczego potu koszul. Nocami patrzycie bezsennie  na cienie sufitowe w sypialni. I wracacie utrudzonymi myślami  do czasów błogiego dzieciństwa, nie przynosi Wam to ulgi a strach. Obłęd nieuniknionego widma śmierci, która w każdej chwili może wyjść z szafy  i zabrać Was do siebie. Znacie dobrze smak,  depresyjnej niemocy. Porażki planów i zawodu otoczenia. Kto chciałby brać udział w walce o byt, gdyby wiedział, że zawsze kolejka jest równa długości ludzkiego istnienia. A jedynym wolnym miejscem  jest to w ogonie stawki. Na samym jej końcu.   Czas odliczam w gonitwie gwiazd. W koniunkcjach i przesileniach. W miesiącach winy. W latach kary. W wiekach przekleństwa. W erach prędkich i jasnych jak błysk świetlny. W galaktykach zimnych i martwych  jak bezdenne oczy czarnych dziur. Jestem poza horyzontem czasu i zdarzeń. Nie podlegam prawom natury. Jestem wolną cząstką. Rzucaną na linię zdarzeń. Czasami wydaję mi się,  że pędzę naprzód a potem okazuję się, że nigdy nie ruszyłem się z punktu zero. Lub przytomnieje w dalekiej przeszłości, otoczony gotyckimi aniołami, wiktoriańskimi balami i przepychem śmietanki salonu.   Mówicie, że straciłem już wszystko. Nie zyskałem nic. Bo w życiu nie można nic zyskać. Mam swoją samotną planetę  i różę o którą pieczołowicie dbam. Ona nawet nie kwitnie. Rośnie z każdym rokiem mocniej. Nie rozmawiam z nią bo ona nie potrzebuję  moich słów by mnie zrozumieć.  Wie wszystko. Jest najcenniejsza. Choć dla każdego innego  nie ma żadnej wartości. Tylko ja widzę jej piękno i powab. Inni gorszą się jej osobliwym wyglądem. Jej ciernie ranią duszę do głębi, korzenie nie pozwalają zapomnieć, łodygi zniewalają przeguby  i więżą w okowach szaleństwa. Gnilny swąd otępia zmysły. Blizny krwawią trucizną nektaru. Liście opadają zanim się w pełni rozwiną. Ta róża będzie strażnikiem mojego grobu. Ostatnimi słowami poety. Króla ulicy i nędzy. Wyklętego karalucha, literackiego ścieku.   Planeta leżała daleko  poza najodlejszymi rubieżami. Tam naprawdę kończył się świat. A zaczynały zaświaty. Już z wysoka widział wszystko jak na dłoni. Poeta leżał bez życia na wznak. Rażony gromem nagłego zgonu. Oczy miał czarne i duże, lico spokojne, przypominało maskę. Na planecie nie miał kompletnie niczego. Schronienia, jedzenia czy wody. Była na niej jedynie usypana rękoma mogiła. A na jej kopczyku krzak dzikiej róży. Kruk wylądował zaraz obok niej. Wiedział, że była ona jedyną miłością poety. Jego całym skarbem i dorobkiem. Lecz nikt nigdy  nie uważał ją za piękna ani nawet właściwą. Przeżyła twórcę i to było jego celem. Lecz teraz jej los był przesądzony. Nie mogła liczyć na innego opiekuna. Kruk wyrwał krzak z mogiły i uniósł się z nim w przestwór kosmosu. Leciał tak przez świetlne eony. Bez odpoczynku i przystanku. Wleciał wreszcie do jednej z czarnych dziur, Jej tunel zaprowadził go do innego wymiaru. Wypuścił z dzioba krzak róży  z ukrytą w nim duszą poety. Poza horyzont czasu, przestrzeni i wszelkich, przeszłych i przyszłych zdarzeń  
    • @Rafael Marius Tak dlatego się ich nieco znieufuje żeby poszli w skrzyknięcie się...
    • @Jacek_Suchowicz szara piechota
    • @Berenika97 Dobra, dobra, tyle teoria, piękna i poetycka w istocie, ale realia trzeba na ogół zaplanować, ba, wyrachować nawet bo inaczej nie wychodzi :))
    • Dziękuję @Łukasz Wiesław Jasiński Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...