Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziecięce zabawki: koparka, wiaderko, łopatka, foremki.
Porozrzucane bezładnie.
Drobne ślady na piasku.
To jest proste i zwyczajne.
To jest oczywiste klarowne i czyste.
A potem idę swoją ulicą……
głosy dzieci przyćmione i nabrzmiałe.
I już nie jest prosto.
I już nie jest klarownie.
Czystość duszy?
Nie jestem pewien czy potrafię?
Czy potrafię nie słyszeć?
Biłem kiedyś bydlaka, biłem zaciekle.
I było mi lepiej i czułem się lepszy.
Ale w oczach dzieciaka,
nie było nawet strachu,
nie było nic.
I w niczym już nie pomogłem, mimo że połamałem bydlakowi ręce.
Dzieciak skulił się w swoją duszę i uciekł.
Została skorupa.
Ból dzieciaka wlał się we mnie
i wychodził rytmem.
Zimno i metodycznie.
To nie było zadośćuczynienie
ani sprawiedliwość.
Do dzisiaj pamiętam metaliczny smak
i bezsilność.

Życie jest wartością.
Chyba jednak jest?
Mógłbym wtedy zabić.
Ale obiecałem coś sobie……

Opublikowano

ciekawa treść w nieciekawej formie. jak dla mne to za dużo tu przegadania i powtórzeń. ale podoba mi się styl. mimo wszystko za długie.

Dziecięce zabawki: koparka, wiaderko, łopatka, foremki.--->wszyscy wiedzą, że to zabawki, początek wersu bym wyrzuciła.
Porozrzucane bezładnie.
Drobne ślady na piasku.
To jest proste i zwyczajne.
To jest oczywiste klarowne i czyste.--->niepotrzebne powtórzenie wersu, wybrałabym 2z 4 słów
A potem idę swoją ulicą……--->jeden wielokropek zdecydowanie wystarcza:)
głosy dzieci przyćmione i nabrzmiałe.
I już nie jest prosto.
I już nie jest klarownie.
Czystość duszy?
Nie jestem pewien czy potrafię?---->zbędny wers
Czy potrafię nie słyszeć?
Biłem kiedyś bydlaka, biłem zaciekle.
I było mi lepiej i czułem się lepszy.
Ale w oczach dzieciaka,
nie było nawet strachu,
nie było nic.
I w niczym już nie pomogłem, mimo że połamałem bydlakowi ręce.
Dzieciak skulił się w swoją duszę i uciekł.--->znów "dzieciak"powtórka
Została skorupa.
Ból dzieciaka wlał się we mnie--->powt.
i wychodził rytmem.
Zimno i metodycznie.
To nie było zadośćuczynienie
ani sprawiedliwość.--->dobre, choć skleiłabym te dwa wersy
Do dzisiaj pamiętam metaliczny smak
i bezsilność.

Życie jest wartością.
Chyba jednak jest?
Mógłbym wtedy zabić.-->a może "mogłem"?
Ale obiecałem coś sobie……

to tylko moje marudzenie:)

pozdrawiam ciepło
ER

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...