Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

chwile był w warsztacie,nie mogłam sie zdecydować na zmiany,i nie mam pomysłu co z tym fantem zrobic:)

Michał,jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B (żartuje, nie rób tego za mnie,ale może choć troszkę więcej podpowiedz:))

jak coś to walic prosto z mostu,otwartam

Opublikowano

powiem to samo co w warsztacie "podoba mi sie tak jak jest i nie sądzę żeby w nim cokolwiek zmieniać bo to go nie ulepszy,
co do wiersza - nie powiem że to lepszy z twoich nie ma wyraźnie zaakcentowanej pointy, jest cichy i malutki, a jak czytam niektóre z twoich wierszy to powalaja na kolana ten tego nie zrobił i dlatego dziś nie zachwycam się"

pozdrawiam BS

Opublikowano

kyo,dzięki:)

Michale,widzisz w obliczu Z nawet najgorsze gnioty na P błyszczą,nie wiem za bardzo czy brać do siebie Twoje słowa,ale dzięki że wpadłeś i dzięki za sugestie w W:) Coz za sektory tutaj mamy

Kirke,również pozdrawiam,fajnie że znalazlas cos dla siebie

Łabądku,dzięki że odwiedzilas,postaram sie zeby nastepne byly lepsiejsze:)))

buziaki

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ale logika mówi, że skoro jest ten podział, to jest. a to, że pod szyldem "dobrze wladających" pałętaja się niedobrze władający, to też coś znaczy. I jak ktos sobie wejdzie obcy w Z, i pzreczyta, co tam jest to padnie. I bynajmniej nie z wrażenia... Zatem dlaczego wiersze dobre mają byc w segregacji jako te gorsze ??? Tak z obiektywnego punktu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ale logika mówi, że skoro jest ten podział, to jest. a to, że pod szyldem "dobrze wladających" pałętaja się niedobrze władający, to też coś znaczy. I jak ktos sobie wejdzie obcy w Z, i pzreczyta, co tam jest to padnie. I bynajmniej nie z wrażenia... Zatem dlaczego wiersze dobre mają byc w segregacji jako te gorsze ??? Tak z obiektywnego punktu...

a co Ty mnie pytasz,ja tą orgią nie zarządzam:) ewentualnie jakaś rebelia czy cuś:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...